"Brygada Brawurowych Kur. Tom 2" Adam Skrodzki

"Brygada Brawurowych Kur. Tom 2" Adam Skrodzki

Czy kura nadaje się na żołnierza? Według Adama Skrodzkiego, autora cyklu dla dzieci pt. „Brygada Brawurowych Kur”, jak najbardziej. Pisarz przedstawia je jako wyjątkowo bojowe, świetnie zorganizowane i bardzo kreatywne, jako ekipę do zadań specjalnych. Z kim bądź z czym przyjdzie im się zmierzyć tym razem?



Fabuła

Miasteczko terroryzuje szajka graficiarzy. Tajemniczy symbol przedstawiający koło i wpisany w nie kwadrat pokrywa ściany budynków. Do tego zaczynają ginąć osobiste rzeczy mieszkańców. Brygada Brawurowych Kur ze wsparciem detektywa Bródkowskiego próbuje złapać sprawcę.

W tej części przygód bojowych kurek przyjdzie nam uczestniczyć w bitwie dronów, przemycać polskie ruskie pierogi i ocet za koło podbiegunowe, a także spotkamy budzącego strach Władimira Władimirowicza Tupina. Odwagi czytelnicy.


Akcja

Druga część przygód Brygady Brawurowych Kur jest bardzo dynamiczna. Żołnierze szybko opracowują plan, przywdziewają kamuflaż i przystępują do działania. Wróg okazuje się wyjątkowo dobrze przygotowany, jednak duet BBK i detektyw Bródkowski nie odpuszczają.

Tempo jest tak zawrotne, że przy tej książce nie da się nudzić. Jest ona jak bombowiec – zrzuca na czytelnika ładunek szalonych wydarzeń. Akcja pędzi do przodu i nawet nie zorientujemy się, kiedy dotrzemy do finału. Jest też druga strona medalu, autor nie zostawił miejsca na opisy i przedstawienie kto jest kto. Dlatego też polecam czytać ten cykl po kolei. W pierwszej części złapiemy klimat i poznamy bohaterów, żeby w drugiej oddać się całkowicie przygodzie.




Kim jest detektyw Bródkowski?

W cyklu „Brygada Brawurowych Kur” poza humorem znajdziemy nawiązania do prawdziwych postaci. Może wydawać się to fajnym zagraniem, ale musimy pamiętać, że nie dla każdego będą one zrozumiałe i mogą szybko się przeterminować. Dobrym przykładem jest postać detektywa Bródkowskiego. Przyznam, że zajęło mi chwilę zanim zorientowałam się, na kim wzorował się Adam Skrodzki wymyślając go, ale kiedy już zaskoczyłam nieźle mnie to rozbawiło. Nie jestem do końca pewna, czy to podobieństwo będzie czytelne dla dzieciaków. Z jednej strony, bez tej wiedzy zrozumieją opowieść, ale w końcu to książka dla nich, więc powinna być całkowicie czytelna.


Podsumowanie

Humor, szaleństwo i brawura to cechy charakterystyczne dla cyklu autorstwa Adama Skrodzkiego. W swojej recenzji pierwszej części „Brygady...” nazwałam bojowe kurki polskimi Pingwinami z Madagaskaru i w dalszym ciągu wywołują u mnie takie skojarzenia. Chętnie wdzieję kask i stanę wraz z nimi do boju.


Zobacz też:

"Brygada Brawurowych Kur. Tom 1"



"Korzenie" Hanna Król

"Korzenie" Hanna Król

Po co roślinom korzenie? Utrzymują ją w pionie i za ich pomocą może ona pobierać z gleby substancje odżywcze. Podobne są zadania rodziny, czyli naszych, ludzkich korzeni – ma być dla nas podporą, dawać nam siłę i wsparcie. Zdarzają się historię, kiedy dla własnego dobra, trzeba się odciąć od tych, którymi łączą nas więzy krwi. Czy bez korzeni da się przetrwać?



Fabuła

Bohaterką książki jest Vittoria Ancoralis. Jako dziecko została przygarnięta przez zielarkę ze wsi Arumvir. Z powodu swojego temperamentu nie zostaje zaakceptowana przez lokalną społeczność, a wręcz okrzyknięta wariatką. Dziewczyna zbliża się do pełnoletniości. Nagle wszystkie jej plany idą w łeb – zostaje oskarżona o zabójstwo. Z pomocą przyjaciół udaje jej się zbiec. Ścigają ją nie tylko pilnujący przestrzegania prawa żandarmi, ale również inne istoty. Z kim przyjdzie mierzyć się Vittorii? Czy uda jej się dowiedzieć kim jest naprawdę?


Viridian, czyli uniwersum z „Korzeni”

Osoba, która napisała blurb na okładkę wskazuje na takie jego cechy jak kanibalizm i dziwna choroba zwana uśpieniem.1 Całkiem niezły chwyt, bo faktycznie dzięki temu opis wydaje się intrygujący, akcentuje brutalność Viridianu. Wydawca nie kłamie, to co wydrukował na okładce pozwala zobrazować powieść Hanny Król. Moją uwagę zwróciło jednak co innego. Żeby to opisać powołam się na cykl „Igrzyska śmierci”. Czy pamiętacie tamten świat? Nie chodzi mi o szczegóły. Mamy zestawione dystrykty, w których, w większości, ludzie żyją jak w bardzo dawnych czasach – polują, wytwarzają sami potrzebne rzeczy itp., kontra bardzo zaawansowane technologicznie centrum. W „Korzeniach” mamy - może nie takie same, ale w podobnym klimacie – zestawienie z pozoru niepasujących cech. Są elementy klasycznego fantasy z zielarkami, elfami, smokami, a obok nich pojawiają się zaawansowane wynalazki jak np. teleport.

