Przesilenie zimowe to jedno z ważniejszych świąt w Akademii Jednorożców. Wszyscy czekają na nie z niecierpliwością, ale Ava – jedna z uczennic – chyba najbardziej. Dyskusje o prezentach i pysznych potrawach nie cichą. Uczniowie i profesorowie odliczają czas do świętowania. Jednak w tym roku nic nie idzie po ich myśli. A właściwie przez pewnego „złego skrzata” całe święta się „sypią”. Czy uda się je uratować? Do tego wszystkiego Ava, w pogoni za perfekcyjnymi świętami, kłoci się z przyjaciółmi? Czy samotnie będzie w stanie uchwycić magię tego czasu? Nawet w tak cudownym miejscu, jak Akademia Jednorożców będzie to trudne.
Przesilenie zimowe można łatwo odnieść do naszego Bożego Narodzenia. Wywodzi się z innej tradycji i nawiązuje do innych wydarzeń, ale aura jest podobna, jak i dopatrzymy się podobnych zwyczajów. W tym tomie „Unicorn Academy” poruszono, może już nieco oklepany, ale mimo wszystko ważny temat, co jest najważniejsze podczas świąt. Piękne prezenty, perfekcyjne dekoracje i pyszne jedzenie, czy może ludzie? Bohaterowie będą musieli sprostać wielu wyzwaniom, aby spróbować zorganizować jakiekolwiek święta. Czy chociażby zbliżą się do ideału? A może wyjdzie im coś lepszego?
Czytając kolejny tom „Unicorn Acadamy” - dodam, że nie znamy serialu z platformy Netflix – odnoszę wrażenie, że dużo dzieje się na backstage'u i czytelnicy nie mają do tego dostępu. Co mam na myśli? Poszczególne tomy skupiają się na konkretnych bohaterach i ich epizodach. W tym wszystkim ginie cudowny świat. Czujemy, że jest on wspaniale rozbudowany. Nie tylko przesycony magią, brokatem i kolorem, ale ma swoją historię, strukturę, a to się gdzieś rozmywa. Uciekają też wątki poboczne. Autorzy wspominają, że w międzyczasie coś się wydarzyło, ale my nie mamy szansy zbadać tych wydarzeń. Daje mi to wrażenie niekompletności i pewien niedosyt. Chciałabym zanurzyć się w to uniwersum, ale mogę zaledwie zanurzyć kostki.
[Egzemplarz recenzencki]

Bardzo trafna uwaga o tym zanurzeniu w świat tylko do poziomu kostek oraz o kontraście między dążeniem do perfekcji a prawdziwą magią relacji. To uniwersalny motyw, który w realiach Akademii Jednorożców nabiera pewnie dodatkowego uroku, ale szkoda, że potencjał tak barwnego uniwersum nie jest w pełni wykorzystany w wątkach pobocznych. Twoja recenzja daje do myślenia i jest istotną wskazówką dla kogoś, kto szuka w lekturze głębi oraz wielowymiarowości.
OdpowiedzUsuńGracias por la reseña. Te mando un beso.
OdpowiedzUsuńNie znam tej serii, ale mogłabym dać jej szansę. Szkoda tylko, że w tym tomie czuć pewien niedosyt...
OdpowiedzUsuńTrochę szkoda, że wątki poboczne giną i nie ma pełnego obrazu Akademii – też czuję niedosyt, gdy historia zostawia za dużo „niedopowiedzeń”. Mimo to klimat przesilenia zimowego i całej magii miejsca wydaje się naprawdę wciągający.
OdpowiedzUsuńLubię książki o jednorożcach :)
OdpowiedzUsuń