Pokazywanie postów oznaczonych etykietą humor. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą humor. Pokaż wszystkie posty
"Mistrz wygłupów" Thierry Coppée

"Mistrz wygłupów" Thierry Coppée

Piąty zeszyt komiksu „Żarciki Toto” jest zatytułowany „Mistrz wygłupów”. Oj na wygłupach Toto się zna dużo lepiej niż na nauce. Może nie do końca podoba się to jego rodzicom i nauczycielom, ale dla czytelników jest to niewyczerpane źródło zabawy i śmiechu. W tym tomie przygód Toto znajdziecie wiele około szkolnych scenek. Poznamy „nową” odmianę czasowników, sprawdzimy, jak Toto radzi sobie na basenie i jak nasz urwis podszedł do z projektem z przyrody. Thierry Coppée nie porzuca bohatera po szkole. Zobaczymy też jak kradnie maliny z rodzinką, co kupił babci na prezent, jakie ma relacje ze starszą siostrą. I zapewniam was, że będziemy się przy tym dobrze bawić.



[Egzemplarz recenzencki]

"Tymek i Mistrz. Wyprawa na koniec świata" Rafał Skarżycki, Tomasz Lew Leśniak

"Tymek i Mistrz. Wyprawa na koniec świata" Rafał Skarżycki, Tomasz Lew Leśniak

Bystry Tymek i roztargniony Mistrz – ten duet po raz kolejny zaprasza nas w wir przygód. Czwarty tom ich perypetii zatytułowany jest „Wyprawa na koniec świata”. Ale to nie jedyne wyzwanie, jakie czeka na tych bohaterów. W tym zeszczycie między innymi wezmą udział w wyścigu latających dywanów, Tymek spróbuje wyczarować smoka, sprawdzą dlaczego licho nie śpi i in. Będzie dynamicznie, pomysłowo i śmiesznie.

Czy pamiętacie komiksy o Toto, które wam kiedyś pokazywałam? W „Tymku i Mistrzu” mamy podobną formułę. To są krótkie, szybkie historyjki z zabawna puentą – czasami zaskakującą, a czasami nawiązującą do popularnych dowcipów. Publikacja, która ma bawić, relaksować, poprawić humor. A magia, którą jest napełniona jeszcze dodaje jej nieprzewidywalności i pozytywnie zaskakuje.

To co wyróżnia cykl duetu Leśniak i Skarżycki to barwne, fantastyczne uniwersum. Ja co prawda miałam okazje przeczytać tylko ten jeden zeszyt, ale już po nim mogę wywnioskować, że autorzy stworzyli gors postaci i umieścili je w starannie wymyślonym świecie. Przykładowo mamy tu króla, któremu bez wahania pomagają tytułowi bohaterowie, albo Psuja i Popsuja trochę nieudolnych antagonistów. Pomimo tego, że każda z przygód Tymka i Mistrza jest bardzo krótko przedstawiona widać, że cała otoczka jest rewelacyjnie opracowana. Żart żartem, ale trzeba go dobrze zaprezentować i to udało się duetowi Leśniak i Skarżycki.

„Tymek i Mistrz” to pozycja obowiązkowa dla fanów krótkich komiksów i szybkich historii. Pamiętam, że jak byłam dzieckiem kupowałam broszury z dowcipami. Moim dzieciom zamiast tego mogę podsunąć wspaniale opracowane albumy, do których zalicza się prezentowana publikacja. Tu bawi i treść, i rysunek, a do tego widać, w jak kompletnym uniwersum ten żart, ta przygoda zostały umieszczone. Nie sposób nie docenić pracy duetu Leśniak i Skarżycki oraz wydawnictwa Kultura Gniewu.

[Egzemplarz recenzencki]

"Zabójcze dowcipy" Thierry Coppée

"Zabójcze dowcipy" Thierry Coppée

Nie wiem, kto bardziej lubi czytać „Żarciki Toto” - ja czy moja córka? Ten komiks to nasz nadworny poprawiacz humoru. Toto szokuje swoimi pomysłami i sposobem myślenia, wywołując uśmiechy na naszych twarzach. Czwarty zeszyt tego komiksu zatytułowany jest „Zabójcze dowcipy”. Czy Toto przejdzie samego siebie?

„Żarciki Toto” to zbiór jednostronicowych historyjek. Zeszyt czwarty jest ciekawy, bo możemy dostrzec pomiędzy niektórymi zależności. Przykładowo, jest seria anegdot z obozu, w jakim uczestniczył Toto. Poczułam też potrzebę dowiedzenia się więcej o tym bohaterze. Nie wiem, na ile Thierry Coppee przemyślał życiorys tego chłopca, a jeśli nie to warto byłoby to zrobić. Miałam chociażby wrażenie, że jego rodzicie między 3 a 4 zeszytem się rozeszli. Z jednej strony ich sytuacja prywatna nie wpływa na charakter żartów, ale z drugiej jest nieco dezorientująca.