Druga rzecz, która charakteryzuje Viridian to dyktatura. Już od pierwszych stron widzimy jej przejawy jak np. gazeta, którą należy czytać, ale nie można wyrzucić do śmieci, bo byłaby to obraza władzy, która ją wydaje.


Opisy

W „Korzeniach” fani fantasy mogą cieszyć się uniwersum zbudowanym od podstaw. Sięgając po tę książkę musicie być świadomi, że czekają w niej na czytelnika bardzo szczegółowe opisy. Zwykła przechadzka bohaterki po mieście i oglądanie jakiegoś obiektu, jest dla autorki pretekstem do wywodu o historii Viridianu. Przyznaję, że przebrnięcie przez te fragmenty były dla mnie trudne i wymagało dużo uwagi, ale nie można zarzucić Hannie Król, że nie przemyślała świata, który stwarza. Pisarka dołożyła wszelkich starań, żeby przelać na papier swoją wizję. Czy akcja na tym nie traci? I tak i nie. Autorka zadbała, żeby posuwała się do przodu. W kolejnych wydarzeniach wyszukuje pretekstu, żeby opowiedzieć coś więcej o Viridianie, ale nie zapomina, o Vittorii i jej historii. Jednak gdzieś z tyłu mojej głowy pulsuje myśl, że może mogłaby się ona toczyć nieco szybciej.


Podsumowanie

„Korzenie” były dla mnie powieścią ciekawą, acz nieco żmudną w czytaniu. Lubię charakterne bohaterki i rodowe opowieści, ale długie opisy trochę hamowały mój pęd w odkrywaniu tej historii. Uważam jednak, że nie muszą być one wadą. Dużo zależy od indywidualnych upodobań czytelników.

1 Hanna Król, „Korzenie”, wyd. Alternatywne, Poznań 2020, okładka.

Premiera nowego wydania cyklu Falcon

Premiera nowego wydania cyklu Falcon

 Witajcie,

informacja, która powinna zainteresować miłośników urban fantasy, ale nie tylko. Na marzec Katarzyna Wycisk planuje premierę nowego wydania cyklu Falcon. Trylogii pełnej akcji, bohaterów o niesamowitych umiejętnościach, ale też ze szczyptą miłości.


Zapraszam was na profil autorki na Wattpadzie KLIK Tam zostanie opublikowanych 5 darmowych rozdziałów. Tylko ostrzegam, że historia może  was pochłonąć ;)

U Asi na blogu znajdziecie recenzje wszystkich trzech tomów oraz darmowego opowiadania, dodatku do cyklu KLIK oraz wywiad  Kasią Wycisk KLIK


"Rok uczuć" Kinga Michałowska

"Rok uczuć" Kinga Michałowska

Moje plany czytelnicze na najbliższe dwa miesiące zostały zdominowane przez kryminały, jest jednak jedna osoba, która postanowiła przypilnować uwrażliwiania Asi. W połowie grudnia dostałam informację od Kingi Michałowskiej, że udało jej się wydać kolejny tomik wierszy pt. "Rok uczuć". Poetka to romantyczna dusza, więc swoich czytelników raczy utworami o miłości.



Specjalnie dla czytelników bloga próbka twórczości Kingi Michałowskiej.


"Z każdym dniem" [s. 9]

Z każdym dniem, silniejsza staję się. 

Coraz częściej, uśmiecham się. 

Powoli pozbywam się, dawnych złudzeń. 

Jutro będzie lepiej. 

Bo już nie jestem samotna, we wszechświecie. 

Odkąd mam Ciebie. 

Dbasz o mnie, jak Mały Książę, o swoją różę. 

Choć wątpiłam. 

Okazało się, że wciąż potrafię, zakochać się. 

Jestem Ci wdzięczna, za każdy, wspólnie spędzony dzień. 

Za każdą odpowiedź. 

Jestem wdzięczna za to, że po prostu jesteś.


"Gdy nikt nie widzi" [s. 45]

Gdy nikt nie widzi. 

Myśląc o Tobie, sama do Siebie uśmiecham się. 

I uwielbiam ten niepewności dreszcz. 

Lecz wciąż brakuje mi odwagi, by wyznać to co czuję. 

Tylko Ty możesz mi pomóc odnaleźć w sobie odwagę, 

której dotychczas było mi brak.


"Co w miłości może być złego" [s. 49]

Czy jeździsz szybkim tramwajem?

 Jeśli tak. 

Pojedźmy gdzieś razem 

Skasujmy bilet w jedną stronę. 

I choć przez moment. 

Nie myślmy o tym, co będzie potem. 

Wiem od problemów, nie da się uciec 

Lecz ty jeden możesz sprawić, by żyło nam się lepiej. 

Podejmijmy jedyną słuszną decyzję, 

by nareszcie być razem. 

Czy faktycznie jest dobrze tylko tam, gdzie nie ma nas. 

Jak długo jeszcze w pojedynkę mam przemierzać świat. 

Wiem kochając Cię, zapewne popełniam błąd. 

Lecz co w miłości, może być złego.. 

Może być złego.


"Jesteś" [s. 94]

Myślałam, że już nic dobrego nie spotka mnie. 
Lecz nagle jesteś. 
Dostrzegasz mnie. 
Już nie muszę przyszłości obawiać się. 
Dzięki Tobie miłość odnalazła mnie.
Nie odejdę. 
Nie zniknę. 
Z każdą chwilą mocniej kocham Cię. 
Doceniam każdy dzień. 
Jestem pewna, 
że jesteśmy przeznaczeni sobie nawzajem.

