Pokazywanie postów oznaczonych etykietą To Tamto. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą To Tamto. Pokaż wszystkie posty
"Starożytna Grecja" Francisco Llorca

"Starożytna Grecja" Francisco Llorca

Kto z was był w Grecji? Pewnie zobaczę „las rąk”, bo to jednak popularny kierunek. Ale ja, razem z wydawnictwem To Tamto i Francisco Llorcą, zabiorę was w podróż w czasie. Kierunek starożytna Grecja: kolebka demokracji, ojczyzna bogów i herosów. Bierzemy w ręce nasz wehikuł czasu, czyli książkę pt. „Starożytna Grecja” i ruszamy. Na każdej stronie czeka nas jakaś antyczna ciekawostka.

Dla kogo jest ta książka? Według informacji na okładce dla czytelnika 9+. I ja się przychylam ocenie wydawcy. Po pierwsze historia, jako przedmiot w szkole pojawia się w czwartej klasie, więc zazwyczaj wtedy (choć nie wykluczam wyjątków) kształtuje się ewentualne zainteresowanie tą dziedziną. Po drugie, pomimo że książka jest dość kolorowa to jednak napisana poważnym językiem. „(…) lekarze (…) przestali wierzyć w ingerencję sił nadprzyrodzonych i postawili na racjonalizm, obserwacje i empiryzm.”1 Umówmy się, że do przedszkolaków tak się nie mówi. Swoją drogą pewnie i dorosły będzie musiał chwilę zastanowić się nad znaczeniem przeczytanych słów (chociaż nie wykluczam wyjątków).

Jest tu co prawda jakiś Hektor, która ma nas oprowadzać po starożytnej Grecji, ale nie wyróżnia się niczym specjalnym. Właściwie o nim zapomniałam, aż na jednaj ze stron rzucił mi się w oczy koleś w okularach. Cofnęłam się i faktycznie, co jakiś czas coś on skomentuje, ale właściwie mogłaby to zrobić dowolna postać.

Generalnie książka jest ładna i poprawna, ale czy zainteresuje dzieciaki przyzwyczajone do ciągłego efektu wow? Nie wyróżnia się ona żadnym oryginalnym konceptem. Czy przy tak dużej ofercie książek dla dzieci powinnam postrzegać to jako wadę? Może nie tak wielką, bo to jednak publikacja dla starszego czytelnika, jednak przyczepie się, że barak w niej jakiegokolwiek wstępu. Hektor nam się przedstawia, ale zaraz o nim zapominamy. A potem żadnego Gracja jest znana z..., Grecja leży tu i tu, nawet żadnej wzmianki o polis, czym zazwyczaj rozpoczyna się wywód na temat starożytnej Grecji. Autor wyskakuje z „Odyseją” i tym, że Grecy dużo żeglowali. Na prawdę nie chcę patrzeć na książki szablonowo, ale cokolwiek.

Trochę się czepiam, bo jednak sięgając po książki dla dzieci – nawet tych starszych – oczekuję ciekawego przedstawienia tematu. Tu jest dobrze, ale brakuje jakiejś iskry. Być może wasza pociecha już ten bakcyl złapała i wie, że historia starożytna jest super i z przyjemnością zerknie jakie hasła są z nią jeszcze związane. Publikacja „Starożytna Grecja” należy do tych ogólnych, ale i takie są przydatne w poszerzaniu wiedzy.

1 Francisco Llorca, „Starożytna Grecja” przeł. Joanna Ostrowska, wyd. To Tamto, Warszawa 2026, s. 18.

[Egzemplarz recenzencki]

"Ciocia Pati. Misja YouTube" Dominika Gołąb

"Ciocia Pati. Misja YouTube" Dominika Gołąb

Nie było mi to w smak, ale już dawno pogodziłam się, że moje dzieci ekscytują się youtuberami. W wolnych chwilach bawią się w unboxingi, albo próbują montować proste filmiki. Pogodziłam się, bo nie chcę walczyć, a chcę towarzyszyć i dyskretnie kontrować. Moje poglądy podziela Ciocia Pati, bohaterka książki Dominiki Gołąb pt. „Ciocia Pati. Misja YouTube”. Pati wraz ze swoim siostrzeńcem Patrykiem i jego koleżanką Pysią tworzą „Ekipę 3P”. Uwielbiają spędzać razem czas. Kiedyś trochę zapatrzyli się w śmieszne filmiki w telefonie i tak powstał pomysł stworzenia własnego kanały na YT. Co będą prezentować? Czy to spodoba się odbiorcom? Czy montowanie filmików jest trudne?

Internetowy temat bardzo zaciekawił moją córkę. Czego o YouTube może dowiedzieć się z bajki dla dzieci? W mojej ocenie Dominika Gołąb bardzo inteligentnie podeszła do tematu i w swojej „Misji...” sprytnie wprowadziła nas w to czym jest ta platforma, jak działa, jak z niej bezpiecznie korzystać i jak radzić sobie z hejtem. Ciocia jest tu świetną postacią. Dużo bardziej wyluzowana niż rodzice, ale jednak dorosła. Może być dla dzieci autorytetem, a przy tym jest partnerką w zabawie. I właśnie ta ciocia nadzoruje misję, czyli projekt własnego kanału.

