"Nigdy nie zapomnę" Ewa Bauer ["Tułacze życie" Tom III]

"Nigdy nie zapomnę" Ewa Bauer ["Tułacze życie" Tom III]

Dzieje Johanna Neubinera pozostawały wielką niewiadomą dla czytelników cyklu „Tułacze życie”. Podczas gdy losy Michaela i Augustina przenikały się, najstarszy brat zniknął z horyzontu. Wreszcie Ewa Bauer postanowiła opowiedzieć nam co się z nim działo.



Fabuła

Johann od najmłodszych lat kochał naturę. Odnalazł się w uprawie ogrodu, który nie raz zapewnił rodzinie pełne brzuchy. Hrabina Kortecka jest zachwycona, tym jak dba o rośliny. Proponuje, aby zajął się jej ogrodem. Decyzja wydaje się oczywista. Chłopak może robić to co lubi, a rodzina ma zagwarantowany dodatkowy zarobek. Jednak młody Johann nie wie, jak daleko od braci i ojca zaprowadzi go znajomość z bogatą kobietą.


Światowy człowiek

„Nigdy nie zapomnę” różni się od poprzednich części cyklu. Młody Neubiner nawiązuje znajomość z wpływowym hrabiostwem przez co jego historia nabiera światowego charakteru. Mam na myśli zarówno miejsca jakie odwiedził – bo patrząc na jego dzieje trudno powiedzieć, że młodsi bracia poznali wielki świat – jak i sprawy z jakimi miał okazję się stykać. Państwo Korteccy to Polacy aktywnie zaangażowani w walkę o niepodległość ojczyzny, więc ten temat dotyka również Johanna.


Wpływowa hrabina

Pani Kortecka to bohaterka z pazurem. Przypuszczam, że czytelnicy jej nie polubią, bo to czarny charakter, ale trzeba przyznać, że dzięki niej ta historia ma smaczek. Johann, wychowujący się bez matki, bardzo szybko przywiązuje się do pracodawczyni. „Była jego przyjaciółką, matką, której nie miał, kobiecą ostoją w jego męskim świecie.”* Ten węzeł będzie mu trudno przeciąć. Szczególnie, że hrabina jest gotowa posunąć się do intryg i manipulacji, aby jej zachcianki zostały spełnione.


Podsumowanie

Kiedy Ewa Bauer opowiadał historię Michaela Neubinera mimochodem wspomniała – jego ustami – o losach Johanna. Moim zdaniem troszeczkę niepotrzebnie, bo mogłaby to być bardzo zaskakująca część. Pomimo tego, przyznam, że bardzo miło spędziłam czas z tą książką. Autorka wykreowała ciekawych bohaterów, których losy śledziłam z ogromna przyjemnością.

* Ewa Bauer, „Nigdy nie zapomnę”, wyd. Replika, Poznań 2021, s. 84.


Zobacz też:

Ewa Bauer "Za nasze winy" (Tom I)

Ewa Bauer "Kiedyś Ci wybaczę" (Tom II)

"Dwuświat. Księga I Przedwojnie" W. & W. Gregory

"Dwuświat. Księga I Przedwojnie" W. & W. Gregory

Mężczyźni potrzebni od zaraz. Tylko skąd ich wziąć, skoro od kilku pokoleń rodzę się głównie dziewczynki. Czy pogoń za zdrowiem, pięknem perfekcją skończy się tragicznie dla ludzi jako gatunku?



Fabuła

Inco i Floris to dwie sąsiadujące ze sobą krainy. Bardzo się różnią. Pierwsza jest zapatrzona w naukę i czerpie z niej garściami, aby standard życia mieszkańców była jak najwyższy. Floriańczycy natomiast żyją w zgodzie z naturą. To lud rolniczy i głęboko wierzący w boginię Patri. Które społeczeństwo jest szczęśliwsze? Na tle Inco Floris wydaje się zacofane, jednak są problemy, z którymi postęp technologiczny nie jest w stanie sobie poradzić. Pomimo różnych prorodzinnych programów w kraju rodzi się coraz mniej chłopców. Demograficzna katastrofa jest na wyciągnięcie ręki.


O czym?

Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że jest to powieść o ratowaniu gatunku, o poszukiwaniu recepty na płodzenie większej liczby chłopców. Jednak demograficzne problemy posłużyły do zobrazowania znacznie szerszego tematu. Aby wam go przybliżyć pozwolę sobie zacytować fragment powieści: „Ludzie są zbyt głupi, żeby mogli podejmować samodzielne decyzje. To my im mówimy, co jest dla nich dobre, a co złe. Nic tak nie organizuje myśli ludzkich jak podporządkowanie”.*

Po lekturze „Przedwojnia” została mi w głowie refleksja, na ile to co myślę, to moje własne zdanie, a na ile jest to propaganda. Żyjemy w pewnych realiach i musimy podporządkować się prawu z jego dobrocią, ale też absurdami. Części z nas pewnie funkcjonuje się całkiem dobrze, ale domyślam się, ze są i tacy, który zderzyli się z murem nie do przejścia. Czasami słyszy się również o dramatycznych skutkach takiego zderzenia. Rząd to możemy określić jako grupę, która wie lepiej niż społeczeństwo, czego mu potrzeba. Niezależnie od tego, czy ludzie tego chcą czy nie.

W. & W. Gregory nie serwuje czytelnikom analizy mechanizmów propagandy ani filozoficznych rozważań na temat istoty władzy. Jego powieść jest utrzymana w rozrywkowej konwencji powieści science-fiction z delikatnymi zakrętami w kierunku groteski. Jej wydźwięk jest dość oczywisty i właśnie to najbardziej wzmacnia efekt jaki wywołuje na czytającym.


Perspektywa

Bardzo podoba mi się w jaki sposób została opowiedziana ta historia. Możemy zerknąć na wydarzenia rozgrywające się na Wszechziemi (tak nazywa się planeta wymyślona przez autora) oczami zarówno tych przy przy władzy, jak i zwykłych obywateli. Można powiedzieć, że dostajemy cztery opowieści w jednej.

Na początku poznajemy Jasmin, która jest w ciąży i musi zmierzyć się z systemem, a dokładniej polityką kontroli płci prowadzoną przez władze. Po drugiej stronie granicy mieszka Fahid z rodziną. Są to bogobojni ludzie, ale pewne decyzje rządzących państwem kapłanów są dla nich bolesne przez co trafiają na ich czarną listę.

Na szczytach władzy w obu państwach możemy obserwować galerię intryg i knowań. W Inco toczy się prawdziwa walka o stołki, co wiąże się z zarówno zachwytami jak i niezadowoleniem społeczeństwa. Floris wydaje się stabilne politycznie, jednak odbija się na nim to co dzieje się u sąsiadów, a mieszkańcy maja coraz więcej odwagi, aby krytykować terror kapłanów.


Podsumowanie

Ja – czytelniczka, obywatelka, kobieta, matka – przeczytałam „Przedwojnie”. Razem z tą książką przeżyłam momenty wzburzenia, złości, smutku, ale – przede wszystkim – ciekawą przygodę. Trafiłam do trudnego miejsca, ale nie chciałam go opuszczać. Wszechziemia, jej mieszkańcy i ich losy nie są mi obojętne.

