Pages

4.19.2026

"Karawele" António Lobo Antunes

Kiedy dostałam informację o nowym wydaniu powieści "Karawele" Antonio Lobo Antunesa dłuższą chwilę zastanawiałam się, czy po nią sięgnąć. Skąd moje wątpliwości, wszak już trochę prozę tego autora znam. Posłuchajcie, o co chodzi w tej książce. Rok 1975. Po rewolucji goździków upada potęga Portugalii, a retornados (koloniści) wracają do kraju. Wraz z nimi wracają wielkie, ważne postaci dla historii tego kraju. Ci którzy rządzili, ci którzy byli na piedestale, ci którzy żyją jako wielcy w umysłach Portugalczyków. Antuanes robi na tę wielkość zamach. Pisze powieść przekorną, buntowniczą, w której niejako obala portugalskie świętości. Urzekła mnie jego odwaga, bo jak inaczej nazwać atak na narodowe mity. Natomiast Portugalia i jej historia to dla mnie ziemia nieznana. Czy będę w stanie zrozumieć i docenić "Karawele"?

Od razu ślę głębokie ukłony w stronę wydawcy, a także tłumacza – Wojciecha Charchalisa – że zdecydowali się opatrzyć książkę wstępem, który bardzo ułatwia jej zrozumienie. Na "dzień dobry" zostały rozwiane moje obawy. To nie jest obszerny wykład z historii Portugalii, ale jest tam wszystko czego potrzebowałam, żeby w ogóle zmierzyć się z "Karawelami". A jest się z czym mierzyć, bo proza Antunesa jest misternie tkana. Właściwie autor tworzy zamierzony chaos. W opisie możemy przeczytać o pomieszaniu czasu akcji itp. Dla szukającego spójnej fabuły czytelnika lektura tej książki będzie dziwnym doświadczeniem. Dodajemy do tego zagubienie i brud otaczające bohaterów. Autor jest niczym buldożer rozjeżdżający idealne obrazy narodowej wielkości.

Zostawmy na moment Portugalczyków i zastanówmy się ogólnie, czy narodowa tożsamość oparta jest na kłamstwie. Jak duża jest moc propagandy? No i czego my, zwykli lidzie chcemy: pięknej dającej nadzieję i dumę opowieści, czy nie zawsze wygodnej obiektywności? Chyba Antunes tą książką trochę "włożył kij w mrowisko", prowokując nas do krytycznego spojrzenia na własną historię.

[Egzemplarz recenzencki]

7 komentarzy:

  1. Wspaniały temat. Ja rok temu w Publicznej z kolei znalazłem dwa tomy historii Portugalii. Pozdrawiam Asiu .

    OdpowiedzUsuń
  2. Twoja recenzja przekonuje mnie, że warto wyjść poza literacką strefę komfortu, a pytanie o wybór między wygodnym mitem a bolesną prawdą jest wyjątkowo trafne. Taki literacki buldożer bywa potrzebny, by spojrzeć na historię świeżym okiem, dlatego dobrze wiedzieć, że wstęp od tłumacza pomaga przetrwać ten zamierzony chaos.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zdobywanie nowych światów oraz eksploatacja ich to nigdy nie była sielanka, zwłaszcza dla tubylców.
    Ten temat jest bardzo interesujący. Tylko trochę niepokoi mnie ten początkowy chaos.
    Przyjemnego nowego tygodnia.🤗

    OdpowiedzUsuń
  4. Brzmi jak książka, która nie tyle się „czyta”, co raczej rozbraja w głowie czytelnika to, co wcześniej wydawało się uporządkowane. I to chyba jest w Antunesie najbardziej charakterystyczne — on nie daje komfortu, tylko zmusza do pracy, nawet jeśli momentami jest to praca niewygodna i chaotyczna. I masz rację z tym „kijem w mrowisko” — tylko że tu to nie jest jednorazowy gest, raczej systematyczne podważanie tego, co wygodne. I to zawsze budzi opór, ale też zostaje w głowie na dłużej niż dobrze uporządkowana narracja.

    OdpowiedzUsuń
  5. Na pewno jest w niej wiele ciekawostek :)

    OdpowiedzUsuń