Jeżeli miałabym wymyślić jakiś inny tytuł dla powieści „Piąta czarownica” Grahama Mastertona byłoby to „Czarownice i gangsterzy”. Może nie ocieka on finezją, ale oddaje to, co znajdziemy w tej książce. Akcja dzieje się w Los Angles. Obserwując jednego z wpływowych przestępców, w dziwnych okolicznościach, ginie trójka policjantów. Świadkowie zeznają, że chwilę przed zapaleniem się ich auta pewne kobieta wykonywała przed nim dziwne gesty. Detektyw Dan Fisher, który analizuje tę sprawę, zaczyna przypuszczać, że w grę mogą wchodzić nadprzyrodzone moce, a kolejne wydarzenia to potwierdzają. Czarownice przybyły do LA i stanęły u boku tych złych. Jakie mają plany? Jakimi metodami walczyć z magią?
Kiedy dyskutowałam ze znajomymi o tej powieści zderzyły się dwie sprzeczne opinie. Znalazłam grupę entuzjastów i takie osoby, które kompletnie nie poczuły tej historii. Ja niestety zaliczam się do tej drugiej, ale przyjrzyjmy się obu stronom, bo poniekąd rozumiem i głosy zachwytu i niezadowolenia.
„Piąta czarownica” to powieść sensacyjna z elementami nadprzyrodzonymi. Jak to u Mastertona niektóre metody mogą wydać się przesadzone, efekciarskie, jednak nie jest to najbardziej brutalna z jego powieści, a nawet powiedziałabym, że dosyć łagodna. To co może się podobać to wartka akcja, tak charakterystyczna dla tego typu książek i przeniesienie lokalnych wierzeń, mitologii, demonologii na współczesny grunt i to w iście hollywoodzkim stylu. Generalnie jest to porządna rozrywka i niekoniecznie tylko dla miłośników horrorów. Łącząc grozę z sensacją Masterton uzyskał coś uniwersalnego.
Pozwolę sobie zaryzykować stwierdzenie, że właśnie ci co czytają dużo horrorów najmniej polubią się z tą książką. „Piąta czarownica” zachwyca tempem, ale brak w niej mrocznego, przeszywającego klimatu. Ja uważam, że porządny horror nie może tak pędzić. Jego siła tkwi w ciszy, która przeszywa nas na wskroś i sprawia, że napięcie sięga zenitu. W akcji tego nie ma. Tu cały czas funkcjonuje się na adrenalinie i nie ma chwili na poczucie zagrożenia. A tak między nami, jakoś nie kupuję tych czarownic u boku gangsterów. Jest w tym coś męskiego – zresztą to częściej panowie sięgają po sensację właśnie – a dla mnie czarownictwo ma wymiar kobiecy. I tej kobiecości Masterton nie uchwycił. Dlatego cała powieść jest, w moim odczuciu, nieco płytka. Taka lektura mnie nie pociąga.
Jak widzicie mnie „Piąta czarownica” nie urzekła, a wręcz wynudziłam się przy jej czytaniu. Natomiast rozumiem komplementy, jakie czytelnicy wysyłają pod jej adresem. Ta książka to czysta rozrywka. Ma w sobie wszystkie elementy tak dla literatury sensacyjnej charakterystyczne m.in. spektakularne sceny akcji, których logiki nie ma co analizować, a należy je podziwiać. Jeżeli was cieszą takie książki i jesteście gotowi pobawić się mitologią, to pewnie odnajdziecie się w tej powieści. Jeżeli szukacie rasowego, klimatycznego horroru, wybierzcie inną książkę tego autora.

Ciekawa analiza, zwłaszcza to trafne spostrzeżenie o braku kobiecego pierwiastka w kreacji czarownic. Twoja propozycja tytułu „Czarownice i gangsterzy” właściwie mówi wszystko o tej książce i tłumaczy, dlaczego ten potencjał rozmył się w efektownych wybuchach. Zgadzam się, że w dobrym horrorze to właśnie cisza i niepokój budują najlepszą atmosferę, a nie ciągła adrenalina. Szkoda, że Masterton tym razem postawił na hollywoodzką sensację kosztem klimatu.
OdpowiedzUsuńPodoba mi się, jak wyważasz zalety i wady „Piątej czarownicy”. Wyraźnie pokazujesz, że to szybka, sensacyjna rozrywka z elementami nadprzyrodzonymi, ale nie horror w klasycznym, mrocznym sensie. Dobrze też ujęłaś, dlaczego nie każdemu spodoba się połączenie czarownic z gangsterami – to naprawdę nietypowa mieszanka!
OdpowiedzUsuńJa nie czytam horrorów, więc może by mi ta książka przypadła do serca. 🙂
OdpowiedzUsuńGracias por la reseña. Te mando un beso.
OdpowiedzUsuńJeszcze nie czytałam żadnej książki autora, więc kto wie, może akurat by mi się spodobała.
OdpowiedzUsuńMimo tej nudy czuję się zachęca
OdpowiedzUsuńWitaj końcówką marca Joasiu
OdpowiedzUsuńO popatrz, zupełnie zapomniałam o tym autorze...
Pozdrawiam oczekiwaniem na Wielki Tydzień
Widać, że czytałaś książkę uważnie i potrafisz spojrzeć na nią z różnych perspektyw. Masz rację – połączenie czarownic z gangsterami to dość nietypowy pomysł i faktycznie może nie do końca oddawać „kobiecą energię” czarownic. Fajnie, że zaznaczasz też tempo akcji i brak prawdziwego napięcia – to ważne dla osób szukających klasycznego horroru.
OdpowiedzUsuńChętnie przeczytam, znam twórczość Mastertona i ciekawi mnie, jak połączył elementy sensacji z nadprzyrodzonym. Twoja analiza dobrze pokazuje, czego można się spodziewać, a czego nie – przyda się każdemu, kto zastanawia się nad lekturą
OdpowiedzUsuńI only read non fiction. Thank you for this post.
OdpowiedzUsuńMuszę przyznać, że fabuła sama w sobie mnie zaciekawiła. Chociaż z Twojej receznji wynika, że z wykonaniem było gorzej
OdpowiedzUsuń