* W. & W. Gregory, „Dwuświat. Księga I Przedwojnie”, wyd. Alternatywne, Poznań 2020, s. 393.

Razem czytamy...  w marcu

Razem czytamy... w marcu

 Cześć,

chciałabym przypomnieć, że na Facebooku grupka książkoholików zbiera się na wspólne czytanie. Mieliśmy już na tapecie Remigiusza Mroza i Szczepana Twardocha. Na marzec zaplanowałam coś innego - temat.

Trzeci miesiąc roku to pierwszy dzień wiosny, a kiedy słyszę słowo wiosna  przypomina mi się piosenka zespołu Zabili mi żółwia o tym samym tytule.


Szybkie przypomnienie zasad. Każdy uczestnik zabawy może udostępnić dowolna liczbę opinii o książkach związanych z tematem. Zbieramy je do końca marca. Dyskutujemy, inspirujemy się i podrzucamy sobie ciekawe tytuły.

Zostawiam link do grupy KLIK

Cyberpunk Girls [antologia]

Cyberpunk Girls [antologia]

O kobietach mówi się "słaba płeć". Twierdzi się, że są delikatne i potrzebują opieki. Bohaterek antologii "Cyberpunk Girls" chyba nikt o tym nie poinformował, bo to babeczki z jajami większymi niż nie jeden gangster.


 

Zawartość

"Heartbyte"(Martyna Raduchowska)

Na świecie szaleje epidemia. Keira, główna bohaterka po przejściu choroby potrzebuje nowego serca. Niestety nie stać ją na przeszczep, kupuje więc sztuczne serce z odzysku. Organ okazuje się zhakowany, a jego właściciel szantażuje kobietę igrając z jej życiem.

"Dziewczyna, której nie było" (Magdalena Kucenty)

Tyana jest posłańcem technobogów. Nigdy nie zastanawiała się nad sensem wiadomości, które przekazuje. Trzy wydarzenia sprawiają, że zaczyna się zastanawiać nad swoją misją - poznanie fascynującego chłopaka, niespodziewany prezent od jednego z adresatów oraz agresywna reakcja na wiadomość innego.

"Spandau" (Jagna Rolska)

Świat po epidemii. Aby z nią walczyć ludzie zostali skazani na izolację. Miasta są zamknięte, a mieszkańcy mogą poruszać się w ściśle określonych strefach. Życie toczy się w rzeczywistości wirtualnej, a producenci dostarczają preparaty, aby e-doznania były jak najbardziej sensualne. Czy ludzie są jeszcze w stanie odróżnić co jest prawdą, a co fikcją?

"Dotknąć ciemności" (Krystyna Chodorowska, Gabriela Panika)

To opowiadania składa się z dwóch wątków. Pierwszy - fantastyczny - o rasie Tremeszów zamieszkujących Kopce. Drugi - fantastyczno-kryminalny - dotyczący fali porywania dzieci.

"Mindblow" (Martyna Raduchowska)

Dla wszystkich jest oczywiste, że wojsko korzysta z najnowszych technologi, a czasem nawet napędza ich rozwój. Pułkownik Erik Nilsson otrzymuje propozycję od cywilki, jak pozyskać rekrutów do swojego projektu. Kobieta działa w sferze, której przedstawiciele mogą okazać się dużo lepsi w walce od szkolonych wojskowych.

"Nitro" (Agata Suchocka)

Rubble bardzo chce wygrać coroczną Dobówkę. Jest to morderczy wyścig, który trwa 24 godziny. Aby dopomóc szczęściu decyduje się wczepić sobie nielegalne ulepszenie tzw. nitro. W tym celu wybiera się do Charona, czy to futurystyczny geniusz czy pospolity rzeźnik?

"Amber" (Jagna Rolska)

W tym opowiadaniu mamy zderzenie dwóch światów. Pierwszy, wyspiarski, żyjący w zgodzie z naturą. Drugi, idący za postępem technologicznym.

Moja opinia

Pierwsza myśl, jaka pojawiła się w mojej głowie po przeczytaniu antologii "Cyberpunk Girls" to, że jej poziom jest bardzo nierówny. Opowiadanie otwierające zbiór to prawdziwa bomba, mój zdecydowany faworyt. Martyna Raduchowska miała wspaniały pomysł na interpretację tematu i dobrze go zrealizowała. Akcja jest przepełniona adrenaliną i ta udziela się również czytelnikom.

Pozostałe autorki proszę o wybaczenie, ale żadna nie dorównała "Heartbyte". Ogólnie nie jest źle. Dostajemy paletę naprawdę przyzwoitych tekstów, jednak przy każdym znalazłam jakieś ale. Wymienię dwa najważniejsze problemy z jakimi musiały zmierzyć się pisarki - przedstawienie wymyślonego świata oraz cyberpunkowy charakter opowiadań. 

Opowiadanie to krótka forma i nie zawsze można pozwolić sobie na rozmach, żeby namalować tło. Ja zdecydowanie wolę kiedy autor/ka skupiają się na problemie (jak np. Agata Suchocka w "Nitro") i powiązanych z nim detalach niż starają się zarysować maksymalna perspektywę ( np. Magdalena Kucenty w "Dziewczyna, której nie było"). W tym drugim przypadku łatwo stracić z oczu to co istotne w tekście.

Przyjrzyjmy się jeszcze cyberpunkowemu pierwiastkowi, bo tytuł antologii mocno zobowiązuje. Ten odłam fantastyki skupia się na postępie technologicznym i jego skutkach, zazwyczaj negatywnych. W tym miejscu muszę pochwalić Jagnę Rolską za opowiadanie "Spandau", gdzie w wyniku rzuconej przez rząd izolacji, życie coraz bardziej przenosi się do cyberprzestrzeni oraz przerażający proceder porwań w "Dotknąć ciemności". Jednak nie wszystkie autorki upchały wystarczająco dużo technologii w swoich tekstach np. również Jagna Rolska w "Amber" opisała interesującą historię koegzystencji natury i technologii oraz dominacji jednego z elementów - nawet się trochę wzruszyłam czytając ją - jednak wydaje mi się bardzo normalna jak na standardy cyberpunku.

Podsumowanie

W nasze ręce został oddany zbiór bardzo dobrych tekstów. Jedyny dylemat jaki mnie w związku z nimi trapi to to, czy czy "Cyberpunk Girls" są wystarczająco cyber? Mi się podobało, ale czy zadowoli wiernych fanów tego odłamu  fantastyki, nie umiem ocenić.

 

"Książkę otrzymałem/otrzymałam z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl".

Zobacz też:

"Kopuła" Pomarańczowa Czapka

"Kiedyś Ci wybaczę" Ewa Bauer ["Tułacze życie" tom II]

"Kiedyś Ci wybaczę" Ewa Bauer ["Tułacze życie" tom II]

Trzech synów, a ojcowizna jedna. Jak podzielić majątek sprawiedliwie? W pierwszej części cyklu "Tułacze życie" mogliśmy śledzić losy najmłodszego brata, Augustina. W kolejnej odsłonie trylogii Ewa Bauer opisuje historię Michaela, środkowego Neubinera.


