Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść obyczajowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść obyczajowa. Pokaż wszystkie posty
"Noworoczne panny" Magda Knedler

"Noworoczne panny" Magda Knedler

Aniela i Prakseda to siostry, przyrodnie siostry. I to przyrodnie robi wielką różnicę. Pierwsza z nich to córka hrabianki, druga malarki. Anieli wmówiono, że jest doskonała. Praksedzie, że jest nikim. Jednak obie znajdują się w trudnej sytuacji, kiedy umiera ich ojciec. Zostawia córki pod opieką ciotki, dla której są balastem i z długami. Sytuacja robi się ciekawa, kiedy odzywa się matka Praksedy, znana i poważana breslawska malarka. Chce ściągnąć córkę do siebie. Jej posłaniec, hrabia Goltz jest oczarowany dziewczyną, jednak bez wzajemności. Dlatego kieruje uwagę ku jej pięknej i utytułowanej siostrze. W efekcie do Prus wyruszą obie panienki i ich opiekunka. Czy czeka tam na nie nowe, lepsze życie?

„Większość młodych panien to ofiary swoich rodziców, którzy wychowują je w ślepym posłuszeństwie i niewiedzy, a potem ze swojej klatki przekazują w klatkę męża.”1 W powieści „Noworoczne panny” – otwierającej cykl pt. „Ścieżki nadziei” - Magda Knedler porusza właśnie temat klatek w jakich żyły kobiety jeszcze w XIX wieku, ba akcja powieści ma miejsce po wojnach napoleońskich. Autorka zwraca uwagę na ograniczenia jakim podlegają młode dziewczyny (ale też biedni i niepełnosprawni), głównie te związane z dostępem do edukacji. Wiedzy, która według niektórych może być niebezpieczna, bo miesza w głowach, zachęca do niezależności, do buntu.

W „Noworocznych pannach” mamy bardzo ciekawe bohaterki. Siostry, ale różne jak ogień i woda. I te różnice wspaniale podkreślają paradoksy ówczesnego wychowania i obyczajów. Prakseda została stworzona jako bohaterka do lubienia. Ambitna, inteligentna, a przy tym przez wiele lat otaczana pogardą z racji swojego pochodzenia (a dokładnie pochodzenia swojej matki). Kiedy trafia do Wrocławia w końcu zostaje otoczona miłością i zrozumieniem. Trafia na postępowe towarzystwo, które ją docenia i zachęca do działania, a to nie jest łatwe, bo przed kobietą jest wiele ograniczeń. Prakseda to inspirująca postać, ale jej wątek szybko staje się z stabilny, przez co to Aniela – chociaż nieco z tyłu jeżeli chodzi o tzw. plan – wydaje nam się ciekawsza, nieprzewidywalna.

Aniela została wychowana w arystokratycznym duchu, w przekonaniu, że urodzenie sprawia, iż jest kimś lepszym, dlatego ludzi otacza pogardą, a czytelnicy nie darzą jej sympatią. Jednak mnie jawi się ona jako ofiara wychowania. „Aniela naprawdę chciała błyszczeć. Chciała być kimś, chciała, by się z nią liczono.”2 Ona desperacko zabiega o uznanie, ale panience, którą uczono dostosowywać się do otoczenia, pod żadnym pozorem nie okazywać charakteru trudno to osiągnąć. W chwili śmierci ojca Aniela straciła wszystko, a teraz walczy, aby być taką, jaką się od niej oczekuje. I w tej walce jest przeraźliwie samotna.

Magda Knedler oddała w nasze ręce świetnie napisaną, wciągającą powieść. Muszę przyznać, że nie mogłam się od niej oderwać. Z zaciekawieniem obserwowałam rozwój postaci, a w szczególności to, jak realizują swoje plany. Bardzo dobrą decyzją było zestawienie tak różnych bohaterek. Dzięki temu Knedler pokazała odmienny sposób myślenia, a także możliwości i ograniczenia, z jakimi mierzyły się ambitne kobiety tamtych czasów. Bo czy kobiecie przystoi mieć ambicje?

