Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biografia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biografia. Pokaż wszystkie posty
"Lato z Baudelaire'em" Antoine Compagnon

"Lato z Baudelaire'em" Antoine Compagnon

„Lato z Baudelaire'em” to nie tylko autobiografia znanego francuskiego poety. To doświadczenie, nowy wymiar czytania poezji. Antoine Compagnon opowiada o nim w kontekście jego utworów. Cytuje, argumentuje, przywołuje te treści tworząc niezwykłą mapę myśli tej jakże ciekawej, pełnej sprzeczności persony.

Baudelaire to po prostu artysta. Zdolny, wrażliwy, ale też rozhisteryzowany i chamski. Śmiały. Nie mieści się w podziałach na epoki literackie. Szokował sobie współczesnych czytelników. Ze sztuki czerpał tyle, ile mu się podobało, jednak do końca nie potrafił (albo nie chciał) zerwać z tradycją. Buntował się, ale nie zawsze konsekwentnie. I właśnie jego poznamy lepiej dzięki publikacji autorstwa Copmpagnona.

Jak już wspomniałam książka ta to całkiem inna jakość czytania i poezji, i biografii. Wiersze i życiorys poety splatają się, a biograf rewelacyjnie je interpretuje. To bardzo pomaga w ich czytaniu, co moim zdaniem jest potrzebne, bo jednak po poezję sięga się rzadziej. Chyba mamy mniej czasu na refleksję. A Compagnon nas naprowadza, towarzyszy nam w odkrywaniu Baudelaire'a , który niewątpliwe odkrycia jest wart.

W publikacji „Lato z Baudelaire'em” widzimy portret artysty z jego spuścizną. Artysty czytanego w kontekście jego własnych słów. Co chciał nam przekazać? Dandys i buntownik, a może wrażliwiec? Jaki Był Baudelaire?

[Egzemplarz recenzencki]

"Karol III. Król ekscentryk" Iwona Kienzler

"Karol III. Król ekscentryk" Iwona Kienzler

Karol III długo czekał na objęcie tronu. Właściwe czekał na spełnienie swojego zadania, czegoś, co było jego powinnością z racji urodzenia i co zdeterminowało to jak wyglądało jego życie. Plotkarska prasa nie zostawiła na nim suchej nitki w związku z jego nieudanym małżeństwem i romansem. Jednak przyznać musimy, że jego serce należało do jednej kobiety, a nie mógł się z nią związać właśnie dlatego, iż był następcą tronu. Iwona Kienzler w książce „Karol III. Król ekscentryk” przygląda się bliżej tej postaci, a dzięki niej i my możemy to zrobić. Przedstawia obraz niespaczony krzywą perspektywą tabloidów.

Muszę przyznać, że Iwona Kienzler ma i świetne pióro, i talent do zbierania i opracowywania informacji. Publikacja jest zbiorem informacji o rodzinie królewskiej w ogóle. Autorka dość szeroko potraktowała temat „wychodząc” od dziadka Karola, Jerzego VI i okoliczności w jakich objął tron. Sylwetkę samego bohatera biografii przedstawia w sposób chronologiczny akcentując jakim jest typem człowieka i jak został wychowany. Oczywiście dużo miejsca poświęca na jego małżeńskie perturbacje i miłość do Camilli.

Autorka pisze prosto i zajmująco, a na pochwałę zasługuje, że wymienia na jakie źródła się powołuje. Nie ocenia, nie krytykuje, nie komentuje. Stara się zachować odpowiedni dystans. I generalnie jej się to udaje. Trochę nadużywa sformułowań typu „najukochańszy/a”, „ulubiony” itp., których – moim zdaniem – powinno się unikać w pracach o charterze naukowym i popularnonaukowym.

Czy Karol to barwna postać? Raczej nie. To dość skromny facet, typ introwertyka. Barwne jest natomiast życie jakie prowadził i dalej prowadzi – w końcu jest królem, jednak już statecznym żonkosiem. Widać to – przypadkowo, bądź nie – w biografii napisanej przez Iwonę Kienzler. Chyba pierwszy raz czytam książkę, w której główny bohater „ginie”. To nie on jest najciekawszy, a to co dzieje się wokół niego. Ten efekt potęguje fakt, że autorka dość szczegółowo prezentuje sylwetki innych postaci. O ile ma to jako takie uzasadnienie w przypadku osób, które wywarły mocny i bezpośredni wpływ na życie Karola, jak dwie bardzo istotne kobiety, Diana i Camilla, to chociażby Alice Keppel (prababka Camilli) nie musiała być tak szczegółowo opisana (aczkolwiek jej historia jest całkiem ciekawa).

„Karol III. Król ekscentryk” to niewątpliwie warta polecania publikacja o brytyjskiej dynastii i obecnie panującym królu. Natomiast ciekawe jest to, że introwertyzm Karola dał o sobie znać nawet w jego biografii, bo cały czas za kimś się chowa. Cały czas ustępuje komuś miejsca na scenie i wcale nie „błyszczy” w książce, która jest o nim.

[Egzemplarz recenzencki]

"Christopher Nolan. Reżyser wyobraźni" Tom Shone

"Christopher Nolan. Reżyser wyobraźni" Tom Shone

Gdybyście zapytali mnie o moich ulubionych reżyserów bez wahania wymieniłabym Tima Burtona i Quentina Tarantino. Postacie wyjątkowo wyraziste, które niejako oznaczają każdą ze swoich produkcji „znakiem wodnym”. Po kilku minutach oglądania wiemy na 100%, że to oni są odpowiedzialni za ten film. Natomiast gdybyście zapytali mnie o moje ulubione filmy okazałby się, że chyba jeszcze jedną postać powinnam dopisać do wyróżnionych kinowych twórców. Człowieka skromnego, który trochę chowa się za swoimi dziełami. „Do filmów Nolana łatwo się wchodzi, ale diabelsko trudno z nich wyjść, bo później, niczym smugi atramentu w wodzie, bez końca rozgałęziaj się w naszych głowach.”1 I to jest świetne podsumowanie twórczości tego reżysera. Takie produkcje jak „Memento”, „Prestiż”, „Mroczny rycerz” czy „Incepcja” to nie tylko ciekawe historie i ładne obrazki. Te filmy nie kończą się z napisami końcowymi. Widzowie długo o nich pamiętają i chętnie dyskutują.

Nie bez powodu rozwodzę się nad moim gustem filmowym. Nakładem wydawnictwa Znak ukazała się publikacja „Christopher Nolan. Reżyser wyobraźni”, w której Tom Shone odnosi się do rozmów z Nolanem, przybliża jego sylwetkę, analizuje twórczość. To jest i zarazem nie jest biografia. Autor zachował układ chronologiczny, ale przeplata życiorys reżysera z omówieniem jego filmów. Ciekawostki z życia prywatnego mieszają się z tymi z planu. Ponieważ proces twórczy jest częścią bohatera książki jest on nieodłącznym elementem jego życiorysu. Nolan i jego filmy wydają się jednością.

„Struktura”, „Orientacja”, „Czas”, „Percepcja”, „Przestrzeń”, „Iluzja”, „Chaos”, „Sny”, „Rewolucja”, „Emocje”, „Przetrwanie”, „Zakończenie” - to tytuły poszczególnych rozdziałów, które determinują perspektywę przez jaką spojrzymy na życie reżysera i na prezentowany w tym fragmencie film. I to jest kolejny genialny element tej publikacji. Dowiadując się, jak dany obraz powstał, co zainspirowało twórcę, na co musiał zwrócić uwagę zmienia się nasz sposób postrzegania go. Razem z Tomem Shonem analizujemy poszczególne sceny i sylwetki bohaterów dostrzegając coraz więcej i więcej. Oczywiście „czuwa” nad tym Christopher Nolan, który skojarzył mi się, z człowiekiem renesansu. Co prawda oddał się jednej dziedzinie, ale żeby doprowadzić swoje dzieła do perfekcji zgłębił też inne. Co tu dużo pisać, niesamowity człowiek, mający swoją fantazję i – na szczęście - dzielący się nią z widzami.

„Doświadczenia wzrokowe i słuchowe wciągają nas w ten świat, budzą zainteresowanie bohaterem, podczas gdy wokół niego w nietypowych konfiguracjach przewijają się znajome metafory kina gatunkowego (…)”2. Tym razem to twórca – Christopher Nolan – staje się bohaterem. Tom Shone wciąga nas w świat jego wyobraźni, której efektem są popowe, acz wybitne filmy. Jaki jest reżyser „Interstellara”, „Oppenheimera” czy „Dunkierki”? Zdradzę wam, że fascynujący.