Jeżeli wy również macie romantyczną duszę, albo coś was urzekło w tych wierszach to  tomiki Kingi Michałowskiej znajdziecie TUTAJ

A pod tym linkiem więcej o pracach poetki KLIK
"Hashtag" Remigiusz Mróz

"Hashtag" Remigiusz Mróz

Hashtag [#] jeszcze jakiś czas temu oznaczał po prostu numer, jednak za sprawą mediów społecznościowych stał się znacznikiem pomagającym szybko odnaleźć interesujące nas treści. Wystarczy kliknąć czy zaobserwować odpowiednie hasło i aplikacja wyświetla nam wpisy na ten temat. W powieści Remigiusza Mroza tzw. płotek miał przykuć uwagę i być wskazówką. Bohaterka została wplątana w grę, a żeby ją przejść musi dowiedzieć się co oznacza #apsyda.



Fabuła

Tesa dostaje informację o przesyłce czekającej na odbiór. Niby nić nadzwyczajnego w dzisiejszych czasach, tylko, że ona nic nie zamawiała. Decyduje się jednak wybrać po paczkę. Może ktoś chciał zrobić jej niespodziankę. Tylko te nie zawsze są miłe. Nadawca przesyłki nakierowuje uwagę kobiety na hashtag na Twitterze. Słowo apsyda zaczyna pojawiać się na kontach osób uznanych za zaginione. Co ono oznacza? Czy to masowy powrót z zaświatów? Co Tesę łączy z tymi ludźmi?


Dwie linie narracji

Wydarzenia teraz mamy przedstawione z perspektywy głównej bohaterki, a wydarzenia z przeszłości opisane słowami jej akademickiego wykładowcy, Krystiana „Stracha”. Czytam sobie te dwie relacje i cholera mnie bierze, bo się kompletnie nie kleją, bo postacie z teraz wydają mi się całkiem innymi niż te z wtedy, bo czuję, że sobie przeczą. Na końcu okazuję się, że to wszystko ma sens i, nie wchodząc w szczegóły, jest to całkiem fajne zagranie ze strony Remigiusza Mroza.

Czytelnicy kryminałów przyzwyczajeni są do tego, że pisarze odwołują się do wydarzeń z przeszłości. Autorzy często właśnie tak opowiadają historie, które wymyślą. W „Hashtagu” nie wszystko jest takie jak się pierwotnie wydaje. Granica pomiędzy prawdą a fikcją w fikcji zostaje zatarta. Pisarz postarał się, aby zdezorientować czytelników. Udało mu się znaleźć rozwiązanie oryginalne. Wiedząc jak kończy się ta powieść mam poczucie, że powinnam przeczytać ją jeszcze raz, żeby upewnić się, czy faktycznie wszystko ma w niej sens. Nie zrobię tego jednak, bo...


Styl i język

W „Hashatagu” Remigiusz Mróz próbuje osiągnąć efekt zagubienia i, wspomnianej już, dezorientacji. Chce doprowadzić główna bohaterkę do stanu, w którym nie wie kim jest oraz co i kto jest prawdziwe. I gdyby tylko na tym poprzestał, poświęcił temu więcej uwagi, moja ocena tej powieści poszybowałaby w górę. „Hashtag” jest dla mnie przykładem książki, w której chciano upchać za dużo, albo w której ktoś koniecznie chciał pokazać jak bardzo jest oczytany. Postępowanie sprawcy i dedukcja bohaterów sprowadza się do wielu teorii z socjologii, ekonomii, filozofii. Nie mam nic przeciwko, żeby używać popularnych form do przedstawienia specjalistycznej wiedzy, ale wszystko powinno mieć jakiś umiar – to w końcu jest powieść kryminalna, nie podręcznik. Traci na tym akcja, a przede wszystkim dialogi. Do tego mam wątpliwości, czy te wykłady mają znaczenie dla głównego nurtu powieści, bo ja widzę w nim miejsce tylko dla platońskiej teorii jaskini.

Czytając tę powieść towarzyszyło mi też poczucie, że rozumowanie bohaterów jest podejrzanie naciągane. Wykazują się niebywałą intuicją właściwie interpretując posiadane informacje. Wcześniej stroniłam od przykładów, żeby uniknąć spojlerów, ale tu zacytuję fragment: „Konto na Facebooku być może tak [zostanie sprawdzone w wypadku śledztwa], względnie śledczy dobiorą się do korespondencji mailowej. Nikomu jednak przez myśl nie przejdzie by szukać tropów na GoldenLine.”1 Tak właściwe dlaczego nie? Skoro wystarczy wpisać w wyszukiwarkę imię i nazwisko i wyświetlają się nam wszystkie konta społecznościowe danej osoby oraz jej zdjęcia. Średnio rozgarnięty człowiek zauważy od razu, że jest jest aktywna w tym portalu. Takie niuanse towarzyszyły mi w całym procesie czytania, przez co coraz mniej wierzyłam autorowi i jego bohaterom, za to biernie czekałam na zakończenie.


Podsumowanie

Od około 3 lat zbieram się do przeczytania jakiejś książki autorstwa Remigiusza Mroza i zewsząd słyszę sugestie zacznij od Chyłki. Cóż. Trzeba było zacząć od Chyłki. Historia Tesy nie wciągnęła mnie tak jak mogłabym oczekiwać po powieści króla polskich kryminałów. Czytałam ją jakbym miała w rękach tekst debiutanta. Ciekawy pomysł, świetne zwroty akcji i interesujące podejście do sposobu jego realizowania zostały przyćmiony przez fabularne niuanse i akademickie wywody.

1 Remigiusz Mróz, „Hashtatg”, wyd. Czwarta strona, Poznań 2018, loc. 4258-4259.

"Sfora" Przemysław Piotrowski

"Sfora" Przemysław Piotrowski

„Piętno”, pierwsza część cyklu z Igorem Brudnym, zakończyło się w nietypowy sposób. Sprawa została rozwiązana, wszyscy poklepali się po ramionach gratulując dobrej roboty i rozeszli się do domów. Nagle pojawia się coś, co ewidentnie nawiązuje do następnego tomu. Jestem zadowolona z lektury, ale myślę sobie po co?. Dzięki koleżance, która pożyczyła mi swój egzemplarz miałam okazję szybko przeczytać „Sforę” i przekonać się, że Przemysław Piotrowski nieźle zaplanował sobie ten cykl.


