Swego czasu chyba pół Polski czytało
„Chłopki” Joanny Kuciel-Frydryszak, a Internet zalewała fala
zachwyconych opinii. I ja pomyślałam sobie: „Wow. Świetny temat.
W końcu ktoś opowiada o tym, jak zmieniła się sytuacja kobiet w
Polsce w ciągu zaledwie 100 lat.” Przyszedł moment, że „Chłopki”
trafiły do mojego kręgu znajomych i rodziny i zauważyłam coś
ciekawego. Nie było śladu po entuzjastycznych opiniach, które
znałam z sieci. Zauważyłam objętość, nudę, a nawet oburzenie z
powodu tego, co Kuciel-Frydryszak napisała. Czy treść „Chłopek”
to „oczywista oczywistość” i nie warto niej mówić? Czy
autorka obala mit naszych mamuś i babć?

Oczywiście, że warto pisać o
sytuacji kobiet na przestrzeni dziejów. Jednak okazało się, że
autorka wkroczyła na bardzo delikatny, a nawet grząski grunt i
chyba nie przebrnęła przez niego z gracją. Różne źródła
podają, że ok 3/4 ludzi w okresie II RP mieszkało na wsi. Czyli
mowa o naszych rodzinach. Kuciel-Frydryszak pisze o życiu tych
ludzi, a dokładniej o sytuacji kobiet z tej grupy społecznej.
Prezentuje ją w szerokim aspekcie – co uznaję za plus – jednak
„Chłopki” to książka napisana ewidentnie pod konkretna tezę.
Autorka chce pokazać piekło, jakie kobiety wówczas przeżywały.
I znając fakty poniekąd ciężko z tą
tezą dyskutować. Była bieda i był patriarchat. Jednak
Kuciel-Frydryszak pisząc „Chłopki” popełnia – w moim
odczuciu – jeden zasadniczy błąd. Pozwala sobie komentować. A
moi drodzy to jest reportaż, a nie rozpalająca wyobraźnię
powieść obyczajowa o biednej, dzielnej dziewczynie walczącej z
przeciwnościami losu. To jest reportaż, ale nie o jakichś
odległych ziemiach, innej kulturze, które możemy bezczelnie
oceniać przy kawie z koleżankami, bo nas nie dotyczą. To jest
właśnie tekst o nas, o ludziach których często znaliśmy. Dlatego
wymaga szczególnej ostrożności.
Czy ktoś kiedyś wykorzysta nasze
historie, moje kochane rówieśniczki, i napisze książkę o
kobietach, które desperacko próbowały połączyć macierzyństwo z
pracą na etacie, o rodzinach które brały kredyt na 20, 30 lat, bo
chciały stworzyć swoje wymarzone miejsce do życia? Czy ktoś
kiedyś będzie analizował jakie nierozważne było tworzenie tak
małych rodzin? Czasy są jakie są, a my musimy się do nich
dostosować i tak samo było w przeszłości. Kuciel-Frydryszak pisze
o piekle kobiet, ale czy te kobiety same postrzegały swoją sytuację
jako piekło? Teraz już raczej będzie mowa o córkach tamtych
kobiet, które często z podziwem i szacunkiem wspominają swoje
mamy. I chyba jest to dla nich smutna lektura, bo nie tak patrzyły
na swoje rodzinne domy.
Poruszę
jeszcze jeden aspekty czysto techniczny. Mianowicie autorka
przywołuje w „Chłopkach” mnóstwo historii, które są bardzo
do siebie podobne, co zapewne miało stworzyć wrażenie masowości
pewnych zjawisk, jednak sprawia też, że czytanie tej książki jest
nieco monotonne. Jakbyśmy w kółko czytali o tym samym.
Co
bym dodała do „Chłopek”? Zabrakło mi części stricte
historycznej. Czegoś o II RP i jej sytuacji społecznej?
Kuciel-Frydryszak skupia się na historiach, na ludziach, co jest
nieco popowe, ale chyba też pod masowego czytelnika ta książka
została napisana. Jak wiemy odniosła ona sukces, czego autorce
serdecznie gratuluję. Natomiast w moich opiniach dzielę się swoimi
emocjami i spostrzeżeniami, a w tej konkretnej chciałam ująć
odczucia bliskich mi kobiet, które nie są aktywne w sieci, a które
książkę tę potraktowały bardzo osobiście. One inaczej
zapamiętały swoje mamy, inne emocje towarzyszyły relacjom z ich
życia.