Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Brandon Sanderson. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Brandon Sanderson. Pokaż wszystkie posty
"Śmiała" Brandon Sanderson

"Śmiała" Brandon Sanderson

Spensa powraca z niebytu. Czy mądrzejsza i silniejsza? Na pewno inna, dojrzalsza. Na pewno lepiej rozumie kim jest i świat w jakim przyszło jej żyć. Czy to akceptuje? Spensa wraca w środek wojny, w której stanie przed dylematami moralnymi, a także naturalnym instynktem przetrwania. Jak poradzi sobie młoda dziewczyna, która nota bene jest bronią.

Powieść „Śmiała” czyli ostatni tom cyklu „Skyward” autorstwa Brandona Sandersona – co ja mogę wam o niej powiedzieć? Niech ten tekst będzie podsumowaniem całego – jakże interesującego – cyklu science-fiction. Właściwie spodobały mi się w nim trzy rzeczy. Po pierwsze, złożone uniwersum, które rozrasta się z każdym tomem. To ułatwia czytelnikowi poruszanie się po nim. Jak bardzo było to potrzebne widać w ostatnim tomie, gdzie nad niektórymi rozwiązaniami musimy się chwilę zastanowić. Po drugie, świetnie wykreowane, złożone postacie, które zmagają się z różnymi dylematami, a autor pokazuje, że nie ma jednoznacznych wyborów, że życie jest nieprzewidywalne. Po trzecie umiejętnie prowadzona akcja. Znajdziemy tu spektakularne sceny akcji, jak i moment na oddech, refleksję, przemyślenie.

„Skyward” to moje pierwsze spotkanie z prozą Brandona Sandersona. Muszę przyznać, że bardzo obiecujące. Mnie nieco uwierał młodzieżowy charakter tego cyklu, jednak nie mogłam przejść obojętnie obok tak cudownie wykreowanego uniwersum. Zdecydowanie polecam.

[Egzemplarz recenzencki]

"Cytoniczka" Brandon Sanderson

"Cytoniczka" Brandon Sanderson

Spensa – bohaterka cyklu „Skyward” Brandona Sandersona – ciągle poszukuje odpowiedzi. Kim jest? Kim są i co planują jej wrogowie? Dlaczego wszechświat jest akurat tak zorganizowany? Dlaczego neguje się agresję, ale walka ciągle trwa? Czy trzeci tom pt. „Cytoniczka” przyniesie wytłumaczenia, a może pojawi się w nim jeszcze więcej problemów?

Brandon Sanderson rzuca Spensę w zupełnie nowe środowisko. Tło, które zaproponował jest dla mnie nieco trudne w odbiorze. Rządzą się w nim całkiem inne zasady fizyki, działa ono w szczególny osób na istoty, które w nim przebywają. Do tego mam wrażenie, że wygląda to trochę inaczej w zależności od postaci. Czytelnicy muszą zaaklimatyzować się w tym miejscu. Ciekawe jest to, jak w kolejnych częściach cyklu Brandon Sanderson poszerza pole akcji. Najpierw jedna planeta, potem wypuszcza bohaterkę na inną, na której pokazuje różnorodność zaprojektowanego świata, wrzeszczcie „otwiera” inne wymiary. Robi to stopniowo, jednak każda kolejna książka jest pewnego rodzaju szokiem dla czytelnika. Musi odrzucić to co już wie i otworzyć głowę na nowe.

Spensa, niczym Dorotka krainę Oz, przemierza tzw. niebyt. Szuka w nim historii, które maja nauczyć ją przeszłości i dzięki temu zrozumieć teraźniejszość Autor „pochował” te wspomnienia w interesujący sposób, a my razem z bohaterami musimy je poskładać i zinterpretować. Przyznam, że liczyłam na bardziej konkretne odpowiedzi, ale Brandon Sanderson nie tłumaczy nam wszystkiego „łopatologicznie”. Jednak nie jest źle. Dowiadujemy się dużo o miejscu akcji i istocie jego problemów.