1 Magda Knedler, „Noworoczne panny” wyd. Zwierciadło, Warszawa 2025, s. 264.

2 Tamże, s. 286.

[Egzemplarz recenzencki]

"Dusze niczyje" Paweł J. Sochacki

"Dusze niczyje" Paweł J. Sochacki

Wojna niszczy psychicznie nie tylko żołnierzy, ale również cywili. Przykładem może być Erna z powieści Pawła J. Sochackiego „Dusze niczyje”. Akcja książki ma miejsce pod koniec II wojny światowej, a jej bohaterka cierpi na depresję i nerwicę. Rodzice posyłają dziewczynę do zakładu wierząc, że uda się jej pomóc. Leczenie idzie całkiem dobrze, do momentu, aż pacjenci zostają ewakuowani do innego, teoretycznie bezpieczniejszego miejsca. Niestety szybko przekonują się, że to „obóz przetrwania”. Nie mają co liczyć na odpoczynek i fachową opiekę medyczną. Muszą zapracować, pokazać, że są użyteczni, a o każdą łyżkę pożywienia walczyć.

Paweł J. Sochacki nawiązuje w tej powieści do tzw. „akcji T4” czyli eliminacji życia niewartego życia. O co chodzi? Na pewno wiecie, że Hitler promował ideał Aryjczyka. To byli zdrowi, silni ludzie o blond włosach (tak w uproszczeniu). Rasa aryjska miała być czyta, nie było w niej miejsca na skazy, dlatego dążono do usunięcia osób chorych niedołężnych, niepełnosprawnych, a także tych z zaburzeniami psychicznymi. Miejsce akcji książki „Dusze niczyje” to zakład w Obrzycach, gdzie masowo zwozi się takie osoby. Jak okazuje się w praktyce, to umieralnia prowadzona przez ślepo wpatrzonego w przywódcę, fanatycznego dyrektora Grabowskiego. Miejsce, w którym zmanipulowany personel przestał widzieć człowieka w człowieku.

Główna bohaterka książki – wspomniana już Erna – ma to szczęście, że trafia do administracji zakładu. Dzięki temu jest lepiej traktowana, może liczyć na posiłek czy kąpiel. Ma też okazję zobaczyć, jak funkcjonuje ośrodek, jakie prawdziwe cele mu przyświecają. Czy jest w stanie cokolwiek zrobić? Uratować chociaż jedno istnienie, a przynajmniej siebie?

Autor wybrał bardzo ciekawy temat na przedmiot swojej powieści. Widzimy tu wyraźnie dwie rzeczy. Po pierwsze, że wojna nie oszczędza nikogo. Po drugie, jak niebezpieczny jest fanatyzm. W „Duszach niczyich” ofiarami są zagubieni, bezbronni. Ci, którzy nawet w czasach pokoju są narażeni na dyskryminację, zepchnięcie na margines. Jak mają zawalczyć o siebie w tak ekstremalnych warunkach? Rodziny, albo się ich wstydzą, albo oddają – w dobrej wierze – pod opiekę. A reżim chętnie wyciąga po nich swoje łapy. W imię chorej, brutalnej ideologii zamierza zrobić z nimi porządek.

Wracając do powieści „Dusze niczyje”. Nie jest ona tak brutalna, jak mogłoby się początkowo wydawać. Oczywiście, nie brak tu wstrząsających epizodów, a bezduszność personelu przeraża. Natomiast autor skręca w stronę tzw. literatury kobiecej, co nieco łagodzi wydźwięk książki. I nie twierdzę tak dlatego, iż główna bohaterka jest płci żeńskiej, albo ponieważ znajdziemy tu wątek miłosny – chociaż nie jest to bez znaczenia. Chodzi mi raczej o prosty język, brak literackich ozdobników, a także czarno-białe postacie. Sama Erna wydaje się na wskroś dobra. Ona nie walczy o przetrwanie, ona pomaga. Momentami nawet nieco naiwna, zbyt bezpośrednia w swoich pytaniach. Niektóre cele osiąga za łatwo. Powiecie, że to dobrze, bo przy takim temacie nie potrzebujemy więcej dramatyzmu, on sam w sobie jest straszny. Może i tak, jednak szczypta realizmu nie zaszkodzi.

Jak oceniam tę powieść? Pozytywnie. Jak już wspominałam temat mnie zaintrygował. Nie jest chyba często poruszany na gruncie literatury, a na pewno ustępuje Holokaustowi. Paweł J. Sochacki opracował go w prosty, aczkolwiek wyrazisty sposób. Moje gusta literackie skręcają ostatnio ku literaturze pięknej i co nieco ubarwiłabym sposób wyrazu. Natomiast wiem, że są czytelnicy, którzy lubią tak po prostu, bez wydziwiania, konkretnie i na temat. To właśnie im tę książkę polecam.

