Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Media Service Zawada. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Media Service Zawada. Pokaż wszystkie posty
"Zadanie przyklejanie"

"Zadanie przyklejanie"

Dziś będzie różowiutko, że aż strach. Bohaterowie, a raczej przewodnicy, książeczek z łamigłówkami, które chcę wam pokazać to księżniczki i jednorożce, więc do czegoś to zobowiązuje. Publikacje te zwróciły naszą uwagę, ponieważ zostały wydane w serii „Zadanie przyklejanie”, co sugeruje, że będzie mnóstwo naklejek.

Co należy podkreślić, nie są to książeczki do wyklejania, czy też albumy. Znajdziemy w nich zadania dla dzieci, w tym całkiem przyzwoitą ilość takich, gdzie trzeba coś nakleić: wzór do kolorowanki, brakującą postać, rozwiązanie zadania, dekoracje do ilustracji, puzzle itp. Naklejek mamy po 4 strony A4 w każdej książce, w tym takie, które możemy wykorzystać dowolnie. Typ zadań to to co zwykle znajdujemy w tego typu publikacjach: labirynty, kolorowanki, wyszukiwanki, uzupełnianie, porównywanie, szukanie par itd.




Jeżeli maiłabym porównać te dwie książki, to ta z jednorożcami, czyli „Dzień Tęczy” (sprawdziłam i jest takie święto; podobno w 2023 roku przypada na 3 kwietnia), wydaje mi się odrobinę trudniejsza, ale też różnorodniejsza. Pojawiają się w niej ćwiczenia z literkami i liczeniem, a typy zadań są sprytnie pomieszane. Jeżeli chodzi o „Chcę być księżniczką” dominuje tu wyklejanie i szeroki wachlarz ćwiczeń na spostrzegawczość. W środku ukryła się również gra planszowa, co szczególnie spodobało się mojej córce. Interesujący jest też „test” ze zbieraniem serduszek, który nam powie, czy jesteśmy prawdziwymi księżniczkami.




Córka kazała mi napisać, że te książki są bardzo fajne, bo można w nich przyklejać, więc przekazuję to światu. Od siebie mogę dodać, że podrasowały jej też poziomem trudności – a ma pięć lat. Przy zadaniach na spostrzegawczość musiała trochę wytężyć wzrok, nie zna też wszystkich liter, więc przy odczytywaniu np. hasła potrzebuje pomocy. Natomiast mogła sobie odpocząć przy układance z naklejek lub przy kolorowaniu. Dodam też, że sama wyciąga te książeczki. Rozkłada się z pisakami i chce rozwiązywać zawarte w nich łamigłówki. To mówi samo za siebie.


[Egzemplarz recenzencki]

Książki ze Świnką Peppą. Przegląd nowości od wydawnictwa Media Service Zawada

Książki ze Świnką Peppą. Przegląd nowości od wydawnictwa Media Service Zawada

Animacja pt. „Świnka Peppa” bawi już kolejne pokolenia dzieci i, mam takie wrażenie, nie schodzi z piedestału. Co za tym idzie chętnie kupowane są różnego rodzaju zabawki, gadżety i publikacje z postaciami z bajki. Mogłoby się wydawać, że kto ma do nich prawa ten znalazł żyłę złota. Książeczki z Peppą aktualnie wydaje wydawnictwo Media Service Zawada. A ja jako matka fanki tej animacji biorę je pod lupę. Dziś opowiem wam o trzech niedawno wydanych publikacjach – będzie to kolorowanka, książka z łamigłówkami i bajka do czytania.