O ile nie zachęcam, aby dzieci takie rzeczy robiły, to zachęcam do dyskretnego kontrolowania tego, jak korzystają z Internetu. Jeżeli dziecko chce podzielić się z przyjaciółmi filmem, zdjęciem wspólnie wybierzcie, jakie treści przesyła na komunikatorach. Przedyskutujcie, czy jest to bezpieczne, czy ufa tym osobom, a także jak wizerunek może zostać wykorzystany i dlaczego warto go chronić. Taka książka pozwala zdjąć z nas rolę mentora, który zanudza „bla, bla, bla”. Opisując projekt Ekipy 3P, Gołąb przytacza konkretne sytuacje, problemy i wyzwania dla youtubera. Jak twoje dziecko by sobie z nimi poradziło?

Internet, media społecznościowe już są częścią życia naszych dzieci. Prędzej czy później się z nimi skonfrontują i muszą być na tę konfrontację gotowe. Dlatego tak spodobała mi się książka „Ciocia Pati. Misja YouTube”. Książka, która nie demonizuje rzeczywistości, ale bierze ją pod rękę. Poznaje zaprzyjaźnia się z nią, ale też stawia własne granice.

[Egzemplarz recenzencki]

"Dzień w zoo" Katarzyna Juszczak

"Dzień w zoo" Katarzyna Juszczak

Wycieczka do Zoo to u nas zawsze pewniak, jak chcemy wyjść z domu z dziećmi. Spacerowanie alejkami we własnym tempie i oglądanie zwierząt, które czasami i potrafią zaskoczyć zwiedzających. Niestety nie da się tego robić w niepogodę. Deszcze czy wysoka temperatura sprawiają, że zwierzęta się chowają. Ale i na to znalazłam sposób. Książki. Katarzyna Juszczak opracowała publikację pt. „Dzień w zoo”, w której zaprasza już tych najmłodszych do zajrzenia na wybiegi zwierzaków.

Jest to kartonowa książka obserwacyjna w formacie A4. Można pracować z nią w formule „oglądaj-wskaż-policz”. Każda strona to ogrom szczegółów, jakie możemy odkrywać podczas oglądania. Ja mam taką zasadę, że na początku pozwalam dzieciom swobodnie przejrzeć taką książkę i patrzę, na co zwrócą uwagę. Kolejne sięgnięcia po nią, to niekończące się wyzwania i dyskusje. Staram się delikatnie zachęcać dzieci do np. policzenia zwierzą, wskazania które jest mniejsze/większe, rozmowy o tym jak się czują, albo które z nich jest mamą lub tatą, co lubią robić. Taka swoboda pracy jest świetna szczególnie przy maluchach. Możemy dostosować książkę do ich wiedzy, preferencji, albo codziennych wyzwań (np. nosorożec jest chory, a jak ty się czułeś, jak byłeś chory?).

W mojej ocenie jest to bardzo atrakcyjna publikacja. Na początku, jak przystało na porządne zoo, jest plan i lista zwierząt, jakie można tu spotkać. Potem będziemy odwiedzać kolejne grupy wybiegów, a uważny obserwator na pewno domyśli się, dlaczego akurat te zwierzęta zostały zaprezentowane razem. Zaskoczyło mnie, że autorka wybrała kilka nietypowych okazów, jak na książkę dla dzieci np. okapi, wombaty, ibisy, poszczególne gatunki papug, alpaki. Zaskoczyło oczywiście na plus, bo Juszczak poszła krok dalej niż tradycyjny zestaw zwierząt dla książek o tej tematyce. A dzieciaki często zwracają uwagę na szczegóły i na różnorodność w ramach gatunku.

„Dzień w zoo” to świetna propozycja, jeśli szukacie obserwacyjnych książek ze zwierzętami. Fantastyczny materiał na rozwój spostrzegawczości, liczenia, ale też rozmowy na ważne dla was tematy, a także wskazania na różnorodność w świecie zwierząt. Śliczna, kolorowa, sympatyczna. Na pewno można z nią miło spędzić dzień.

[Egzemplarz recenzencki]

"Jak jedzą zwierzęta" Octavio Pintos

"Jak jedzą zwierzęta" Octavio Pintos

Żywe istoty potrzebują między innymi pokarmu. Biorąc pod uwagę to kryterium zwierzęta można podzielić na roślinożerne, mięsożerna i wszystkożerne. Pójdźmy krok dalej i przypatrzmy się nie tylko temu, co jedzą, ale też jak jedzą. Kto musi pokarm rozdrobić, a kto połyka w całości? Albo trawienie. Kto jest w stanie sam strawić pokarm, a kto trawi poza swoim organizmem? Odpowiedzi na te pytania oraz wiele innych ciekawostek na temat odżywiania znajdziemy w publikacji „Jak jedzą zwierzęta” autorstwa Octavio Pintosa.