A co w tym zeszycie „odwali” ten bohater? Zastanowimy się, jaki jest najlepszy sposób na odnalezienie zaginionego kota? Czy babcia Toto ma śnieg w kościach? Dlaczego Toto dostaje same jedynki? Dlaczego krowy nie mają skrzydeł? Te i inne problemy zostaną poruszone w formie naprawdę dobrego żartu w komiksie „Zabójcze dowcipy”.

[Egzemplarz recenzencki]

"Wyszło jak zwykle..." Krzysztof Pyzia

"Wyszło jak zwykle..." Krzysztof Pyzia

Czy potrafimy się z siebie śmiać jako naród? Czy potrafimy spojrzeć na swoja historię z przymrużeniem oka? Wyciągnąć smaczki, ploteczki, głupotki, złapać się za głowę i powiedzieć z uśmiechem: „I ja od niego się wywodzę?”. Krzysztof Pyzia właśnie w ten sposób przedstawia historię Polski w publikacji „Wyszło jak zwykle...”. Opisuje wstydliwe fakty i „odbrązawia” legendy. A robi to z jakże cudownym dystansem. Poklepuje obgadywanego po ramieniu i pociesza go piłkarskim: „Nic się nie stało!”.

Ależ się uśmiałam przy czytaniu „Wyszło jak zwykle...”. Krzysztof Pyzia ma wspaniały dar wymyślania zabawnych komentarzy. Chociażby historia o zagubionym mieczu służącym do koronacji i słowa autora książki: „To chyba musiało stać się po jakiejś popijawie...”1 Albo podsumowanie działań Henryka Walezego: „Przyznam, że nie tak sobie wyobrażałem, jak wyglądała w przeszłości »Francja-elegancja«...”2 Czy też komentarz do bio Władysława IV: „Jak by powiedzieli nasi przodkowie, kurwiarz, aczkolwiek sympatyczny.”3 Te teksty są chyba bardziej śmieszne od samych anegdot.

Trzeba też przyznać, że Krzysztof Pyzia ma dar do do opowiadania. Nie tylko rozbawia nas zabawnymi komentarzami, ale tworzy hipotetyczne dialogi. Ot zjazd gnieźnieński „oczami” autora „Wyszło jak zwykle...”: „Otóż w pewnym momencie cesarz z naszym Bolesławem tak solidnie się nawalili, że Bolek zaczął mówić, że szanuje cesarza. Ten z kolei powiedział, że również go szanuje, a nawet uważa za swojego brata. I w tym zamroczeniu alkoholowym założył na głowę Bolesława swój diadem.”4

Albo słówko i liberum veto:

„ - Zrywa pan sejm?

- Tak!

- A dlaczego?

- Nie interesuje się, marszałku, bo kociej mordy dostaniecie!”5

Czytanie tej publikacji to świetna zabawa, chociaż w pewnym momencie można mieć wrażenie, że ciągle seks i imprezy. Cóż, skoro taka była nasza historia. Autor nie oszczędza też współczesnych czasów, jednak miałam wrażenie, że im dalej tym anegdoty były krótsze i zacierała się kompozycja książki. Zaczyna przeważać ujęcie problemowe np. rozdział o naszych wieszczach narodowych, albo o słownych wpadkach polityków, gdzie na początku Krzysztof Pyzia raczej przedstawiał sylwetki królów, książąt i innych wpływowych na przestrzeni dziejów. Bywają fragmenty, w których nie wiem do czego autor zmierza, jak chociażby rozdział o profesji chłopca do bicia, której podobno u nas nie było. Albo długi wywód, w którym tłumaczy polskie zwroty na angielski w sposób dosłowny. Śmieszne to tylko, co to ma do historii Polski?

Można powiedzieć, ze życie jest ciekawsze niż scenariusz filmowy. W tym przypadku mamy komedię. „Wyszło jak zwykle...” można zaliczyć do publikacji popularnonaukowych, a przy tym jest idealna na poprawę humoru. Czy jesteście ciekawi skąd wzięły się żarty o teściowych, albo powiedzenia „do usranej śmieci” czy „nóż w kieszeni się” otwiera? Krzysztof Pyzia ma pewne podejrzenia co do ich genezy.

1 Krzysztof Pyzia, „Wyszło jak zwykle...”, wyd. Bellona, Warszawa 2024, s. 29.

2 Tamże, s. 66.

3 Tamże, s. 68.

4 Tamże, s. 76.

5 Tamże, s. 180.

[Egzemplarz recenzencki]

"Kroniki Skolopendry" Barbara Fitowska

"Kroniki Skolopendry" Barbara Fitowska

Ostatnie lata trochę nas (społeczeństwo) „przeorały”. Pandemia, wojna, inflacja – wyglądają, jak kolejne przystanki drogi na dno. Rzeczywistość pokazała, że trochę nam jeszcze brakuje. Ile? Czas pokaże. Natomiast Barbara Fitowska zaprasza nas do Polski, która jest w „czarnej dupie”. Bród, smród, ubóstwo, bajzel – taką wizję przyszłości znajdziemy w powieści „Kroniki Skolopendry”.