1 Tom Shone, „Christopher Nolan. Reżyser wyobraźni”, tłum. Joanna Dziubińska, wyd. Znak, Kraków 2024, s. 18.

2 Tamże.

[Egzemplarz recenzencki]

"Pokoje. Od urodzenia po wiek klęski' Stanisław Brejdygant

"Pokoje. Od urodzenia po wiek klęski' Stanisław Brejdygant

Kiedy odwiedzają nas goście możemy – z przymrużeniem oka – zaprosić ich „na salony”. „Na salony” swojego życia zaprasza nas Stanisław Brejdygant (aktor, scenarzysta, pisarz, reżyser) w książce „Pokoje. Od urodzenia po wiek klęski”. Czy będą to pięknie umeblowane, zadbane wnętrza? A może kurze zostały szybko zamiecione pod dywan?

Stanisław Brejdygant okazał się przemiłym gospodarzem. Jego autobiografia jest wspaniale napisana. Jaka kultura emanuje ze stron tej publikacji, to ciężko opisać. Wdzięk jest raczej przymiotem pań, ale to właśnie z wielkim wdziękiem Stanisław Brejdygant konstruuje zdania, a z nich kolejne fragmenty swoich wspomnień. Oparte są na miejscach, w których mieszkał. Otwieramy drzwi, aby spojrzeć szerzej na jego życiorys. Dzieciństwo, kariera, bliskie osoby podróże itp. Autor traktuje nas, jak najbliższych przyjaciół. Jest szczery, nie wstydzi się, pozwala sobie na sentymenty. Udaje mu się wykrzesać przemiłe ciepło, jakbyśmy siedzieli wspólnie przy kominku.

Przy tym jest on zdecydowanym przewodnikiem. Czytelnik musi cierpliwie podążać za jego myślami skojarzeniami, czasami znosić dygresje czy zmiany tematu. Nie są one jakieś uciążliwie, jednak wymagają skupienia, abyśmy nagle nie stracili wątku. Stanisław Brejdygant opisuje nie tylko fakty, ale również emocje, skojarzenia. Dla mnie miały swoisty urok, jakby autor pozwolił mi zajrzeć we wszystkie zakamarki swojego domu, a zarazem duszy.

Jakiś czas temu dostałam mejla dość głupio zatytułowanego „najbardziej wyczekiwana książka roku” (czy coś w ten „deseń”). Otwieram go zainteresowana i jej autor nic mi nie mówi. Jakiś młody aktor wydał swoje wspomnienia. Oczywiście wyszukałam go w sieci i dowiedziałam się w czym grał, ale dalej jego autobiografia nie zaciekawiła mnie. Natomiast kiedy zobaczyłam „Pokoje” długo nie zastanawiałam się, czy je przeczytać. Oczywiście sam autor/bohater i jego życiorys jest ważny, ale ja wyczułam coś innego, co wyróżnia tę publikację. Klasę. Wiedziałam, że będzie to cudowne odetchnięcie od tabliodowych sensacji i celebryckich wynurzeń.

Podsumowując, wspaniała książka dla zainteresowanych światem kina, a także dla szukających dobrze napisanych autobiografii. Polecam.

Książka z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl

"Bezsenność, czyli o tym, jak snu szukałam" Maria Tyman

"Bezsenność, czyli o tym, jak snu szukałam" Maria Tyman

Tytułowa bezsenność jest jednym z wielu dolegliwości, jakie dokuczały Marii Tyman autorce książki „Bezsenność, czyli o tym, jak snu szukałam”. Kobieta latami zmagałam się z szeregiem dolegliwości m.in. bólami stawów, zimnymi potami, brakiem snu, napadami głodu i in. Natężenie i częstotliwość tych problemów sprawiły, że – dosłownie – była wyłączona z życia. Przyjaźń, praca zawodowa – w jej przypadku to nie wchodziło w grę. Maria Tyman opisała swoje chorowanie, jego prawdopodobne przyczyny oraz proces zdrowienia i odbudowywania organizmu.

Jestem rozdarta jeżeli chodzi o ocenę tej publikacji. Autorka ma bardzo zajmujący styl. Pisze „do ludzi” i – pomimo, że wchodzimy na tematy medyczne – nie „męczy” nas fachowym żargonem. Do tego jej historia porusza i kibicujemy jej w każdym kroku zrobionym ku normalnemu życiu. W książce został zawarty szereg informacji, który daje do myślenia, a jej relacja jest świetną reklamą tzw. zdrowego stylu życia. Sama wynotowałam sobie kilka kwestii do zweryfikowania w związku z moim stanem zdrowia.

W czym więc problem? Maria Tyman uważa, że jej problemy zdrowotne wynikają z nieumiejętnego stosowania antybiotyków. W dzieciństwie sporo chorowała, a lekarze zazwyczaj tak próbowali jej pomóc. Pomimo, że autorka zaznacza, że są to jej doświadczenia, wydźwięk publikacji jest – lekko mówiąc - krytyczny wobec medycyny konwencjonalnej, co osobiście uważam za niebezpieczne. Pozostawienie chorego dziecka bez leków, aby własnymi siłami przepracowało chorobę, dla mnie jest niedopuszczalne, a wręcz podchodzi pod paragraf. Choremu należy pomóc w najlepszy sposób, zgodny z aktualnym stanem wiedzy. A to, że medycyna się rozwija i ten stan wiedzy ewoluuje, to dobrze. Ja też chciałbym, żebyśmy korzystali z leków bez skutków ubocznych, ale w tej chwili musimy robić bilans zysków i strat. Zapewne ludy pierwotne żyły w zgodzie z naturą, co miało wpływ na odporność, ale ich umiejętność walki z mikrowrogami (czytaj bakteriami i wirusami) była żadna. Oczywiście nic nie zastąpi profilaktyki, naturalnego wzmacniania odporności, jednak są takie sytuacje, że leki są wybawieniem – czasami nawet przed śmiercią.

Duży plus „Bezsenność” dostaje za opracowanie formalne. Bibliografia, przypisy – wszystko oznaczone jest „profesjonalnie”. Jest to o tyle ważne, że Maria Tyman, sama nie jest fachowcem. Opisuje swoje doświadczenia, więc ważne dla czytelnika jest skąd czerpała wiedzę na temat kuracji, które podjęła. Czy czasopismo na tematy ezoteryczne i parapsychologiczne jest rzetelnym źródłem wiedzy? To już każdy osądzi w zgodzie ze swoimi poglądami. Niemniej zainteresowany czytelnik może te źródła odszukać i drążyć tematy, które go interesują, bądź ocenić ich wiarygodność.

Po przeczytaniu książki trudno mi powiedzieć, co tak naprawdę pomogło Marii Tyman. Jej proces zdrowienia był złożony i diametralnie zmieniła swój styl życia. Eliminacja złych nawyków jest często dobrą drogą, aby zapoczątkować odnowę organizmu. Znam osobę, która całe dzieciństwo chorowała, zmagała się też z astmą i alergią. Nikt nie umiał jej pomóc. Kiedy przeprowadziła się do innego miejsca dolegliwości ustały. Najprawdopodobniej wilgotność w poprzednim domu miała tak zły wpływ na stan jej zdrowia. Czy podobnie było w przypadku autorki „Bezsenności”? Niewątpliwie udało jej się wyeliminować czynnik, który jej szkodził, a jej relacja jest piękną promocja zdrowego stylu życia. Niemniej – jak wspominałam wcześniej – sumienie nie pozwala mi w 100% polecić tej publikacji, gdyż krytyka tzw. medycyny konwencjonalnej, antybiotykoterapii, całkowita rezygnacja z niej, wydaje mi się niebezpieczne. 

Książka z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl.

"Klątwa sprzeczności. Sylwetki dwudziestowiecznych pisarzy" Krzysztof Masłoń

"Klątwa sprzeczności. Sylwetki dwudziestowiecznych pisarzy" Krzysztof Masłoń

Czy czytacie książki na temat historii literatury, biografie pisarzy itp.? Dzięki nim twórcy stają się czytelnikowi bliżsi, a czasami wręcz inaczej patrzy się na ich dzieła. Gdzieś tam, wśród książek, które przecięły moje ścieżki, pojawiła się praca Krzysztofa Masłonia – dziennikarza i krytyka literackiego - „Klątwa sprzeczności. Sylwetki dwudziestowiecznych pisarzy”. Jak się w międzyczasie dowiedziałam jest to trzeci z czterech tomów na jakie w tej chwili został rozłożony ten projekt: pozostałe dwa to „W pisarskim czyśćcu” i „Od glorii do infamii”, a czwarty jest w przygotowaniu. W tej odsłonie autor chce pokazać, jaki wpływ na literaturę miał system polityczny. Jak kajdany totalitaryzmu próbowały ją spętać. Kto dał się złapać? Kto zaciekle walczył? A kto sam oddał się w ręce władzy?

