Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jan Antoni Homa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jan Antoni Homa. Pokaż wszystkie posty
"Niebieska nuta" Jan Antoni Homa

"Niebieska nuta" Jan Antoni Homa

Jan Antoni Homa, autor muzycznej trylogii kryminalnej, zmienia klimat w ostatnim jej tomie. Do tej pory, wraz z bohaterami, mieliśmy przyjemność słychać muzyki klasycznej. Tym razem została nam zaserwowana opowieść w rymie jazzu.

Bartosz Czarnecki ze zwycięscy przemienia się w utracjusza. Stracił swoje dotychczasowe życie, dlatego postanowił zbudować nowe. Trafił do niewielkiej miejscowości o sympatycznej nazwie Pogodna. Może nie został w niej szczególnie słonecznie przyjęty, jednak znalazł tam swoją przystań. Okazał się nią klub jazzowy o nazwie Blue Note. Bartosz dobrze się w nim czuje i znajduje przyjaciół – ludzi, którzy kochają muzykę tak jak on. Los jednak nie pozwolił byłemu altowioliście spokojnie osiąść na czterech literach. Wkrótce zostają znalezione zwłoki, jednej z bliskich z mu osób. Bartek rozpoczyna prywatne śledztwo.

Ponieważ „Niebieska nuta” to ostatni tom trylogii czytelnicy mogą mieć wobec tej książki swoje wyobrażenia. To co zaskakuje już na pierwszy rzut oka to objętość. To nie jest konkretna, prawie 500 stronicowa księga, a ledwo 160 stron czytania. Oczywiście, że o niczym to nie świadczy – krótkie nie znaczy gorsze – ale na półce dziwnie taki zestaw wygląda.

Co do akcji, to jest ona w dalszym ciągu dynamiczna. Autor w drastyczny sposób ograniczył opisy, które zachwycały lub nudziły – w zależności od preferencji – w poprzednich częściach. Tempo na pewno na tym zyskało, chociaż wątek kryminalny mógłby być sprawniej wprowadzony. Początek ma charakter małomiasteczkowej obyczajówki. Ma to swój urok – nie zaprzeczę – ale ja z niecierpliwością wypatrywałam „rozróby”.

Mnie osobiście zachwycił „dobór muzyki” do tej części. Bartosz jest w takiej sytuacji życiowej, że mógł trafić wszędzie, a on wchodzi do klubu jazzowego. To jest taki moment, że fani jazzu mogą mnie obrzucić czym chcą, bo kompletnie nie znam się na tym rodzaju muzyki, jednak to właśnie ona i klimat klubów, gdzie jest puszczana, pasuje mi do sytuacji głównego bohatera. Jest w niej coś nostalgicznego, a zrazem radosnego. I tak nasz exaltowiolista ze smutkiem wspomina wszystko co mu się przydarzyło, ale ma nadzieję na nowy start.

Czytanie muzycznych kryminałów Jana Antoniego Homy było dobrą rozrywką. Szczególnie podoba mi się w nich, że autor przelał na strony tych powieści ogrom kultury, która objawia się zarówno w muzycznych ciekawostkach, jak i pięknym języku. Podkreślam to, ponieważ coraz częściej odnoszę wrażenie, że twórcy tego typu książek stawiają na brutalność, chcą za wszelką cenę szokować. Okazuje się, że nie jest to warunek konieczny, żeby napisać coś interesujący.


Recenzje pozostałych części: "Altowiolista", "Ostatni koncert"

"Ostatni koncert" Jan Antoni Homa

"Ostatni koncert" Jan Antoni Homa

Ostatni koncert kojarzy się z pożegnaniem. Czyżby, poznany w powieści „Altowiolista”, Bartosz Czarnecki miał schować swój instrument i udać się na emeryturę? Rozwiązanie zagadki z pierwszej części cyklu przyniosło mu niezłe profity – dom oraz winnicę w Toskanii. Czy muzyk zostanie znawcą wina? A może wygra jego wcześniejsza pasja i detektywistyczne zapędy?

Nie będę was trzymała w niepewności. Bartek zaczął prowadzić życie „rozdarte” między rodzime Krakowice, a bajkową Toskanię. Nie porzucił muzyki. Razem z przyjaciółmi zainaugurowali ciekawy projekt. W pracy i cieszeniu się wspaniałym spadkiem przeszkodzi mu nadkomisarz Bielski i morderca, który używa wysublimowanego narzędzia – struny do skrzypiec. Pamiętając o zasługach Czarneckiego policjant chce wysłuchać jego opinii. W Bartku odzywa się detektywistyczna żyłka i niestrudzenie szuka, czegoś co mogłoby pomóc ująć przestępcę. Nawet nie podejrzewa, jak szerokie koło zatoczy śledztwo – daleko, daleko od Krakowic.

W drugiej części „Trylogii muzycznej” Jan Antoni Homa rozkręcił się w dobrym kierunku. „Ostatni koncert” ma znacznie więcej akcji niż „Altowiolista”, a główny bohater – czyli Bartosz Czarnecki – w końcu nabrał charakteru. Już nie marudzi, że nie potrafi, zamiast tego zabiera się do pracy i wykazuje się niezłą intuicją. Czyżby kobieta u jego boku była źródłem tej pewności siebie?