[Egzemplarz recenzencki]

"Córki Warszawy" Maria Frances

"Córki Warszawy" Maria Frances

Lizzie, załamana po kolejnym poronieniu, zaszywa się w rodzinnym domu. Przeglądając stare pamiątki trafia na zdjęcia swojej prababci otoczonej gromadką dzieci. Kobiecie coś się nie zgadza, wszak przodkini miała tylko jedną córkę. Lizzie zaczyna badać życiorys swojej rodziny i dociera do ciekawych informacji. Przypuszcza, ze prababcia była zaangażowana w działalność konspiracyjną.

Pisząc powieść „Córki Warszawy” Maria Frances inspirowała się działalnością Ireny Sendlerowej, a i sama działaczka jest obecna na kartach książki. Generalnie znajdziemy tu dużo odważnych empatycznych kobiet. Autorka przedstawił je jako idealistki, za czym ja nie przepadam, bo takie postacie wydają mi się mało skomplikowane. Przypuszczam, że chciała zestawić okrucieństwo okupantów i szerzonej ideologii z dobrym sercem i bezinteresowną pomocą. Jeżeli tak to jej się to udało.

Powieści o II wojnie światowej często są wzruszające. Los ofiar boli czytelnika, a odwaga tych, którzy ryzykując swoje życie pomagają, imponuje. Kiedy do tego wszystkiego dorzucimy krzywdę dzieci, to robi nam się z tego prawdziwy wyciskacz łez. I taka też jest książka „Córki Warszawy”. Smutna, wzruszająca, ale też dająca wiarę w bezinteresowne dobro. Natomiast Maria Frances nie wychodzi poza ramy literatury kobiecej. I nie jest to dla mnie ani plus, ani minus. Po prostu stwierdzam fakt. Prosty język, bohaterki idealistki – to wszystko jest nieco wtórne. Tu wzrusza temat, a nie forma. Nawet zestawienie opłakiwania straconego dziecka przez Lizzie z tym, iż jej babka ratowała żydowskie dzieci, jest – jakby to ująć – urocze, acz nieco tanie. Ale to ma swój klimat, który czytelnicy tego typu powieści na pewno docenią.

Być może poprzedni akapit ma krytyczny wydźwięk, ale ja mówię tak tego typu książkom. Upamiętniajmy bohaterskie czyny i dobre wzorce. Przypominajmy, że podziały nie prowadzą do niczego dobrego. Że człowiek człowiekowi powinien być człowiekiem, a nie wilkiem.

[Egzemplarz recenzencki]

"Uznanie" W. & W. Gregory

"Uznanie" W. & W. Gregory

Opieka nad nastolatkiem nie jest łatwa. Młody człowiek chce być coraz bardziej niezależny i nic sobie nie robi z „dobrych rad” dorosłych. Aby „zapanować” nad dzieckiem potrzeba sporo taktu. Przyda się też silna relacja, ale budowanie tej należy zacząć dużo wcześniej. Właśnie jakiejkolwiek więzi zabrakło między Janem Sikorą, a jego synem Michałem – bohaterami powieści „Uznanie” W. & W. Gregory. Ojciec, który jest trenerem judo chciałby przenieść zasady, jakimi kieruje się w sporcie na domowy grunt, a syn konsekwentnie się przed tym buntuje, uciekając w ramiona mamy, albo do kuchni babci. Kiedy umiera Jola – żona Jana i mama Michała – dwóch mężczyzn zostaje na siebie skazanych. Ojciec i syn, którzy nie mają ze sobą nic wspólnego.

„Uznanie” ma formę monologów. W niektórych rozdziałach Jan zwraca się do syna i jest to swego rodzaju spowiedź – tych jest więcej. Pozostałe to desperacka relacja Michała. Swoiste wołanie o uwagę. Autor świetnie wybrał sposób opowiedzenia tej historii. Taka forma nadaje powieści wymiar osobisty i wyjątkowo emocjonalny.

W. & W. Gregory wykazał się fantastyczną intuicją pisząc tę książkę. Wyczuł, że Jan jest trudnym do polubienia bohaterem – przynajmniej na początku, bo ostatecznie zyskał mój szacunek. Niemniej w pierwszych rozdziałach daje nam się poznać, jako wszystkowiedzący pedant, a jego przyzwyczajenia i wartości nabierają kształt upierdliwych manii. Co zrobił autor, abyśmy chcieli słuchać tego bohatera? Otwiera powieść intrygującym prologiem. Faktycznie najpierw przy czytaniu trzymała mnie ciekawość, o co chodzi ze sceną otwierającą „Uznanie”, a potem przyszedł przełom.