Ten akapit będzie nudny, ale czuję się zobligowana wymienić, jakie postacie zostały opisane w książce. Być może jest wśród nich ktoś, kto szczególnie was interesuje. Uwaga, oto bohaterowie „Klątwy sprzeczności”: Witold Gombrowicz, Aleksander Wat, Andrzej Brycht, Anna Kowalska, Bogdan Madej, Bohdan Czeszko, Edward Redliński, Ernest Bryll, Gustaw Morcinek, Igor Newerly, Jan Brzechwa, Jan Himilsbach, Jan Józef Szczepański, Janusz Głowacki, Jarosław Abramow-Newerly, Jerzy Krzysztoń, Jerzy Pomianowski, Jerzy Zawieyski, Kazimierz Orłoś, Kornel Makuszyński, Maria Iwaszkiewicz, Maria Kuncewiczowa, Paweł Hertz, Sławomir Mrożek, Stanisław Dygat, Stanisław Lem, Stanisław Ryszard Dobrowolski, Stefan Kisielewski, Stefan Wiechecki, Wilhelm Mach, Włodzimierz Odojewski, Zofia Kossak, Zygmunt Kubiak. Jak możecie zauważyć znajdziecie tu „różny kaliber” pisarzy – poeci i prozaicy; znani, mniej znani i zapomniani.

Temat przewodni publikacji wydał mi się bardzo ciekawy, a Krzysztof Masłoń sprawia wrażenie osoby kompetentnej. Nie można mu odmówić ogromu pracy, jaki włożył w powstanie „Klątwy sprzeczności”. Żeby powstał każdy z biogramów należało zebrać materiał, odkopać wspomnienia i fragmenty utworów oraz prześledzić życiorysy bohaterów i wybrać z nich najważniejsze fakty. Te zadania autor książki wykonał wzorcowo. Natomiast w moim odczuciu rozdziały są za krótkie. Krzysztof Masłoń porusza w nich przeróżne sprawy, które są istotne w biografiach prezentowanych pisarzy, ale – z racji objętości – robi to bardzo szybko. Przyznam, że szczególnie w przypadku osób, których nie znałam miałam problem w „zaangażowaniu się” w te znajomości, nie udało mi się ich zobaczyć całościowo. Zwrócić też chciałam uwagę, iż im młodszy czytelnik, tym słabiej rozumie realia tamtych czasów. Historię znamy, ale... Pewne niuanse w wypowiedzi nie zawsze są czytelne. Czasami warto rozwinąć kwestię, dlaczego ów cytat był (aż tak) kontrowersyjny, bo w końcu to słowo jest orężem literata.

Nie rozumiem natomiast dlaczego autor za wszelką cenę chciał zrzucić z piedestału pewnych twórców. Czy faktycznie tak szokuje ludzi, że pisarz też jest człowiekiem, że ma swoje słabości i problemy? Czy swobodny styl życia, antypatyczny charakter, choroba, albo poglądy niwelują jego talent? Czy twórcę rozlicza się z jego dzieł czy z osobowości? Dodam jeszcze, iż tzw. „wielkich” skutecznie „odbrązowiły” lekcje języka polskiego, kiedy to zastanawialiśmy się „jak zachwyca, skoro nie zachwyca”. W tym miejscu muszę zwrócić uwagę, iż sympatie Krzysztofa Masłonia są wyczuwalne. U mnie takie pisane wzbudza pewien opór.

Publikacja „Klątwa sprzeczności” to niewątpliwie skarbnica wiedzy o polskich pisarzach dwudziestego wieku. Chociaż mi nie do końca było z nią po drodze. Mam ważenie, że trochę zabrakło mi ogłady do czytania tej książki, a i zaprawiony subiektywnymi wnioskami styl autora nieco mnie drażnił. Rozdziały o twórcach, których znałam przeczytałam z zainteresowaniem, a o tych mi obcych minimalnym. Niemniej byłabym nieuczciwa, gdybym odradzała tę książkę. Myślę, że miłośnicy literatury powinni spróbować się z nią zmierzyć.


[Egzemplarz recenzencki]

"Love, Pamela" Pamela Anderson

"Love, Pamela" Pamela Anderson

Pamela Anderson to niekwestionowana gwiazda lat 90-tych. Jej uroda rozpalała wyobraźnię, ale też sama historia jej sukcesu jest niesamowita. Dziewczyna, która nie biegała na castingi, nie wysyłała zdjęć. Dziewczyna, która po prostu została wypatrzona. Jak napisała w swoje autobiografii „Love, Pamela”: „Moje marzenia często się spełniają – przekleństwo i błogosławieństwo.”1

Aktorka przyznaje, ze pisanie książki miało służyć za terapię. Czytając jej autobiografię wyczuwamy, jak dokładnie przemyślała swoje życie. Dlatego musimy pamiętać, że wszelkie wrażenie, emocje zostały nazwane po czasie, po dogłębnej analizie. Czy nastolatka opuszczająca rodzinny dom, zmęczona awanturami myśli sobie: „(…) dotarło do mnie, że nie mogę zmienić ludzi, nie mogę ich zbawić, mogę ich tylko kochać.”2? Wątpię. Raczej ma dość panującej tam atmosfery, chce się usamodzielnić, a zarobione pieniądze wydawać na siebie, a nie dokładać się do rodzinnego budżetu. Przywołany cytat doskonale pokazuje w jakim stylu została napisana książka „Love, Pamela”. Ładnie, doniośle, poetycko, a miejscami nawet patetycznie. Świadczy to o wielkiej wrażliwości aktorki, a ja podskórnie czuję, że to nie jest poza, że ona chce pokazać prawdziwą siebie.

Ten element terapeutyczny widoczny jest również w konstrukcji biografii. Na pierwszy rzut oka widzimy chronologię, jednak szybko orientujemy się, że Pamela Anderson traktuje swoje życie problemowo. Dzieciństwo, dzieci, miłość do Tommy'ego Lee (oraz inne związki), ekologia, kariera w „Playboy'u” – porusza te i inne kwestie, jakie są dla niej ważne. Kiedy zaangażuje się w jedną, to poza nią „świata nie widzi”. Czytając „Love, Pamela” niejednokrotnie zastanawiałam się z czego ta kobieta żyła. Ona nie wymieniła kolejnych projektów zarobkowych, bo nie uznała za istotne o nich opowiedzieć.

Najciekawszą w tej autobiografii okazała się kwestia wizerunku aktorki. Jaki on jest (czy był) każdy wie. „Żartowałam, że moje piersi zrobiły własną karierę, a ja tylko się do nich przyczepiłam.”3 pisze Pamela Anderson. Dlatego dziwnie czyta się, iż „zdecydowanie nie należałam do dziewczęcych dziewczynek.”4 Jak to, ona seksbomba z okładek „Playboya” ponętnie biegająca po plaży w czerwonym kostiumie kąpielowym? Sama Pamela Anderson określiła swój wizerunek jako karykaturalny i w „Love, Pamela” doskonale to widać. Wulgarna i wrażliwa. Emanująca kobiecością, kochająca przesadę, trochę naiwna i tandetnie ekscentryczna, a przy tym delikatna, kochająca sztukę i z wielkim sercem. Aktywistka w lateksowej sukience czytająca Nerudę w oryginale.

Pamela Anderson chyba znalazła swoje miejsce w świecie. Coraz mniej szokuje. Zamiast tego oddaje się sprawom, w które wierzy. Jej kariera prowadziła ją w innym kierunku, jednak ona miała siłę powiedzieć „stop” i złapać pomyślny wiar, który poniósł ją tam gdzie chciała być.