 

Fabuła

Michaela Neubinera nie pociąga życie na wsi. Wyjeżdża z Łanów do Lwowa, aby kształcić się na piekarza. Średni syn Josepha uchodził za mało wytrwałego. Jak zniesie ciężka praktykę u mistrza? Czy wielkie miasto przyniesie mu szczęście w życiu? Jak ułożą mu się relacje z braćmi? Czy odległość nie osłabi rodzinnych więzi?

Przebaczenie

Motto powieści "Kiedyś Ci wybaczę" to "Ubi est confessio, ibi est remissio", czyli "Gdzie jest przyznanie, tam jest przebaczenie". Michael to osoba, którą długo dręczą wyrzuty sumienia, która wielokrotnie analizuje, czy w takiej sytuacji mógł zrobić coś lepiej. Czy wstydliwe tajemnice ujrzą światło dzienne, a  bohater powieści zdobędzie się na to, aby poprosić o przebaczenie?

Patriotyzm

Akcja książki ma  miejsce w Królestwie Galicji i Lodomerii. Autorka dołożyła starań, aby pokazać obyczaje i historię tego regionu. Na przykładzie Michaela porusza temat tożsamości narodowej. Rodzina Neubinerów wywodzi się z Prus. Ludwik, dziadek głównego bohatera, brał udział w walkach na śląsku, a potem tam się osiedlił. Jego syn przeniósł się, w ramach kolonizacji przeprowadzonej przez cesarza Józefa II na tereny Galicji. Narodowości zaczęły się mieszać, a sam Michael ożenił się z Polką. Kiedy teść, zaangażowany w ruch wyzwolenia narodu spod jarzma zaborców, pyta się zięcia o to, kim jest. Ten mu odpowiada: "Nigdy nie stanę przeciwko wam, ale wolę się do polityki nie mieszać. Zawsze będę postrzegany jako wróg, , choćbym nie wiem jak bardzo deklarował swoją przynależność do narodu polskiego. Póki nie giną ludzie, jest praca i chleb, żyje się względnie bezpiecznie, póty chcę tu mieszkać, w kraju zwanym Galicją." [*]

Nie jestem historykiem i nie będę oceniała tego jak Ewa Bauer zarysowała tło powieści. Często powtarzam, że beletrystyka nie jest źródłem wiedzy historycznej i można pozwolić sobie w niej na drobną swobodę. Jednak, kiedy w 1808 roku lekarz podje chorej antybiotyk, to myślę, że jest to zbyt duża frywolność ze strony autorki. Możecie mnie poprawić, ale czy nie zostały one odkryte ponad 100 lat później?

Podsumowanie

"Kiedyś Ci wybaczę" to powieść pachnąca chlebem. Pomiędzy piekącymi się bochnami Michael Neubiner przedstawi nam swoje radości i zgryzoty. Dla czytelników pierwszej części niektóre wydarzenia będą znane, wszak są powiązane z losami Augustina, jednak dzięki kolejnemu tomowi "Tułaczego życia" poznamy średniego brata dużo lepiej.

[*] Ewa Bauer, "Kiedyś Ci wybaczę", wyd. Replika, Poznań 2020, s. 91.

"Trening superkoncentracji dla dzieci" Paulina Mechło, Magdalena Karpińska

"Trening superkoncentracji dla dzieci" Paulina Mechło, Magdalena Karpińska

Koncentracja przydaje nam się w codziennych sytuacjach - nauka do sprawdzaniu, gotowanie, sprzątanie. Ja ostatnio schowałam mąkę do lodówki, więc mogę powiedzieć, że wiem czym jest jej niedostatek. Pocieszające jest to, że tą umiejętność można ćwiczyć. Paulina Mechło i Magdalena Karpińska przygotowały publikację, kierowaną do dzieci, która ma im pomóc w poprawie koncentracji.


 

Zawartość

W "Treningu superkoncentracji dla dzieci" znajdziemy 101 zadań, "które  wzmacniają pamięć, rozwijają spostrzegawczość i ćwiczą koncentrację"[1]. Podobne zabawy znajdziemy w różnego rodzaju gazetkach z  łamigłówkami dla dzieci np. połącz punkty i odkryj obrazek, oszacuj ile jest owoców na ilustracji, znajdź wszystkie czerwone obiekty, znajdź równice, dokończ rysunek, ułóż słowa z rozsypanki, dopasuj taki sam kształty itp.

Wygląd

Książka została bardzo ładnie wydana. Jest przyjaźnie, kolorowo i przejrzyście. Jedno zadanie zajmuje jedna stronę A5 i jest wystarczająco miejsca, aby je wykonać. Naszym kompanem w zabawie jest uśmiechnięty Móżdżek, który mobilizuje, a czasem troszkę poprzeszkadza.



 

Moja opinia

Obawiałam się słowa "trening" w tytule publikacji. Brzmiało dla mnie niczym ciężka harówka nad poprawą swoich wskaźników. Kiedy wzięłam książkę w swoje łapki, wszystkie uprzedzenia wywołane przez to sformułowanie wyparowały.

Dostajemy zestaw ładnie wydanych łamigłówek dla dzieci i gdyby nie tytuł nikt nie podejrzewałby, że za niewinną zabawą kryje się ćwiczenie tak ważnej umiejętności. Misja nauki przez zabawę została zrealizowana na 6+.

Dodałabym do tej publikacji dwa elementy. Po pierwsze, autorki mogły przygotować wstęp/posłowie skierowane do opiekunów. Nie zaszkodziłoby napisać kilka słów o tym, w jaki sposób można koncentrację poprawić. Gazetek z łamigłówkami znajdziemy stosy w każdym kiosku czy markecie, więc część merytoryczna wyróżniłaby "Trening superkoncentracji dla dzieci" na ich tle. Książka byłaby czymś więcej niż tylko zbiorem zadań.

Po drugie, nigdzie nie znalazłam informacji dla odbiorcy w jakim wieku autorki/wydawca kierują tę książkę. Jest to o tyle istotne, że niektóre zadania wymagają znajomości liter, czy wykonania podstawowych obliczeń matematycznych. Nie ma problemu, kiedy mamy okazję stacjonarnie przejrzeć "Trening (...)", ale zamawiając go przez Internet kupujemy kota w worku. Zerknęłam na strony popularnych księgarni i po dostępnych informacjach trudno stwierdzić, czy to coś dla 5latka, a może 10latka. Od siebie dodam, że jeżeli dziecko potrafi czytać i dodawać to poradzi sobie z większością zadań.



Podsumowanie

Kiedy byłam dzieckiem uwielbiałam książki z zadaniami. Nie miałam pojęcia, że łączenie punktów czy wędrowanie palcem po labiryncie dobrze wpływa na koncentrację. Okazuje się, że z takiej zabawy płyną same korzyści, więc ostrzcie ołówki i do roboty.


[1] Paulina Mechło, Magdalena Karpińska, "Trening superkoncentracji dla dzieci", wyd. Sensus, Gliwice 2021, okładka.

