"Kroniki Archeo. Przepowiednia Synów Słońca" Agnieszka Stelmaszyk

"Kroniki Archeo. Przepowiednia Synów Słońca" Agnieszka Stelmaszyk

„Przepowiednia Synów Słońca” - siódmy tom przygodowego cyklu dla dzieci pt. „Kroniki Archeo” Agnieszki Stelmaszyk – rozpoczyna się dramatycznie. Dzieci otrzymują telefon z błaganiem o pomoc od panny Ofelii, swojej opiekunki. Kobieta ruszyła śladami swojego ojca, który szukał legendarnego El Dorado, i zaginęła w peruwiańskiej dżungli. Dzieci w asyście lady Carnarvon i detektywa Gordona Archera jadą do Peru. A gdzie są ich rodzice? Mają problem, aby opuścić Chiny, gdzie prowadzą wykopaliska. Co takiego tam znaleźli?

Pisałam już o tym, że „Kroniki Arche” to wyjątkowo dynamiczny cykl, ale ten tom jest pod tym względem wyjątkowy. Akcja pędzi tu już od pierwszych stron i nie zwalnia. Zaczyna się mocnym akcentem – dramatycznym telefonem – i to jest naprawdę dobre wejście do tej historii.

Jednak to, co mnie najbardziej się podobała to powrót do rozpoczętych już wątków. Co prawda cykl jest prowadzony tak, że można było je zostawić w spokoju, jednak Stelmaszyk postanowiła je rozbudować i to była dobra decyzja. Przede wszystkim myślę o ojcu panny Ofelii i szukaniu El Dorado. W którymś z poprzednich tomów, autorka wspomina, że zaginął w dżungli, a teraz na tym buduje kolejną część przygód Gardnerów i Ostrowskich. Wracają też znane już postaci jak Gordon Archer czy lady Ginevra. Bardzo lubię takie zabiegi. Świetnie spaja to „Kroniki Archeo” jako cykl.

Oczywiście nie brak tu historycznych ciekawostek. Wszak z tego znany są te książki. To historie o historycznych artefaktach, które przyciągają ludzi chcących się wzbogacić. W centrum są nasi młodzi bohaterowie. Fantastyczny koncept, który Agnieszce Stelmaszyk udało się ciekawie zrealizować.

[Współpraca]

"Czerwony krzyż" Sasza Filipenko

"Czerwony krzyż" Sasza Filipenko

Zapomnieć całe zło, które nas spotkało. Brzmi obiecująco, brzmi wyzwalająco. Czy na pewno? Zapominanie może być też przerażające. Może skojarzyć się ze znikaniem. Dwie samotne osoby spotykają się na klatce mińskiego bloku (kamienicy?). Sasza młody wdowiec, który został z trzymiesięczną córeczką na rękach i Tatiana, dziewięćdziesięciolatka chorująca na Alzheimera. Tatiana bardzo nachalnie wdziera się w życie Szaszy i dzieli się z nim swoimi wspomnieniami. Wspomnieniami reżimu, który zamęczył swoich obywateli. Między tą dwójką rodzi się przyjaźń. Dwa pokolenia połączone samotnością.

W tej krótkiej (około 200 stron) powieści Sasza Filipenko zawarł właściwie dwie historie, chociaż to Tatiana (w moim odczuciu) zawłaszcza naszą uwagę. Sama opowieść o stalinowskim reżimie nie jest czymś nowym w literaturze, jednak Filipenko czaruje realizmem. Mianowicie opowiada tak jakby bohaterka nie była fikcyjną osobą. Jest w tym dużo strachu i bólu związanego z sytuacją polityczną, ale też osobistą. Związanego ze stratą, która ciągle w niej żyje. Dochodzi do tego wątek przemijania. Choroba Tatiany ma wymiar symboliczny. Jest wspomnienia pomału znikają. Obok pojawia się Sasza, reprezentant kolejnego pokolenia, który początkowo nie chce słuchać. Historia nie jest jego zmartwieniem. Ma własne. Jednak to właśnie Szasza nie pozwoli wspomnieniom sąsiadki zniknąć. Ta między pokoleniowa więź sprawia, że chce się z tą historią skonfrontować, ale też ją zachować.

Na pierwszy rzut oka „Czerwony krzyż” wydaje się prostą powieścią, jednak jest w niej wiele detali, które świadczą o kunszcie autora. O pewnych moich spostrzeżeniach już wspomniałam w poprzednim akapicie. Wypada jednak powiedzieć też słowo o tytule. Sasza znajduje czerwony krzyż wymalowany na swoich drzwiach. Początkowo chce go zetrzeć, ale Tatiana mówi, że tak oznacza drogę do domu, chociaż pewnie niedługo zapomni, co te znak oznaczają. W powieści jest też watek list jeńców, które przesyła do ZSRR Międzynarodowy Czerwony Krzyż. Listy bezwstydnie ignorowane i przekreślane czerwonym znakiem. A na tych listach kolejni zapomniani.