1 Pamela Anderson, „Love, Pamela. Autobiografia”, przeł. Emilia Skowrońska, wyd. Luna, Warszawa 2023, s. 9.

2 Tamże, s. 69.

3 Tamże, s. 127.

4 Tamże, s. 57.


[Egzemplarz recenzencki]

"Z Polski do Danii" Jolanta Buch Andersen

"Z Polski do Danii" Jolanta Buch Andersen

 Czy zdarzyło się wam sięgnąć po biografię osoby, której kompletnie nie znacie? Jeżeli tak, to co was do tego skłoniło? Profesja, albo filozofia życiowa tego człowieka, jakieś zdanie z opisu, a może ciekawa okładka książki. Ja nie ukrywam, że cenię silne, przebojowe kobiety. Takie, które „biorą życie za rogi”, a z areny schodzą „z tarczą”. Dlatego właśnie sięgnęłam po wspomnienia Jolanty Buch Andersen wydane pod tytułem „Z Polski do Danii”. Przed ich przeczytaniem autorka była dla mnie obcą osobą, a po zapoznaniu się z jej książką stała się autorytetem.

Co takiego zachwyciło mnie w postawie Jolanty Buch Andersen. Odwaga i przebojowość. Urodziła się ona niedługo przed wybuchem II wojny światowej. Okupacja i transformacja ustrojowa sprawiła, że jej rodzina została zdegradowana na społecznej drabinie – z bogatego ziemiaństwa do wroga ludu i biedoty. Nie zabrakło im jednak ambicji i chęci do polepszenia swojego bytowania. Tak autorka trafia do Danii, gdzie zawojuje świat biznesu. Czeka ją tam wiele wyzwań, nie do końca zawodowych. Będzie musiała ogromnie się starać, żeby udowodnić swoją wartość panom, twierdzącym, że kobiety na wyższe stanowiska się nie nadają. Wreszcie będzie to opowieść o wspaniałych podróżach. Można powiedzieć, że Jolanta Buch Andersen to kobieta która zawojowała i zwiedziła świat.

„Z Polski o Danii” to materiał, który posłużyłby na fascynujący film. Nam młodym (jeżeli mogę tak o sobie powiedzieć), nieznającym ówczesnych realiów może być ciężko w niektóre rzeczy uwierzyć i zapewne dlatego z jeszcze większą fascynacją zagłębiamy się w te wspomnienia. Do tego Jolanta Buch Andersen wiedziała, jak o sobie napisać. Podeszła do tematu klasycznie, chronologicznie. Skupiła się na faktach, a nie na poglądach. Jest bardzo świadoma tego, iż ma o czym opowiadać, że jej wspomnienia to coś ciekawego, że warto je spisać i rozpowszechnić.

„Moje życie to wędrówka przez epoki i różne cywilizacje. Od dworku ziemiańskiego, w którym się urodziłam, poprzez wojenną tułaczkę w wielkiej biedzie i społeczne wykluczenie w powojennej Polsce, do duńskiego kapitalizmu, gdzie otworzyła mi się brama świata (…). Od wozu drabiniastego po nowoczesne śmigłowce (…).”1 takimi słowami autorka streszcza swój żywot. Ona nie musi już nic udowadniać, ale – mam taką nadzieję – wiele osób zainspiruje. Jej autobiografia pokazuje, że nasz los jest w naszych rękach. Chcemy coś zmienić działajmy. Nie usprawiedliwiajmy się wiekiem, płcią, warunkami w jakich żyjemy. Do odważnych świat należy.

1 Jolanta Buch Andersen, „ Z polski do Danii”, wyd. Novae Res, Gdynia 2022, s. 8.

Książka została otrzymana z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl.
„Zlituj się nad czytelnikiem. Zasady twórczego pisania” Suzanne McConnell, Kurt Vonnegut

„Zlituj się nad czytelnikiem. Zasady twórczego pisania” Suzanne McConnell, Kurt Vonnegut

Jestem wielką fanką prozy Kurta Vonneguta i tej sympatii nie kryję. Twórczość pisarza cechuje prosty styl przejawiający się krótkimi, konkretnymi zdaniami oraz akapitami, a przede wszystkim duża dawka czarnego humoru i niecodzienne, acz okrutnie prawdziwe, pisanie o świecie. Kurt Vonnegut dzielił się swoim spojrzeniem na proces twórczy. Prowadził kursy pisania. Na jeden z nich uczęszczała Suzanne McConnell, z którą autor się zaprzyjaźnił i która podjęła próbę uporządkowania jego rad. Tak oto powstała publikacja „Zlituj się nad czytelnikiem. Zasady twórczego pisania”.

Nie jest to do końca poradnik. Co prawda początkujący literat znajdzie w publikacji wiele wskazówek, przykładów, analiz itp. A skoro są to słowa mistrza literatury amerykańskiej, człowieka, który odniósł sukces warto się z tym materiałem zapoznać i go przemyśleć.

Suzanne McConnell przytacza w książce wiele cytatów, anegdot, wspomnień o Kurcie Vonnegucie oraz analizuje jego prozę. Przez co staje się on bohaterem tekstu i (chyba) kradnie całe show. Można powiedzieć, że „Zlituj się nad czytelnikiem” to nietypowa biografia. Ze zlepku różnych opowieści i przywołanych wypowiedzi powstaje sylwetka pisarza. Możemy z nich wywnioskować jaki był, co było dla niego ważne, jak myślał, czym się inspirował. Dodać do tego trzeba też omówienie fragmentów jego publikacji oraz stylu. I to jest chyba najważniejsze, kiedy mówimy o autorze książek – nie ploteczki, a jego twórczość oraz sposób myślenia.

Suzanne McConnell oddaje mistrzowi (a przy okazji swojemu przyjacielowi) Vonnegutowi hołd. Nieco nonszalancki, ale jednak hołd. Miała powstać poradnik i to się udało, ale tchnięto w niego ducha. Ducha wspaniałego artysty. Drodzy pisarze, drodzy fani Vonneguta, bierzcie tę książkę i upajajcie się jego obecnością.


[Egzemplarz recenzencki]

"Ha-Ga. Obrazki z życia" Agata Napiórska

"Ha-Ga. Obrazki z życia" Agata Napiórska

Patrzę na okładkę książki. Spogląda z niej na mnie kobieta. Ubrana jest skromnie, lecz z szykiem. Misternie ułożona fryzura świadczy o dbałości o wygląd. Jednak to nie włosy przyciągają wzrok, a piękne ogromne oczy, od których nie sposób się oderwać. Spoglądam na tytuł książki „Ha-Ga. Obrazki z życia” i już wiem, że rysunkowe ludziki umieszczono obok niej nie przypadkowo. Mam w rękach biografię polskiej artystki i satyryczki, Anny Gosławskiej-Lipińskiej.

Czy Ha-Ga to ciekawa postać na polskiej scenie rysunku? Uchodziła za skromną i nieśmiałą, ale... Czy ktoś kto przyjaźnił się z Tuwimem i Gombrowiczem (chociaż relację z tym drugim lepiej chyba określić jako „to skomplikowane”) jest banalny? Czy ktoś, kto wyciągnął męża z obozu koncentracyjnego jest nieśmiały? Czy ktoś, kto regularnie tworzył i publikował satyryczne grafiki jest szary? Na każde z tych pytań odpowiadam stanowczo „nie”. Anna Gosławska-Lipińska być może nie była głośną, kontrowersyjną postacią, ale zasłynęła talentem, klasą, inteligencją. Urodzona w czasie I wojny światowej rysowniczka komentowała w swoich pracach zmieniający się świat.

Agata Napiórska, która jest autorką książki, napisała bardzo rzetelną biografię. Ależ bogaty materiał źródłowy został zgromadzony – listy, prace bohaterki biografii, zdjęcia, wspomnienia. W tym miejscu trzeba zaznaczy, że z Ha-Gą bezpośrednio wiąże się historia prasy polskiej (ilustratorka była mocno związana z czasopismem „Szpilki) i na tym polu Agata Napiórska „odrobiła zadanie domowe”.

Biografia została napisana w tradycyjny sposób, czyli chronologicznie. Jej autorka nie kombinuje z formą. Zachowuje dystans wobec opisywanej postaci i konsekwentnie przedstawia kolejne fakty z jej życia, które to przeplata (wspomnianymi już) materiałami źródłowymi, np. mnóstwo tu cytatów z prywatnej korespondencji. Agata Napiórska wiele z tych materiałów wyczytuje, np. powiązuje twórczość Ha-Gi z jej życiem osobistym.

Anna Gosławska-Lipińska zmarła w 1975 roku. Ja urodziłam się prawie 10 lat później, a jednak Ha-Ga była obecna też w moim domu. Poza tym, że jej prace pojawiały się na łamach prasy, ilustrowała również książki dla dzieci, a autorka jej biografii mniema, że to był właśnie „żywioł” rysowniczki. Jakkolwiekby nie było, od razu po przekartkowaniu książki wiedziałam, że skądś znam te rysunkowe ludziki. Sprawdzam i wiem, musiałam mieć w domu książeczki z wierszami Brzechwy lub Tuwima z ilustracjami Ha-Gi. Pomyślałam sobie, że jest to niesamowite, czytać biografię kogoś, kto pośrednio ukształtował mój gust czytelniczy. Przecież, gdyby te ilustracje mi się nie podobały, nie sięgnęłabym do książeczki z wierszami, nie pokochałabym Tuwima i... kto wie, jak to wszystko by się skończyło.