W książce opisano zwyczaje takich zwierząt jak: pirania, komar, sowa, ślimak, koala, wielbłąd, delfin, wąż, tygrys, pingwin, pająk, meduza, koliber, panda, papugoryba, pelikan, jeleń, mrówkojad, struś, hiena. Myślę, że autorowi udało zachować się różnorodność, dzięki czemu czytanie „Jak jedzą zwierzęta” bywa zaskakujące. Każda z istot jest inna i niepowtarzalna, a my dowiadujemy się, jak z wielorakością różnych gatunków i ich specyficznymi potrzebami poradziła sobie Matka Natura.

Publikacja jest niewątpliwe wartościowa merytorycznie i łatwo się po niej poruszać. Dzięki wielkim ilustracjom można szybko odnaleźć zwierzę, które nas interesuje. Natomiast mnie nie podoba się kompozycja samej strony. Wszelkie informacje są rozrzucone naokoło owego rysunku „bohatera”. Jest w tym jakiś chaos, pomimo że wydawca zadbał o nagłówki i podkreślenie pewnych informacji. Ja dostaje oczopląsu kartkując tę publikację.

„Jak jedzą zwierzęta” to książka merytoryczna i (na pierwszy rzut oka) ładna. Poznajemy w niej kilka zwierząt i ich zwyczaje żywieniowe. Dowiadujemy się, jak odmiennie może wyglądać odżywianie. To wszystko jest bardzo ciekawe. Ja nieco uporządkowałabym układ strony, aby czytelnik mógł jeszcze szybciej znaleźć to, co go interesuje.

"Opowieści dla dzieci, które chcą być odważne" Álex Rovira i Francesc Miralles

"Opowieści dla dzieci, które chcą być odważne" Álex Rovira i Francesc Miralles

Odwaga – nie mylić z brawurą – jest nam potrzebna częściej niż może się na pierwszy rzut oka wydawać. Kiedy mówimy o kimś odważnym widzimy bohatera z peleryną, który dokonuje rzeczy wyjątkowych. Jednak odwaga jest nam potrzebna na co dzień, abyśmy mogli stawiać czoła wyzwaniom, realizować swoje cele i się rozwijać. Odwaga jest pomostem do bycia szczęśliwym. Być może pamiętacie, że jakiś czas temu pisałam o książce „Opowieści dla dzieci, które chcą być szczęśliwe” Álexa Roviry i Francesca Mirallesa. Spieszę was poinformować, że ukazała się kolejna publikacja z tej serii, „Opowieści dla dzieci, które chcą być odważne”. Ja potraktowałam ją jako kontynuację. Jako rozwinięcie, uzupełnienie drogi do szczęścia właśnie.

Álex Rovira i Francesc Miralles zrywają z wyobrażeniem odwagi jako czegoś wyjątkowego. Ukazują ją jako niezbędną na co dzień. Bardzo podoba mi się takie podejście. Każdy człowiek musi zmagać się z jakimiś trudnościami i czasami trudno znaleźć zasoby żeby z nimi walczyć. Autorzy zachęcają czytelników do wyjścia ze skorupy, a zebrane opowieści mają pomóc stać się silniejszym, myśleć kreatywnie, ale też nauczyć się prosić o pomoc i myśleć pozytywnie.

Opowiadania mają taki sam charakter jak te w poprzednich częściach serii, czyli krótkich historyjek z morałem. Niektóre są baśniowe, inne przypominają biblijne przypowieści. Generalnie są nieco patetyczne – za czym ja nie przepadam – ale przekazują dobre wartości i pozytywną, wspierającą energię. Polecam je sobie dawkować, żeby znaleźć chwilę na przemyślenie, bo wtedy najwięcej z nich wynieście. Interpretację ułatwiają też komentarze autorów, które zostały zamieszczone po każdym z tekstów.

Książka „Opowieści dla dzieci, które chcą być odważne” dedykowana jest dla czytelników od 9 roku życia. Na portalach książkowych widziałam komentarze, że niektórzy czytali tę publikację młodszym dzieciom (nawet sześciolatkom). Mi samej trudno określić słuszną granicę. Nie są to bardzo trudne teksty, aczkolwiek w niektórych przypadkach musicie być gotowi na komentarz, uzupełnienie opowiadania i otwarci na dyskusję. Natomiast czuję, że książka ta może przypaść do gustu też nie jednemu dorosłemu. Daje ona świetnego motywacyjnego kopa, który czasami – a może nawet bardziej – jest potrzebny tym dużym.

"Jak śpią zwierzęta" Octavio Pintos

"Jak śpią zwierzęta" Octavio Pintos

Wiemy, jak ważne jest, aby dobrze wypocząć. Dobieramy odpowiedni materac, wzór pościeli, wygodny strój i układamy się co wieczór do snu. A jak odpoczywają zwierzęta? Dowiemy się tego z książki autorstwa Octavio Pintosa o wiele mówiącym tytule „Jak śpią zwierzęta”.