Taka zwyczajna, a jednak niezwykła. Powieść Filipenki urzeka prostotą i realizmem. Czytając po prostu słyszy się głos Tatiany, która opowiada o swoich życiu i „tamtych czasach”. A autor opowiada z wyjątkowym szacunkiem do osób starszych. I jak chyba to chciałabym podkreślić po przeczytaniu tej książki. Oczywiście nie mogę przemilczeć ogromnego ładunku emocjonalnego, jaki niesie historia Tatiany. Jednak na mnie największe wrażenie zrobiła relacja jaką zbudowała kobieta z młodym sąsiadem. Chciałbym przywołać tu wszystkich niewidoczny, niewysłuchanych. Może w waszym otoczeniu jest taka osoba, której warto po ludzku potowarzyszyć?

[Współpraca]


"Odporność psychiczna dziecka" Agnieszka Grzela-Opalińska

"Odporność psychiczna dziecka" Agnieszka Grzela-Opalińska

Dziś porozmawiamy o odporności. Ale nie znajdziecie tu rekomendacji syropów czy suplementów, a zestaw ćwiczeń na wzmocnienie odporności psychicznej. Dobrze słyszycie. W workbooku pt. „Odporność psychiczna dziecka” autorstwa Agnieszka Grzela-Opalińska zebrała szereg ćwiczeń na wzmocnienie pewności siebie, radzenie sobie ze strasem, i hejtem, czy pozytywne interpretowanie zdarzeń.

Czym jest workbook? W każdym rozdziale znajdziemy krótką historyjkę, a potem pytania i zadania z nią związane. Fantastyczna formuła, gdzie punktem odniesienia jest bajka ukazująca jakiś problem, ale utrzymana w przyjemniej atmosferze. Bajka, która niesie dobre przesłanie, ale pomaga też porozmawiać o naszych odczuciach, problemach i dać siłę. Bo w końcu mamy tę odporność wzmacniać. Zebrane zadania pomagają nam o przeczytanym tekście rozmawiać. Grzela-Opalińska zatacza coraz większe koła i od doświadczeń bohaterów przechodzimy do naszych własnych, albo zastanawiamy się, jak byśmy my się w takiej sytuacji zachowali. To drugie jest dosyć ważne bo eliminuje element zaskoczenia, przez który często w sytuacji stresowej jesteśmy bezradni.

Zapisujemy dzieci na różne zajęcia, chodzimy z nimi do specjalistów korygujących ich deficyty. A kto z nas pomyślał o wzmacnianiu właśnie odporności psychicznej? Ktoś może powiedzieć, że wszystko zaczyna się od stylu wychowania. Nie zaprzeczę, ale styl wychowania nie uchroni ich przed wyzwaniami, stresem itp. Odporność często rysowana jest jako tarcza wokół człowieka. Dajmy naszym dzieciom taką tarczę. Nie czekajmy. Już teraz poświećmy kilka minut na rozmowę i wsparcie. Agnieszka Grzela-Opalińska daje nam narzędzia, aby tę rozmowę ułatwić.

[Współpraca]

"Dom Smutku" Tomasz J. Nowak

"Dom Smutku" Tomasz J. Nowak

„Dom smutku” to tytuł książki autorstwa Tomasza J. Nowaka, ale ma też on inne znaczenie. Tym mianem był nazywany pewien sierociniec na Podlasiu. Miejsce, które teraz jest ruiną, ale jakoś zapracowało na swoje miano. Jak? Aż mnie dreszcz przeszedł, kiedy zadałam to krótkie pytanie. Natomiast to właśnie ruina przyciąga Bernarda i Weronikę, którzy prowadzą kanał, na którym publikują filmiki i o takich miejscach. Widzka wysyła im maila na temat sierocińca, a ci koniecznie chcą zbadać to miejsce. W trakcje ekstrapolacji zaczynają dziać się dziwne rzeczy – słyszą głosy, a Weronika znika. Bernard jest przerażony. Ucieka, ale poczucie winy nie daje mu spokoju. Musi wrócić do Domu Smutku i odnaleźć przyjaciółkę.

Nie powiem, że jestem wielką fanką urbexowej konwencji, ale Nowak fajne wyszedł o niej żeby opowiedzieć historie nawiedzonego miejsca, a to już bardzo lubię. Okrutni ludzie czy siły nadprzyrodzone – kto sprawił, ze Dom Smutku otrzymał swoje miano? Ile bólu widziały te ściany, że mieszkańcy pobliskiej miejscowości zabraniają tam chodzić swoim dzieciom?