Przełom nastąpił, kiedy W. & W. Gregory – po długim fragmencie poświęconym Janowi – oddaje głos Michałowi. Ten młody mężczyzna rozdarł moje serce tym, jaki jest nieszczęśliwy. Rzucone „prosto z mostu” wyznania: „Jestem sam.”1, „Jestem nikim. Nienawidzę siebie.”2 sprawiają, że nie mogłam przestać myśleć, co stało się w życiu tego chłopaka, co „zrównało z ziemią” jego pewność siebie. Dochodzi do tego pewna niekonsekwencja w relacji z ojcem. Z jednej strony Michał się zamyka się na wszelkie próby kontakty czy narzucania obowiązków z jego strony. Z drugiej kiedy ten daje mu swobodę, oburza się. Mówi: „Nie interesujesz się tym, co mnie dotyczy.”3, albo „Zawsze zapomina”4, a jego bunt przybiera coraz bardziej zuchwały wyraz. Czy relacja ojca i syna jest do uratowania?

„Uznanie” to taka książka, która „postawiła mnie na nogi”. Właściwie nie planowałam jej czytać ze względu na rolę sportu w życiu głównego bohatera, która został dość mocno uwypuklona w opisie. Nie jestem fanką takich motywów, a ta powieść sprawiała wrażenie „męskiej”. I jest męska, ale napisana tak, że ja, kobieta, zrozumiałam te męskie emocje. Powieść tę czytałam bardzo zachłannie, ignorując zmęczenie po aktywnym dniu, a odkładałam ją trzęsąc się z emocji. Cudowne uczucie.

1 W. & W. Gregory, „Uznanie”, wyd. Opener, Stanica 2023, s. 93.

2 Tamże, s.89.

3 Tamże, s. 14.

4 Tamże, s. 131.

[Egzemplarz recenzencki]

"Jeden zero dla Baśki" Elwira Watała

"Jeden zero dla Baśki" Elwira Watała

Jest takie powiedzenie „każda potwora znajdzie swojego amatora”. Tytułowa Baśka z powieści Elwiry Watały podobno urodą nie grzeszy, ale jak wiele kobiet marzy o swoim księciu z bajki. Czy okaże się nim Eryk, hipis poznany na jednej z potańcówek? Tylko po części. Oblubieniec jak szybko przyjechał, tak odjechał, zostawiając Basi pamiątkę w postaci ciąży. Mężczyzna nie zamierza zalegalizować związku i płacić alimentów. Bohaterka książki musi poradzić sobie z samotnym wychowaniem dziecka, ale też ze społecznym ostracyzmem.

Ważną informacją jest czas akcji – lata 60. XX wieku. Elwira Watała zadbała o wyraźne zarysowanie tła, a w szczególności przedstawienia ludzkiej mentalności – oczywiście głownie w sferze seksu, macierzyństwa, obyczajności. Dlatego też Basiny potomek rusza w świat z łatką bękarta, a ona sama – chociaż „do tanga trzeba dwojga” - zbiera cięgi od otocznia.

„Jeden zero dla Baśki” nazwałam roboczo „powieścią rozkminą”. Opowiedziana przez pisarkę historia to tylko część atrakcji jakie skrywa ta książka. Jest ona pełna ciekawostek z alkowy głównie królów, ale też innych słynnych postaci. Znajdą się rozważania na inne tematy np. posyłanie do żłobka, ale są one mniejszością. Tą książką rządzi cielesność. Generalnie autorce nie trzeba wiele, aby odpłynęła od trzonu fabuły. Nie zaznaczyłam sobie żadnego cytatu, bo Elwira Watała bardzo płynnie przechodzi między różnymi elementami swojej gawędy i musiałabym przepisać spory fragment, ale spróbuję zaimprowizować coś w stylu, jakim została napisana książka. Uwaga, zaczynam: „Na śniadanie Basia zjadła kanapkę z ogórkiem. Ilu samotnym, spragnionym miłości niewiastom to twarde warzywo dało szczęście. Kiedy książę na białym koniu nie mógł znaleźć drogi do ich drzwi to zielony kolega dotrzymywał im towarzystwa. Mówi się, że królowa XYZ, wcześnie owdowiała i życzyła sobie to warzywo do kolacji, bynajmniej nie w celu konsumpcji.” No dobra, może nie była to smaczna improwizacja, ale fakt też jest taki, że w powieści zamieszczono sporo obleśnych anegdot. Czy wyszły one „Baśce” na plus? Powiem tak. Na początku bawiłam się przednie. Z postępem czytana ciągłe dygresje były dla mnie nużące. Akcja posuwała się do przodu w żółwim tempie, a ja bardziej chciałam wiedzieć co Basią, a nie z kim spał i jak spał Henryk VIII.