Podsumowując. „Ha-Ga. Obrazki z życia” to fachowo napisana biografia, a ponadto świetnie wydana [wyd. Marginesy, 2023]. Rewelacyjnie zaplanowany, opracowany i graficznie przedstawiony tekst. Książka „napakowana” materiałem źródłowym, który genialnie uzupełnia treść. Jeżeli interesuje was postać Anny Gosławskiej-Lipińskiej, historia polskiego rysunku bądź prasy, nie wahajcie się, bo prezentowana publikacja spełnia najwyższe standardy.


[Egzemplarz recenzencki]

"Ten drugi" Książę Harry

"Ten drugi" Książę Harry

Dziś bez zbędnych wstępów, bo ani książki, ani jej autora nie trzeba przedstawiać. Kiedy książę Harry wydał swoje wspomnienia, światem zawrzało. Zaczęły się spekulacje, po co to zrobił. Czy chciał oczernić rodzinę? Czy chciał wybielić siebie? A może zwyczajnie zarobić? A co mówi on sam? Przypuszcza, że jego rodzina, ale też ludzie: „Może nigdy naprawdę mnie nie znali.”1 I właśnie tą książką, „Ten drugi”, chce dać się poznać.

Książę w dość luźny sposób spisuje swoje wspomnienia. Zaczyna od dnia śmierci swojej matki, Diany Spencer. Potem przytacza przeróżne wydarzenia ze swojego życia. Mamy tu pozorną chronologię, bo w ramach tych wspomnień ich autor pozwala sobie na luźne dywagacje. Harry opowiada o wielkich wydarzeniach o charakterze narodowym, jak i zwykłych, codziennych sprawach. O monumentalnych życiowych decyzjach, jak i błahostkach. Co istotne, kiedy decyduje się coś przytoczyć robi to bardzo szczegółowo. Moim zdaniem, aż zanadto, jednak nie można odebrać książce plastyczności opisu i dużej dawki uczuć, emocji.

Kiedy zaczynałam czytać „Tego drugiego” byłam sceptycznie nastawiona. Moja pierwsza myśl: „Doskonały twór marketingowy, mający wykreować konkretną postać.” Po pewnym czasie stwierdziłam, że nie mogę tak podchodzić do tej książki. Sięgając po czyjąś autobiografię, muszę tej osobie zaufać. Muszę być otwarta na to, co chce mi o sobie opowiedzieć. I zaczęłam uważnie „słuchać”.

Historii chłopca urodzonego w specyficznej rodzinie przedkładającej obowiązki i wizerunek ponad więzi. Sam książę Harry pisze: „Dystans był istotną częścią przynależności do rodziny królewskiej (…)”2, a patrząc na ich zdjęciach czy oglądając transmisje telewizyjne z ich udziałem ten dystans łatwo wyczuć. Łatwo zauważyć też wszelkie wyuczone pozy, które są dalekie od „ludzkich zachowań”. To raczej „zmyślna architektura, scenografia teatralna”3. Do tego stopnia, że kiedy Harry używa określeń tata, babcia, Willy, wydają się nienaturalne, a przecież to jego najbliżsi.

Historii chłopca, którego przytłaczały ambicje. Sam mówi o sobie, że nie był szczególnie zdolny, aby za chwilę pisać o kolejnych projektach, wyzwaniach, wakacjach spędzanych na pracy, wypadach związanych z reprezentowaniem narodu – przecież jest księciem, trzecim w kolejce do tronu, jemu nie wypada nic nie robić. Postać księcia Harry'ego jest ciekawa w zestawieniu z siostrą jego babci, księżniczką Małgorzatą. W książce „Elżbieta i Małgorzata. Prywatny świat sióstr Windsor” Andrew Morton przedstawia ją jako wyjątkowo ambitną. I o ile Małgorzata sprawa wrażenie dużo pewniejszej siebie i bardziej związanej z siostrą, to z obu biografii wyłania się potrzeba rywalizacji, zwrócenia na siebie uwagi.

Książę Harry tą książką osiągnął jedną, bardzo ważną rzecz. Pokazał światu, że jest po prostu człowiekiem. „Przed wiekami królów, królowe i ich krewnych uważano za równych bogom; teraz byli robactwem.”4 Nie dziwię się Harry'emu, że tak czuje. Niezależnie od tego co było i jest prawdą media odcisnęły piętno na jego życiu i faktem jest, że nie może się od nich odciąć, a przy tym nie jest wstanie kontrolować wszystkiego, co pojawia się na jego temat. Pominął więc dziennikarzy i zwrócił się bezpośrednio do ludzi.

1 Książę Harry, „Ten drugi”, przeł. Miłosz Biedrzycki, Anna Dzierzgowska, Jan Dzierzgowski, Mariusz Gądek, Agnieszka, Wyszogrodzka-Gaik, wyd. Marginesy, Warszawa 2023, s. 14.

2 Tamże, s. 69.

3 Tamże, s. 8.

4 Tamże, s. 60.

[Egzemplarz recenzencki]

"Elżbieta i Małgorzata. Prywatny świat sióstr Windsor" Andrew Morton

"Elżbieta i Małgorzata. Prywatny świat sióstr Windsor" Andrew Morton

Która mała dziewczynka choć przez chwilę nie chciała być księżniczką? Piękne suknie, tiary, bale, przepych, brokat i inne cuda, cudeńka. Andrew Morton w biografii sióstr Windsor zatytułowanej po prostu „Elżbieta i Małgorzata” opowiada historie dwóch księżniczek, których życie niekoniecznie było jak z bajki.

Popularność serialu „The Crown” oraz śmierć królowej Elżbiety sprawiła, że życiorys owej postaci jest wyjątkowo chętnie czytany. Wiele już o niej napisano i pewnie jeszcze dużo publikacji się pojawi. Jeżeli chodzi o książkę „Elżbieta i Małgorzata. Prywatny świat sióstr Windsor” na uwagę zasługuje sama jej koncepcja, czyli siostrzane relacje. Andrew Morton skupia się na charakterach bohaterek oraz czynnikach, jakie je kształtowały – stara się odkryć, co czuły, jak na siebie patrzyły, czego mogły sobie zazdrościć, a kiedy współczuć – co nieuchronnie prowadzi do spojrzenia w szerszej perspektywie na rodzinę królewską. W tym wywodzie jasno i wyraźnie widać, jak tzw. etykieta pęta człowieka na stanowisku i jego bliskich, ile rzeczy robi się wbrew sobie, dla wizerunku. Widać, że na szczytach władzy nie ma miejsca na uczucia.

Andrew Morton przyjmuje pozycje obserwatora – ja wyobrażałam go sobie, jako zjawę lewitującą za oknem. Mamy wrażenie, że uważnie przypatruje się każdemu krokowi księżniczek, aby opisać najmniejszy grymas na ich twarzy. No może aż tak szczegółowo nie jest, niemniej biograf stara się odmalować uczucia, co bardzo zbliża czytelnika do bohaterek książki. Udaje się stworzyć wrażenie, że poznajemy nie tylko ich życiorys, a je same. Takie biografie są na pewno znacznie ciekawsze niż suche wyliczanie faktów, jednak mój sceptycyzm każe mi się zastanowić, ile autor domniemał, a ile wyczytał ze źródeł. I na tym polu Andrew Morton całkiem dobrze się borni. W tekst wplótł sporo cytatów (rzetelnie opisanych), które mają być dowodem na wyciągnięte wnioski.

Zapewne to młodsza siostra przykuje uwagę polskiego czytelnika. Elżbieta jest powszechnie znana. A Małgorzata? To jest taka postać, o której chętnie pisałby plotkarskie gazety – śliczna i buntownicza. Umyślnie użyłam trybu przypuszczającego, bo w magazynach, które kupowała moja mama na przełomie lat 90-tych i 2000 siostra królowej raczej musiała ustąpić skandalom wywoływanym przez Dianę czy Sarah Ferguson. Jak było wcześniej? Przypuszczam, że trudno szukać plotek w cenzurowanej prasie PRL-u, ale może się mylę. Wracając do Małgorzaty, jak możecie się domyślić, jej życiorys jest burzliwy. Staje na przeciwnym biegunie wobec opanowanej, dbającej o pozory siostry. I właśnie ten kontrast między Paniami Andrew Morton podkreśla.