Natura jest bardzo pomysłowa i obdarowała żywe istoty różnymi rozwiązaniami, aby mogły się bezpiecznie zregenerować. Nie wszystkie stworzenia mogą pozwolić sobie na kilka godzin snu, więc niektóre ratują się kilkuminutowymi drzemkami. Są takie, które bujdą specjalne legowiska, i takie, które uważają, że najbezpieczniej jest w wielkim stadzie. Niektóre z nich potrafią się sprytnie kamuflować, a inne nawet odpoczywając są gotowe do ucieczki. Są nawet stworzenia, które potrafią spać z otwartymi oczami. W publikacji „Jak śpią zwierzęta” opisano ośmiornicę, pszczołę, mrówkę, rekina, konika morskiego, rzekotkę drzewną, motyla, flaminga, krokodyla, nietoperza, tukana, jerzyka, leniwca, goryla, żyrafę, kaszalota, niedźwiedzia, słonia, lwa i kangura. Czy macie jakieś pomysły, która z moich (prostych) charakterystyk pasuje do kogo?

Autor zaprezentował zwierzęta mieszkające w różnych środowiskach. Zarówno te mięsożerne, jak i roślinożerne. Ssaki, ptaki, gady, owady, płazy. Uda się z tego wydedukować pewne zachowania charakterystyczne dla całych grup, np. to, że mięsożercy mogą pozwolić sobie na dłuższe drzemki.

Dodać też muszę, że sam temat spania jest trochę wabikiem, bo poszczególne zwierzęta są opisane w szerszym kontekście. Właściwe każde z nich jest krótko scharakteryzowane pod kątem tego gdzie występuje, jak wygląda, odżywia się rozmnaża i oczywiście regeneruje. Myślę, że mali pasjonaci przyrody będę chętnie odkrywać sekrety różnych stworzeń.

Cały czas waham się, czy podoba mi się kompozycja strony. Same rysunki są całkiem fajne, acz uproszczone. Niemniej te wielkie na całą kartkę A4 zwierzaki przyciągają wzrok, a dzieciaki szybko mogą odnaleźć te, które ich interesują. Trochę gorzej jest ze zlokalizowaniem konkretnej informacji, bo te są rozrzucone naokoło ilustracji. Możecie powiedzieć, że się czepiam, bo są nagłówki i przy każdym zwierzęciu mamy do ogarnięcia zaledwie dwie strony. I macie rację. Nie zmienia to jednak faktu, że ja preferuję bardziej uporządkowaną kompozycję.

Sugerowany przez wydawcę wiek to 6+. Ja bym go nawet odrobinę zawyżyła, bo momentami słownictwo jest trochę skomplikowane. Jednak dla pasjonatów nie ma przeszkód, a dzieci są szczególnie zdeterminowane, aby zbadać coś co je zainteresowało. Dlatego polecam. Jeżeli szukacie książki o zwierzętach to pamiętajcie, że „Jak śpią zwierzęta” porusza nie zawsze opisaną w ogólnych publikacjach kwestię snu w świecie przyrody.

"Muzeum dziwacznych pozostałości w ciele" Rachel Polquin

"Muzeum dziwacznych pozostałości w ciele" Rachel Polquin

Zabiorę was dziś do bardzo dziwnego muzeum. Oprowadzać nas po nim będą Ząb Mądrości i Znikająca Nerka. Ci przewodnicy mogą już nam coś powiedzieć o charakterze odwiedzanego miejsca. Przyjrzymy się w nim ludzkiemu ciału, ale nie temu jak funkcjonuje, a jego niepotrzebnym elementom, bo i takie mamy. Nasze ciało to swoiste muzeum ewolucji. Oglądając różne kikuty i szkorbuty możemy się wiele dowiedzieć o naszym pochodzeniu i o tym, jak człowiek zmieniał się na przestrzeni lat.


Rachel Poliquin w książce „Muzeum dziwacznych pozostałości w ciele” w bardzo oryginalny sposób opowiada o ewolucji. Zachwycamy się jaka to natura jest mądra i jak wszelkie organizmy dostosowują się do warunków w jakich przyjdzie im żyć. Niewątpliwie, jednak w przyrodzie nic nie ginie. I na to właśnie zwraca uwagę autorka książki. Pierwszy przykład z brzegu. Weźmy naszego przewodnika, czyli Ząb Mądrości. Pewnie niektórym z nas przysporzył wiele bólu przy wyrastaniu i wyrywaniu. Można na niego psioczyć, ale jest on symbolem tego, jak zmieniało się to co człowiek spożywa, a co za tym idzie wygląd ludzkiej szczęki.

Bardzo podoba mi się takie przewrotne podejście do tematu ewolucji. Niby z przymrużeniem oka, ale merytorycznie. Jednak to „z przymrużeniem oka” jest atrakcyjne dla dzieci. Czkawka, kość ogonowa, pomarszczone palce, włosy na nogach – przy niektórych hasłach młody czytelnik może będzie chichotał. Niech się śmieje w głos. Nauka jest zabawna.

"Co nam mówi niebo" Gertrude Kiel

"Co nam mówi niebo" Gertrude Kiel

„(...) ludzie wiedzieli, że aby przeżyć, muszą uważnie obserwować niebo.”1 Dzięki dociekliwość niektórych z nich wiemy, jak wszechświat jest skonstruowany i możemy korzystać z wielu technicznych udogodnień. Za sprawą powieści dla dzieci „Co nam mówi niebo” autorstwa Gertrude Kiel przyjrzymy się sylwetkom paru „gwiezdnych” bystrzaków. A wszystko zaczyna się od informacji zwiastującej wyjątkowo nieudany tydzień.

