"Tataman i koszmarny braciszek" Arttu Unkari

Kto ma rodzeństwo wie, że takie relacje mogą być trudne. Jak to się mówi, można w ogień za sobą skoczyć, ale broń boże, żeby brat czy siostra oddychali tym samym powietrzem. Jeżeli pamiętacie cykl o Tatamanie, to wiecie, że jego bohaterka, Olga, ma młodszego braciszka. Beniaminek jest malutki i jest oczkiem w głowie rodziców. Przecież jest taki uroczy. Czy na pewno? Taki brzdąc ma swoje fochy, a w pierwszej części pt. „Tataman i eksplodująca kupa” już pokazał charakterek. Do tego wszystkiego robi się straszne zamieszanie, bo nagle dorośli zaczęli mówić prawdę, tylko prawdę i samą prawdę. A poza tym są jacyś dziwni – bardziej niż zwykle. W tym całym zamieszaniu w okolicy następuje fala kradzieży. Otumanieni dorośli zdają się jej nie dostrzegać. Olga znowu musi się wykazać i naprowadzić swojego tatę na trop. Czy jej się to uda? Przekonacie się czytając powieść dla dzieci „Tataman i koszmarny braciszek”.

Pierwsza książka z cyklu o Tatamanie zachwyciła moje dzieci kibelkowym humorem i krytyką szkoły. Ja wiem, że nie jest to podwód do dumy, ale ubawiliśmy się przednio. Druga część zapowiadała się obiecująco, bo u nas jest również konfiguracja starsza siostra i młodszy brat. Jak wypadła? W moim odczuciu nieco odstaje poziomem od jedynki, ale nie jakoś dramatycznie. Fabuła wydaje się skomplikowane. Przeplatając się trzy wątki – braciszek, mówienie prawdy i kradzieże. Dołóżmy do tego postać Wiśni, której obecność może być niezrozumiała bez znajomości pierwszego tomu. A jak chodzi o humor, to jest ciągle ta sama liga, jednak – nie oszukujmy się – eksplodujący kibelek ciężko przebić.

Jak widzicie poprzeczka była postawiona wysoko, ale też dzieci miały ogromne chęci dalej bawić się z tym cyklem. Trochę utknęły między tymi trzema wątkami. Czytając książki dla dzieci widzę, że początek jest kluczowy. Albo młody czytelnik ułoży sobie w głowie, co czyta, albo książka straci jego uwagę. I tu tego punktu zaczepienia nie udało nam się znaleźć. Dalej bawiły nas fragmenty, sceny, a także ilustracje. Moje dzieciaki totalnie zakochały się w babuniu, która zniechęca czytelników do dalszego czytania „Tatamana...” i wypatrywały jej na kolejnych stronach.

Dorosłym może się nie podobać, że właśnie dorośli pokazanie są w tym cyklu jako głupki, a dzieci jako bystre i odpowiedzialne. Ale takie odwrócenie ról jest po prostu zabawne. Ale co z tym braciszkiem? Arttu Unkari w wyjątkowo oryginalnym stylu piszę o relacjach między rodzeństwem. Nie mogę powiedzieć, ze morał jest tu klarowny, albo ktoś przeszedł wyjątkową przemianę. Natomiast w tym całym szaleństwie widać kto i dlaczego poczuł się pokrzywdzony. A urazy rosły, aż...

Jeżeli kusi was ten cykl, raczej zacznijcie od pierwszego tomu. Tego o kupie. Dzięki temu lepiej połapiecie się w postaciach i relacjach między nimi. ”Tataman i koszmarny braciszek” lepiej potraktować jako kontynuację, kiedy już będziecie pewni, że humor i estetyka książki to wasze klimaty. A zresztą, kto nie lubi się pośmiać. Dajcie szansę tym bohaterom na pewno zaskoczą was nieogarnięciem.

[Współpraca]

4 komentarze:

  1. Świetna, bardzo rzetelna recenzja. Bardzo cenię to, że zwracasz uwagę na tak kluczowy detal w literaturze dziecięcej – ten początkowy punkt zaczepienia, który decyduje o tym, czy młody czytelnik wkręci się w historię, czy zrezygnuje. Super, że pokazujesz książkę bez lukru, oceniając ją przez pryzmat własnych dzieci, ale i tak wyciągasz z niej to, co najciekawsze (postać babuni brzmi genialnie). Zdecydowanie warto pamiętać o Twojej wskazówce, żeby zaczynać czytanie od pierwszego tomu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajna recenzja, z humorem. Ważne, że dzieciom się podobała. Mnie trochę martwi odwrócenie ról i pokazywanie dorosłych jako głupków.

    OdpowiedzUsuń
  3. No to już wiem, pamiętam tego koszmarnego braciszka. ;p

    OdpowiedzUsuń
  4. Gracias por la reseña. . Te mando un beso

    OdpowiedzUsuń

Copyright © Asia Czytasia , Blogger