Choć przez ostanie kilkadziesiąt dni sam siebie oszukiwał, czuł, że tamta sprawa wciąż nie została zakończona . Śledztwo tak, ale nie sprawa. Nie potrafił tego wytłumaczyć.”*



Fabuła

Wszystko zaczyna się od samotnej ręki. To, że brak w jej pobliżu ciała nie jest najbardziej niepokojące. Okazuje się, że są na niej ślady ludzkich zębów. Niedługo potem zostają znalezione zwłoki zakonnicy. Istnieją przypuszczenia, że została ona zagryziona przez wilki. Jednak okoliczni mieszkańcy i potencjalni świadkowie coraz częściej wspominają o bestii, o istocie przypominającej wilkołaka. Czy zielonogórska policja będzie prowadziła śledztwo czy polowanie?


Zezwierzęcenie

Już w „Piętnie” Przemysław Piotrowski nie oszczędzał czytelników i zabrał ich na wyprawę do najczarniejszych zakątków ludzkiej natury. Trudno w to uwierzyć, ale „Sfora” idzie o krok dalej. Zło, które mogliśmy obserwować zerkając w przeszłość Igora Brudnego, ma szerszy wymiar i poważniejsze skutki niż początkowo nam się wydaje. W „Sforze” obserwujemy przejaw prawdziwego zezwierzęcenia. Pytanie tylko czy tajemniczy wilkołak jest tą najstraszniejszą bestią, czy może jego kreatorzy?


Polowanie

Druga powieść z cyklu o Igorze Brudnym ma formę polowania. Czytelnik dość szybko dostaje zarys tego kto i dlaczego może być sprawcą brutalnych zbrodni. Wyzwaniem jest, jak go złapać. Taki sposób opowiedzenia tej historii podkreśla klimat powieści - las, sfora wilków, a my, czytelnicy na polowaniu. Co ważne, powoduje, że jest to literatura akcji, a nie detektywistyczna. Tutaj akcent położono nie na rozwikłaniu sprawy, a na złapaniu podejrzanego.

Widzę kilka etapów w tej książce. Wstęp, podczas którego pojawiają się pierwsze ofiary, zbiera się ekipa śledczych itp. Jest on, moim zdaniem, nieco przydługi. Autor niepotrzepanie rozproszył policjantów. Mamy poczucie, że czynności związane ze śledztwem opóźniają się, bo czekamy aż ktoś zostanie sprowadzony z urlopu. Kiedy już wszystkie potrzebne osoby przybywają, sprawa rusza z kopyta. Akcja nabiera tempa, szybko pojawiają się pierwsze hipotezy. Zielonogórscy policjanci mają przypuszczenia co się wydarzyło, więc przechodzą do najtrudniejszego zadania czyli złapania winnego. Rozpoczyna się obława, która w tej historii zajmuje dużo miejsca. Na koniec sprawa zostaje podsumowana, wszelkie luki, niedopowiedzenia zostają wyjaśnione. Można odłożyć książkę na półkę.


Podsumowanie

Czy Przemysław Piotrowski pisze dla ludzi o mocnych nerwach? Po przeczytaniu dwóch powieści jego autorstwa mogę stwierdzić, że są to kryminały, które mają w sobie elementy powieści grozy. To co spotkało bohaterów zarówno „Piętna” jak i „Sfory” można nazwać wyłącznie horrorem.

*Przemysław Piotrowski, „Sfora”, wyd. Czarna owca, Warszawa 2020, s. 49.

Wyklejanki  z taśmą dwustronną

Wyklejanki z taśmą dwustronną

Dziś będzie krótki wpis o taśmie dwustronnej. Większości z was kojarzy się pewnie z drobnymi naprawami. U mnie okazała się niezłym materiałem plastycznym.

Jak część społeczeństwa utknęłam wraz dzieckiem w home office. Nie ukrywam, że są lepsze i gorsze dni. Czasami M. potrafi pół dnia budować z klocków, a czasami nie potrafi sobie miejsca znaleźć. Staram się mieć w zanadrzu kilka aktywności, które mogę jej zaproponować na nudę. Bardzo ważne jest, aby moja asysta w nich była minimalna, aby jednak móc wypełnić i obowiązki zawodowe.

Całkiem fajnie przyjęły się u nas wyklejanki (o czym pisałam TUTAJ), wiedziałam jednak, że moja pomoc przy obsłudze kleju będzie niezbędna. Dlatego przygotowałam rysunki z taśmą dwustronną. Dziecko może ozdobić je jak mu wyobraźnia podpowiada. U nas dobrze sprawdzają się konfetti i pocięty papier lub krepa. Do ozdobienia drzewka M. użyła starych liści które zostały jako pamiątka po jesiennym spacerze. Poszukajcie inspiracji pośród niepotrzebnych rzeczy w domu. Wata, koraliki, guzki, brokat, skrawki materiału – z tego wszystkiego może powstać dzieło.





"Moje pierwsze gry": Kolorkowe domino [Granna]

"Moje pierwsze gry": Kolorkowe domino [Granna]

Myślę, że kojarzycie „Domino”. Jej najpopularniejsza wersja to dopasowywanie cyfr, zazwyczaj zaprezentowanych w formie kropek. Gra nie ma skomplikowanych zasad, więc gdyby zmieć symbole na zrozumiałe już dla małych dzieci, może być jedną z pierwszych gier naszej pociechy. Na taki pomysł wpadła firma Granna i zaproponowała domino z kolorami.



Zawartość:

27 prostokątnych kartoników z obrazkami.