W „Cytoniczce” pisarz zadbał o balans między akcją, a genezą tej historii i przedstawieniem postaci (bo trzeba zaznaczyć, że te, które już znamy z poprzednich części zeszły na dalszy plan, mamy natomiast wachlarz całkiem nowych bohaterów). Łatwo wyśledzić fragmenty, gdzie odbywa się walka, ktoś się przedstawia, albo Spensa znajduje kolejny kawałek układanki. Mnie odpowiada taka przejrzysta struktura. W pewien sposób ułatwia to poruszanie się po powieściowym uniwersum.

Zaskoczyło mnie dokąd doprowadziła nas ta historia. Zaczynając przygodę z cyklem „Skyward” w życiu nie przypuszczałam, że będzie miał tak szeroki kontekst. Odpowiada mi tempo, jakie Brandon Sanderson nadał tej opowieści. Nie czuję się wrzucona „na głęboką wodę”, a stopniowo wprowadzana w jej odmęty. Jestem w takim momencie, że już nie oceniam, a ufam autorowi. Wiem, że gdziekolwiek mnie zaprowadzi, odnajdę się w tym miejscu.


[Egzemplarz recenzencki]

"Wśród gwiazd" Brandon Sanderson

"Wśród gwiazd" Brandon Sanderson

Spensa bardzo chciała zostać pilotem. W realizacji tego marzenia przeszkadzało jej pochodzenie. Córka dezertera nie może pałać się jedną z najbardziej prestiżowych profesji na planecie. Jednak dziewczyna dowiedzie swojej wartości, a przy okazji zacznie poznawać historię sił powietrznych i swojego ojca. Tak było w pierwszym tomie cyklu "Skyward" Brandona Sandersona. Tam Spensa miała okazję polecić do gwiazd. W tomie drugim dziewczyna usłyszy gwiazdy i przekona się czym są naprawdę. Jakie ogromne zagrożenie się za nimi kryje. Pilotka otrzyma bardzo trudną misję, podczas której pozna inne gatunki, a przy okazji dowie się więcej o galaktyce oraz o sobie samej. Jak poradzi sobie z niebezpieczeństwem kryjącym się wśród gwiazd.

Po przeczytaniu powieści „Do gwiazd” byłam pewna, że choćby się waliło i paliło będę kontynuować ten cykl. Zachwycił mnie charakterną główną bohaterką, wspaniałymi opisami walk powietrznych, ciekawie zaprojektowanym światem (w pierwszym tomie mamy zaledwie jego namiastkę, ale czytelnik wyczuje, że autor przyszykował coś więcej), oraz intrygującą fabułą. Brandon Sanderson zręcznie i konsekwentnie rozwinął tę historię.

Zaczyna się tym, co czytelnicy zdążyli już poznać, czyli brawurową walką pomiędzy ludźmi, a Krellami. Wszystko fajne, ale tym nacieszyliśmy się już w pierwszym tomie. Pisarz dłuższą chwilę każe nam czekać na „nowe”, a to „nowe” wbiło mnie w fotel, jak przeciążenie pilota myśliwca podczas skomplikowanego manewru. Wspomniałam już, że Spensa rusza na misję. Jej przedmiot niech pozostanie tajemnicą, którą mogą odkryć wyłącznie ci, którzy zdecydują się przeczytać „Wśród gwiazd”. Co jest istotne to, że autor wypuszcza ją poza Detritusa. Dzięki temu poznamy lepiej ciemiężycieli ludzi, czyli Krellów, ale też inne kosmiczne rasy. Trafiamy w cudny międzygalaktyczny tygiel. Nie wiem, jak wy, ale ja uwielbiam czytać, jak różni autorzy wyobrażają sobie kosmitów, a w tym cyklu mamy ich różnorodność porównywalną do tej w filmach „Faceci w czerni”.

Brandon Sanderson pierwszą częścią cyklu postawił sobie wysoko poprzeczkę, ale to jest zawodowiec. Mogłoby się wydawać, że autor już w „Do gwiazd” przedstawił wiele elementów wymyślonego na potrzeby cyklu świata. Nie da się ukryć, że czytelnicy byli usatysfakcjonowani tą powieścią. Jednak Sanderson dobrze wyczuł, czego odbiorcy będą pragnąć najbardziej – kosmitów. I tych kosmitów im dał. Nie zapomniał o znaku rozpoznawczym „Skyward”, czyli lataniu oraz o tym, że musi być jakaś akcja. Wplątał Spensę w intrygę między liczącymi się przedstawicielami różnych departamentów Zwierzchnictwa. Jak spontaniczna, nieokrzesana dziewczyna poradzi sobie w politycznej rozgrywce?