Książkę „Elżbieta i Małgorzata” bardzo dobrze się czyta. Myślę, że czytelnicy lubię takie biografie, które przez moment pozwalają im wkroczyć w inne życie. To, które prowadzi rodzina królewska może być dla nas szczególnie niezrozumiałe, a przy ty wyjątkowo ekscytujące. Miłość i przywiązanie, które ustępuje obowiązkom, emocjonujące bale i skandale, przepych kontra pozorowana skromność. To i wiele innych rzeczy czeka na was w świecie Windsorów.

[Egzemplarz recenzencki]

"Hanna Lachert. Wygoda ważniejsza niż piękno" Katarzyna Jasiołek

"Hanna Lachert. Wygoda ważniejsza niż piękno" Katarzyna Jasiołek

Mam pytanie do czytelników biografii: Czy czytacie wyłącznie książki o postaciach, które znacie? Czy zdarzyło się wam sięgnąć po publikację o kompletnie nieznanej osobie, bo robiła coś ciekawego, albo – po prostu – ładnie uśmiechała się z okładki? Ja zazwyczaj czytam biografie ludzi kultury, ewentualnie ciekawych postaci historycznych (zazwyczaj związanych z polityką). Właściwie nie miałam w tegorocznych planach czytelniczych publikacji „Hanna Lachert. Wygoda ważniejsza niż piękno”. Ba, nie miałam jej w planach na kolejną dekadę. A jednak... Maila z informacją o premierze tej książki czytałam chyba trzy razy. Architektka wnętrz, projektantka mebli (i biżuterii, jak się w trakcie czytania okazało), „promotorka” sztuki użytkowej – szybkie zapoznanie się z jej biogramem sprawiło, że zechciałam dowiedzieć się, jakie kultowe projekty ma na koncie. A kiedy przekartkowałam książkę Katarzyny Jasiołek i popatrzyłam na uśmiechniętą buzię bohaterki biografii, wiedziałam, że pokocham Panią Hannę.

„(…) Katarzyna Jasiołek stworzyła kompletną biografię jednej z najważniejszych polskich projektantek ubiegłego wieku na tle powojennej historii polskiego wzornictwa użytkowego, architektury wnętrz, a także zmian społecznych.”* to zdanie z opisu okładkowego najlepiej podsumowuje tę książkę. Autorka opisuje życie Hanny Lachert chronologicznie akcentując ważne miejsca, osoby itp. Bohaterka książki urodziła się przed wojną i wraz z jej dorastaniem nastąpiły w Polsce zmiany obyczajowe, społeczne, polityczne – tego w takiej publikacji nie można było pominąć. Katarzyna Jasiołek pamiętała o jeszcze jednym aspekcie, wyjątkowo ważnym w kontekście profesji Hanny Lachert. Poza tym, że opisuje jak zorganizowana była praca takiej osoby (nauka, spółdzielnie zrzeszające poszczególne profesje itp.) oraz jakie tendencje obowiązywały w architekturze i wzornictwie, autorka raczy czytelników opisami. Poza – co oczywiste – przedstawieniem prac bohaterki biografii, szczegółowo opisano miejsca dla niej ważne np. wygląd domów/mieszkań. Trudno ocenić, jaki wpływ wywarły te przedmioty, wnętrza, budynki na samą Lachert, natomiast fantastycznie dopełniają one prezentacje jej osoby. Dowiemy się, przykładowo, na jakich dywanach bawiła się przyszyła projektantka mebli.

Katarzyna Jesiołek nie tylko przybliża czytelnikom postać Hanny Lachert. Ona umożliwia im poznanie jej. I nie napisałam tego w sensie metaforycznym. Po przeczytaniu książki naprawdę miałam wrażenie, że to moja znajoma. Biografia została wzbogacona o masę fotografii. To staje się już pewnym standardem, bo czytelnicy to lubią. Ja również pochwalam, jednak mam małą uwagę. Wolę , kiedy zdjęcia są podpisane. Wtedy wiem na co patrzę. Czytając główny tekst nie zawsze można się domyślić do czego się odnoszą. Jednak to co innego daje nam możliwość dobrego poznania Pani Lachert – fragmenty rozmów, które autorka przeprowadziła z nią samą i jej rodziną. Kiedy wzięłam tę publikację pierwszy raz w ręce zaczęłam od obejrzenia zdjęcia. Stwierdziłam, że patrzę na śmiałą, energiczną babeczkę z silnym charakterem. Może nieco roztrzepaną, trochę łobuziarę. Byłam zaskoczona, jak dobrze ją rozpracowałam. Z wypowiedzi jej i jej bliskich wyłania się właśnie taka kobieta.

Pisanie biografii „Hanna Lachert. Wygoda ważniejsza niż piękno” nie było łatwym zadaniem – mało znana postać, mało materiałów źródłowych – jednak Katarzyna Jasiołek wykorzystała niepowtarzalną szansę, rozmowę. Fragmenty, kiedy cytowana jest bohaterka biografii są dla mnie najcenniejsze. Dzięki nim poznałam polską projektantkę wnętrz i mebli, ale również barwną kobietę. Silną i trudną w obejściu – jak mówią jej bliscy – ale emanującą wspaniałą energią. Zapamiętajcie kochani ten tytuł, bo to bardzo dobrze napisana biografia nietuzinkowej postaci.

* Katarzyna Jasiołek, „Hanna Lachert. Wygoda ważniejsza niż piękno”, wyd. Marginesy, Warszawa 2022, okładka.


[Egzemplarz recenzencki]

"Zielone światła. Wspomnienia" Matthew McConaughey

"Zielone światła. Wspomnienia" Matthew McConaughey

Jakiś czas temu na rynku wydawniczym ukazały się wspomnienia aktora znanego z takich filmów jak „Interstellar”, „Witaj w klubie”, „Mroczna wieża”, „Uciekinier” czy „Wilk z Wall Street”. Mowa tu o Matthew McConaughey'u i książce „Zielone światła. Wspomnienia”. Podobno „bestseller”. Seler to nie jest moje ulubione warzywo, chociaż zdarza mi się suróweczkę z niego zrobić. Jednak trochę uważałam na lekcjach angielskiego i wiem, że „the best” znaczy najlepszy, więc Asia myśli sobie: „może warto”. W takim razie sprawdzam, czy Matthew McConaughey faktycznie wyhodował taki pyszny seler.

Z pozoru czytelnicy otrzymują autobiografię, ale nie do końca. „To jest książka o podejściu. Jestem tutaj, żeby podzielić się historiami, spostrzeżeniami, które można obiektywnie rozgryźć, a jeśli uznacie, że warto – subiektywnie je zaadaptować i albo zmienić swoją rzeczywistość, albo zmienić sposób, w jaki ją postrzegacie.”* tak pisze o książce autor publikacji. Uprośćmy trochę jego słowa. W „Zielonych światłach” znajdziemy historie z życia aktora, ale wzbogacone są one o serię przemyśleń o – jak ja to mówię - „o życiu, trwaniu, przemijaniu”. Matthew McConaughey trochę opowiada o sobie, trochę filozofuje, a cały ten wywód utrzymany jest w gawędziarsko-kaznodziejskim stylu. Może bez religijnego „alleluja”, ale facet ewidentnie chce wyciągnąć jakaś naukę ze swoich doświadczeń i nieść ją ludziom.

Matthew McConaughey to postać o wyjątkowo ciekawym życiorysie, co sprawia, że jego wspomnienia fantastycznie się czyta. Co prawda ja wolałabym je w wersji zbeletryzowanej, bo taką formę biografii najbardziej lubię. Nie do końca też interesuje mnie co akurat ta osoba myśli o „sensie życia”, chociaż nie zaprzeczę, że można z tego wyczytać co nieco o charakterze aktora. Niemniej publikacja zachwyciła mnie językowo. Począwszy od kompozycji, po (czasami) nieco zawoalowane zdania, ale jednak pięknie zbudowane i mające w sobie coś liryczno-magicznego.

To jak z tym selerem? - zapytacie się. Brać czy nie brać? Jest to niezłej jakości produkt. Matthew McConaughey to ciekawa postać nie tylko na gruncie filmowym. Do tego potrafi wspaniale się wypowiadać. Jego „Wspomnienia” balansują pomiędzy autobiografią a luźnym wywodem. Wielu czytelników może uznać tę formę za interesującą. Ja daję „Zielonym światłom” zielone światło.

