„Pas Szahida” to trzeci tom trylogii „Cienie w mroku” autorstwa Wojciecha Kulawskiego (poprzednie dwa to „Rzeźbiarz kości” i „Projekt 1002”). Trylogii, w której autor zaczyna od makabrycznych wydarzeń II wojny światowej, aby przez czasy PRL dotrzeć do współczesności. Trylogii, w której nic nie ginie, która prezentuje zaskakujący ciąg wydarzeń, w której przeszłość stała się projektantem teraźniejszości. Trylogii wyjątkowo mocnej i intensywnej. „Pas Szahida” rozpoczyna się od ataku bronią chemiczną, a to dopiero zapowiedź tego, co będzie się w tej książce działo.
Kulawki zaczął tę opowieść intrygującym wątkiem zagadek matematycznych ukrytych w domu Tomka Wetlińskiego oraz makabrycznych „dzieł sztuki”, co mogliśmy śledzić w powieści „Rzeźbiarz kości”. „Projekt 1002” to bezwzględna historia eksperymentów na ludziach. Natomiast „Pas Szahida” to doskonałe zwieńczenie trylogii.
Dafner i Weltiński, bohaterowie książki, są już bardzo zmęczeni, a wręcz „przetyrani” tym, co ich spotkało. Jednaka ciągle są w grze. Tym razem akcja przybiera międzynarodowy wymiar, a bohaterowie muszą jechać do Manchesteru, a tam poddać się zasadom gry. Czy w ogóle maja szansę ja wygrać? To pytanie nie jest przypadkowe, bo jeden z antagonistów jest zafascynowany teorią gier. Kreuje rzeczywistość, ale ceni dobre wybory. Być może zostawi chłopakom jakąś furtkę?
„Pas Szahida” to powieść sensacyjna w najlepszym wydaniu. Nie przesadzę, jak napiszę, że jest to moja ulubiona część tego cyklu. Jest wyjątkowo dynamiczna i intensywna., a przy tym nieco surowa, co doskonale wpisuje się w mój gust. Widać ogrom pomysłów, jakie miał autor i jak doskonale wplótł je w fabułę. Widać też doskonały plan. Ba, bardzo dobrze zaplanowany cykl książkowy. Każda z części jest nieco inna, ale w „Pasie Szahida” widzimy, do czego Kulawski zmierzał. Tu zostają uzupełnione wszystkie luki. Przy niektórych wątkach Kulawski nieco przetrzymał czytelników, ale skro zaprasza na tak spektakularny finał, było warto.
[Egzemplarz recenzencki]

Solidna recenzja. Dobrze wiedzieć, że autor utrzymał poziom do samego końca i nie zostawił niedopowiedzeń.
OdpowiedzUsuńCzuć, że Wojciech Kulawski świetnie poprowadził całą trylogię i w „Pasie Szahida” naprawdę daje z siebie wszystko – połączenie historii, sensacji i elementów gry logicznej wygląda na coś, co wciąga od pierwszych stron. Fajnie, że każda część miała swój charakter, a finał spina wszystkie wątki – to dla mnie zawsze wielki plus w seriach książkowych.
OdpowiedzUsuńBardzo podoba mi się, jak podkreślasz ciągłość między tomami — że „nic nie ginie”, że przeszłość projektuje teraźniejszość. To sprawia, że mam ochotę sięgnąć po całość od początku, a nie tylko po „Pas Szahida”. Lubię, kiedy autor ma plan i prowadzi czytelnika konsekwentnie, nawet jeśli czasem każe mu trochę poczekać na rozwiązania. Pozdrawiam ciepło! 🤗
OdpowiedzUsuńAngelika
Nigdy nie słyszałam o tym cyklu, a wielka szkoda, bo brzmi bardzo interesująco!
OdpowiedzUsuńGracias por la reseña. Te mando un beso
OdpowiedzUsuńIt has been a while since the last time I rread a thriller this looks like a good one
OdpowiedzUsuńChętnie przeczytam cały cykl 🙂!!!
OdpowiedzUsuńThank you for sharing about this.
OdpowiedzUsuńTo świetna powieść, jak i cała trylogia. Oryginalna, mocna, z głębszym przekazem :)
OdpowiedzUsuńTrylogia zapowiada się ciekawie. Dziękuję za polecenie
OdpowiedzUsuń