Ponieważ jest to debiut, należy zapytać czy Tomasz J. Nowak potrafi „w grozę”? Potrafi. Z dwoma małymi uwagami, o których za chwile, ale potrafi. Dla mnie literatura grozy to przede wszystkim klimat, a o niego autor zadbał wspaniale. Od momentu, kiedy bohaterowie weszli do Domu Smutku (a może chwilę wcześniej) ten złapał ich w swoje macki i nie wypuścił. Cokolwiek w nim siedzi jest bardzo zdeterminowane i chyba czerpie przyjemność z zabawy ze swoimi ofiarami. Do tego dochodzi mroczna historia związana z tym miejscem, którą mamy okazję poznać i która tym bardziej przeraża, że były krzywdzone tu dzieci, sieroty. Autor zręcznie wykorzystuje ją, aby wykreować miejsce owiane złą legendą, miejsce, które ciągle żyje na swoich makabrycznych zasadach.

Mam natomiast wrażanie, że autor nie wiedział, jak „wejść” w tę historię. Dwa pierwsze rozdziały są nijakie i nijak do niej nie prowadzą. Może nieco poznajemy bohaterów, ale właściwie opisane w nich sytuacje są niepotrzebne. Postacie męskie są raczej ciężkie. Najpierw Nowak pokazuje Bernarda jako buca, który normalnie nie umie porozmawiać z narzeczoną, a potem jako troskliwego przyjaciela. To się nie klei. A jego kumpel Siwy... Tego to ciężko się słuchało. Zbyt dużo wulgarnych odzywek. Rozumiem, że Nowak chciał iść w nieco prymitywny język. To pewnie w jego ocenie miało dodać wiarygodności, surowości, pokazać nerwy bohaterów. Jednak w praktyce jest irytujące, a nawet nieco komiczne.

W innym typie literatury może bym tych wad nie wybaczyła, ale groza rządzi się innymi prawami. Groza jest od straszenia, a w powieści „Dom Smutku” Nowak niewątpliwie straszy. Owszem, ta książka mogłaby być lepsza, dzięki ciekawszej kompozycji, ale jest już wystarczająco dobra, żeby o niej mówić i ją czytać.

[Współpraca]

"Ninja księżniczki. Sportowa batalia" Agata Komosa-Styczeń

"Ninja księżniczki. Sportowa batalia" Agata Komosa-Styczeń

Lotka ma hopla na punkcie piłki nożnej. Kiedy po wakacjach wraca do szkoły i okazuje się, że zajęcia sportowe będą mieli z nową wuefistką, planuje jak namówić ją na założenie drużyny. Jednak pani Grażyna okazuje się wyjątkowo nieprzyjemną osobą i raczej zniechęca niż zachęca dzieci do uprawiania sportu. A przecież Lotka i jej przyjaciółki mają już nazwę i nawet projekt strojów. Czy porzucić ten pomysł? Nie one. Jak zakończy się ta „Sportowa batalia”? - bo taki tytuł ma kolejna książka z cyklu „Ninja księżniczki” Agaty Komosa-Styczeń.

Uwielbiam ekipę ninja księżniczek właśnie za to, że tak ambitnie dążą do celu. Jeżeli znacie cykl „Emi i Tajny Klub Superdzeiwczyn” to myślę, że „Sportową batalię” można trochę do niego porównać, jeżeli chodzi o determinację bohaterek. Z delikatną pomocą rodziców, realizują one swoje założenia i eliminują kolejne przeszkody. Co prawda w prawdziwym życiu nie wyobrażam sobie dyrekcji negocjującej z ośmiolatkami, ale mogę przymknąć oko na ten szczegół dla dobra fabuły. Zresztą autorka podsuwa pomysły, jak pewne sprawy powinno się załatwiać, a to jest bardzo wartościowe.

Natomiast Komosa-Styczeń chce w „Ninja księżniczkach” pokazać dziewczęcość nieco inaczej. „Różowa masakra” była o kolorach i – jak sugeruje tytuł – o nieszczęsnym różu. Wypada czy nie wypada go lubić, kiedy ma się osiem lat? Tym razem jest o sporcie. Czy piłka nożna to sport dla dziewczyn? Może zaproponować im inną dyscyplinę? Czy dziewczynkom w ogóle uda się znaleźć chętne do drużyny? Jak przygotować dla nich szatnie, żeby były komfortowe? I tu w sumie nie wiem, dlaczego bohaterki tak się uparły na prysznice, bo a) jak żyję nigdy nie widziała, aby jakieś dziecko korzystało ze szkolnego prysznica? b) dla nastolatek taka publiczna kąpiel wydaje się raczej krepująca c) już widzę tych przytupujących rodziców, którzy czekają aż dwudziestka dziewczyn umyje się mając do dyspozycji (bodajże) trzy kabiny.