* Matthew McConaughey , „Zielone światła. Wspomnienia”, przeł. Adam Pluszka, wyd. Marginesy, Warszawa 2022, s. 11.

"Tarantino. Nieprzewidywalny geniusz" Tom Shone

"Tarantino. Nieprzewidywalny geniusz" Tom Shone

Moja miłość do Quentina Tarantino rozpoczęła się od filmu „Kill Bill”. Byłam ciekawa, jak w konwencji „mordobicia” wypadną twarde babki. Przepadłam od pierwszych scen. Ta muzyka, te kolory, to dziwne tempo i niepowtarzalny styl opowiedzenia tej historii. No i to piękno wyciśnięte z jej brutalności. Po obejrzeniu filmu byłam oszołomiona. I tak jak rzadko zwracam uwagę na reżyserów – z dużą nonszalancją podchodzę do kina – tak tym razem musiałam sprawdzić, kto odpowiada za to filmowe cudo. Potem poszło z górki. Kolejne seanse utwierdziły mnie w przekonaniu, że Tarantino to musi być genialny świr.

W mojej biblioteczce wyjątkowe miejsce zajmuje książka „Tarantino. Nieprzewidywalny geniusz” (Tom Shone). Brawurowo wydane kompendium wiedzy o twórczości tego reżysera. Poza bohaterem publikacji to właśnie obłędne wydanie zadecydowało, że musiałam ją mieć. Dlatego, nietypowo, zacznę prezentację książki od jej wyglądu. Zaznaczmy może, że mówimy o publikacji, która wyszła spod skrzydeł wydawnictwa Znak (Wydanie I, Kraków 2022) – może będą wznowienia, kto wie?. Dostajemy cudeńko w twardej oprawie, z czerwoną okładką, z której posępnym wzrokiem zerka na nas słynny reżyser. Jest oszczędnie, ale efekt jest piorunujący. Zajrzyjmy do środka. Czeka tu na nas ponad 250 zdjęć. Kradną one show tekstowi. Książka wygląda jak wydawnictwo albumowe. Chce się ją oglądać, a nie czytać. Trzeba przyznać, że została dopracowana w najmniejszych detalach. Ramki, wyróżnione cytaty, strony z tytułami kolejnych rozdziałów (właściwie filmów) – wszystko jest na swoim miejscu i razem tworzy wizualny efekt wow. W tym wszystkim ginie tekst. Czcionka jest maleńka. Te mróweczki zapisane w dwóch kolumnach nie są zbyt wygodne w czytanie. Szczególnie dla tych, którzy lubią spędzać wieczory z książką.

„Tarantino. Nieprzewidywalny geniusz” to publikacja, która szczególnie spodoba się miłośnikom kina. Powiecie, że wiadomo skoro jest o reżyserze. Ja mam jednak na myśli to, że akcenty położone są na filmy Tarantino. Jego twórczość została dokładnie przeanalizowana. Dla mnie było to szczególnie fascynujące, bo ja nie umiem o filmach opowiadać. Albo mi się coś podoba, albo nie – koniec wywodu. Dostałam dość szczegółową interpretację produkcji, które znam i lubię. Zrobiono to przy pomocy bardzo obrazowego języka. Pozwolę sobie zacytować jedno z moim ulubionych zdań: „Jego własne dzieła będą pełne fascynacji szczególną, ultrabrutalną i niemal kreskówkową formą męskości, z szalonymi przechwałkami, barokowo zdobionymi pogróżkami, samozwańczymi kodami – kodami, które później z zachwytem obnaży, podda bezlitosnej dekonstrukcji i upokorzeniu.”1 Czytałam kolejne fragmenty książki Toma Shonea i kiwałam głową na potwierdzenie, iż dokładnie takie te filmy są.

Dużo miejsca poświęcono sposobowi pracy reżysera. Mówiąc prostoto: „Jak zrobił dany film?”. Jak wybierał aktorów? Czym się inspirował? Jak wyglądało kręcenie poszczególnych scen? Oczywiście okraszone jest to całą masą ciekawostek. Miłośnicy kina nie powinni się nudzić.

„Tarantino. Nieprzewidywalny geniusz” chciałoby się nazwać biografią, ale w moim odczuciu jest to książka o filmach, nie o człowieku. Oczywiście człowiek, jego fantazja je stworzyła. On pokazał widzom pewne historie, a one wyniosły go na piedestał. I mam nadzieję, że zadbają o jego nieśmiertelność.

1 Tom Shone, „Tarantino. Nieprzewidywalny geniusz”, tłum. Alka Konieczka, wyd. Znak, Kraków 2022, s. 28.

"Kissinger" Walter Isaacson

"Kissinger" Walter Isaacson

Być może Henry Kissinger nie jest w Polsce postacią powszechnie znaną. Nie jest to gwiazda Hollywood. Nie bryluje na okładkach kolorowych magazynów. Kojarzony będzie raczej przez osoby interesujące się polityką i historią współczesną. Kim jest ów pan? Rzekłabym, amerykański dyplomata. Podczas kadencji prezydentów Richarda Nixona oraz Geralda Forda piastował urząd Sekretarza Stanu, czyli był odpowiedzialny za politykę zagraniczną państwa.

Wydawnictwo Zysk i s-ka oddaje w nasze ręce biografię polityka autorstwa Waltera Isaacsona. Biografię obszerną i rzetelną. Moi drodzy, dostajemy do ręki ponad 800 stron pełnych tekstu, pełnych informacji. Żeby was zachęcić do poznania bohatera napiszę, że jest to postać kontrowersyjna. Mówi się, że jego sposób prowadzenia polityki ma tylu samo zwolenników co przeciwników. Domyślam się, że pisząc życiorys takiej osoby trudno zachować bezstronność i powstrzymać się od komentarzy. Walter Isaacson stara się za wszelką cenę. Co mi się bardzo spodobało, przedstawia czym ten człowiek się fascynował, kogo cenił, co ukształtowało jego i jego poglądy. Autor stara się, żeby czytelnik zrozumiał Kissingera i jego sposób myślenia.

Czy tę biografię czyta się dobrze? Generalnie tak. Ja z Kissingerem miałam do czynienia na studiach i zdecydowałam się spojrzeć na jego postać w szerszym kontekście. Dlaczego o tym piszę? Zmierzam do tego, że posiadam elementarną wiedzę w zakresie poruszanego tematu, ale musiałam sobie pewne pojęcia, postacie itp. odświeżyć. Totalny laik zapewne będzie musiał wspomóc się słownikiem. Co nie znaczy, że nie powinien czytać tej książki. Jeżeli ma ochotę, nic nie stoi na przeszkodzie, a wręcz zachęcam.

Podsumowując. Jeżeli zapalił się u was płomyczek zainteresowania wobec tej biografii, nie wahajcie się, czytajcie. Walter Isaacson powołuje się na prywatne zapiski samego Kissingera oraz wiele wywiadów przeprowadzonych z nim i osobami, które go znały – również byłymi prezydentami. Autor stara się poznać i zrozumieć przedmiot swojej pracy, a dzięki temu doświadczamy tego my, czytelnicy.

"Klan Wyspiańskich" Jan Tomkowski

"Klan Wyspiańskich" Jan Tomkowski

Stanisław Wyspiański zapewnił swojemu nazwisku sławę wpisując się do kanonu literatury i malarstwa. Czy inni członkowie tego rodu mieli również artystyczne zacięcie. Trudno sobie wyobrazić, że tak nie było, a niezwykła wrażliwość pojawiał się u słynnego poety i malarza znikąd. We wstępie do swojej książki „Klan Wyspiańskich” Jan Tomkowski stwierdza: „Cenili sobie (…) wykształcenie i może dzięki temu nie znali pogardy dla sztuki. Jeśli już trafił się w tej rodzinie artysta, nie zmuszano go, jak się zdaje, by wybrał zawód bardziej praktyczny, na przykład zajął się handlem albo rzemiosłem. Może to dowód na to, że w każdym Wyspiańskim drzemała dusza artystyczna, umiłowanie piękna (…).”*



Książka ta „(…) nie jest typową kroniką rodu, bowiem autor nie zamierzał zgłębiać wyczerpująco losów każdego z bohaterów, niezależnie od roli, jaką odegrał w dziejach literatury czy sztuki. Interesować nas więc będą jedynie artyści – spełnieni i potencjalni, uznani i zapomniani”.** Kogo w takim razie spotkamy na jej stronach? Franciszka, czyli ojca Stanisława, zajmującego się rzeźbą; Bronisława, stryja, prowadzącego zakład fotograficzny; kuzynów wśród, których najbardziej zapamiętałam Zenona Parviego oraz Marię Waśkowską, jako tych najbliższych autorowi „Wesela”; Joannę Stankiewicz, ciotkę odpowiedzialną za jego wychowanie, samego genialnego Stanisława oraz jego dzieci.