William ma wakacje, ale jego rodzice muszą pracować. Aby zapewnić chłopcu opiekę wysyłają go na tydzień do ekscentryczne ciotki Gunvor. Jest ona samotniczką i nie przepada za dziećmi. Przed Williamem rysuje się wizja siedmiu dni nudy. Przez przypadek „aktywuje” on żyjącą w swoim świecie ciocię. Jest ona naukowcem i o astronomii potrafi mówić godzinami, a jej wywód okazuje się całkiem zajmujący.

Gertrude Kiel wręcz genialnie wplotła wykład z dziedziny astronomii do powieści dla dzieci. Na początku udaje jej się zaintrygować czytelników. Ciotka Gunvor jest tajemniczą postacią, ponieważ zastawiamy się czym ona się zajmuje i jak ułożą się jej relacje z Williamem. Po drugie, kobieta potrafi wspaniale opowiadać. Przybliżając sylwetki kolejnych „badaczy nieba” nie skupia się wyłącznie na ich odkryciach, ale umieszcza ich w kontekście historycznym i opisuje różne sfery ich życia. Jak możecie się domyślić, ciocia to oczytana, wszechstronna bohaterka, a swoją wiedzą chętnie się dzieli. Po trzecie, William zadaje trafne pytania, co również wpływa na jakość wykładu cioci. Jako przykład weźmy postać, Mikołaja Kopernika. Myślę, że wszyscy znamy jego odkrycie. Bohater „Co nam mówi niebo” drąży temat pytając się: „Skąd ten astronom z dawnych czasów wiedział, że to Słońce znajduje się w centrum?”2 No właśnie. Jak on na to wpadł? Ciocia Gunvor całkiem fajnie to wytłumaczyła.

Ja jestem z tych, który astronomii „uczą się” z książek dla dzieci. To co jest wydawane dla czytelników w moim wieku zdecydowanie mnie przerasta. Powieść „Co nam mówi niebo” wręcz mnie oczarowała. Gertrude Kiel włożyła wiedzę w usta intrygującej postaci. Początkowo wydaje nam się, że niewiele nam ona może zaoferować, ale kiedy ciocia Gunvor już otworzy usta, nie jesteśmy w stanie przestać jej słuchać. Razem z dziewięcioletnim Williamem szukamy okazji, aby „włączyć” jej fascynujący słowotok.

1 Gertrude Kiel, „Co nam mówi niebo”, przeł. Agata Lubowicka, wyd. To tamto, Warszawa 2023, s.36.

2 Tamże, s. 53.

"Szokujące liczby" Clive Gifford

"Szokujące liczby" Clive Gifford

Liczby pomagają opisać to co nas otacza. Dzięki nim możemy określić, ile czego jest, albo stworzyć obrazowe porównanie. Właśnie w takim kontekście przedstawia świat Clive Gifford w publikacji „Szokujące liczby”. Jest to zbiór ciekawostek, w których kontekst ilościowy, czy też wielkościowy „gra pierwsze skrzypce”.

Z jakich dziedzin fakty prezentuje autor? Mamy tu lekki miszmasz, w którym dominują nauki przyrodnicze. Książkę otwiera krótka historia powstania życia na ziemi, która jest porównana do jednego roku. Następnie zaglądamy do naszych ust i poznajemy zamieszkujące je bakterie. Na kolejnych stronach znajdziemy ciekawostki na temat burz i piorunów, śmieci, złota, komarów i płetwali błękitnych, budowy smartfonów, nowych i już wymarłych gatunków zwierząt, szybkich samochodów, wycinki lasów tropikalnych, kontenerowców, topnienia lodowców. Takie zestawienie tematów ma swoje plusy i minusy. Ja wolałabym bardziej uporządkowaną publikację np. ”Szokujące liczby. Europa”, „Szokujące liczby. Zwierzęta”, aczkolwiek muszę przyznać, że studiowanie pozornie nieinteresującego nas tematu może sprawić, że się na niego otworzymy. Czy to co oferuje ta książka jest dla was interesujące? Oceńcie sami.

Widać, że Clive'owi Giffordowi bliskie są eko tematy, co generalnie pochwalam. Jednak chciałabym uwrażliwić autorów, aby nie straszyli dzieci. One dość mocno przeżywają to czego się dowiadują i to, że nie mają mocy, żeby ot tak zmienić świat. Zwierzęta morskie zabijane przez plastik, wielkie plamy śmieci, wymierające gatunki zwierząt, podnoszenie się poziomów mórz i powodzie – to są fakty, jednak można je przedstawić subtelnie, czego mi w publikacji zabrakło. W krótkich ciekawostkach nie ma miejsca na delikatność, przez co ich wydźwięk może być nieco przerażający.