"Prokrustowe łoże" Nassim Nicholas Taleb

"Prokrustowe łoże" Nassim Nicholas Taleb

Mityczny Prokrust był bardzo gościnny. Zapewniał strudzonym wędrowcom posiłek i nocleg. Warunek był taki, że przybysz musiał dostosować się do zaproponowanego posłania. Kiedy był za niski gospodarz rozciągał mu członki, a zbyt wysokim je przycinał. Tej alegorii użył Nassim Nicholas Taleb, aby ukazać swój stosunek do cywilizacji.


 

Zawartość

"Prokrustowe łoże" to zbiór aforyzmów. Jak mówi nam podtytuł filozoficznych oraz praktycznych, a ja dodałabym butnych. Samo założenie, że my, nasze poglądy dają się formować może być dla niektórych trudne do przełknięcia - chociaż ja osobiście uważam, że nie ma w tym niczego odkrywczego. Autor krytykuje powszechnie przyjęte wartości - nazwijmy je ogólnie: edukację, ekonomię, postęp technologiczny - ale też inteligencję i głupotę. Próbuje to co wydaje się oczywiste obrócić do góry nogami i czasami jest to bolesny proces.

Moja opinia

To co podoba mi się w myślach zawartych w tej publikacji to duża arogancja (może dlatego, że mi tej cechy brakuje). Myślę, że  w takich książkach nie do końca chodzi o to, czy z autorem się zgadzamy, czy nie. Gdybyśmy zrobili to bezwiednie, stałby się on automatycznie tytułowym Prokrustem. Są one swego rodzaju intelektualną prowokacją. Próbą przewartościowania naszego sposobu patrzenia na świat, ale też próbą, która pokazuje jak nasze poglądy są silne. Jesteśmy zmuszeni, aby zastanowić się, co je kształtuje i czy łatwo ulegają zmianom.

Podsumowanie

Po przeczytaniu książki "Prokrustowe łoże" została ze mną myśl, kto lub co może zasługiwać na to miano. Czy to wiodące myśli kształtują nas, czy my je? Nadmiar informacji i bardzo łatwy dostęp do nich powoduje, że bardzo prosto jest znaleźć potwierdzenie dla naszych sądów, a co odważniejsi mogą je swobodnie kreować.

"Prawem wilka" Szczepan Twardoch

"Prawem wilka" Szczepan Twardoch

"Prawem wilka" to publikacja, na którą składają się cztery opowiadania.Co je łączy? Opowiadają o przeklętych. Są mroczne i bardzo dziwne. Do tego stopnia, że czuję się nieco zagubiona po ich przeczytaniu.



"Bodhisaitwa"

Stary partyzant, Ignacy Pyra-Reszotarski, aktywnie walczy ze zmianą ustrojową w Polsce. Los stawia na jego drodze schorowaną hrabinę błąkajacą się po okolicznych lasach i wśród ruin starego dworu. Kobieta jest zafascynowana Buddyzmem i namawia wachmistrza na tajemniczy rytuał.

Jest to naprawdę bardzo interesujące opowiadanie.  Wprowadzenie Buddyzmu do polskich lasów daje niesamowity efekt. W tym wszystkim ogromną rolę odgrywają siły natury. Jedny problem jaki dostrzegam, kiedy myślę o tym tekście, to że trudno zweryfikować ile w nim prawdziwego Buddyzmu. Mi ta religia kojarzyła się z czymś innym niż opisał Szczepan Twardoch. Próbowałam trochę googlować, ale opornie mi to szło. Nie ukrywajmy, że ci co orientują się w temacie od razu będą widzieli, czy merytorycznie wszystko się zgadza, a reszcie nawet najgorsze niedociągnięcia nie będą przeszkadzać.


"Żywot i śmierć św. Felicjana"

W tym opowiadaniu akcja toczy się dwutorowo. Przenikają się tu żywoty tytułowego św. Felicjana oraz Jerzego Bartula - pracownika służb bezpieczeństwa. 

Jest to moje ulubione opowiadanie z tego zbioru. Treść opisałam bardzo skromnie, bo odkrywanie epizodów z życia tych postaci to było cudowne przeżycie. Ale tak na prawdę zauroczył mnie jego klimat. We fragmentach z historii św. Felicjana zauroczył mnie język, co jest nietypowe bo wolę uwspółcześnione teksty. W opowieści o Jerzym Bartulu zachwyca świetnie oddany klimat PRL oraz dylematy pracownika SB.


"Maniera Tenebrosa"

Bohater tego opowiadania jest pracownikiem wydawnictwa, który zajmuje się wyszukiwaniem nowych autorów i niespełnionym pisarzem z jedną książka na koncie. Podczas spotkania z agentem (?)/ właścicielem (?) innego, zagranicznego wydawnictwa (nie do końca załapałam czym zajmuje się Mr Willy)  otrzymuje rękopis, który wywraca jego życie do góry nogami.

Ten tekst jest bardzo specyficzny. Napisany jest bardzo kwiecistym językiem, co pasuje do głównego bohatera - literata, ale nie ułatwia czytelnikowi śledzenia tej historii. Jeżeli chodzi o jego atmosferę, to  przychodzi mi na myśl "Proces" Franza Kafki i mocne osaczenie centralnej postaci, do tego dorzucono nutkę dekadentyzmu i mistycyzmu.


"Rondo na maszynę do pisania, papier i ołówek"

W tym opowiadaniu bohaterem jest również pisarz. Poznajemy, go kiedy wsiada na statek i poznaje pewną damę. Tekst skonstrowany jest w bardzo ciekawy sposób przenikają się wydarzenia z rejsu oraz fragmenty książki podróżującego pomieszane z retrospekcjami. Im dalej, tym wydarzenia są coraz bardzie zakręcone. Autor próbuje zrobić nam mętlik w głowie i chyba mu się udaje.

 

Moja opinia

Nie będę się długo rozwodziła nad tą publikacją, bo była to dla mnie ciężka książka. Mogę przedzielić ją grubą krechą na pół. Pierwsze dwa opowiadania bardzo mi się podobały. Jest w nich element makabry, który mi się podoba w literaturze, a do tego mają niepowtarzalny klimat. Z tekstem "Bodhisaitwa"mam taki problem, że nie wszystkie buddyjskie terminy były dla mnie jasne. Musiałam poświęcić trochę czasu na poszukanie wyjaśnień, ale i tak opisana historia nie jest dla mnie w 100% klarowna.

Opowiadania 3 i 4 totalnie mnie pokonały. O ile początkowo wydawały się zajmujące, to im dłużej je czytałam tym bardziej byłam zmęczona. Ich sposób napisania był dla mnie zbyt bogaty w ozdobniki, aluzje itp. Chociaż przyznać muszę, że zakończenie "Maniery Tenebrosa" jest niesamowite.

 

Podsumowanie

Czy Szczepan Twardoch to pisarz dla mnie? Bilans tego zbioru to 50:50. Przez jego pryzmat widzę bardzo ciekawego autora. Pytanie tylko, która połowa dominuje w jego pracach?