Jeszcze o jednej rzeczy chciałabym wspomnieć. Pani Agato, co panią podkusiło, że wuefistka nazywała się Masiutas? Nie można było Nowak, Wiśniewska, czy Kot? Ależ połamałam język na tym nazwisku. No i jest to jednak książka dla dzieci w wieku wczesnoszkolnym. One już trochę słówek podsłuchali. A Masiutas rymuje się z.... Nie prowokujmy młodzieży, proszę.

„Ninja księżniczki” bardzo fajnie się u nas przyjęły. Obserwując moją córkę i jej koleżanki mam wrażenie, że dziewczynki wcale nie są takie stereotypowe. One też lubią wejść na drzewo czy pokopać piłkę. One są odważne i chcą próbować. Mają dużo możliwości i z nich korzystają. Nie pozwalają, aby czyjeś przekonania im te możliwość zabrały. Dlatego tak dobrze rozumieją się z Lotką i i jej przyjaciółkami.

[Współpraca]

"Hipolit i Kapcie Niewidki. Zagadka posprzątanego pokoju" Basia Szymanek

"Hipolit i Kapcie Niewidki. Zagadka posprzątanego pokoju" Basia Szymanek

Dziś pogadamy o sprzątaniu. Czy macie jakieś patenty, żeby namówić dziecko do ułożenia swoich zabawek wieczorem. Przyznam się, że u nas bywa różnie. Czasami zmęczenie daje sobie znać i zwyczajnie odpuszczamy. Podobnie ma bohater książki „Hipolit i Kapcie Niewidki” Basi Szymanek. Żeby była jasność Hipolit jest małym lisem, którego ogarnia senność na samą myśl o sprzątaniu. Jednak kiedy śpi dzieje się magia. Zabawki wracają na swoje miejsca, a rano pokój jest zawsze wysprzątany. Hipolit podejrzewa Wróżkę Czyściuszkę. Lisek bardzo docenia jej pracę i bardzo chciałby za nią podziękować. Kiedy cioteczka Leokadia przynosi szpargały, które wyrzucił pewien czarodziej, a lisek znajduje wśród nich kapcie niewidki, postanawia ich użyć i zaczaić się na Wróżkę. Ależ się zdziwi, kiedy zobaczy, kto nią jest.

Bardzo podoba mi się, jak Basia Szymanek opowiada o sprzątaniu. Bez straszenia workiem naśmieci itp. Autorka doprowadza do sytuacji, że bohater sam przekonuje się, że prace domowe same się nie robią. Bardzo atrakcyjna w tej opowieści jest szczypta magii. Przecież lisek mógł się po prosu zaczaić na Wróżkę Czyściuszkę, ale z kapciami jest o wiele ciekawiej. Jak już wspominałam, mały bohater obserwując otoczenie przekonuje się, ko jest naprawdę Wróżką. Docenia ją i sam chce jej pomóc w codziennych obowiązkach. Jest to przepiękne.

Kocham takie ciepłe bajki dla dzieci. Dużo się mówi o tym, że czytania wzmacnia więź. Podobne historie w tym pomagają. Przywołują bliskość i poczucie bezpieczeństwa. Zachęcają też do wspólnej pracy w duchu miłości i spokoju. A to procentuje i w poczuciu odpowiedzialności, ale też sprawia, że tworzymy wspólny dom, o który razem dbamy.

[Współpraca]

"Zabawa w berka oraz inne wierszyki dla dzieci" Waldemar Grin

"Zabawa w berka oraz inne wierszyki dla dzieci" Waldemar Grin

„Ene, due, rabe...” - tak zaczynała się popularna wyliczanka dla dzieci. Waldemar Grin nieco ją przerobił i właśnie utworem „Zabawa w berka” otwiera zbiór wierszy dla dzieci o takim samym tytule. Kiedy go przekartkujemy widzimy, że jest tu sporo wierszy o zwierzętach, ale nie tylko. Zasadnicze pytanie: jak się je czyta?

„Sarenka – to taka

leśna panienka,

co o poranku

na polance

rześką rosę

z trawy wypija.”1

Powiem wam, że jestem dosyć krytyczna, jak chodzi o wiersze dla dzieci. Sama została wychowana na Tuwimie i Brzechwie, a – przyznacie, że – ich utwory czytają się same. Ten rytm jest jak rwący nurt, który porywa i nie pozwala się zatrzymać. U Grina było trochę kamieni, które nieco psuły zabawę. Co prawda nie jestem filologiem i nie potrafię profesjonalnie rozebrać wiersza na czynniki pierwsze i podać analizie. Natomiast piszę to jako czytelniczka, której co jakiś czas coś „zgrzytnęło”.

To, co nam się najbardziej w tym zbiorze podobało to „Zwierzozagadki”. Przykładowo:

„Mówią o nim takie rzecz,

że nie płacze, ale beczy!