Książeczka z kolorowankami pt. „Peppa i jej malowany świat” to absolutny hit. Ma formę kołonotatnika i skrywa dziewięć rysunków do pokolorowania. W zestawie mamy również pisaki, które są ponumerowane. Jak się przypatrzymy numery dostrzeżemy również na rysunkach. Chyba już się domyślacie na czym polegać będzie nasze zadanie. Kiedy nasze dzieło będzie gotowe, na jego odwrocie możemy przeczyć kilka zdań o bohaterze, którego prezentuje. Niewątpliwie największym atutem tej publikacji jest to, że można zabrać ją wszędzie i kolorować prawie w każdych warunkach (moja córka rysowała w niej półleżąc na kanapie). Strony są grubsze, tekturowe, więc nie jest potrzebna podkładka, a forma kołonotatnika pozwala łatwo przerzucać kartki. Książeczka jest niewielka (mniej więcej w formacie zeszytu A5), więc spokojnie zmieścicie ja do torebki lub dziecięcego plecaka, ewentualnie można trzymać ją za rączkę z tektury. Pisaki są zamknięte w specjalnej przegródce, więc ich nie pogubicie. Podróż samochodem, wizyta u bezdzietnych znajomych, kolejka do lekarza, załatwianie spraw bankowych czy urzędowych – w tych wszystkich okolicznościach (i pewnie jeszcze wielu innych) szukamy dla dziecka czegoś do zabicia czasu. Oto jedna z możliwości.




Jeżeli oglądacie „Świnkę Peppę” musicie kojarzyć Mamę Świnkę. W drugiej publikacji „Oto mama świnka” znajdziecie gros łamigłówek, które pozwolą nam lepiej poznać tę postać. Już na stronie tytułowej mała i duża świnka witają nas i zapraszają do wspólnej zabawy – bardzo miło z ich strony. Każda grupa zadań odnosi się do zainteresowań mamy np. jest ona członkinią ochotniczej straży pożarnej, a my musimy pokolorować jej strój i pomóc wozowi strażackiemu pokonać labirynt. Zadania zebrane w tej książeczce nie są trudne. Myślę, że już młodszy przedszkolak sobie z nimi poradzi. Dużo tutaj kolorowania i rysowania po śladzie. Będziemy musieli również pokonać dwa labirynty i wyszukiwać potrzebne przedmioty. Najtrudniejsze dla dziecka może okazać się zadanie z wykreślaniem literek i odczytywaniem hasła. Aczkolwiek jest do zrobienia, bo maluch może porównać kształty liter, a rozwiązanie zdradzić mu rodzić. Z perspektywy mojej córki najfajniejszy w tej książce był dodatek do niej, czyli figurka Mamy Świnki, którą można założyć na ołówek. Cóż, mała gadżeciara.


Mi od razu wpadła w oko bajeczka, która została wydana w serii „Bajki do poduszki”. Nie raz, nie dwa pisałam, że my czytamy zazwyczaj wieczorem, jako wyciszenie. Mamy kilka opowiastek z Peppą w roli głównej i córka bardzo je lubi. Ta, o której chcę wam opowiedzieć zatytułowana jest „Peppa w kosmosie”. W przedszkolu z bajki obchodzony jest Dzień Kosmosu. Z tej okazji dzieciaki jadą do muzeum, gdzie odbędą „wycieczkę na Księżyc”. Jest to przyjemna, niedługa czytanka, która ma również walor edukacyjny. Gdzieś „przy okazji” przemycono, kilka informacji z dziedziny astronomii, a to jako pytania zadawane przez dzieci w przedszkolu, a to na muzealnej prezentacji. Kosmiczny temat też wydaje mi się bardzo trafiony. Większość maluchów, które znam „kręcą” rakiety, planety itp. Sumując to wszystko, uznaję książkę za bardzo udaną.




Jak wyszły nasze testy nowości ze świnką Peppą? Na szóstkę. Otrzymaliśmy trzy książki różnego typu, a każda okazała się przemyślana i dopracowana. Na wyróżnienie zasługuje „mobilna kolorowana” pt. „Peppa i jej malowany świat”, jednak i rozwiązywanie łamigłówek z Mamą Świnką i wspólna wycieczka z Peppa i innymi młodymi zwierzątkami na księżyc były świetną zabawą. Dziecko zadowolone, więc i ja jestem zadowolona.


[Egzemplarz recenzencki]

"Chcę być strażakiem"

"Chcę być strażakiem"

Marshall jest jedną z bardziej charakterystycznych postaci z animacji „Psi Patrol”. Fajtłapowaty dalmatyńczyk zasłynął z brawurowego wbiegania do windy w bazie. Do tego jego profesja jest podziwiana przez młodszych i starszych. Marshall jest strażakiem, a to marzenie wielu chłopców, a może i dziewczyn.

