Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komedia kryminalna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komedia kryminalna. Pokaż wszystkie posty
"Dzieci Świętej Małgorzaty" Ante Tomić

"Dzieci Świętej Małgorzaty" Ante Tomić

Święta Małgorzata jest patronką kobiet ciężarnych. I właśnie w intencji spłodzenia potomka przybywa do pewnego dalmatyńskiego miasteczka zdesperowane małżeństwo. To tu mają się odbywać obchody ku czci świętej. Ich wątek przeplata się z innymi: syryjskiego imigranta, bankrutującego biznesmena, przedsiębiorczego policjanta mającego w planach sprzedawać ćevapy i mogącego poszczycić się piękną córką. Kibicuje im osioł pana Mikuli, który bezbłędnie potrafi wyczuć chemię między ludźmi i nie waha się głośnym rykiem obwieszczać o tym światu. Czy obchody ku czci świętej Małgorzaty będą owocne?

Ante Tomić swego czasu zauroczył mnie książka „Cud w Dolinie Poskoków”, więc bez wahana sięgnęłam po jego kolejną powieść, która na polskim rynku ukazała się dzięki oficynie literackiej Noir Sur Blanc. Ta zatytułowana jest „Dzieci Świętej Małgorzaty”. Chorwacki autor po raz kolejny serwuje nam satyrę i to nieco przaśną satyrę. I tu się na chwilę zatrzymam. Tomić pokazuje, że przaśność nie musi być wulgarna Że – pomimo iż – fabuła powieści kręci wokół robienia dzieci, można pisać o tym sympatycznie i zabawnie. Że seks może i jest tematem przewodnim, ale nie dominuje, nie przyćmiewa innych aspektów.

Miasteczko, w którym dzieje się akcja to takie miejsce, gdzie po prostu się żyje. Ludzie mają sporo wyrozumiałości wobec sąsiadów. Może nie zawsze rozumieją świat, ale biorą go takim jaki jest, nie komplikując sobie specjalnie życia. I ta prostolinijność urzeka czytelnika, a na satyrycznej kanwie tworzy swego rodzaju krzywe zwierciadło relacji międzyludzkich, miłości, kochania.

Po raz kolejny rewelacyjnie bawiłam się z książką tego chorwackiego pisarza. Tomić – trochę jak Mrożek – pokazuje, że satyra nie musi być skomplikowana. Ona nie musi przytłaczać czytelnika formą czy językowymi konstruktami. „Dzieci Święte Małgorzaty” to komedia pełną gębą. Komedia, która może być odświeżająca w świecie pełnym terminów i planowania. Czy jeszcze wiemy, co to spontaniczność?

[Egzemplarz recenzencki]

„Miał być spokój, są kłopoty” Artur Kuchta

„Miał być spokój, są kłopoty” Artur Kuchta

Mela, bohaterka powieści autorstwa Artura Kuchty wyjeżdża na Mazury, w poszukiwaniu spokoju. Ale, ale. Tytuł tej książki to „Miał być spokój, są kłopoty” i te kłopoty szybko się pojawiają. Sąsiadka dziewczyny zostaje napadnięta we własnym domu. Mela bez wahania rzuca się na pomoc, a później aktywnie angażuje się w poszukiwanie sprawcy. Jak przekonamy się w toku fabuły i Mela, i jej przyjaciółka Aldona – która ją odwiedza i zostaje na dłużej – to ten rodzaj ludzi, który zawsze stąpa „przed szeregiem”. Dziewczyny szybko angażują się w życie lokalnej społeczności, a także mają pomysł na kilka biznesów. Będąc tak aktywnym łatwo wpaść w kłopoty, szczególnie, że ciągle rozglądają się za potencjalnym włamywaczem i nawet znajdują pewne ślady.

Przyznam, że do komedii kryminalnych podchodzę wyjątkowo sceptycznie. To są takie powieści „no rules”. Bohaterowie nie muszą martwić się, aby wszystko było „dopięte na ostatni guzik”, a konsekwencji ich działań czasami w ogóle nie ma przez co i autorom zdarza się fabularna nonszalancja. Nie uchronił się przed tym Artur Kuchta. Ależ mnie denerwowało, że bohaterki wszem i wobec – nawet policji prosto w twarz – opowiadają o tym, że prowadzą agencję detektywistyczną, a jakakolwiek wiedza, pozwolenia itp. Kochane bez tego to wy co najwyżej nadgorliwymi sąsiadkami jesteście, a nie detektywami.

Natomiast chyba taki był plan. Artur Kuchta chciał wykreować bohaterki, które jak nie drzwiami to chociażby kominem wejdą. Dziewczyny łapią „klika srok za ogon”, angażują się w co się da i komu się da pomagają, a swoje pomysły natychmiast wcielają w życie. Takie to nawet na Antarktydzie nie miałby spokoju. Pewnie uczyłby stepować pingwiny, albo coś jeszcze bardziej szalonego. Dzięki takim bohaterkom powieść „Miał być spokój, są kłopoty” jest pełna zabawnych scen, a same Mela i Aldona wzbudzają ogromną sympatię. A czy faktycznie przyczynią się do złapania włamywacza? Tego dowiedzą się wyłącznie ci, którzy przeczytają tę książkę.

Myślę, że Artur Kuchta uchwycił istotę komedii kryminalnej. Jest lekko i wesoło, a przy tym jego bohaterki ładują się w kłopoty, czasami nawet poważne. Nawet taki małostkowy sceptyk, jak ja, musi przyznać, że czytanie powieści jego autorstwa było bardzo odprężające. Czuję, że fani tego rodzaju książek docenią „Miał być spokój, są kłopoty”. Ja bym chciała jeszcze zobaczyć Melę i Aldonę w akcji.


[Egzemplarz recenzencki]

Copyright © Asia Czytasia , Blogger