Zasady:

Gracze losują po 4 kartoniki. Rozpoczyna osoba, która ma kartonik z dwom obrazkami w tym samym kolorze (np. żółty banan – żółty żonkil). Kolejni gracze dokładają obrazki. Klocki łączymy kolorami. Za każdy wyłożony kartonik można losować nowy.


Dla kogo?

Zgodnie z informacją na opakowaniu gra dedykowana jest dzieciom w wieku 2 – 4 lata. Nie zawiera małych elementów (kartoniki mają wymiar 9,5 x 4,5 cm).

Od siebie dodam, że aby w zagrać kolorkowe domino dziecko musi mieć umiejętność porównywania. Wiedzieć, że ten i ten obrazek ma ten sam kolor. Powiem szczerze, że nie wyłapałam kiedy pojawiła się ona u mojej córki, ale w okolicach 2,5 roku zafascynowały ją kolory. Wskazywała chyba każdy element w jej otoczeniu i pytała się jaki to kolor?. Z nazywaniem ich jest różnie, ale potrafi opisać o jaką barwę chodzi np. czerwony to kolor pomidora. Domino dostała jak miała niecałe 3 lata i nie miała żadnych problemów ze zrozumieniem zasad.


Wspólna zabawa

Kluczem do wspólnej zabawy jest elastyczność, a przy graniu z dziećmi jest to szczególnie widoczne. Dorośli są przyzwyczajeni do zasad i spokojnie przyjmują reguły gry. Opisałam wam wcześniej sposób rozgrywki zaproponowany przez wydawcę, ale my się go nie trzymamy. Czasami rozdajemy kilka kloców, a czasami wszystkie. Zdarza się, że córa rozdysponowuje kto ma grać jakimi np. ona nigdy nie bierze karty z pająkiem. W naszej zabawie jest dużo wolności, byleby kolor pasował do koloru.

Klocki całkiem fajnie opisują otaczający świat. Co prawda nie wiem dlaczego Baba Jaga jest fioletowa, ale poza tym kolory są zgodne z prawdą (lis jest pomarańczowy, truskawka czerwona czy żabka zielona). Tabliczki mogą zachęcić do rozmowy np. M. widząc jabłko opowiada, że bardzo je lubi, albo udaje, że wącha narysowany kwiatek.


Podsumowanie:

Kolorkowe domino to jedna z gier z serii „Moje pierwsze gry”. Zasługuje na to miano. Proste zasady, kolorowe elementy to cechy, które decydują o tym, że jest to dobra propozycja już dla dwulatka.

"Kolczasty nastolatek" Wiesław Gajewski

"Kolczasty nastolatek" Wiesław Gajewski

Czy prawdę mówi ludowa mądrość: małe dzieci – mały kłopot, duże dzieci – duży kłopot? Czy nastolatek musi sprawiać problemy? Rodzicie czasami uważają, że droga ich dzieci do dorosłości to męka wychowawcza. Zapominają, że to nie oni, a córka/ syn musi ją przejść. My mamy tylko czuwać, żeby się nie zgubił.




Ciekawa forma

Autor publikacji, Wiesław Gajewski, i Fundacja Czyste Serca mieli oryginalny pomysł, żeby wyróżnić się na rynku poradników. „Kolczasty nastolatek” to 6 książek zapakowanych w pudełko (sześcian o boku ok 11 cm). W tej kosteczce ukryto dobre rady.




Tematy

Część pt. „Instrukcja” możemy potraktować jako wstęp. Ogólnie opisano w niej czy powinniśmy bać się dorastania naszych dzieci oraz jak rozmawiać z nastolatkiem. Podkreślono, jak istotne jest budowanie autorytetu, ale równie ważne są tolerancja i wzajemny szacunek. Autor każe nam przypomnieć sobie jak to było, kiedy byliśmy młodzi – jakie wtedy mieliśmy priorytety, marzenia, oczekiwania – i przez to szkiełko spojrzeć na naszego nastolatka.

Konkrety znajdziemy w kolejnych częściach, które zostały podzielone na tematy: „ Bunt”, „Ciało”, „Miłość”, „Talent”, „Wolność”. Autor publikacji, miał ciekawy pomysł na przedstawienie porad. Bohaterami tych książeczek są Kasia i Staszek. Nastolatkowie opowiadają o tym czym się martwią, ekscytują, co ich cieszy, a co wkurza. Każda taka scenka ma za zadanie zobrazować jakiś problem. Następny krok, to rady, jak opiekun powinien się w takiej sytuacji zachować i absolutnie nie zachowywać (podzielone dokładnie na takie dwa działy: „Co robić?”, Czego unikać?”).






Moja opinia

Jak już wspomniałam podoba mi się oryginalna forma. „Kolczasty nastolatek” wyróżnia się wśród poradników wizualnie, jak i sposobem prezentacji rad. Początkowo obawiałam się małego rozmiaru książek, okazało się, że niepotrzebnie. Kompozycja tekstu, nagłówki, kolory, cytaty itp. zostały świetnie zaplanowane. Jedyne na co trzeba uważać to żeby światło nie odbijało mam się od stron, bo są śliskie. Wracając do niewielkiego rozmiaru, okazał się on sprzymierzeńcem i w czytaniu, i w przechowywaniu książki, i w szukaniu interesujących nas informacji.

Co do tematów, wydaje mi się, że za najbardziej interesujące, z punktu widzenia rodzica, możemy uznać „Bunt” i „Miłość”. Są tam te przerażające opiekunów sceny, kiedy to dziecko zaczyna popalać, chce iść na imprezę, jechać pod namiot, zrobić sobie tatuaż, przyprowadza do domu chłopaka bądź dziewczynę. Jak znaleźć złoty środek pomiędzy zamknę ją/ jego w domu do trzydziestki, a niech się sparzy, to się nauczy?