W książeczce zatytułowanej właśnie „Chcę być strażakiem” mały Alex spędza dzień z Psim Patrolem. Chłopiec bardzo chce się wykazać. W tym samym czasie dochodzi do wypadku na famie farmerki Yumi. Przerażona kotka Cali utyka na dachu. Pieski jadą na pomoc.

Być może część z was kojarzy ten odcinek. Tutaj mamy przedstawioną tę historię w skróconej wersji i ozdobioną kadrami z animacji. Wydawcy często tak robią, kiedy sięgają po bajki z TV, a moja córka bardzo lubi tego typu książeczki. Kiedy tylko się zorientuje, że zna opisaną historię zaczyna się ekscytować, że widziała ten odcinek. Nie nudzi się, pomimo że zna zakończenie.

Wydaje mi się, że znalazłam dwa błędy w tekście – co jest dziwne, bo na stronie tytułowej widnieje informacja, że to wydanie drugie. Dlatego podzielę się nimi i może ktoś mnie naprostuje, albo przyznacie mi rację. Najpierw strona piąta. Kiedy Cali trafia na dach kurka Chickaletta próbuje zwrócić uwagę farmerki, żeby ta sprowadziła pomoc: „Kurka zagdakała wskazując Cali”. Yumi wzywa Psi Patrol, po czym cała scena kończy się zdaniem: „Chickaletta postanowiła sprowadzić pomoc, wyruszyła więc na poszukiwania farmerki.” Logika podpowiada mi, że fraza ta wylądowała w złym miejscu. Skoczmy teraz na stronę trzynastą. Pieski są już po odprawie. Zjeżdżają do swoich pojazdów, a „Ryder zjechał po rurze do swojego komputera (…)”. Wydaje mi się, że powinno być „skutera”.

Wspomniane błędy mogę wybaczyć, bo nie jest to jakieś kolekcjonerskie wydanie, a raczej książeczka, którą bez większego żalu dziecko może zabazgrać (pewnie sama naniosę cienkopisem poprawki, żeby nam się wygodniej czytało). Cena okładkowa to 8,49 zł, co mówi samo za siebie, a i w samej publikacji znajdziecie zadania i miejsca przeznaczone do wypełnienia. Co jakiś czas, obok tekstu, znajdziemy zaznaczone na żółto pytanie. Początkowo myślałam, że będą odnosić się do treści, ale okazało się, że odpowiedzi można spokojnie wydedukować z ilustracji. Poza tym są tu wyzwania bonusowe, czyli łamigłówki niezwiązane bezpośrednio z teksem. Szyfrowanka, wyszukiwanie kasku, labirynt, projektowanie odznaki. Bardzo podoba mi się, że wykorzystano strażacki temat do przypomnienia numeru alarmowego. Ja jestem „na tak” takim dodatkom. Jedna uwaga: wolałabym, żeby były na końcu, a tu niejako przerywają historię. Trochę odwraca to uwagę dziecka od bajki, a jeżeli akurat nie czytamy, a dziecko chce się pobawić z książką trzeba poświęcić chwilę żeby odpowiednie strony odnaleźć. Drobne kwestie, ale czuję się w obowiązku je wyłuszczyć.

„Chcę być strażakiem” to książeczka dla fanów „Psiego Patrolu” oraz miłośników straży pożarnej. Razem z pieskami i Alexem dzieci ruszają na strażacką akcję. Będą musiały uratować wystraszonego kota oraz odpowiedzieć na kilka pytań i wykonać parę zadań. Jest to niedroga, właściwie broszurowa, publikacja. Trochę w niej czytania i trochę łamigłówek.

[Egzemplarz recenzencki]

Kolorowanka i łamigłówki dla miłośników dinozaurów

Kolorowanka i łamigłówki dla miłośników dinozaurów

Słyszałam gdzieś żart, że kiedy masz dzieci, wiesz o dinozaurach więcej niż po studiach paleontologicznych. Jest w tym ziarno prawdy. Wielkie gady mają to „coś”,co przyciąga przedszkolaków. I nie tylko chłopców, bo na przykład moja pięcioletnia córka cieszy się, kiedy trafi na odcinek z „dinoakcją” oglądając „Psi Patrol”. Dlatego chciałam wam pokazać dwie kreatywne książeczki z dinozaurami od wydawnictwa Media Service Zawada. Być może trafią do domu małego paleontologa.