Jednak dar ma taki dany,

że jest calutki wełniany.”2

Myślę, ze to jest klucz, jak trafić do współczesnych dzieci. Krótka, zabawna i angażująca forma. Te maleńkie rymowanki wpadają w ucho i zachęcają do zabawy. Na okładce zbioru widać biegające dzieci i zwierzątka i mnie one pasują do właśnie „Zwierzozagadek”.

„Gdy tak na łące

na nią patrzę,

raz z bliska, raz z daleka,

od razu powiem,

że to dość dziwna

fabryka mleka”3

Jak już wspominałam, „Zwierzozagadki” są absolutnie genialne. W wyobraźni widzę wydane je samodzielnie, w kartonowej książeczce dla najmłodszych. Inne wiersze mają lepsze i gorsze momenty. Natomiast Waldemar Grin pokazał, że potrafi pisać wpadajace w ucho wierszyki. Jak jesteście fanami takiej formy może warto zerknąć co oferuje. Chociażby dla „Zwierzozagadek”.


Książkę można pobrać bezpłatnie w pliku PDF

1 „Sarenka” [w:] Waldemar Grin, „Zabawa w berka oraz inne wierszyki dla dzieci”, wydawnictwo WP, 2026, s. 12.

2 „Zwierzozagadki” [w:] tamże, s.33.

3 Tamże, s.34.


[Współpraca]

"Mistyczne schronisko dla kotów" Heather Fawcett

"Mistyczne schronisko dla kotów" Heather Fawcett

Kochani, dziś przychodzę z czymś – jak dla mnie – nietypowym. Mianowicie książką, którą można sklasyfikować jako cozy fantasy. Nietypowe, bo jednak od najmłodszych lat karmiłam się opowieściami z herosami, ale tym razem razem nabrałam ochoty na coś bardziej kameralnego. Padło na powieść Heather Fawcett pt. „Mistyczne schronisko dla kotów”. Jej bohaterka jest w trudnej sytuacji. Lokal, który do tej pory wynajmowała na cele prowadzonej przez siebie fundacji został zniszczony w wyniku bitwy czarodziejów. Nadchodzi zima, a Agnes i jej koty nie mają się gdzie podziać. Właściciele nie są zbyt chętni wpuścić kobietę ze zgrają zwierząt do swoich włości. Agnes dostaje cynk, o pewnym owianym złą sławą lokalu, z którego kolejni najemcy uciekają „gdzie pieprz rośnie”. Waha się, ale co ma zrobić. Decyduje się wynająć sklep, którego właścicielem jest ekscentryczny czarnoksiężnik. Wokół Agnes zaczynają dziać się rzeczy jakie „filozofom się nie śniły”.

Ależ uroczą książkę napisała Heather Fawcett. Niby wszystko jest w niej wyważone, ale też sporo w niej emocji. Głowna bohaterka niezwykle nam imponuje. Przede wszystkim determinacją w ratowaniu bezdomnych kotów, ale też w kolejnych rozdziałach odkrywamy jej przeszłość, co sprawia, że powieść nabiera nieco melancholijny charakter i staje się historią o drugich szansach, co w kontekście porzuconych kotów ma ciekawy wydźwięk. Autora pięknie buduje relacje między bohaterami. Tu wszystko jest na miejscu. Nie jest nagłe, a się tworzy. Postacie niszczą i budują, ale to na tym drugim chcemy się skupić. To ten proces ma nas zahipnotyzować i pozwolić uwierzyć.

A wy jaki rodzaj książek wolicie? Te które szokują, czy otulają czytelnika niczym ciepły koc? „Mistyczne schronisko dla kotów” czaruje melancholią i nadzieją. To powieść delikatna i niespieszna, ale też ma w sobie jakąś siłę. Powieść spokojna, co jest jej atutem. Świetnie napisana. Sama przyjemność czytania.

[Współpraca]

"Staś Pętelka. Wycieczka do Jura Parku" Barbara Supeł

"Staś Pętelka. Wycieczka do Jura Parku" Barbara Supeł

Pierwsze wycieczki klasowe czy przedszkolne to wielkie przeżycie zarówno dla dzieci, jak i dla rodziców. Staś Pętelka, z cyklu książek autorstwa Barbary Supeł, wybiera się ze swoją grupą do Jura Parku. Jakie atrakcje czekają tam na dzieci?

Ta książka jest super z dwóch powodów. Po pierwsze dinozaury. To jest wabik, może nie na wszystkie, ale na dużą część przedszkolaków. Zresztą i mój synek się na to złapał. Wypatrzył tę książkę na bibliotecznej półce i bez wahania stwierdził, że chce ja wypożyczyć.