W dalszym ciągu akcja kręci się wokół muzyki. Ona wręcz gra na stronach tej powieści. Wydaje mi się, że taki był zamiar autora, który sam jest skrzypkiem. Aby przybliżyć ten świat – zarówno wielkich kompozytorów, jak i tych którzy latami ćwiczą, żeby odtwarzać ich twórczość i cieszyć ucho widowni.

Wyjątkowy jest język jakim operuje Jan Antonii Homa. Tu czuć elegancję oraz obycie i jest to dobrane do typu książki. Autor jest świadomy, że pisze kryminał, że tworzy coś pod masowego odbiorcę, więc nie przesadza z poetyckością i wykwintnością słownictwa, a jednak jest w tym powiew kultury.

Dystyngowana powieść akcji – tak to możliwe. Muzyczne kryminały Jana Antoniego Homy takie właśnie są. Czytając je możemy poczuć się wyjątkowo, jak w wieczór kiedy zakładamy długą elegancką suknię bądź garnitur i wychodzimy do teatru, filharmonii, na dobrą kolację. Porzucamy prozę życia, żeby na kilka chwil być ponad. A najlepsze jest to, że się nie nudzimy bo spektakl który wybraliśmy gwarantuje dobrą zabawę.

"Altowiolista" Jan Antoni Homa

"Altowiolista" Jan Antoni Homa

Kto w powieści kryminalnej zazwyczaj rozwiązuje zagadkę? Policjant, detektyw ewentualnie prawnik lub osoba bezpośrednio związana ze sprawą. W książce „Altowiolista” taką rolę otrzymuje pozornie nienadająca się do niej postać, bo muzyk. Żeby było mu łatwiej dostanie wsparcie antykwariusza. Jak taki duet sprawdzi się w roli detektywów?

Fabuła powieści również jest związana z muzyką. Bartosz Czarnoleski jest świadkiem napadu na znanego dyrygenta. Zna on ofiarę ponieważ miał okazję grać pod jego batutą. Młody altowiolista składa zeznania na policji, ale równocześnie sam próbuje dociec prawdy. Czy posiadana wiedza i znajomość relacji w muzycznym świecie pozwoli mu wyprzedzić profesjonalistów?

„Altowiolistę” można określić jako muzyczny kryminał. Jan Antoni Homa, autor książki, jest absolwentem Akademii Muzycznej im. Fryderyka Chopina w Warszawie i gra na skrzypcach W biogramie na okładce mamy wymienioną listę miejsc, z jakimi był związany i funkcji jakie w nich pełnił. Nie będę się nad nimi rozwodzić, bo jest tego trochę. Wynika z niego natomiast, że jest to osoba, która aktywnie działa, więc pisze o świecie, który zna z autopsji.

Nutki i literki zostały połączone w całkiem zgrabną opowieść. Zastanawiam się, czy zamysłem autora było napisanie kryminału, czy opisanie swojej pasji w ciekawy sposób – wiecie, opis dnia z życia altowiolisty nie jest tak poczytny, jak historia z morderstwem i tajemnicą. Moim zdaniem Jan Antoni Homa mógłby nieco okroić opisy rutyny muzyków. Pewnie jest to subiektywna opinia i trochę zależna od tego co kogo interesuje, jednak powieść jest sprzedawana jako kryminał, więc ja, jako czytelnik, głównie tych wątków oczekuję. Po drugie ciągłe przypominanie, że muzyk musi ćwiczyć jest nużące i spowalnia akcję.

Przydałby się dodać nieco pewności siebie głównemu bohaterowi. Facet bawi się w detektywa i na każdym kroku przyznaje, że nie ma żadnego doświadczenia w tej dziedzinie. Czasami sam nie wie po co mu to. Równocześnie zataja informacje przed policją i na własną rękę prowadzi śledztwo. Myślę sobie: „No idiota!”. Samo wykorzystanie detektywa amatora nie jest ani czymś nowym, ani czymś złym. Faktycznie takie postacie mogą wykazać się niekonwencjonalnym sposobem myślenia – tak było w tym przypadku, ponieważ młody muzyk wykorzystał swoją wiedzę – i pozwolić pisarzowi w oryginalny sposób przedstawić wydarzenia. Wolę jednak te pewnie siebie persony, które pomimo jawnych ograniczeń wiedzą co robią, a nawet wykazują się brawurą. Postawa Bartka sprawia, że się o niego martwię i obawiam się, czy nie popsuje śledczym pracy.

„Altowiolista” to pierwsza część muzycznej trylogii Jana Antoniego Homy. Wydaje się pozycją świeżą na polskim rynku kryminałów. Podczas, gdy kolejny pisarze stawiają na brutalność, ten wybiera muzykę, która – podobno – łagodzi obyczaje. W mojej opinii wytknęłam kilka szczegółów, które mnie raziły, jednak uważam, że to dobra książka To historia, która ma ręce i nogi. Może spodobać się miłośnikom powieści kryminalno-przygodowych oraz... bywalcom filharmonii.

Copyright © Asia Czytasia , Blogger