Pierwsza publikacja zatytułowana jest „Naprzód, dinozaurry!”. Jest to kolorowanka z postaciami z animacji „Dino Ranch”. Przyznam, że bajka ta nie jest mi znana, ale nie jest to dla mnie przeszkoda do podarowania takiej książki dziecku. Po pierwsze są dinozaury, a to najważniejszy argument, żeby zadowolić miłośnika tych stworów. Po drugie, to całkiem przyzwoita kolorowanka. Jeżeli dobrze policzyłam, mamy tu to ozdobienia 20 obrazków w formacie A4. Przedstawiają one postacie z bajki, raczej nie ma tła. Jednak i przy takich kompozycjach jest trochę szczegółów do pokolorowania, więc sprawdzi się i przy młodszych, i starszych dzieciach – każde zajmie się detalami na tyle ile starczy mu cierpliwości i umiejętności. Dodatkowo znajdziemy tu 50 naklejek, do swobodnego użytku.



Druga publikacja jest zatytułowana „A kuku!” i należy do serii o jakże znamiennym tytule „Lubię dinozaury”. Znajdziemy w niej gros łamigłówek dla dzieci. Labirynty, zagadki, wyszukiwanie, porównywanie, naklejanie – cały arsenał zadań. Co jest fajne to, że do każdej grupy zadań jest krótki wstęp np.: Mama triceratopsa nie może znaleźć swoich dzieci. Pomożesz jej?. Potem musimy wyszukać małe dinozaury na rysunku, przykleić odpowiednie naklejki i znaleźć różnice między maluchami. A wszystko zaaranżowane jest w wesołej, kolorowej i przyjaznej konwencji.


Łamigłówki czy kolorowanki? Wybór należy do was. Moim zdaniem każda z tych książeczek jest dobrym pomysłem na niezobowiązujący prezent, który ucieszy małego miłośnika wielkich gadów. Myślę, że będziecie się przy niech dobrze bawić.

[Egzemplarz recenzencki]

"Chwyć książeczkę!" czyli książki z rączką

"Chwyć książeczkę!" czyli książki z rączką

Mój roczny synek zdecydowanie jest książkoholikiem. Z pasją nosi, miętosi przegląda kolejne publikacje. Kilka z nich już „zaczytał na śmierć”, dlatego staram się podsuwać mu książeczki kartonowe, które są zdecydowanie trwalsze. Poza miłością do książek ma jeszcze jedną pasję – chodzenie. Od kiedy opanował tą umiejętność nie może się zatrzymać. Jak wiemy czytanie w czasie chodzenia nie jest zbyt bezpieczne. Natomiast w ofercie wydawnictwa Media Service Zawada znalazłam rozwiązanie idealne serię „Chwyć książeczkę!”, czyli książki z rączką, które wyglądają niczym małe walizeczki, w których kryje się gromada bajkowych bohaterów.


W naszej biblioteczce znalazły się dwie publikacje tego typu: „Kochamy zwierzaki” z laleczkami „Cry Babies” oraz „Wielkie przyjęcie” z bohaterami animacji „Psi Patrol” i o nich opowiem więcej, natomiast w sklepach internetowych widziałam również podobne publikacje ze Świnką Peppą czy jednorożcami, więc jeżeli forma spodoba wam się warto poszperać.



Być może nieco przesadziłam z kupowaniem tych książeczek rocznemu dziecku – chociaż mojemu synowi się podobają, pomimo że na dzień doby włożył do środka nogę – ale już z młodzieżą 2+ można z nimi fajnie popracować. Popatrzmy na laleczki „Cry Babies” przebrane zwierzaki, a właśnie odgłosy z zwierząt to jedna z wdzięczniejszych zabaw przy nauce mowy. Każde kolejne dwie strony poświęcone są jednej z bohaterek i jej przyjacielowi. Mamy krótki tekst, pytanie jakie odgłos wydaje dane zwierzątko i proste zadanie np. policz żółte kwiaty, wskaż przedmioty potrzebne do upieczenia babeczek.




