Czy bratnie dusze zawsze się odnajdą? Miło jest wierzyć, że tak. Bohaterowie powieści „Witaj, piękna pastereczko” zrobili to w niecodziennych okolicznościach. Albańskie góry. Starszy mężczyzna urządza sobie wycieczkę na Harleyu. Nagle drogę zastępuje mu stado owiec, a wśród nich ona, piękna pastereczka. Dwudziestokilkuletnia Louisa od razu przykuła jego uwagę. Pomyślicie sobie, że dziad upatrzył sobie młodą dziewczynę. To nie tak. Konrad Cieplik, autor książki, kreuje bardzo ciekawą relację opartą na trudnym do zdefiniowania magnetyzmie. Na czymś co nazywamy właśnie porozumieniem dusz. Więź głęboką, szczerą, troskliwą. Więź magiczną.
Jest to książka z tych spokojnych, nieco lirycznych. Znajdziemy tu co prawda kilka zwrotów akcji, które nieco ożywiają fabułę, ale nie ukrywajmy, że to nie one są najważniejsze, a bohaterowie. „Witaj, piękna pastereczko” to powieść oparta głównie na dialogach. On i ona rozmawiają mając za nic czas i obowiązki. Ważni są wyłącznie oni. Cieplik uchwycił to, jak są na sobie skoncentrowani. Oni nie tylko mówią, ale też uważnie słuchają i obserwują. Chłoną siebie. Są dla siebie – tu i teraz – całym światem. Chcą się siebie, jak najlepiej nauczyć, ale też – w końcu – znaleźli kogoś, komu mogą się wygadać. Doceniają uwagę, jaką poświęca im druga osoba i się otwierają. Otwierają pomimo doświadczeń, pomimo zranienia, pomimo traumy.
Wspomniany liryzm jest naprawdę czarujący, aczkolwiek Konrad Cieplik postarał się, abyśmy zbytnio się nie rozmarzyli podczas czytania książki jego autorstwa. Nie mogę mu wybaczyć, że burzy te inteligentne, zabawne, wzruszające, delikatne, czułe, a nawet czasami frywolne dialogi przekleństwami. Kompletnie nie rozumiem ich zastosowania. Dlaczego dana postać nagle się unosi i zaczyna „rzucać mięsem”? Dlaczego „zajebiście” nie można zastąpić innym przymiotnikiem? „Łacina”, chociaż nie dominuje, bardzo burzyła mi odbiór książki. Czułam się tak, jakby podczas słuchania muzyki relaksacyjnej, ktoś zaczął skrobać widelcem o talerz. Ekstremalnie wysoki poziom wytrącenia z równowagi.
„Witaj, piękna pastereczko” czaruje przede wszystkim klimatem. Cudownie można zasłuchać się w rozmowy bohaterów, a odludne tło dodaje jeszcze temu uroku. Cieplik sprawnie operuje słowem, aby stworzyć bohaterom swoisty mikroświat. Wrażenie, że oni żyją wyłącznie dla sobie jest porażające i zachwycające. Nie wiem, po co stworzył rysy na tym krysztale. Po co te brzydkie słowa go skaziły? Zapewne miał w tym jakiś zamysł. Nie będę domniemywać jaki. Jak już wspominałam, mnie wulgaryzmy kompletnie wybijały z rytmu, a odbiór książki sporo na tym stracił.
Książka z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl.

Ciekawa recenzja. Przekonałaś mnie tym opisem relacji, chociaż te wulgaryzmy w lirycznym klimacie faktycznie brzmią jak zbędny zgrzyt.
OdpowiedzUsuńDla mnie nadmiar wulgaryzmów w literaturze obyczajowej to niestety powód żeby zrezygnować z lektury, ale albańskie góry i motyw podróży brzmią ciekawie.
OdpowiedzUsuńRozumiem, gdy postacie się unoszą i rzucają miesem, w końcu bohaterowie to też ludzie, ale dziwne jest, gdy robią to bez powodu :)
OdpowiedzUsuńDawno nie czytałam tego typu klimatycznej powieści i jak mi wpadnie w ręce to chętnie przeczytam.
OdpowiedzUsuńI chociażby dla tego klimatu sięgnę po książkę.
OdpowiedzUsuńCiekawie o niej piszesz. Zastanowię się jeszcze nad przeczytaniem.
OdpowiedzUsuńOpis tej niezwykłej więzi między bohaterami brzmi tak zachęcająco że chyba przymknę oko na ten język.
OdpowiedzUsuńChyba nigdy nie czytałam żadnej ksiązki z akcją w Albanii.
OdpowiedzUsuńKsiążka mnie zainteresowała. Nie lubię wulgaryzmów w książkach, ale może to znajduje dodatkowego odbiorcę!
OdpowiedzUsuńJuż sam tytuł mnie zaciekawił. Dzięki za polecenie! Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do mnie, oczywiście ♥️
OdpowiedzUsuń