Pisanie tej publikacji musiało być dla Jana Tomkowskiego nie lada wyzwaniem. Nie zaprzeczycie, że Stanisław Wyspiański to powszechnie znana postać, a jednak w jego biografii jest wiele dziur. Wydaje się osobą skrytą i powściągliwą. Mało jest tych, którzy dobrze do znali, a jeszcze mniej spisanych wspomnień. Do tego dochodzi pytanie ile w nich prawdy. Na przykład biografia przygotowana przez ciotkę Stankiewiczową nasuwa pytanie, czy wielbiąca go opiekunka nie wyolbrzymiła jego osiągnięć. W takim razie spróbujmy sobie wyobrazić, ile dokumentów, pamiątek zachowało się po tych zapomnianych. Autor musiał spisać ich historię na podstawie tego, co się ostało w toku burzliwych polskich dziejów. Nie ukrywa przed nami, że w pewnych momentach musiał wysilić wyobraźnię, ale za każdym razem akcentuje, co jest wyraźnie udokumentowane, a co jest wyłącznie jego przypuszczeniami i skąd takowe wysnuwa.

Klan Wyspiańskich” to książka naładowana w informacje, które przekazano w przyjazny dla czytelnika sposób. Nie musicie być znawcą literatury, aby ją czytać – chociaż ci pewnie znajdą w niej wiele ciekawostek o autorze „Wesela”. Ja uczciwie przyznaje, że moja wiedza o Stanisławie Wyspiańskim ograniczała się do podstaw z lekcji języka polskiego. Co prawda mam słabość do młodopolskich twórców, ale zawsze bliżej było mi do prozy niż poezji. Historię klanu Wyspiańskich – może nie szczególnie burzliwą, ale fascynującą – przeczytałam z uwagą i czuję się znacznie bogatsza... O co? Trudno mi to nazwać, bo nie chodzi wyłącznie o wiedzę, ale również o... uwrażliwienie, zrozumienie dla twórcy.

Muszę wspomnieć o wielu cudownych fotografiach i reprodukcjach, które wzbogacają tę książkę. Wspaniale, że ktoś o nich pomyślał. To kompletnie zmienia, wzbogaca odbiór. Przykładowo, pisząc o Franciszku Wyspiańskim, autor analizuje portrety ojca namalowane przez Stanisława. Dla mnie jest ogromnie ważne, żeby podczas czytania zerknąć na opisywany obraz. Jeżeli nie muszę go szukać, tylko mam na kartce obok, jestem wdzięczna wydawcy za ułatwienie mi zadania.

Niekwestionowanym bohaterem publikacji „Klan Wyspiańskich” jest autor „Wesela”. Czytając o kolejnych krewnych nie tylko poznajemy ich losy, ale widzimy jaki wpływ odegrali w kształtowaniu Stanisława. Staje przed nami grupa skromnych, utalentowanych ludzi, być może przyćmionych przez znanego poetę, a może, dzięki niemu, niezapomnianych.

*Jan Tomkowski, „Klan Wyspiańskich”, wyd. Arkady, Warszawa 2020, s.9.

**Tamże.

"Bikini Killer. Seryjny morderca Charles Sobhraj - jego życie i zbrodnie" Jarosław Molenda

"Bikini Killer. Seryjny morderca Charles Sobhraj - jego życie i zbrodnie" Jarosław Molenda

Czy można powołać na świat potwora? Jakie czynniki sprawiają, że z człowieka wyłania się bestia? Myślę, że trudno o jednoznaczną odpowiedź, co taką przemianę w danym przypadku wywołuje. Jarosław Molenda postanawia przyjrzeć się bliżej sylwetce jednego z seryjnych morderców – Charlesa Sobhraja. Czy – analizując jego przeszłość – dowiemy się dlaczego zabijał?



Podejrzany o dwadzieścia zabójstw Charles Sobhraj znany jest pod przydomkami „Wąż” i „Bikini Killer”. Być może w Polsce nie jest bardzo dobrze znany, bo działał głównie w Azji"" – Tajlandii, Nepalu, Malezji i Indiach. Natomiast do najistotniejszych miejsc w jego biografii należą – Wietnam, Indie i Francja. Pozbawiony rodzicielskiej uwagi – „był jednym z szesnastu dzieci i jedynym, którym miotano tam i z powrotem jak niechcianą piłką*” – wędrujący między krajami, szkołami, miejscami pracy rodziców, a później także swoimi, ciągnie ku przestępczej drodze, aby zapewnić sobie standard życia, jakiego pragnął, aby za wszelką cenę zrealizować swoje marzenia. Szarmancki, inteligentny i zdeterminowany – potrafił wiele zaryzykować, żeby zrealizować to, co sobie zaplanował.

Przyznam szczerze, że wcześniej nie słyszałam o bohaterze tej książki. Sięgnęłam po nią jako po ciekawostkę i trafiłam na bardzo zajmującą i dobrze napisaną biografię. Myślę, że samego Charlesa Sobhraja nie ma sensu obszerniej przedstawiać – to wyczerpująco zrobił Jarosław Molenda – napiszę za to kilka słów o tym, jak to uczynił.

Fakty z życia przestępcy zostały uporządkowane chronologicznie od momentu jego narodzin w trawionym wojną Wietnamie 1944 roku (a właściwie chwilę szybciej bo punktem wyjścia jest poznanie się jego rodziców). Opowiadając o dzieciństwie Charlesa Sobhraja, jego młodości, dorosłości i kolejnych przestępstwach, autor przedstawia coś więcej niż suche fakty. Próbuje spojrzeć na niego jak na człowieka – pojąć, co czuł, czego pragnął, co pchnęło go do takiego, a nie innego zachowania. Zawsze można dyskutować, czy autor nie popełnia w takim przypadku nadinterpretacji i nie przypisuje bohaterowi nieprawdziwych myśli. Uważam, że Jarosław Molenda dobrze spisał się jako biograf. Jest nienachalny i odnosi się do źródeł. A przy tym jego styl pisania posiada lekkość sprawiającą, że tekst, który wyszedł spod jego pióra, dobrze się czyta.

Podsumowanie

„Bikini Killer. Seryjny morderca Charles Sobhraj – jego życie i zbrodnie” nie jest biografią zbeletryzowaną, ale czyta się ją jak dobrą powieść kryminalną. Na każdej stronie widać ogrom pracy, jaką wykonał Jarosław Molenda, zbierając informacje na temat bohatera publikacji. Trudno tego nie docenić.

* Jarosław Molenda, „Bikini Killer. Seryjny morderca Charles Sobhraj – jego życie i zbrodnie”, wyd. Replika, Poznań 2020, s. 65.

Elżbieta II. Portret królowej - Paola Calvetti

Elżbieta II. Portret królowej - Paola Calvetti


Dzisiejszy tekst zacznę od małej ciekawostki o... mnie. Studiowałam na kierunku stosunki międzynarodowe, a w ramach specjalizacji musieliśmy wybrać region, który nas interesuje. Ja wtedy, nie wiedziałam jeszcze co mnie interesuje, więc decyzje podjęłam na podstawie tego, gdzie byli najsympatyczniejsi wykładowcy. Z perspektywy czasu może wydawać się to śmieszne, ale tamten wybór okazał się brzemienny w skutkach. Doktor H., wykładający historię i system polityczny Wielkiej Brytanii, rozbudził we mnie wielką fascynację tym tematem. Dlatego bardzo chętnie przeglądam wszelkie publikacje związane z historia Wielkiej Brytanii i dlatego dziś prezentuję wam biografię Elżbiety II autorstwa Paoli Calvetti, włoskiej dziennikarki i pisarki.

Stanisław Bareja alternatywnie - Maciej Raplewicz

Stanisław Bareja alternatywnie - Maciej Raplewicz


Okres PRL, z perspektywy dnia dzisiejszego, jawi się jako bardzo dziwny czas. Puste półki, kolejki, przydziały wydają się nam czymś niewyobrażalnym. Komedia, jako gatunek filmowy, okazała się dobrym sposobem dla zobrazowania tamtych czasów. Komercyjny gatunek, który w lekki, zabawny sposób przestawia to co trudne.

Copyright © Asia Czytasia , Blogger