Po drugie Barbara Supeł porusza w niej, mogący wzbudzać emocje, temat, jakim są wycieczki. Wspólne wyjścia mogą wzbudzać ekscytacje, ale u niektórych dzieci też niepokój. W końcu wychodzą one ze znanej i bezpiecznej rutyny. Wiadomo, że każda wycieczka wygląda inaczej ,ale Barbara Supeł daje próbkę tego, czego dzieci mogą się spodziewać. Przypomina o zasadach, uczula, że czas dojazdu może być trochę nużący, ale podpowiada też jak go sobie umilić i podkreśla, że atrakcje powinny go rekompensować. Zaznacza też, do kogo dziecko powinno się, zwrócić, kiedy ma problem.

Dodajmy do tego sympatyczne ilustracje i ciepłą konwencję opowieści o dzieciakach Pętelków. I rodzice i dzieci docenili ten cykl, dlatego tym bardzie cieszy nas, że mogliśmy przeżyć razem ze Stasiem tę wspaniałą wyprawę do Jura Parku.

"Tajne sprawy Chomiczki Zdzisławy. Misja omlety" Kasia Keller

"Tajne sprawy Chomiczki Zdzisławy. Misja omlety" Kasia Keller

Na twardo, na miękko, sadzone, jajecznica, omlet – jajka są popularną opcją śniadaniową. Nic dziwnego, że ludzi ogarnia popłoch, kiedy najpierw zaczynają znikać kury, a potem cały zapas jajek ze sklepów. Chomiczka Zdzisława i jej ekipa zwołują nadzwyczajne zebranie. Zastanawiają się, kto i po co kradnie jajka. I – przede wszystkim – jak je odbić.

Chomik superbohaterem – tego jeszcze nie było. Swoją drogą ekipa Zdzisławy to raczej małe zwierzątka, albo domowi pupile. Nie wyobrażamy sobie ich na niebezpiecznej akcji, a jednak Kasi Keller udało się stworzyć z nich pomysłową ekipę, która żadnego zadania się nie boi. Okej. W jakim razie kogo poznamy w książce „Tajne sprawy Chomiczki Zdzisławy. Misja omlety”? Szefową bandy – Chomiczkę Zdzichę – już przedstawiałam. Pomagają jej sepleniąca papuga Arara, szczur, patyczaki, mistrz kamuflażu – Kameleon Leon, wiecznie spóźniony ślimak, żaba, pająk, kot, suczka Mia i świnka morska. W rolę czarnego charakteru wciela się wąż.

W trakcie czytania tej książki, moja córka stwierdziła: „Fajne to, ale ciężko zapamiętać bohaterów”. Miałam podobny problem. Pierwsza część historii to narada. Przebija się wiele głosów, wiele pomysłów, a nam czasami trudno przyporządkować je do postaci, które dopiero poznajemy. Potem zwierzaki przystępują do akcji, która jest dynamiczna i znowu nie ma czasu sobie wszystkiego poukładać. Pozostaje nam zerkać na pierwsze strony, gdzie bohaterowie zostali przedstawieni. Aczkolwiek przyznać muszę, że ta ekipa jest tak osobliwa, że wzbudza sympatię i warto ją bliżej poznać.

Z mojej strony – jako rodzica, który czyta tę książkę na głos – trzy uwagi. Po pierwsze, sepleniąca papuga. Ależ połamałam język na jej imieniu. Rozumiem aspekt humorystyczny – Ara, która nie mówi „r” - ale dzieci nie zawsze. Tym razem właśnie spytały mnie, dlaczego tak dziwnie mówię czytając kwestie papugi. JA dziwnie czytam, a nie ONA mówi. Do tego uważam, że literatura powinna utrwalać poprawne wzorce językowe, więc do takich rozwiązań autorzy książek dla dzieci powinni uciekać się w ostatecznej ostateczności. Po drugie, świnka morska Rambo. Fajna, nieco nieokrzesana bohaterka. No właśnie, bohaterkA. „Rambo z niesmakiem pokręciłA głową.”1 Zawsze ciężko znosiłam mieszanie rodzajów. To imię jest do wybaczenia, bo jednak Rambo jest dosyć charakterystyczny. Chyba najbardziej znany komandos w popkulturze ale... Zawsze ciężko zniosłam mieszanie rodzajów. Po trzecie, tu muszę przywołać patyczaki, które są cichymi zwierzętami, a czasami ciężko je zobaczyć. Dlaczego wydawca nie podkreślił tego np. czcionką, jakimś wyróżnieniem. Sama nie wiem, wydawcy wiedzą, jak to się robi. Ba, opracowanie wizualne tekstu jest dosyć chaotyczne. Nie zawsze byłam pewna, które dopiski mam czytać, aby nie stracić płynności, a już skandalem było napisanie kwestii patyczaka wersalikami kojarzonymi raczej z krzykiem niż szeptem.