[Egzemplarz recenzencki]

"Do gwiazd" Brandon Sanderson

"Do gwiazd" Brandon Sanderson

„Zawsze się zastanawiałem, czy mógłbym polecić do gwiazd.”* to słowa jednego z pilotów walczących z Krellami, a dokładniej ojca głównej bohaterki powieści „Do gwiazd”. Ludzkość ukrywająca się w jaskiniach planety Detritus, jest spragniona nieba. Czy wyjście na powierzchnię będzie już zawsze zarezerwowane dla wybranych: pilotów-wojowników?

Spensa od zawsze marzy, aby zostać pilotem. Jest to najważniejsza zawód, jak można wykonywać w jej świecie. To właśnie oni walczą z ciągle atakującymi planetę Krellami i zapewniają ludziom bezpieczeństwo. Darzy się ich powszechnym szacunkiem i mają najwięcej przywilejów. Do tego dziewczyna latanie ma we krwi. Jej ojciec był członkiem eskadry myśliwców. Niestety to właśnie pochodzenie - łatka córki tchórza, dezertera jednej z ważniejszych bitew na planecie - jest największą przeszkodą w realizacji marzeń.

Fantastycznie ubawiłam się czytając „Do gwiazd”. Brandon Sanderson zachwycił mnie lekkością z jaką opowiada tę historię. Jest to książka science-fiction, pełna bitew powietrznych, więc, co się z tym wiąże, i rozwiązań technologicznych, a czyta się ją jak powieść przygodową. Autor opierając się głównie na trzech powtarzających się sceneriach – trening, bitwy i to co Spensa robi w wolnym czasie – przedstawia świat i bohaterów.

Co do postaci mamy tu grupę młodych kadetów przez co książka może sprawiać wrażenie młodzieżowej, chociaż ja nie chciałabym nikogo odstraszyć tym określeniem. Sama za tego typu literaturą nie przepada, a w przypadku „Do gwiazd” nie miałam żadnego problemu z wiekiem bohaterów. Przybliżę wam odrobinę Spensę, bo to ona jest najważniejsza w powieści, a przy tym jest narratorką. Doskonale wykreowana postać, która pewnie niejednemu czytelnikowi działa na nerwy. Harda, pyskata, pochopna w swoich sądach. Miałam radochę za każdym razem, kiedy ktoś utarł jej nosa. Z drugiej strony rozumiem skąd wzięły się u niej pewne cechy bądź sądy oraz podziwiam jej determinację i zaradność.

Tym co najbardziej podobało mi się w tej powieści jest nienachalność w stawianiu problemów. O co chodzi? Obawiając się, czy będą dobrze zrozumiani pisarze wręcz wciskają w usta bohaterów istotne pytania, na które czytelnik ma szukać odpowiedzi. Nie Brandon Sanderson (a przynajmniej nie w tej książce). Spensa jest narratorką, ale jej sposób patrzenia na świat to nie klapki na oczy dla czytelnika. Fabuła toczy się swoim torem – kadeci się szkolą, planeta jest atakowana, a nam samoczynnie rodzą się w głowie pewne pytania. No przynajmniej ja postawiłam słuszne... hehe.

„Do gwiazd” to lekka, ale dopracowana powieść science-fiction. Gwarantuję, że nie trzeba być koneserem gatunku, aby ją zrozumieć. A polubić? Odbyć lot myśliwcem aż do gwiazd brzmi bajecznie, prawda? Jeśli nie podacie dłoni Brandonowi Sandersonowi zapraszającemu was do kokpitu, nie przekonacie się czy podróż była warta ryzyka. Ja już tam byłam i chętnie wrócę w kolejnych częściach cyklu „Skyward”.

* Brandon Sanderson, „Do gwiazd”, przeł. Zbigniew A. Królicki, wyd. Zysk i s-ka, Poznań 2019, s. 16.

Copyright © Asia Czytasia , Blogger