Pages

3.09.2026

"Obietnica pod jemiołą" Richard Paul Evans

Wyobraźcie sobie taką sytuację. Siedzicie sobie i jecie lunch. Podchodzi do was nieznajomy (albo nieznajoma). Chwilę sobie miło gawędzicie, a ten (alb ta) proponują niecodzienny układ. Macie udawać, że jesteście parą. Umowa będzie szczegółowo opisywać zasady tego związku i czas jego trwania. Wchodzicie w taki układ czy nie? Oczywiście zakładając, że jesteście singlami. Elise, bohaterka powieści „Obietnica pd jemiołą” Richarda Paula Evansa, zgodziła się. Stwierdziła, że straciła w życiu tak dużo, że więcej nie może, a tajemniczy nieznajomy wzbudził w niej ciepłe uczucia. Obje nie lubią przedświątecznego okresu, a wspólne bywanie na tych wszystkich imprezach zaoszczędzi im obu przykrych komentarzy. Elise i Nicolas zawierają umowę, dzięki której ponownie zrozumieją, co to znaczy kochać.

Od początku wiemy, że w życiu głównej bohaterki wydarzyła się jakaś tragedia, a jej wspomnienie przykleiło się do niej jak cień. Dzień mija za dniem, a spotkanie Nicolasa jest jedyną ekscytującą rzeczą, jaka jej się przydarzyła od dłuższego czasu i jak się okazuje porusza on dawno zastygłe w jej sercu struny. Oczywiście zastanawiamy się nad jego intencjami. Gdyby tę książkę napisał ktoś inny, zastanawiałabym się, czy to nie jest jakiś świr. Jednak jeżeli mieliście już styczność z książkami Evansa i polubiliście się z nimi to mogę wam powiedzieć, że „Obietnica pod jemiołą” może przypaść wam do gustu. Jest to jakże charakterystyczna dla tego autora niepozbawiona dramatyzmu, ale pełna ciepła i nadziei proza. Zaskoczyło mnie, jak pisarz poprzecinał losy tej dwójki i jak sprytnie pokazał, są sobie potrzebni.

Zawsze miło spędzam czas z książkami Evansa. Mają one w sobie jakąś magię, która pokazuje, że życie jest piękne. I tak też jest w przypadku „Obietnicy pod jemiołą”. Uroniłam łezkę nad dramatem Elise, wzburzyłam się razem z nią, kiedy poznałam motywacje Nicolasa, i każdego dnia coraz bardziej się w nim zakochiwałam bojąc się, co będzie kiedy umowa się skończy.

5 komentarzy:

  1. Ciekawy pomysł na historię, bo taka propozycja „udawanego związku” brzmi z jednej strony trochę absurdalnie, a z drugiej łatwo sobie wyobrazić, że w pewnych okolicznościach ktoś naprawdę mógłby się na to zgodzić. Jeśli ktoś jest po trudnych przejściach i ma już dość samotnych świąt czy niezręcznych pytań ze strony rodziny, to taki układ może wydawać się całkiem kuszący. No i chyba dlatego takie opowieści dobrze działają szczególnie w okresie okołoświątecznym — jest w nich trochę smutku, trochę nadziei i ta myśl, że nawet po trudnych momentach w życiu może pojawić się ktoś, kto wszystko poukłada na nowo.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawy dylemat, bo choć w rzeczywistości pewnie zapaliłaby mi się czerwona lampka, to w literaturze takie motywy zawsze mają w sobie coś przyciągającego. Evans ma dar do pisania o trudnych emocjach w taki sposób, że po lekturze zostaje w człowieku spokój i nadzieja.

    OdpowiedzUsuń
  3. Gracias por la reseña. Te mando un beso.

    OdpowiedzUsuń
  4. Od czasu do czasu sięgam po takie książki by mieć miły i relaksujący reset.

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytałam kiedyś, później autor już mi się "przejadł". Nic odkrywczego niestety.
    Pozdrawiam już wiosennie ♥️

    OdpowiedzUsuń