Jak widzicie trochę namęczyłam się czytając „Tajne sprawy Chomiczki Zdzisławy" dzieciom, ale im ta książka bardzo się podobała. Oni lubią nieszablonowe lektury, a taka jest powieść Kasi Keller. Im też było ciężko się połapać, ale tak zaciekawiła ich ekipa Zdzichy, że chcieli sprawdzić do czego są zdolni. A bohaterowie dali piękny popis pracy zespołowej. Nawet małe stworzonko może być odważne. Z takim morałem odkładam tę książkę na półkę.

1 Kasia Keller, „Tajne sprawy Chomiczki Zdzisławy. Misja omlety”, wyd. Wilga, Warszawa 2026, s. 62.

[Współpraca]

"Zapłata dla Flecisty" George A. Romero, Daniel Kraus

"Zapłata dla Flecisty" George A. Romero, Daniel Kraus

Za sprawą książki „Zapłata dla Flecisty” autorstwa Georga A. Romero i Dalniela Krusa przeniesiemy się na bagna Luizjany. A jak to na bagnach, jeden fałszywy krok i... plum! I tak jest w tej powieści. Trzeba być non stop czujnym, bo nigdy nie wiemy, gdzie czai się niebezpieczeństwo. Tym razem mrok uderza w dzieci. To właśnie najmłodsi zaczynają ginąć. Pamiętacie baśni Fleciście z Hameln (w innej wersji zwanym Szczurołapem), który nie dostał zapłaty za swoja pacę? Co wtedy zrobił? No właśnie. Flecista znów domaga się zapłaty. Za co? Czego dopuścili się mieszkańcy tych ziem, że kolejne pokolenia muszą za to pokutować?

W posłowiu Kraus opowiada, jak podczas katalogowania archiwum Georga A. Romero natknął się na tę powieść. Jakże inną od „Żywych trupów” z jakimi kojarzy się ten reżyser. Projekt go zauroczył i aż prosił się o dokończenie. I tak dostaliśmy „Zapłatę dla Flecisty”. Powieść w której widać inspirację lokalnym folklorem, w której widać symbolikę, ale też w której zadaje się ciekawe pytania to istotę złą i odpowiedzialność za czyny poprzednich pokoleń. Ale też powieść intensywną i mocno filmową.

Tak, filmową. Nie wiem dlaczego, ale od początku widziałam ją w konwencji nieco niedopracowanego kina grozy. Mocne barwy i przerysowane kostiumy. Pewnie specyficzna cajuńska gwara nadała jej pewien wymiar pastiszu. Aczkolwiek jest to złudne, bo nie w tym kierunku idzie fabuła. Raczej okolica próbuje opleść nas mrokiem, zdenerwować, wywołać poczucie zagrożenia.

Niestety muszę to napisać, ale trudno było mi docenić energię tej książki. Z jednej strony mamy małe miasteczko z całą jego barwnością i zgnilizną. Z armią ciekawych bohaterów i beznadziejnością jaka ich trawi. Z drugiej nie ma w niej nic kameralnego. Jest na wskroś amerykańska. W ostatnich latach zachwycałam się horrorami Kariki, Urbanowicza i Lindqvsita. Wicie, co mnie urzekło w ich pracach? Surowość. I to właśnie ona stworzyła przejmujący klimat,. U Romero jest energia (może przez młodość), kolor i hałas. I ta intensywność mnie chyba przytłoczyła, a nie przeraziła

Poprzedni akapit napisałam z pewnym żalem, bo obiektywnie patrząc „Zapłata dla Flecisty” to bardzo ciekawe przedsięwzięcie. Zarówno pod kątem pytać, inspiracji (w tytule jest Flecista, ale w miasteczku, w którym dzieje się akcja znajdziemy wszechobecne ośmiornice), symboliki, dopracowanych bohaterów, a także języka. Natomiast kiedy przychodzi do oceny ten obiektywizm można schować do kieszeni. W horrorach numerem jeden jest klimat, a jak już wcześniej wspomniałam, intensywność tej książki mnie przytłoczyła.

"Śledztwo z pazurem. Tajemnicze zniknięcie" Anne-Marie Desplat-Duc, Anne Dumergue

"Śledztwo z pazurem. Tajemnicze zniknięcie" Anne-Marie Desplat-Duc, Anne Dumergue

„W szkole w Psiej Wólce rozlega się dzwonek na lekcje. Jak każdego ranka dzieci ustawiają się grzecznie gęsiego. Pani Koza liczy swoich uczniów.”1 Okazuje się kogoś brakuje. Nie byłoby w tym nic dziwnego, ale rodzice twierdzą, że młody kos o imieniu Merlin rano wyszedł z domu. Tę sprawę trzeba jak najszybciej zgłosić na policję. Oslo i Panna Kicia podążają tropem śladów. Oby nic się nie stało maluchowi.