Wiesław Gajewski pokazuje, że nastolatek będzie naginał granice, a opiekun musi zadbać o to, aby słupy graniczne nie zostały stratowane. Chce nauczyć czytelników, jak rozmawiać z dzieckiem, gdzie szukać argumentów, jak się w jego oczach nie zbłaźnić. Przykład: Próbujemy tłumaczyć córce bądź synowi, że nadużywanie alkoholu jest niezdrowe, niebezpieczne itp. Chcemy uzyskać pewność, że na imprezie wypije np. jedno piwo. Zastanówmy się, czy naszą postawą też to okazujemy. Czy kiedy odwiedzają nas znajomi, nie wspominamy, jakie fajne (albo głupie) rzeczy robiliśmy pod wpływem i nic złego nam się ni stało.

W tym miejscu muszę podkreślić jedną rzecz, rady prezentowane w tej publikacji nie dotyczą tzw. trudnej młodzieży. Autor wyraźnie podkreśla, że kiedy córka/ syn zaczynają uciekać z domu, spotykać się z niebezpiecznym towarzystwem, nie respektuje zasad, które ustaliliśmy należy skontaktować się z pedagogiem, prosocjalistyczną poradnią itp.


Różne aspekty dorastania

Po przeczytaniu całości, stwierdziłam, że cieszy mnie to, że Wiesław Gajewski nie ograniczył się do tych najbardziej frapujących rodziców tematów. W częściach „Ciało”, „Talent”, „Wolność” podkreśla konieczność wspierania dziecka na wszystkich frontach. Rola rodzica nie polega tylko na pilnowaniu, ale też pomaganiu (m. in. w szukaniu własnej drogi), byciu obok, doradzaniu. Pomyślmy o rozwijaniu talentu. Sprawa wydaje się prosta, albo ktoś ma do czegoś talent, albo nie. W praktyce może pojawić się wiele problemów – Jak znaleźć ten mój?; Co zrobić kiedy dziecko chce robić coś do czego nie ma predyspozycji?; Jak nie zrobić z pociechy kolejnego szczura w wyścigu?; Jak wspierać samoocenę?. Są to rzeczy, o których nie zawsze się myśli, a może warto. Bo nasze, pozornie niewinne, nie potrafisz, może zabrzmieć jak do niczego się nie nadajesz.


Podsumowanie

Dzieci są różne i patent, który zadziała na jedno, nie zadziała na inne, ale najważniejsza konkluzja, która płynie z poradnika „Kolczasty nastolatek”, to szacunek. I tak naprawdę nie wiem, czy mam się cieszyć, czy smucić, że rodzicom trzeba o tym przypominać. Ponieważ ta publikacja podobała mi się, zakończę ten tekst pozytywną myślą. Jestem dumna się, że coraz więcej osób mówi głośno o tym, że wychowanie to miłość, a nie tresura.

"Cisza białego miasta" Eva García Sáenz de Urturi

"Cisza białego miasta" Eva García Sáenz de Urturi

5, 10, 15, 20, 25 itd. – czy to liczby magiczne, czy przeklęte? Zastanawiają się nad tym mieszkańcy hiszpańskiego miasta Vitoria. Przedstawiciele kolejnych roczników zostają wybierani przez seryjnego mordercę. Wygląda na to, że w stolicy kraju Basków trwa loteria, w której nikt nie chce zgarnąć głównej nagrody.


„Kiedy ktoś, kto zaczyna seryjnie zabijać, jest pieprzonym geniuszem, pozostaje ci jedynie się modlić, żeby po zwolnieniu blokady w kasecie maszyny losującej nie została wybrana twoja liczba.”*

 

Fabuła

Virgen Blanca, czyli Biała Dziewica, jest symbolem hiszpańskiej Vitorii. Czy pod skrzydłami tak delikatnego patrona może wydarzyć się zbrodnia? Niestety tak – i to nie jedna, a cała seria. Służbom udaje się wsadzić mordercę do więzienia, jednak po 20 latach koszmar wraca. Czy w więzieniu siedzi niewinny człowiek? A może Tasio Ortiz de Zárate przygotowuje mieszkańców na swoje wyjście na przepustkę i sieje strach przy pomocy zdolnego naśladowcy?

Motywem przewodnim powieści są morderstwa, i to nie byle jakie. Po pierwsze, jest to seria zbrodni doskonale zaplanowanych. Po drugie, ma w sobie cechy mistyczne i teatralne. Ten drugi element szczególnie zapadł mi w pamięć. Czytałam kilka kryminałów, gdzie morderca aspirował do miana artysty – z różnym efektem. W „Ciszy białego miasta” sprawca nie stara się kreować, jest to poniekąd efekt uboczny jego pracy. Odzwierciedla to jego osobowość – jednocześnie piękną i makabryczną.


Czytelnik i śledczy ramię w ramię

Trzeba przyznać, że jest to bardzo uczciwie napisany kryminał. Śledztwo prowadzą dwie osoby, profiler Unai López de Ayala oraz jego partnerka Estíbaliz. Chętnie dzielą się z czytelnikami postępami śledztwa, więc możemy wraz z nimi obstawiać winnego. Do tego, mamy tę przewagę, że do naszej dyspozycji są rozdziały z przeszłości, opisujące genezę zbrodni, także jesteśmy o krok przed śledczymi.


Vitoria i Kraj Basków

Wśród polskich pisarzy pojawiła się moda na szczegółowe przedstawianie miasta, w którym dzieje się akcja. Bardzo mi się to podoba, szczególnie kiedy znam opisywane miejsca. Muszę jednak przyznać, że wielu autorów przerasta to zadanie. Wówczas czytelnik musi zmagać się z wyliczanką nazw ulic, które kompletnie nic mu nie mówią lub czytaniem faktów przepisanych z przewodnika, które niekoniecznie go interesują. Bardzo często przywołuję Marka Krajewskiego i jego cykl o komisarzu Mock’u, jako świetnie przedstawienie charakteru dawnego Wrocławia. Od teraz będę powoływała się też na Eve García Sáenz de Urturi, która przepięknie opisała stolicę Kraju Basków. Słowa, które napisała – cegiełka po cegiełce – budują w naszej wyobraźni poszczególne domy, kościoły, tunele itd., budują całe miasto. Opisy są po prostu bajeczne, jakby Vitoria była baśniowym miejscem… ale my wiemy, że to wszystko jest gdzieś, oddalone o setki kilometrów.