"Za nasze winy" Ewa Bauer ["Tułacze życie" tom I]

"Za nasze winy" Ewa Bauer ["Tułacze życie" tom I]

Mam słabość do familijnych sag. Z jakiegoś powodu takie historie wciągają mnie po same uszy. Przyglądanie się, jak rodzina ewoluuje w kolejnych pokoleniach, co kształtuje jej członków jest niesamowitym doświadczeniem. Jest to taki proces, który często umyka nam w codziennych sprawach, a może warto zastanowić się kim byli nasi pradziadkowie. Co sprawiło, że jesteśmy tu i teraz?


 

Fabuła

Ludwig Neubiner "marzył o wielkim świecie, o podbojach i bogactwie (...)"[1]. Wraz z wojskami Fryderyka II wyrusza na Śląsk. Podczas wojennej zawieruchy poznaje Laurę. Kobieta, nie zważając na ludzkie gadanie, przyjmuje rannego pod swój dach i udziela mu pomocy. Tak historia rodu Neubinerów rozpoczyna się na nowo. Historia o ludziach tułających się w poszukiwaniu lepszego życia.

Bohaterowie

Ewa Bauer zaczyna nieśmiało od dwójki protoplastów rodu Neubinerów na Śląsku. Możemy śledzić, jak rodzina się rozrasta począwszy od syna tej pary, aż po ich praprawnuki. Kiedy docieramy do końca powieści ilość postaci jest naprawdę duża. Nie ma się czemu dziwić, w końcu akcja dzieje się w XVIII i XIX wieku, a wtedy wielodzietne rodziny nie były niczym niezwykłym. Autorka bardzo stara się, aby każdej osobie poświęcić choćby fragment na stronach powieści, aby czytelnicy mogli ich wszystkich poznać, aczkolwiek Ewa Bauer wpadła przy tym w pewną pułapkę. Na początku rodzina jest niewielka, więc możemy zbliżyć się do jej poszczególnych członków i nawiązać z nimi więź. Im postaci przybywa zaczynają stawać się coraz bardziej bezosobowe, a fabuła traci nieco na atrakcyjności ograniczając się do kolejnych ślubów, pogrzebów i chrzcin w rodzinie.

Ważne miejsce w powieści "Za nasze winy" zajmują kobiety. W czasach, kiedy ich obowiązkiem było posłuszeństwo wobec męża, u Neubinerów są szanowne, a ich zdanie jest wysłuchiwane. Pisarka mocno podkreśla rolę matki, nie tylko jako rodzicielki, ale spoiwo rodziny, źródło rady i miłości.

 

Tło historyczne, obyczaje, język

Ewa Bauer zadbała o to aby oddać, jak dawniej żyli ludzie na terenach Śląska oraz Królestwa Galicji i Lodomerii, gdzie dzieje się akcja. Poza opisem różnych obrzędów w tekst wpleciono komentarze o charakterze historycznym np. skąd wynikła migracja w kierunku Galicji. Autorce udało się wprowadzić je nienachalnie, tak aby nie zaburzyły dziejów Neubinerów.

Powieść "Za nasze winy" została napisana prostym językiem, od czasu do czasu Ewa Bauer przypomina sobie, że pisze o dawnych czasach i serwuje jakieś słówko bądź nietypową konstrukcję zdania. Mi to właściwie nie przeszkadza. Już dawno przekonałam się, że archaizmy w literaturze mnie męczą i lepiej czyta mi się uwspółcześnione dialogi, nawet kosztem pewngo klimatu. 

 

Podsumowanie

Jak mogłam się przekonać, pierwsza część cyklu "Tułacze życie" nie jest bez wad, ale ma w sobie urok, który sprawia, że chcę czytać dalej o losach Neubinerów. Urzekli mnie pracowici i mądrzy bohaterowie i chyba trochę poczułam się częścią tej rodziny. Razem z nimi cieszyłam się z rodzinnych sukcesów i płakałam, kiedy ktoś z nich odchodził.

[1] Ewa Bauer, "Za nasze winy", wyd. Replika, Poznań 2019, s.14.

"Szczelina" Kacper Mielcarek

"Szczelina" Kacper Mielcarek

Zagrajmy w "orzeł czy reszka" i odnieśmy to świata jako miejsca do życia? Awers to środowisko jakie znamy, natomiast rewers to jego mroczne odbicie, druga strona medalu. Co wam wypadło? Jako istota, którego świata przyjdzie wam wieść żywot.


 

Fabuła

Wyobraźcie sobie, że świat jest pełen szczelin, "(...) nienaturalnych wyrw w naszej rzeczywistości, przez które mogą przedostawać się stworzenia nazywane przez większość ludzi demonami". [*] Czy ktoś coś z tym robi? A może demony hulają beztrosko między wymiarami? Czyściciele dbają o to, aby zamykać takie przejścia i przeganiać nieproszone stwory do ich świata. Bohaterami powieści jest dwóch przedstawicieli tego fachu: Johnathan, który wpada w jedną ze szczelin i przenosi się w czasie oraz Danny, który sam jest demonem, ale z różnych powodów współistnieje z ludźmi. Pierwszy z nich próbuje powrócić do swojego czasu, drugi, niezwykle niepokorny, zaczyna sprawiać przełożonym problemy.

 

Dwa wątki

Zgubiony w czasie Jonathan próbuje dociec, jak to się stało, że wylądował w przeszłości i odmłodniał oraz czy można jakoś naprawić błąd przy pracy. 

Danny natomiast w typowy dla siebie, bardzo widowiskowy i brutalny sposób realizuje kolejne misje. W efekcie ludzie, zamiast być wdzięczni za pomoc w walce z demonami, mają dość zachowania Czyściciela i umieszczają go w miejscu, gdzie jego charakter ma zostać utemperowany,

Przez większość książki historie obu bohaterów toczą się swoim własnym torem. Bardzo długo nie miałam pomysłu, gdzie i po co bohaterowie mogliby się spotkać. Autor dopiero pod koniec spina oba wątki i to jak to robi jest chyba najmocniejszym punktem książki. Trochę było mi żal, że nie zrobił tego wcześniej. Zakończenie mówi wiele o kreowanym świecie i bohaterach. Ja poświęciłabym np. kilka scen akcji, żeby lepiej go i ich zrozumieć.

 

Debiut

Rzadko analizuję to czy autor jest doświadczonym pisarzem czy debiutantem. Jako czytelnik chcę po prostu dobrą historię, a nawet nowicjusz może wnieść coś świeżego w literacki świat. Tym razem postanowiłam wspomnieć, że jest to pierwsza książka Kacpra Mielcarka, bo czuję jakąś nieśmiałość - a może niepewność - i przypadkowość w prowadzeniu fabuły. 

Po pierwsze, dość długo nie mogłam rozgryźć do czego autor zmierza i, mimo że zakończenie bardzo mi się podobało, nie do końca umiem powiedzieć, jaka jest myśl przewodnia "Szczeliny". Wszystkiego w tej powieści jest po trochu: nieco akcji, magii, istot nadprzyrodzonych, scen walki, rozważań o tym jaki ludzki gatunek jest zły, podróżowania w czasie i między wymiarami itp.  W tej zupie jest tyle smaków, że żaden nie dominuje i w efekcie staje się nijaka. 