„Szokujące liczby” dostaliśmy w prezencie. Szczerze mówiąc sama nie kupiłabym tej książki, bo dla mnie świat liczb jest – pomimo ich wymierności – abstrakcyjny, szczególnie kiedy mówimy o ogromnych wartościach. 39 bilionów bakterii? Wchodzimy w sferę, której ja nie jestem w stanie sobie wyobrazić, przez co zapomnę tę informację za 3, 2, 1... Już. Natomiast moim dzieciakom książka bardzo się spodobała, dzięki krótkiej formule ciekawostek. Akurat robiliśmy inhalację. Nie chciałam włączać bajek, bo niedługo mieliśmy wychodzić z domu, więc żeby jakoś zabawić dzieci zaczęłam czytać im pierwszą z brzegu książkę. Słuchali z wytrzeszczonymi oczami zadając dodatkowe pytania. M. słysząc o bilionach bakterii w jej buzi wykrzyknęła: „Matko z córką, to więcej niż 100”, a Junior trącał palcem rysunek człowieka trafionego przez piorun z radosnym „bzzzz”.

Myślę, że formuła krótkich informacji spodoba się „wiercipiętom”, jaką jest np. moja córka. Ona nie przepada za długimi wywodami, ale już „rzucona” w jej kierunku zwięzła ciekawostka może zwrócić jej uwagę. Ta książka była też lekcją dla mnie. Dzieci to odrębne istoty, które interesuje coś innego niż rodzica, które inaczej przyswajają informację. Muszę o tym pamiętać wybierając kolejne pozycje do ich biblioteczki.

"Jak dogadać się z rodzeństwem" Dawn Huebner

"Jak dogadać się z rodzeństwem" Dawn Huebner

Jak dogadać się z rodzeństwem? Trudne pytanie. Pewnie niektórym z was sprawa może wydać się beznadziejna. Bo ten wstrętny pasożyt: wchodzi do twojego pokoju bez pytania, rozwalił ci budowlę z klocków, dostał większy kawałek ciasta i jeszcze mama powtarza, że trzeba dać mu spokój. Chce się wyć, a nie dogadywać z tym osobnikiem. A jeśli powiem ci, że Dawn Huebner – psycholożka – zna sposób, aby poskromić brata/siostrę? Brzmi nieźle. Zdradza go w książce pt. „Jak dogadać się z rodzeństwem”.

Niestety jest to poradnik dla dzieci, więc raczej nie uzdrowi waszej relacji z dorosłym już rodzeństwem, za to będzie świetnym narzędziem dla rodziców, którzy chcą ukrócić codzienne kłótnie. Książka kierowana jest dla dzieci w wieku 9+. Można ją czytać wspólnie z dzieckiem – co jest rekomendowane – ale treści są na tyle czytelne, że pociecha powinna zrozumieć je bez naszego komentarza. Możecie zadecydować, jaki system będzie dla was najwygodniejszy.

Dawn Huebner potrafi podejść czytelnika. Po zapoznaniu się z jej radami możecie dojść do wniosku, że podobne już próbowaliście przekazać swoim dzieciom, jednak nie w takiej formie. Zwraca się ona bezpośrednio do czytelnika i robi to z empatią. Odbiorca ma wrażenie, że autorka w pełni rozumie problemy z jakimi ten się zmaga. Co ważne jest osobą z zewnątrz, więc nie faworyzuje żadnego z rodzeństwa. Po drugie Dawn Huebner potrafi zaintrygować. Obiecuje, że po zastosowaniu jej rad „brat lub siostra zaczną traktować cię, tak jak tego chcesz”.1 Mogłoby to nawet zostać lepiej wyeksponowane w tytule. Myślę, że dzieciaki rzuciłby się na taką książkę.

Świetny jest też sposób w jaki przekazuje informacje. Używa analogi do posiadania psa. Cześć dzieciaków ma już zwierzęta i mniej więcej wie, jakie mają one możliwości i jak wygląda nauczenie ich czegokolwiek. A ci którzy nie mają? Wiele dzieci marzy o psiaku i często wyobraża sobie, jak mógłby wyglądać wspólnie spędzany czas. Jest to jakiś odnośnik. Nieważne, czy macie psa, czy nie macie Dawn Huebner pisze jasno i obrazowo. Dodała też do książki kilka zadań, które pomogą nam zrozumieć i utrwalić jej rady.

Szczerze polecam poradnik „Jak dogadać się z rodzeństwem”. Podejście jakie prezentuje autorka i język jaki zastosowała powinny trafić do młodego człowieka. Jest to wspaniała lekcja rozwiązywania konfliktów i nauka kompromisu, a także nawiązywania i utrzymywania relacji. Coś co przybliży nas do rodzeństwa, ale też zaprocentuje jakże ważnymi umiejętnościami na przyszłość.

1 Dawn Huebner, „Jak dogadać się z rodzeństwem”, przeł. Paulina Broma, wyd. ToTamto, Warszawa 2023, s. 39.

[Egzemplarz recenzencki]

"Opowieści dla dzieci, które chcą być szczęśliwe" Àlex Rovira, Francesc Miralles

"Opowieści dla dzieci, które chcą być szczęśliwe" Àlex Rovira, Francesc Miralles

Wydaje się mnóstwo książek, a specjaliści od promocji dwoją się i troją, aby ta konkretna czymś się wyróżniała, jakoś przywołała czytelnika. Opowiem wam dziś o publikacji, która ma wyjątkowo chwytliwy i nieco prowokujący tytuł: „Opowieści dla dzieci, które chcą być szczęśliwe”. I jak nie kupić takiej książki, skro dla naszych dzieci pragniemy przede wszystkim szczęścia?