Autorce udało się oddać też sposób myślenia i życia Basków. Wiadomo, że co kraj to obyczaj. Dla pisarza wyzwaniem jest pokazać ten obyczaj w sposób subtelny i interesujący, tak aby nie zakłócił biegu wydarzeń, ale czytelnik był w stanie go wyłuskać. Na przykład ważnym dla akcji wydarzeniem była procesja lampionów ku czci Maki Boskiej. Za jednym zamachem otrzymujemy hipnotyzujący opis maszerujących mieszkańców miasta oraz wycinek lokalnej tradycji. Również w drobnych codziennych zachowaniach – np. wyjście do restauracji, stosunek do nazwiska i pochodzenia – możemy dopatrzeć się lokalnego rysu.


Podsumowanie

„Cisza białego miasta” to pozycja wyróżniająca się na tle innych kryminałów. Morderca, którego wykreowała Eva García Sáenz de Urturi działa wyjątkowo przewidywalnie i metodycznie, jakby cierpiał na nerwicę natręctw, a jednak jest nieuchwytny. Czytając tę powieść, możemy się również raczyć pięknymi opisami oraz – tym od czego chyba powinnam zacząć, czyli –, ciekawym śledztwem, które zabierze nas do mrocznych zakątków ludzkiej natury.

* Eva García Sáenz de Urturi, „Cisza białego miasta”, przeł. Joanna Ostrowska, wyd. Muza, Warszawa 2019, s. 11.

Zapraszam do wspólnego czytania!

Zapraszam do wspólnego czytania!

 Drodzy miłośnicy książek,

z inspiracji obserwatorów bloga zrodził się pomysł przygotowania maratonu czytelniczego. Oto jego zasady.

  • w każdym miesiącu zostaje zaproponowany jeden pisarz,
  • czytamy cokolwiek (czy też co mamy pod ręką, jak powiedziała jedna z uczestniczek) tego autora,
  • na grupie na Facebooku dzielimy się swoimi wrażeniami,
  • na koniec miesiąca jedna z opinii zostaje wyróżniona nagrodą niespodzianką.
Proste, prawda?

W styczniu na tapetę bierzemy Remigiusza Mroza. Mam nadzieję, że znajdą się chętni, żeby podyskutować o jego książkach.

Zapraszam was na nowopowstała grupę na Facebooku KLIK . To jest arena dla tej akcji.




Cyferkowy pociąg "CzuCzu"

Cyferkowy pociąg "CzuCzu"

„CzuCzu” to marka mocno zakorzeniona na rynku zabawek dla dzieci. Dlatego kiedy szukałam puzzli na prezent dla córki w pierwszej kolejności sprawdziłam ich ofertę. Znalazłam produkt idealny. Ładny, dostosowany do wieku dziecka i mający walor edukacyjny. Co wybrałam? Cyferkowy pociąg.



Zawartość

Zestaw składa się z 20 elementów – 10 wagoników oraz ich pasażerowie. Kolejarzem jest jeden pies, dalej jadą 2 wiewiórki, 3 sowy i tak dalej, aż do 10. W zależności od umiejętności dziecka możemy budować pociąg według wzoru na pudełku lub liczyć pasażerów i wsadzać ich do odpowiednich wagoników. Założeniem zabawy jest poznanie i uporządkowanie cyfr.


Czy to działa?

U nas zabawka się sprawdziła. Zacznę od tego, że M. miała dość swobodny stosunek do liczenia. Co to znaczy? Bardzo długo nie uznawała cyfry dwa, co prowadziło do wielu śmiesznych sytuacji. Wyobraźcie sobie drobną dwulatkę w 2 kucykach, która dumnie oświadcza, że ma 3 lata i 3 kitki. Większość osób była skołowana po takim wyznaniu. Licznie spodobało się jej, kiedy wspólnie pakowaliśmy się na wakacje i głośno sprawdzaliśmy, czy mamy wystarczającą ilość skarpetek, koszulek itp. i kiedy wydawało nam się, że pojęła o co chodzi pięć, sześć, siedem przerodziło się w trzy, osiem, yellow. Zdecydowanie musieliśmy doszlifować tę umiejętność.

Pociąg pojawił się u nas jako mikołajkowy prezent. Najpierw musiałam nauczyć M. jak w ogóle układa się puzzle. Mamy tablicę z okienkami, gdzie trzeba dopasowywać odpowiednie kształty, ale taka układanka to nowość. Dzięki formie pociągu łatwo było mi wytłumaczyć o co chodzi – na dole wagoniki, kołami do dołu, a na górze pasażerowie, do tego pokazywałam córce wzór wydrukowany na pudelku.

Budowanie pociągu za każdym razem wygląda inaczej. Czasami robimy to w skupieniu, a czasami towarzyszy temu dyskusja np. o tym, gdzie jadą pasażerowie. Jednak zawsze, jako podsumowanie zabawy, przeliczamy wagony i śpiewamy „Jedzie pociąg z daleka”.




Na koniec efekty

Puzzle kupiliśmy na Mikołajki, a jeszcze przed świętami córka zaskoczyła nas płynnym liczeniem do 10. I nie jest to wyuczona recytacja. Zdradziła się przez przypadek, kiedy babcia zapytała się jej, ile ma naklejek z konikami. Potem zaczęliśmy ją dyskretnie testować, żeby upewnić się, że to nie jest przypadek.