Po drugie, nie widzę planu na kreowanie powieściowego świata. Pomysł autora jest jakiś, ale wymaga dopracowania. Chociażby profesja Czyściciela. Z tego co zrozumiałam ich moc wynika z tego, że w jakiś sposób panują nad materią - z czego ona wynika, jakie są jej granice np. Czyściciel może stworzyć lustro z wody, lub łańcuch łączący brzegi szczeliny, ale czy potrafi np. przeniknąć ścianę i przedostać się do trudno dostępnego budynku. Inna kwestia to to, czy wszystkie epizody mają sens, czy przybliżają nas do finału. Czy nie pojawiły się w książce, bo akurat autorowi przyszły do głowy?

 

Ludzie to okrutny gatunek (akapit może zdradzać część fabuły)

Jedną z myśli, która pojawia się w "Szczelinie", to że jako ludzie jesteśmy wyjątkowo brutalnym gatunkiem, że nawet swoim pobratymcom potrafimy zgotować okrutny los. Nie jest to szczególnie odkrywcze twierdzenie bo np. przytaczane jest często w kontekście Holokaustu. Uważam, że jeżeli pisarz chce budować fabułę lub jej cześć na jego podstawie musi wykazać się wyjątkową oryginalnością. Kacper Mielcarek próbował uzyskać ją wkładając te słowa w usta demonów, istot budzących strach. Czy są one przekonujące? Czy ich świat jest tak ułożony i sprawiedliwy, że mają prawo pouczać inne rasy? 

 

Podsumowanie

Kiedy myślę o  "Szczelinie" przychodzą mi do głowy - chyba nie do końca pasujące do siebie - przymiotniki: dynamiczna i nieśmiała. Miłośnicy akcji docenią tempo powieści i wachlarz wydarzeń. Przy czym nie mogę napisać, że Kacper Mielcarek zachwyca swoim pomysłem. Zabrakło porządnego opisania wymyślonych światów, które pomogłoby czytelnikom zatracić się w nich.

[*] Kacper Mielcarek, "Szczelina", wyd. Nowoczesne, Poznań 2020, s. 57.

"Kobieta w czerni", "Rączka" Susan Hill

"Kobieta w czerni", "Rączka" Susan Hill

Są takie miejsca, które oglądały ludzkie tragedie. Towarzysząca dramatowi rozpacz i złość odcisnęła na nich swoje piętno na długi czas. Skrzywdzone dusze nie mogą zaznać spokoju, chcą żeby inni dzielili ich nieszczęście albo pragną zemsty na świecie, który pozbawił ich radości.


Na publikację, o której wam opowiem składają się dwa opowiadania autorstwa Susan Hill - "Kobieta w czerni" i "Rączka".

"Kobieta w czerni"

Być może część z was kojarzy tę historię, bo doczekała się ekranizacji. Arthur Kipps, Młody prawnik zostaje oddelegowany na pogrzeb jednej z klientek kancelarii. Przy okazji ma przejrzeć i uporządkować dokumenty kobiety. Mieszkańcy miejscowości, do której przybywa niechętnie mówią o zmarłej mieszkance Domu na Węgorzowych Mokradłach. Jakie tajemnice kryje ta posiadłość? Dlaczego przebywając w niej odczuwa się tak ogromy niepokój? Kim jest tajemnicza Kobieta w czerni i czego chce od młodego prawnika?

"Rączka"

Adam Snow, antykwariusz, wracając do domu zgubił się na polnych drogach. Zawędrował do zapuszczonego Białego Domu. Miał nadzieję uzyskać tam wskazówki, co do dalszej podróży, jednak doświadczył czegoś niezwykłego. Kiedy przebywał na posesji, pomimo że był tam kompletnie sam, w jego dłoń wślizgnęła się dziecięca rączka. Adam stara się zapomnieć o dziwnym przeżyciu, jednak rączka cały czas próbuje mu coś przekazać, a dom coraz bardziej go intryguje. Mężczyzna postanawia odkryć historię posiadłości i jej mieszkańców, równolegle zaczynają prześladować go napady paniki i niepokojące myśli. Początkowo kojąca obecność rączki zaczyna stawać się złowroga.

 

Przed wami dwa klasyczne opowiadania o duchach

Mają w sobie fajny wiktoriański klimat, chociaż ich akcja rozgrywa się w XX wieku. Szczególnie w "Rączce" wywołuje to ciekawy dysonans. Czytając, oczami wyobraźni widziałam lordów w surdutach, którzy kontaktowali się ze sobą mailowo. Dziwne, jednak ma pewien urok.

Nie uświadczymy w tych opowiadaniach krwawych opisów. Strach ma wynikać nie z brutalności, a z niepokoju. Susan Hill buduje go przy pomocy szczegółowych opisów np. zapuszczonego ogrodu, całej gamy niepokojących dźwięków np. płacz dziecka we mgle, gry cieni, a także dokładnego przedstawienia uczuć targających głównymi bohaterami i zrazem narratorami tych historii. Są one bardzo teatralne, jakby autorka chciała namalować przyszłemu reżyserowi scenografię dla powstającej sztuki.

Susan Hill snuje swoje opowieści wyjątkowo nieśpiesznie - tempo jest wręcz ślimacze. Nie chodzi w nich o brawurową akcję, a stworzenie pewnej atmosfery. W "Kobiecie w czerni" udało się osiągnąć na prawdę dobry efekt. Fabuła spokojnymi malutkimi kroczkami drepta do przodu, a my równomiernie, coraz głębiej wkraczamy do przedstawionego świata. Z "Rączką" sprawa wygląda nieco gorzej - przynajmniej w moim odczuciu. Mam wrażenie, że Adam Snow - narrator - za dużo nam o sobie opowiada. Ja bardzo cenię, kiedy akcja idzie do przodu - nawet pomalutku - a każdy epizod ma znaczenie. Tu zabrakło mi szczególnie tego drugiego elementu. Sama historia jest ciekawa, nawet nie wiem czy nie ciekawsza niż w "Kobiecie w czerni", bo w pewnym momencie następuje świetny zwrot akcji i pojawia się bardzo intrygujący wątek. Co z tego, kiedy w tym momencie byłam już lekko znudzona innymi perypetiami bohatera.


Odpowiednie otoczenie do czytania

Jestem taką osobą, która może czytać wszędzie i lubi zapełniać bezczynne chwile kilkoma akapitami z książki. Jednak jeżeli chodzi o te dwa opowiadania, sprawa nie jest taka prosta. Myślę, że zgodzimy się co do tego, że historie o duchach mają przestraszyć, a przynajmniej zaniepokoić czytelnika. Jak już wspominałam Susan Hill próbuje tego dokonać nie przy pomocy makabry, a atmosfery. Żeby się w niej zatracić potrzebujemy odpowiednich warunków do czytania. Trudno wczuć się w lekturę, kiedy za nami w autobusie, ktoś relacjonuje najnowsze osiedlowe plotki. Lepiej odłożyć książkę na wieczór, kiedy domownicy już śpią, włączyć sobie ciepłe światło - a jak ktoś ma kominek to w ogóle idealnie - i pozwolić, żeby w ciszę naszej bezpiecznej przystani wkroczyły zjawy Susan Hill.