Pieski z Psiego Patrolu urządzają przyjęcie urodzinowe dla Chasa, psiego policjanta. Każdy z nich ma zadanie do zrealizowania. W tej publikacji, podobnie jak w poprzedniej, mamy do przeczytania krótką bajkę, a na każdej stronie czeka na nas zadanie np. jaki kształt ma czapeczka urodzinowa?, zaśpiewaj „Sto lat” dla solenizanta.

Publikacje z serii „Chwyć książeczkę!” wyróżniają się oryginalnym wyglądem, a poza tym są fantastyczne do czytania z najmłodszymi czytelnikami, gdzie więcej się rozmawia niż „de facto” czyta. Sama bajka jest krótka, ale każda strona skrywa multum elementów, o których możemy pogadać z dzieckiem, a właśnie tak zaszczepia się miłość do książek.

[Egzemplarz recenzencki]

"Porysujmy razem!" Kolorowanka ze Świnką Peppą

"Porysujmy razem!" Kolorowanka ze Świnką Peppą

Moja córka bardzo lubi kolorować i lubi Świnkę Peppę. Jakiś czas temu wypatrzyłam publikację idealnie łączącą te dwa elementy. Nazywa się „Porysujmy razem!” i rysujemy właśnie z sympatyczną bohaterką. Niby to zwykła kolorowanka, ale zawiera pewien bonusem.

Jest to książeczka z serii „Zabawy z kredkami”. Oznacza to, że w pakiecie dostajemy kolorowanki oraz przybory do rysowania. Są to kredki i ołówkowe i „świecowe”. Nieduże (w sensie długości), jednak dobrze napigmentowane, co jest dla mnie ogromnym plusem, bo często do takich publikacji dodaje się byle co. Tutaj dostajemy całkiem niezłe kredki, chociaż ja i moja córka wolimy używać przy tej książeczce farbek ewentualnie „świecówek”.

Jak wygląda animacja „Świnka Peppa” mniej więcej wiemy. Są to proste scenki bez zbędnych detali. Jak przekłada się to na kolorowanie? Wypełnienie dużego obszaru kolorem zajmuje trochę czasu. Dużo zależy od cierpliwości dziecka. Moja córka należy do tych szybkich w działaniu. Już jest na tyle duża, że potrafi precyzyjnie pokolorować motylka czy robaczka, jednak kiedy przychodzi do zamalowania wielkiego brzucha taty świnki nie zawsze chce się jej, kreska za kreską, nakładać kolor. Takich dużych powierzchni znajdziemy w tej publikacji sporo – zazwyczaj mamy do pokolorowania rysunek, który zajmuje dwie strony – dlatego my stawiamy na techniki, które usprawnią nam to zadanie. Dodam, że takie „malowanki” sprawdzą się przy młodszych dzieciach, które używają większych kredek – tu mogę polecić tzw. farby w sztyfcie, moja córka jako trzylatka kochała nimi rysować – nie zniechęcą się za szybko, że np. rysunek w wyniku ich działań został zamalowany.

Chyba za bardzo nie muszę podsumowywać tej publikacji. Dzieciom, które lubią „Świnkę Peppę” powinna przypaść do gustu. Warto o niej pamiętać, bo dodane kredki są naprawdę porządne. Na koniec chciałam bym napisać słówko do sceptyków kolorowanek. Są głosy, że niczego nie uczą, że ograniczają kreatywność. Po pierwsze, nie uważam, że każda aktywność musi mieć walor edukacyjny. Czasami można coś zrobić wyłącznie dla rozrywki. Po drugie, zauważyłam bardzo kreatywne podejście mojego dziecka do kolorowania. Ona strasznie dużo gada i komentuje to co robi, więc mogę śledzić jej tok myślenia. „Tę dziewczynkę pokoloruje według wzoru, a tę tak jak chce”. „Ale zrobiłam szalone niebieskie uszy psu.”. „A tu dorysujemy słoneczko, bo u nich jest dzień.” - myślę, ze te teksty wystarczą za komentarz. Do tego, to że dziecko rysuje w książeczkach nie znaczy, że nie rysuje na czystych kartkach, czy też nie ma innych rozwijających aktywności.

Copyright © Asia Czytasia , Blogger