Jest to zbiór krótkich opowiadań autorstwa Àlexa Roviry oraz Francesca Mirallesa. Mi kojarzą się one z przypowieściami z różnych stron świata. Te proste historyjki mają jedno zadanie. Przekazać mądrość na temat istoty bycia szczęśliwym. Idea jest przepiękna. Autorzy piszą o cieszeniu się życiem i jego wszystkimi przejawami niezależnie od tego kim jesteśmy i co posiadamy. Pochwalają umiar, spokój i samoakceptację. Sugerują zatrzymać się i cieszyć się chwilą, a nie gonić z „językiem po pas”.

Bajki zebrane w tej publikacji są doniosłe, a momentami patetyczne. Wyobraźcie sobie mistrza siedzącego pod drzewem, który dyskutuje ze swoimi uczniami. Opowiada im jakąś historię, aby przekazać mądrość. Podobną rolę obierają Àlex Rovira i Francesc Miralles. Nauki płynące z ich bajek raczej nam nie umkną. Po tytule pojawia się jedno zdanie wprowadzające w temat bajki, a po każdej z nich następuje fragment zatytułowany „Przemyśl to!”, gdzie autorzy jeszcze raz, bez używania metafor, tłumaczą istotę opowieści. Wydawca oznaczył książkę jako 9+ i w mojej ocenie, jest to słuszna cezura wieku. Zebrane bajki nie są długie, ale wartości jakie promują, sposób ich prezentacji i nazwania raczej nie trafi do młodszych dzieci. Chyba, że wyjątkowo dojrzałych egzemplarzy.

„Opowieści dla dzieci, które chcą być szczęśliwe” to bardzo mądra książka. Stoi w opozycji do konsumpcjonizmu i ciągłemu samodoskonaleniu się. Uczy miłości, tolerancji, akceptacji, radości. Trochę mało w niej elementu rozrywkowego. Ja preferuję książki napisane na większym luzie. Natomiast nie mogę zaprzeczyć, że treść jest przepiękna i zmusza do refleksji. Refleksji na temat tego, co naprawdę czyni nas szczęśliwymi.

[Egzemplarz recenzencki]

"Z ręką na sercu" Nora Dåsnes

"Z ręką na sercu" Nora Dåsnes

Chciałabym opowiedzieć wam o książce Nory Dåsnes „Z ręką na sercu”, a przy okazji porozmawiać o niewdzięcznym okresie dojrzewania. Publikacja ta traktuje o pierwszych miłościach, o szukaniu własnego stylu i o rożnym tempie dojrzewania.

Główną bohaterką książki jest Tuva. Właśnie zaczyna 7 klasę, czyli ma około 12 lat1. Dziewczynka nie przypuszcza, że nowy rok szkolny przyniesie wiele zmian. Najtrudniejszy będzie dla niej rozłam między przyjaciółkami. Linnéa spoważniała: ma chłopaka, myśli o strojach i makijażu. Bao natomiast nadal chce spędzać czas w leśnej chatce i walczyć na patyki. Tuva chciałaby je pogodzić, ale to wydaje się niemożliwe. Zresztą dziewczyna ma własne dylematy, miłosne.

„Z ręką na sercu” to bardzo fajna książka o dorastaniu (będę miała jedną uwagę, ale o tym za chwilę), a właściwie o jego początkach. Bardzo spodobał mi się podjęty temat, czyli to, że każdy rozwija się we własnym tempie, zarówno jeżeli chodzi o rozwój fizyczny, jak i psychiczny. Przy czym Nora Dåsnes poświęca więcej uwagi temu drugiemu. Ja chyba byłam taką Bao, kiedy część koleżanek uganiała się za chłopakami, wolałam skakać na skakance. Myślę, że warto podkreślać, że to normalne. Może dziwne i niekomfortowe dla świeżo upieczonej nastolatki, ale żaden wstyd być „dziecinnym”. Podoba mi się, że Bao jest silną postacią, która nie ulega presji otoczenia. Ma to gdzieś i wydaje się szczęśliwa w leśnej bazie.

Bardzo spodobał mi się też poboczny wątek relacji z rodzicem. Tuva jest wychowywana wyłącznie przez ojca. Tata plus dorastająca córka, to brzmi jak katastrofa. Natomiast ojciec Tuvy wykazuje świetną postawę wobec problemów dziecka. Nie jest nachalny, subtelnie zachęca do zwierzeń i wspiera, kiedy Tuva tego potrzebuje. Widać, ze ta dwójka ma świetny kontakt. Akurat ich łączy muzyka, ale nie zapominajmy, że budowa relacji z dzieckiem zaczyna się, kiedy ono przychodzi na świat. Warto o tym pamiętać, aby być obok w trudnych momentach.