Książka „Jeden zero dla Baśki” to niewątpliwie bardzo oryginalny twór. Tematyka kręci się wokół miłości, seksu, obyczajności i hipokryzji – ze wskazaniem na dwa pierwsze hasła. Jako plusy wskazać mogę gawędziarski styl autorki i fantastycznie zarysowane PRL-owskie tło. Duża ilość ciekawostek to element, który mi się początkowo spodobał, ale ostatecznie przytłoczył. Aczkolwiek w tym punkcie mam świadomość, że znajdą się osoby, których taka konstrukcja powieści zachwyci. Czy ty będziesz jedną z nich?

Nie prosiliśmy o skrzydła - Vanessa Diffenbaugh

Nie prosiliśmy o skrzydła - Vanessa Diffenbaugh

Zgodnie z planem miała dziś być kolejna recenzja, ale długi weekend pokrzyżowałam mi plany. Cały dzień poza domem sprawił, że nie dokończyłam książki o której chciałam napisać. Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Postanowiłam napisać wam kilka słów o książce, którą czytałam już dość dawno, ale jest bardzo piękna i warto o niej opowiedzieć.

Dziennik Mai - Isabel Allende

Dziennik Mai - Isabel Allende


Będziesz miała, Mayu, czas żeby się ponudzić. Wykorzystaj go na opisanie piramidalnych głupot, jakich narobiłaś, może dzięki temu zrozumiesz ich skutki.

Pewnie każdy z nas miał w życiu taki moment, że chciał wszystko rzucić i uciec na koniec świata. Ona zadarła z niewłaściwymi ludźmi i ucieczka była jej jedyną szansą.

Dwie kobiety - Hanna Dikta

Dwie kobiety - Hanna Dikta


Dwie kobiety, dwie outsiderki, dwie historie, dwie dusze, które połączył los. Czy będą potrafiły się porozumieć? Czy będą umiały sobie pomóc? Jestem osobą, która głęboko wierzy, że nic w życiu nie dzieje się bez przyczyny, a każde, nawet ciężkie doświadczenie może doprowadzić do czegoś dobrego. Hanna Dikta pokazała mi swoją powieścią, że moje podejście do życia ma sens.

Historie miłosne - Kamila Cudnik

Historie miłosne - Kamila Cudnik


Teraz widziała to co Anna gdy zobaczyła Tomka, i nie mogła uwierzyć, że kiedyś się w nim zakochała, ani w to, że po jego zdradach i po tym, gdy pierwszy raz ją uderzył, dała mu szansę.1

W teorii każdy wie co to przemoc domowa. W praktyce granica pomiędzy kłótnią a maltretowaniem okazuje się dosyć cienka. Czy przemoc jest już wtedy kiedy okazujemy partnerowi pogardę? Czy wystarczy nazwać go idiotą raz, a może pięć razy? A może z przemocą mamy do czynienia dopiero gdy padają epitety, aż uszy więdną i dochodzi do rękoczynów?
I co o mnie powiesz? - Holly Bourne

I co o mnie powiesz? - Holly Bourne


Trzydzieści dwa lata. Gdy byłam młodsza nie mogłam sobie wyobrazić, że kiedykolwiek będę miała tyle lat. Ten wiek istniał tylko jako pewna wizja życia: naturalnie będę mężatką, będę miała dom, a w nim dzieci. Ależ oczywiście. Tak się po prostu dzieje.1

Pamiętam jak na moim weselu przyjaciółka zażartowała, że udało mi się wyjść za mąż przed trzydziestką. Tak śmiesznie się składało, że moje urodziny wypadały za dwa tygodnie.
Chyba coś w tym jest. Oczekuje się, że do trzydziestki kobieta założy rodzinę. Bo zegar biologiczny tyka. Bo stara panna. Bo ile można czekać. Rozważania na ten temat snuje bohaterka książki I co o mnie powiesz?.
Życie w spadku - Małgorzata Garkowska

Życie w spadku - Małgorzata Garkowska

Poczucie winy, przykrywane dotąd starannymi próbami odwzorowania codzienności, teraz uwolniło się z ryzów i niczym trujący bluszcz oplotło mu gardło, gorzko spłynęło do żołądka, ściskając po drodze serce.1

Bliźniacy jednojajowi kojarzą się z osobami, które łączy bardzo silna więź. Spędzają razem dużo czasu , dzielą pasje, a nawet potrafią czytać sobie w myślach. Co musi się wydarzyć, aby dwóch braci tak się poróżniło, że nie chcą mieć ze sobą do czynienia.


Copyright © Asia Czytasia , Blogger