 

Podsumowanie

Wspólnie wydane opowiadania Susan Hill "Kobieta w czerni" i "Rączka" to publikacja godna uwagi miłośników ghost stories. Autorka zaprasza czytelników do odkrycia tajemnic dwóch nawiedzonych posiadłości. Kto jest na tyle odważny, aby przekroczyć ich bramy?

"Jak zapewnić swojemu dziecku najlepszy start. Edukacja i rozwój zgodnie z naturalnymi potrzebami przedszkolaka" Anita Janeczek - Romanowska, Mikołaj Marcela

"Jak zapewnić swojemu dziecku najlepszy start. Edukacja i rozwój zgodnie z naturalnymi potrzebami przedszkolaka" Anita Janeczek - Romanowska, Mikołaj Marcela

Jak zapewnić swojemu dziecku dobry start? - zapewne wielu rodziców zadaje sobie to pytanie. W szukaniu na nie odpowiedzi postanowili pomóc Anit Janeczek - Romanowska i Mikołaj Marcela. Czy znaleźli sposób uniwersalny?


 

O czym?

Przyjrzyjmy się jakie tematy autorzy poruszyli w publikacji " Jak zapewnić swojemu dziecku najlepszy start. Edukacja i rozwój zgodne z naturalnymi potrzebami przedszkolaka". 

Rozdział 1 "Czy moje dziecko jest gotowe na przedszkole?" - dużo uwagi poświęcono tu więzi między rodzicem a dzieckiem, tworzeniem - jak to określiła autorka - bezpiecznej bazy, aby dobrze przygotować dziecko do rozłąki. 

Rozdział 2 - adaptacja i porozumiewanie się z kadrą.

Rozdział 3 "Jak uczą się przedszkolaki?" - dobre pytanie, prawda. Przecież taki maluch nie będzie cierpliwie siedział i słuchał wykładu. Jak więc zajmować się dziećmi, żeby pobudzać ich naturalną chęć do nauki.

Rozdział 4 jest kontynuacją poprzedniego. Skupia się na roli zabawy w życiu przedszkolaka. Czy zabawa i nauka się wykluczają?

Rozdział 5 "Komunikacja bez przemocy" - słowo przemoc kojarzy się z maltretowaniem, jednak nie zapominajmy, że może przybierać łagodniejsze formy i skryć się pod innymi pojęciami. W tym rozdziale jesteśmy zachęcani do zastanowienia się, czy nie traktujemy dzieci z wyższością, czy nie wykorzystujemy wobec nich naszej siłowej przewagi, na ile potrafimy być empatyczni.

Rozdział 6 porusza bardzo kontrowersyjny temat wychowania bez kar i nagród. Wielu opiekunom wydaje się to niemożliwe. Łatwo powiedzieć posprzątaj to kupię ci loda, albo odesłać dziecko do kąta , żeby przemyślało swoje zachowanie. Czy jest to skuteczne? Czego - tak na prawdę - uczymy dziecko? Jak inaczej egzekwować posłuszeństwo i chwalić dzieci?

Rozdział 7 to kolejne zagadnienie, które wzbudza w rodzicach wiele wątpliwości, a mianowicie korzystanie przez najmłodszych z mediów. 

Rozdział 8 - różne typy przedszkoli.

Rozdział 9 - zaburzenia w rozwoju oraz czynniki stresogenne. W tym miejscu autorka uwrażliwia nas, że powinniśmy obserwować nasze pociechy i reagować na sytuacje, zachowania, które, naszym zdaniem, mogą odbiegać od normy np. chorobliwa nieśmiałość, opóźnienia w rozwoju mowy. Powinniśmy zastanowić się czy wynikają one z indywidualnych predyspozycji bądź charteru, styuacji stresowej (w domu lub przedszkolu), a może mamy do czynienia z jakimiś zaburzeniami w rozwoju. Kiedy i gdzie szukać pomocy?

Rozdział 10 - jeżeli ktoś ma ochotę poczytać o rozwoju dziecka, potrzebach itd. to w tym rozdziale znajdzie nieco teorii oraz wykaz ciekawych publikacji.

Czy jest coś takiego jak instrukcja obsługi dziecka?

"Chcąc wspierać małego człowieka z poziomu empatii, zacznijmy od zatrzymania się i próby usłyszenia tego, co ono nam "nadaje", a nie od myślenia, co chcemy "nadać"jemu."[*] Proste czy trudne?

Co co teraz napiszę zabrzmi absurdalnie w kontekście tego, że opowiadam o poradniku, ale swego rodzaju przekleństwem jest ich nadmiar. W każdej sferze szukamy gotowych scenariuszy na rozwiązanie swoich problemów. Podobnie w macierzyństwie. Chcielibyśmy wiedzieć jak sprawić, że dziecko będzie spało w swoim pokoju, chętnie jadło obiad czy reagowało na nasze polecenia. W odgrywaniu roli rodzica zapominamy, jak być rodzicem. Publikacja "Jak zapewnić swojemu dziecku najlepszy start"jest takim dźwigiem, który pomaga wtoczyć się rodzicielskiemu pociągowi na właściwe tory.

Autorzy zadają dużo pytań i zachęcają nas do przeanalizowania pewnych zachowań. Tłumaczą również jakie je czytać i analizować. Z książki wyłania się bliskościowe, pełne miłości i empatii podejście do macierzyństwa. Jest takie słynne powiedzenie Janusza Korczaka "nie ma dzieci, są ludzie". O tym często zapominamy. Dlatego lubię, kiedy różne przykłady zachowań wobec najmłodszych przekładane są na świat dorosłych. Wtedy łatwo dostrzec ich absurdalność. Przykład z książki: Anita Janeczek - Romanowska porównuje rozstanie w przedszkolu do pierwszej wizyty u rodziców partnera.[**] Wyobraźmy sobie, że nasz chłopak/dziewczyna zostawiają nas w pokoju z przyszłymi teściami i... uciekają. Jakie uczucia nam towarzyszą? Skrępowanie, strach, zawstydzenie. Zastanówmy się teraz, czy tak nie wygląda pozostawianie dziecka w przedszkolu - wyjdę puki nie patrzy, bo będzie płakać.

Dialog autorów z czytelnikami

Podoba mi się sposób napisania tego poradnika. Ma on w sobie coś angażującego, prowokującego do myślenia. Czytając go czułam się tak, jakby jakiś specjalista wciągnął mnie w rozmowę mającą pomóc przepracować pewne kwestie. Czy byłą pomocna? Dla mnie tak. Mieliśmy taką sytuację, kiedy córka zaczęła maltretować mój komputer. W domu akurat sporo się działo, ja się uniosłam, potem się przepraszałyśmy. Wieczorem, już na zimo, przeczytałam fragment o nerwowych momentach z dzieckiem. Udało mi się dzięki niemu przeanalizować zachowanie swoje, córki i wycinać z niego wnioski. Pomogło mi też poradzić sobie z wyrzutami sumienie, które często towarzyszą mi po takich wybuchach. Złość i bezsilność zamieniłam w wiedzę.