Nora Dåsnes podjęła też próbę zdefiniowana „zakochania” i ta wyszła dość dziwnie w kontekście homoseksualnej bohaterki. Żebyśmy mieli jasność, ja żadnej orientacji nie neguję. W tym konkretnym przypadku zabrakło mi rozróżnienia pomiędzy miłością a przyjaźnią. W okresie dojrzewania widać wyraźny podział na dziewczyny i chłopaków. Każda z tych grup czuje się lepiej w swoim towarzystwie. Szczególnie widać to dobrze u osób nieśmiałych i tych wolniej dojrzewających czy też dziecinnych. Jak rozróżnić miłość od fascynacji koleżanką, która ma fajny styl, sposób bycia, która imponuje nam czymś, albo zwyczajnie dobrze się z nią dogadujemy? Czy to, że dziewczyna darzy dziewczynę wyjątkową sympatią czyny z niej lesbijkę? Nie. Często ta fascynacja, a nawet wspólne eksperymentowanie i odkrywanie cielesności jest normalne, a nawet jest pewnym etapem dojrzewania.

Nora Dåsnes napisała życiową książkę dla dorastających dziewcząt. Pisarka przesyła „dobre słowo” podkreślając, że są wspaniałe takie jakie są, że na wszystko przyjdzie czas i mogą przeżywać okres dojrzewania w komfortowym dla siebie tempie. „Z ręka na sercu” to publikacja, która niewątpliwie doda nastolatkom pewności siebie.

1 Akcja książki dzieje się w Norwegii, a tam dzieci idą do szkoły podstawowej w wieku 6 lat.

[Egzemplarz recenzencki]

„Stało się coś złego. Jak radzić sobie ze złymi wiadomościami” Dawn Huebner

„Stało się coś złego. Jak radzić sobie ze złymi wiadomościami” Dawn Huebner

Rodzice chcą chronić swoje dzieci. Także przed złymi wiadomościami. Dlaczego pociecha ma się niepokoić czymś, co stało się daleko? Nawet kiedy koncentruje się na tym zainteresowanie świata. Jednak czasami stajemy przed dylematem czy i ile powiedzieć? Nieważne, czy dziecko usłyszy złą wiadomość przez przypadek, czy sami zdecydujemy się opowiedzieć mu o tych wydarzeniach – taka rozmowa musi być przeprowadzona z rozwagą i szacunkiem dla emocji młodego człowieka. Świetne narzędzie oferuje opiekunom psycholożka Dawn Huebner – książkę „Stało się coś złego. Jak radzić sobie ze złymi wiadomościami”. Publikacja ta ma pomóc uporać się z niedobrymi informacjami „z kraju i ze świata”, nie z tragedią osobistą – to wymaga podkreślenia.

Początkowo myślałam, że będzie to jakaś opowiastka dla dzieci, a okazało się, ze pani doktor przygotowała bardzo merytoryczny wykład o niepokoju i innych emocjach, które towarzyszą złym wieściom. Tłumaczy skąd bierze się stres, dlaczego nerwowo reagujemy na pewne sytuacje. Podpowiada również, jak sobie wtedy radzić, jak uspokoić umysł. Proponuje konkretne techniki, mówi o tym, gdzie szukać rzetelnych informacji o tym co się stało, do kogo zwracać się po pomoc.

Książkę mogę podsumować jednym słowem: GENIALNA. Dziecięce emocje to ciężki temat dla rodziców. Jak je czytać, interpretował, jak o nich rozmawiać, co powiedzieć żeby nie pogorszyć samopoczucia pociechy – to pytania, które zapewne kłębią się w głowach opiekunów. Tocząca się wojna na Ukrainie wywołała falę dyskusji o tym, jak rozmawiać z młodymi ludźmi o tragicznych wydarzeniach. „Stało się coś złego” została napisana w sposób uniwersalny. Tytułowe „coś złego” to może być wszystko np. wspomniana wojna. Dawn Huebner zwraca się bezpośrednio do czytelnika, ale zachęca do czytania publikacji wspólnie – rodzic plus dziecko. Łatwiej wtedy odnieść się do nurtującej nas sytuacji i pracować nad uczuciami, które w nas wyzwala. Na marginesie, niektóre techniki mogą pomóc również dorosłym uspokoić głowę. Książka została napisana bardzo przystępnie i wierzę, że jeżeli poświecimy kilka minut dziennie na pracę z nią szybko przyniesie ona efekty.

„Rozmawianie o tym co się stało, jest jednym z najlepszych sposobów na uspokojenie naszych mózgów”1, więc nie bójmy się rozmawiać. Nie pozwólmy, żeby lęk nas sparaliżował. Pomagajmy budować naszym dzieciom odporność psychiczną. To dużo lepsza inwestycja w ich przyszłość niż lekcje gry na skrzypcach czy języka obcego. Na naukę rożnych rzeczy znajdą czas, a im będą silniejsze tym łatwiej im to przyjdzie.


Książka dedykowana dzieciom w wieku 9 -12 lat.

1 Dawn Huebner, "Stało się coś złego. Jak radzić sobie ze złymi wiadomościami", przeł. Paulina Broma, wyd. Czarna Owca, Warszawa 2022, s. 12.


Książka "Stało się coś złego. Jak radzić sobie ze złymi wiadomościami" dostępna jest w księgarni internetowej Taniaksiazka.pl. Sprawdźcie też inne nowości w ofercie księgarni.

Copyright © Asia Czytasia , Blogger