W mojej ocenie, cyferkowy pociąg marki „CzuCzu” to produkt rewelacja. Dziecku bardzo się podoba, prawie codziennie wyciąga układankę z szafki. Do tego, sami nie wiemy kiedy, nauczyła się przy nim liczyć.

"Rozśmieszanki Usypianki" Danuta Wawiłow [audiobook, czytają Jerzy Stuhr, Maciej Stuhr, Edyta Jungowska]

"Rozśmieszanki Usypianki" Danuta Wawiłow [audiobook, czytają Jerzy Stuhr, Maciej Stuhr, Edyta Jungowska]

Autorzy wierszy dla dzieci pokazują jakie cuda można robić z językiem polskim. Piszą utwory proste, lekkie i zabawne, ale jest w nich wielki kunszt. Potrafią rewelacyjnie składać rymy, bawić się słowami, nadawać swojemu tekstowi rytm, który powoduje, że szybko wpada u ucho. Dlaczego o tym piszę? Bo moje dziecko, za sprawą fantastycznego audiobooka, oszalało na punkcie wierszy Danuty Wawiłow.



Zawartość

„Rozśmieszanki Usypianki” to 33 krótkie wierszyki. W tym miejscu powinnam coś o nich napisać, ale brak mi słów, żeby opowiedzieć jakie są cudowne. Myślę, że Danuta Wawiłow kojarzy wam się z utworami dla dzieci, ale nie zawsze macie świadomość, że akurat te powiedzonka są jej autorstwa. Kiedy słuchałam tego audiobooka przypomniało mi się dzieciństwo i wierszyki, które powtarzaliśmy na podwórku, nie znając ich pochodzenia. Czasami było to coś co nas rozśmieszyło („tylko prosię dłubie w nosie”), czasami było coś absurdalnego („zjadła krowa chomika i koniec wierszyka”), a czasami mądrość, której nie dostrzegali rodzice („chciałbym wszystko robić wolno, ale tego mi nie wolno”).


Cudowna interpretacja

Utwory zebrane na płycie „Rozśmieszanki Usypianki” nabrały wyjątkowego charaktery dzięki wspaniałym aktorom, którzy je czytają (Jerzy Stuhr, Maciej Stuhr, Edyta Jungowska), i obłędnym aranżacjom muzycznym (Maciej Mulawa). Już od pierwszego włączenia, od pierwszej nutki słuchałyśmy z córką zahipnotyzowane. Praca czytającego, jego interpretacja, a przy niektórych utworach oprawa muzyczna sprawiają, że słowa napisane przez Danutę Wawiłow ożywają. Np. w wierszyku numer 21 pt. „Szybko” Maciej Stuhr sprawił, że moje dziecko przez minutę biegało jak szalone po pokoju.




Nasza zabawa przy płycie „Rozśmieszanki Usypianki”

Ja mogę rozpływać się nad publikacją, ale najważniejsze jet to, czy spodoba się ona mojej córeczce. Pierwszemu słuchaniu towarzyszyła wielka ciekawość, której szybko zaczął towarzyszyć uśmiech, rytmiczne tupanie nogami i kiwanie głową. Niektóre wierszyki zaangażowały M. np. kiedy w opowiastce o trójkątnym królestwie pojawiło się jajko, od razu wykrzyknęła „To koło!”. M. ma już swoje ulubione utwory. Czasami w czasie zabawy rzuca: „Mama, włącz pan Sikorek zgubił but” albo pokazuje rysunek pudla i słuchamy wierszyka „Babcia i pudel” (który, moim zdaniem, dzięki dodaniu muzyki zyskał fantastyczny rytm). W czasie słuchania płyty cudownie się bawimy – tańczymy, śmiejemy się, robimy głupie miny – a to procentuje w mowie. Każdego dnia dziecko powtarza co raz dłuższe fragmenty.


Na koniec

Polecam, polecam i jeszcze raz polecam. Dzięki krótkim (najdłuższy 3 minuty) i cudownie przeczytanym oraz zaaranżowanym utworom dziecko może już od najmłodszych lat cieszyć się pięknem polskiego języka. Do tego płyta jest radosna, może być tłem dla wspólnej zabawy i, co zaobserwowałam u swojego dziecka, wspomaga rozwój mowy.

Publikacja dostępna jest na płycie CD lub w formacie mp3. Ja wolę mieć ja w namacalnej wersji ,a to dlatego, że córka widzi, że to jest jej, może to sobie wyjąć, obejrzeć i sama stworzyć rytuał słuchania.

Na stronie wydawnictwa możecie posłuchać fragmentu. Zachęcam też do przejrzenia oferty. Jest podzielona na wiek dziecka, więc łatwo znajdziecie coś odpowiedniego dla swoich pociech.


Spis utworów:

„Trójkątna bajka”, „Pan Sikorek”, „Siedzieli na ganku”, „Krzywy wierszyk”, „Trzej myśliwi”, „Babcia i pudel”, „Dama i prosię”, „Świnka”, „Sfrunęły dwa ptaszki”, „Pojedynek”, „Raz chomik marchewkę wcinał”, „Co ja widzę”, „Kajtek bez majtek i Wojtek bez portek”, „O Fabianie”, „Król”, „Czegoś mi się chce”, „Zapach czekolady”, „Na wystawie”, „Brzydkie zwierzę”, „Chłopaki i dziewczynki”, „Szybko”, „Moja siostra królewna”, „Kałużyści”, „Jak ja się nazywam”, „Jak cesarz pije herbatę”, „Nocny marek”, „Kto pierwszy pójdzie do łóżka”, „Księżycowy wierszyk”, „Moja tajemnica”, „Kurze dydko”, „Jak tu ciemno”, „Złoty paw”, „Rupaki”.

Copyright © Asia Czytasia , Blogger