"Atramentowe serce" Cornelia Funke
Dziś opowiem wam o książce, którą wiele osób traktuje z sentymentem. Mowa o „Atramentowym sercu” Cornelii Funke. Autorka realizuje w niej bardzo ciekawy koncept, w którym – dzięki umiejętności jednego z bohaterów – czytanie wkracza na inny wymiar. Historie dosłownie zaczynają się przenikać i biec nowym torem. Czytelnicy i bohaterowie bezpośrednio na siebie wpływają. Fikcja nabiera realnych kształtów. Wciąga, przeciąga postaci między światami. U zdolnego introligatora Mo, który jest obdarzony tym niezwykłym darem, miłość do czytania staje się niemal przekleństwem. Musi być ostrożny, aby nie sprowadzić na swoją córkę jakiejś tragedii. Ale wywołane już zło o nim nie zapomina i dopomina się o więcej i więcej.
W krótkim bio Cornelii Funke na portalu Lubimy czytać nazwano ją „niemiecką Rowling”1. Czy „Atramentowe serce” robi takie samo wrażenie jak „Harry Potter”? Mamy mroczny świat. Mamy młodą bohaterkę, która musi zmierzyć się ze złem, a w tej potyczce odkrywa rodzinne sekrety i to jak niezwykli są jej bliscy. Jednak o ile „Harry Potter” zachwyca zarówno dziesięciolatka, jak i dwudziesto, a nawet trzydziestolatka to obawiam się, że „Atramentowe serce” jednak nie wychodzi poza ramy powieści młodzieżowej.
I to jest naprawdę kawał dobrej powieści młodzieżowej, jednak Funke zastosowała wszelkie możliwe uproszczenia, jakie często takim książką towarzyszą. Z naiwnością głównej bohaterki na czele. Scena kiedy Smolipaluch namawia towarzyszy na wyłączenie zabezpieczeń, bo będzie pokazywał magiczne sztuczki jest dla mnie swego rodzaju książkowym zakalcem. Rozwiązanie proste, naiwne, z oczywistym zakończeniem. Czy świadomi niebezpieczeństwa, jakie im grozi bohaterowie nie powinni być bardziej wyczuleni?
Jak już wspomniałam powieść ma raczej mroczny klimat i ten mrok dobrze koresponduje z baśniowością, o jaką zatroszczyła się autorka. Natomiast za tym wszystkim idzie też pewna teatralność z chyba oszczędną dekoracją. Z jednej strony mamy dość długie sceny, jakby Funke chciała wykorzystać już raz rozstawioną scenerię. Serio długie. Kilka razy złapałam się na podglądaniu, czy już mogę opuścić dany fragment, bo wiem do czego on zmierza, a dalsze jego rozwlekanie nie wniesie nic. Czytając „Atramentowe serce” miałam wrażenie, że akcja nie może się rozpędzić. Po lepszych momentach następowały bardzo statyczne. I przyznam, że utrudniało to wciągnięcie się w wir przygody.
Ale wróćmy do tej dekoracji (i do nieszczęsnego porównania Funke do Rowling). Świat opisany w „Atramentowym sercu” jest raczej prosty. Wiem, że brzmi to źle, więc już rozwijam tą myśl. To nie jest misterna konstrukcja. Mamy ograniczoną grupę bohaterów, którzy działają w pewnej przestrzeni. Talent Mo teoretycznie powinien poszerzyć te granice, jednak tylko teoretycznie. Funke nie czuje potrzeby rozbudowywać świata z powieści. Ona zaskakuje bohaterów pewnymi okolicznościami i karze im, a także czytelnikom, rozgryźć zasady jakie w nim panują. Obserwować, myśleć, kombinować. Czy i komu uda się wyciągnąć z nich jakieś korzyści? To tu się rozgrywa walka. Między miłością i chciwością.
A w środku niej stoi jedna z ciekawszych postaci, Smolipaluch. Na przekór baśniowej konwencji nie jest ani zły, ani dobry. Jest przerażony i zagubiony. Gotów zaprzedać duszę, żeby wrócić do swojego świata. Tak mu źle, że został z niego „wycięty” i „wklejony” gdzie indziej. Właściwie reszta postaci jest zbudowana na pewnych schematach. Zły i chciwy Koziorożec. Odważna - acz bardzo w tej odwadze naiwna – Meggie. Spokojny, opiekuńczy, skromny i wystraszony swoim talentem Mo. Ekscentryczna, nade wszystko kochająca książki ciocia Elinor, która kiedy trzeba staje na wysokości zadania. Te postacie są całkiem wyraziste na tle fabuły, ale jest ich niewiele.
Dużym plusem „Atramentowego serca” jest sam pomysł na fabułę – tajemnicza moc przenosząca postaci pomiędzy książkami – a minusem statyczność. Efektu „wow” u mnie nie było, ale sam koncept jest tak ciekawy, że muszę przyznać, że powieść ta jest godna uwagi. Może Funke poszła na pewne ułatwienia, ale i tak pięknie zrealizowała swój pomysł. Jestem ciekawa, jak odebrałabym tę książkę, gdybym była młodsza. Czuję, że porwałby mnie mroczno-baśniowy klimat. Zawsze takie lubiłam. Pewnie dołączyłabym do grona fanów tej historii.
1 https://lubimyczytac.pl/autor/3542/cornelia-funke [dostęp: 22.05.2026].
[Egzemplarz recenzencki]