Wydawca obiecuje nam czarny humor, groteskę, absurd i ja się tego nie boję. Wręcz przeciwnie. Z radością „podnoszę rękawicę”. I bach. Dostaję w mordę. Barbara Fitowska tak mocno skupiła się na zabawie zabiegami literackimi oraz na wymyślaniu kolejnych sposobów na rozprawę z polskością, że zapomniała o najważniejszym, aby wprowadzić czytelnika i zaintrygować go wykreowanym przez siebie światem. Już od pierwszych stron wskakujemy w totalne szaleństwo. Uczestniczymy w jakimś pochodzie, demonstracji, a właściwie z niego „spierdalamy”1. Za nami „(…) zbliża się nawałnica. Od przodu endecja, od tyłu ekolodzy, Polacy katolicy od lewej, od prawej lewica. Wszystko za Tocosia.”2 Ludzie się o coś kłócą (Tocoś?) dołączają do tego bajzlu kolejni „gracze” „(…) Towarzystwo Znęcania się nad Zwierzętami. Z tyłu nieśmiało Koło Gospodyń Miejskich. Też chciało ugryźć coś dla siebie.”3 A ja wytrzeszczam gały i mamroczę zagraniczne WTF!. Myślę sobie: „Asia oddychaj. To jest początek. Zaraz się wszystko uspokoi i się wyjaśni.”. A gdzie tam! Bohaterowie skutecznie „spierdolili” do domu, do miasteczka o nazwie Wyczyjnuszka (a może po prostu do domu bo zamieszki były w owej miejscowości – nie jestem pewna), ale nikt nie odpoczywa. Scena za sceną, dialog za dialogiem – Barbara Fitowska strzela do czytelnika z literackiego kałasznikowa.

„Kroniki Skolopendry” mają kilka fajnych momentów, kiedy „klepnęłam się w kolano” i z uśmiechem stwierdziłam: „Ale pisarko wymyśliłaś. Dobre to”. Pytanie tylko, czy czytamy dla „momentów” czy dla „historii”. Dla mnie jest ważna ta druga. Dlatego tak kocham sarkazm Vonneguta wpleciony w biografie nieistniejących ludzi. W powieści Barbary Fitowskiej groteskowy komentarz na temat Polski i wydarzeń ostatnich lat przeważa nad „historią”. Dla mnie jest to zbyt osobiste, abym mogła to zrozumieć. W taki sposób można „bajać” z przyjaciółmi, z którymi dzieli się poczucie humoru. Bardzo trudno porwać tym obcego człowieka.

Wspomnę jeszcze słówko o języku. Wulgarny i dosadny to nie jest to samo. Polska Barbary Fitowskiej jest jaka jest. Nurkujemy tu do bagna głębokiej patologii. Co to znaczy? Ilość przekleństw, pierdnięć, glutów i innych dziwnych faktur oraz wydzielin jest olbrzymia. Ja nie mam nic przeciwko trupizmowi. Ma on swój urok i zastosowanie, ale... Lubicie kiedy „polska patolka” rozgaduje się – przykładowo – w autobusie? Długo nie da się tego słuchać, prawda?

Znajdą się orędownicy tej książki. Chociażby Jakub Winiarski – mistrz autorki, człowiek, który uczył ją pisać – w posłowiu rozpływa się nad tym, jakie genialne są „Kroniki Skolopendry”, dość odważnie i próżnie sugerując, że jak ktoś nie zrozumiał tej powieści to idiota4. I tu mnie ma. Po latach czytania i bezczelnej zabawy w recenzenta-amatora trafiłam na książkę, która obnażyła braki w mojej inteligencji. Ojoj. Co mi pozostało? Wracam do czytania tego co lubię. Do mrocznej prozy Kariki z domieszką ironii Vonneguta, doprawionej satyrą Mrożka. Ale stop. Jak to było? „Debiut Fitowskiej mocno siedzi w tej stawiającej na humor tradycji (…)”5 - to à propo Sławomira Mrożka. Rozumu wystarczyło mi na Mrożka, a zabrakło na Fitowską.

1 Barbara Fitowska, „Kroniki Skolopendry”, wyd. Novae Res, Gdynia 2023, s. 7
2 Tamże.
3 Tamże, s. 8.
4 Jakub Winiarski, Posłowie [w:] tamże, s. 245-246.
5 Tamże, s. 243.

Książka z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl.
Czarodziej z Januszowa, czyli jak samogonem obalić dyktaturę - Tomek Proper

Czarodziej z Januszowa, czyli jak samogonem obalić dyktaturę - Tomek Proper


Po przeczytaniu książki Czarodziej z Januszowa od razu przyszło mi do głowy słowo satyra. Gatunek ten wydawał mi się strasznie oderwany od literatury współczesnej. Raz, dwa, trzy włączyłam sobie słownik języka polskiego, sprawdzam i wszystko się zgadza.

satyra1. «utwór literacki ośmieszający i piętnujący wady ludzkie, obyczaje, stosunki społeczne itp.»2. «ośmieszanie lub piętnowanie czegoś»1

Tylko co/kogo Tomek Proper wziął na celownik?

Copyright © Asia Czytasia , Blogger