Komentarz innych specjalistów

Odniosę się jeszcze na moment do rozdziału o korzystaniu z nowych mediów. Oglądać czy nie oglądać, oto jest pytanie, które zadaje sobie wielu rodziców, więc nie dziwota, że temat został poruszony. Ja - podobnie jak autor tej części - jestem daleka od demonizowania mediów. Wiem kiedy i co mogę włączyć, żeby moje dziecko nie było nadmiernie pobudzone. Aczkolwiek zagrożenie, które mogą nieść media nie ograniczają się wyłącznie do nerwowości czy wpływu reklam. Zabrało mi w tym rozdziale komentarza logopedy, bo jak widzę w bio na skrzydełku okładki autor nim nie jest, oraz opisania, jak dziecięcy mózg odbiera bodźce z mediów. Kiedyś troszkę na ten temat czytałam i ta wiedza jest bardzo przydatna. Myślę, że dla innych rodziców też będzie istotna.

Druga kwestia, Mikołaj Marcela wspomina, że jest coś takiego jak wytyczne WHO, o tym ile dzieci w poszczególnym wieku mogą korzystać np. z TV, ale nie pisze jak one wyglądają. Być może część osób je zna, mimo wszystko nie zaszkodziłoby dodać jedno czy dwa zdania i rozwinąć temat do końca.

Podsumowanie

Poradnik "Jak zapewnić swojemu dziecku najlepszy start" to bardzo empatyczna publikacja. Emanuje zrozumieniem zarówno wobec dzieci jak i ich opiekunów. Kiedy skończyłam go czytać czułam się pozytywnie podbudowana. Wiem, że jeszcze wiele rzeczy przed nami, wiem, że nie będzie łatwo, ale wiem też, że mam moc bycia dobrym rodzicem. Dziękuję.

[*] Anita Janeczek - Romanowska, Mikołaj Marcela, "Jak zapewnić swojemu dziecku najlepszy start. Edukacja i rozwój zgodne z naturalnymi potrzebami przedszkolaka", wyd. Muza, Warszawa 2021, s. 134.

[**] Tamże, s.66.

"Nosorożce w dorożce" Ludwik Jerzy Kern [audiobook, czytają Krzysztof Kowalewski, Agnieszka Suchora]

"Nosorożce w dorożce" Ludwik Jerzy Kern [audiobook, czytają Krzysztof Kowalewski, Agnieszka Suchora]

Pierwsze spotkanie mojego dziecka z audiobookiem było wyborne. Płyta "Rozśmieszanki Usypianki" z wierszami Danuty Wawiłow zachwyciła córkę. Słucha jej regularnie i ma swoje ulubione utwory, które chętnie recytuje. Postanowiłam wykorzystać dobrą passę na wierszyki i dorzucić coś do kolekcji audiobooków. Wybraliśmy utwory Ludwika Jerzego Kerna czytane przez Krzysztofa Kowalewskiego i Agnieszkę Suchorę z muzyką Macieja Mulawy - "Nosorożce w dorożce i inne wiersze".
 


 

Zawartość

Na audiobook składają się 32 wiersze. Jest to niecała godzina słuchania. Wymienię jakie utwory się na nim znajdują: "Nosorożce w dorożce", "Dwa jeże", "Żyrafa u fotografa", "W królestwie kotów", "Hrabina de Dach", " "Niespodzianka", "Mleczysław", "Zeszły się cztery koty", "Lękuś", "Kot rybołówca", Koocie ooczy", "Wstyd", "Kocie szczęście", "Kogut, kot i myszka", "Poszedł kogut do miasta", "Kot, łasica i królik", "Niedźwiedź w szafie", "Był sobie niedźwiedź", "Ptasie pogaduszki", "Wąż", "Zając i żółw", "Sowa", "Kruk i lis", "Znałem kiedyś pewną kawkę", "Konik polny i mrówka", "Phaaaw", "Paw i Bolek", "Strusie pióra", "Dwie kozy", "W ogródku", "Stonóżka z Pimpifluszek", "Kawka i sadzawka".


Wiersze pełne zwierząt

W tej publikacji znajdziecie prawie całe zoo. No dobrze, może przesadziłam, ale jest tu dużo kotów, jak są koty to znajdą się też myszki, nie brakuje również ptactwa np. kogut, kruk, kawka, oraz egzotycznych i dziwnych zwierząt np. żyrafy, węża czy stonogi. Ludwik Jerzy Kern wspaniale wykorzystuje ich cechy szczególne np. wysokiej żyrafy, która nie zmieściła się na zdjęciu; przypisane im przez ludzi np. spryt lisowi; czy sam kreuje postacie np. strachliwego kotka, aby opowiedzieć różne historie i przemycić w nich morały.
 

Moja opinia

Trudno mi napisać tę opinię bez odniesienia do płyty "Rozśmieszanki Usypianki". Co prawda jest to kompletnie inny produkt, ale audiobook z wierszami Danuty Wawiłow mocno zdefiniował nasze oczekiwania wobec książek do słuchania.
Napiszę tak, moja córka bardzo chętnie słucha płyty "Nosorożce w dorożce", ale nie ma efektu wow. Przy "Rozśmieszankach Usypiankach" od razu zaczęły się pląsy i M. obdarzyła sympatią kilka tekstów, które recytuje całe dnie. Do wierszy Ludwika Jerzego Kerna podchodzi spokojnej, bardziej zachowawczo. Może wynikać to z jej gustu (czyżby odziedziczyła po matce zamiłowanie do absurdu?), z bardziej rozrywkowego charakteru utworów Danuty Wawiłow (nie ma aż tak dużego nacisku na morał), ale też z aranżacji muzycznej. Maciej Mulawa stworzył bardzo piękne tło do tego co czytają Krzysztof Kowalewski i Agnieszka Suchora, jednak dźwięki są bardzo subtelne. Działają raczej podprogowo i łatwo je zignorować. Nie napędzają do zabawy, a raczej służą relaksowi.


Podsumowanie

Być może dziś entuzjazmu nieco mniej, niż przy pierwszym audiobookowym wpisie, jednak w dalszym ciągu zachęcam was do zainwestowania w płytę czy plik mp3 do wspólnego słuchania (i zdecydowanie polecam formę CD, bo wtedy dziecko ma coś swojego, co jest materialne). Słuchanie polskiej poezji dla dzieci w pięknych aranżacja to sama przyjemność dla ucha - można odpocząć od nieszczęsnego "Baby shark".
"Nosorożce w dorożce" powinny przypaść wam do gustu, jeżeli lubicie wiersze o zwierzętach, bądź szukacie uspokajającego audiobooka. Subtelne aranżacje i miękkie głosy Krzysztofa Kowalewskiego i Agnieszki Suchory tworzą takie relaksujące interpretacje wierszy Ludwika Jerzego Kerna.

Zapraszam was na stronę wydawnictwa, gdzie można posłuchać fragmentów KLIK 

Zobacz też:

"Rozśmieszanki Usypianki"

Copyright © Asia Czytasia , Blogger