Jeżeli chodzi o tematykę „Tajemnicze zniknięcie” z cyklu „Śledztwo z pazurem” bardzo przypomina książkę „Mopsorożek i podwodna przygoda”, o której niedawno opowiadałam. Chyba wtedy nie zdradziłam, dlaczego narwalka była smutna i teraz też nie chciałbym mówić, gdzie się podział młody kos. Zresztą przy tej sprawie autorzy cyklu z Komisarzem Oslo, bardzo zręcznie podsuwają czytelnikom wskazówki. Jeżeli tylko będziecie czytać uważnie na pewno sami domyślicie się, co przydarzyło się Merlinowi.

Mam nadzieję, że to iż nie zdradziłam tematu/motywu nie zniechęci was do przeczytania tej książki. Ten cykl to ciekawa propozycja dla młodych miłośników kryminałów. Krótka historia, dużo ilustracji i większa czcionka sprawiają, że łatwo śledzić fabułę, a także jest to dobra książka, aby dziecko szlifowało na niej samodzielne czytanie.

Już po raz czwarty mam okazję polecać wam opowieść z cyklu „Śledztwo z pazurem”. Jak widzicie jestem konsekwentna. Te książeczki podobają się i mnie, i moim dzieciom. Jest w nich coś co bawi i co intryguje. A my to doceniamy.

1 Anne-Marie Desplat_Duc, Anne Dumergue, Fabien öckto Lambert, „Tajemnicze zniknięcie”, wyd. MdCreative, 2026, s. 5-6.

[Współpraca]

"Droga na Księżyc. Apollo 11 i marzenia o lotach kosmicznych" Jonathan Fetter-Vorm

"Droga na Księżyc. Apollo 11 i marzenia o lotach kosmicznych" Jonathan Fetter-Vorm

„To jest mały krok dla człowieka, ale wielki krok dla ludzkości” - powiedział Neil Armstrong, który zapisał się w historii jako pierwszy człowiek na Księżycu. Zaznaczyć trzeba, że ten „krok” to nie było jakieś hop-siup, że ludzie długo się do niego przygotowywali. Jak te przygotowania wyglądały? Mogłam to prześledzić w komiksie „Droga na Księżyc. Apollo 11 i marzenia o lotach kosmicznych” Jonathana Fetter-Vorma. Od starożytnych obserwatorów nieba, poprzez nowożytne odkrycia i zimnowojenną zawieruchę aż do symbolicznego kroku, jaki postawił Niel Armstrong na Księżycu.

Nie pamiętam, kiedy z taką przyjemnością przeczytałam książkę z dziedziny astronomii. Zawsze mam ten problem, że pewne zagadnienie mnie zainteresuje, ale nie do końca potrafię zrozumieć jego specyfikę. Natomiast koncept jaki obrał Fetter-Vorm jest wyjątkowo przystępny. Z jednej strony obserwujemy sam proces lądowania, księżycowy spacer, a także powrót astronautów na Ziemię. A to przetkane jest właśnie „drogą”, czyli innymi wydarzeniami, odkryciami, okolicznościami, które doprowadziły, że to było w ogóle możliwe. Autor pokazuje, jak ważna była tu ludzka ciekawość, ale też kontekst polityczny, czyli tzw. „zimna wojna”. Rywalizacja między mocarstwami, która napędzała to, aby wykorzystać wiedzę w praktyce. Ale są to też okoliczności, które sprawiły, że ten lot obrósł w wiele kontrowersji, co autor publikacji też akcentuje.

„Droga na Księżyc” to fantastyczne wykorzystanie komiksu na gruncie literatury popularnonaukowej. W żadnej innej formule nie dałoby się opisać tego tematu jako ekscytującej przygody. A tu właściwe każdy rozdział tak się czyta. Czy Fetter-Vorm pisze o obozach pracy czy przybliża postać Keplera, jest to wyjątkowo angażujące. Do tego zauważyć należy, jak autor sprytnie wykorzystał kolory, aby zaznaczyć kolejne rozdziały. Dzięki temu każdy ma niepowtarzany klimat, każdemu oddajemy się bez reszty.

Obcowanie z takimi publikacjami to sama przyjemność. Należy docenić jak Fetter-Vorm całościowo pokazał przedsięwzięcie jakim było lądowanie na Księżycu. Po trochu są tu ujęte różne aspekty związane w tym przedsięwzięciem: naukowy, technologiczny, historyczny, polityczny i społeczny. Takie opracowanie tematu pokazuje jak długa była to droga, a ujęcie go w komiksowe okienka nadaje mu jakiegoś przygodowego charakteru. Jestem zachwycona.

[Współpraca]

Copyright © Asia Czytasia , Blogger