Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Clive Gifford. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Clive Gifford. Pokaż wszystkie posty
"Formuła 1. Niezapomniane chwile" Clive Gifford

"Formuła 1. Niezapomniane chwile" Clive Gifford

Dziś będzie o szybkich samochodach.” 13 maja 1950 r. rządzący Wielka Brytanią król Jerzy VI obserwował, jak 21 bolidów Formuły 1 rozgrzewa swoje silniki. Za chwilę miał się rozpocząć Grand Prix Wielkiej Brytanii. Wokół toru Silverstone zebrał się ogromny tłum liczący 150 tysięcy fanów.”1 Od tego czasu wyścigi F1 przyciągają rzesze entuzjastów sportów motorowych. Przeżyjmy to jeszcze raz – chciałoby się powiedzieć. Jest to możliwe dzięki książce „Formuła 1. Niezapomniane chwile” Clive'a Gifforda.

Czy lepiej nazwać ją zbiorem ciekawostek, czy zbiorem wspomnień? Chyba oba określenia będą dobre. Gifford uchwycił momenty. Najbardziej ekscytujące, najbardziej dramatyczne i najważniejsze chwile z toru F1. Przywołuje postacie najlepszych kierowców, aby jeszcze raz opowiedzieć o ich sukcesach, a czasami i błędach. Co prawda „Formuła 1. Niezapomniane chwile” została wydana pod skrzydłami wydawnictwa Czytalisek, marki grupy wydawniczej Helion odpowiedzialnej za książki dla dzieci, a także autor kojarzy się z takowymi publikacjami, jednak ja czuję, że i dla starszego czytelnika taka publikacja będzie dobrą okazją do wspomnień.

Gifford opisuje różne sytuacje i anegdoty z toru w krótkiej formie. Są to 1,5 – 2 stronicowe historie. Fajnie, zwięźle i na temat – można powiedzieć. Natomiast zabrakło mi trochę klucza, w w jakim zostały uporządkowane. Niby wszystko ładnie ułożone, ale chyba przypadkowo. Dodać też muszę, że w wydaniu z 2026 roku (może będą kolejne, trudno powiedzieć) nie ma zdjęć, ilustracji. Mnie to co prawda nie przeszkadza, ale słyszałam głosy osób, którym ich brakowało. Dlaczego mnie nie? Uważam, że ta książka uruchamia wyobraźnię. Najlepiej zamknąć oczy, przywołać emocje towarzyszące wyścigowi, poczuć zapach palnej gumy i oddać się opisywanym wydarzeniom.

Kto ogląda? Kto kibicuje? Kto kocha szybkie samochody? Wiem, że wśród was są entuzjaści wyścigów samochodowych. To książka dla was. Książka, która może być czytana przez rodzica i dziecko i oboje będą mieć z tego mega przyjemność.


1 Clive Gifford, „Formuła 1. Niezapomniane chwile”, tłum. Krzysztof Krzyżanowski, Gliwice 2026, s. 8.

[Egzemplarz recenzencki]

"Co wolisz? Starożytni Egipcjanie" Clive Gifford

"Co wolisz? Starożytni Egipcjanie" Clive Gifford

Wyobraźmy sobie, że przyszło nam żyć w starożytnym Egipcie. Jakie zajęcie dla siebie tam widzicie? Sięgacie wysoko i chcecie być faraonem, a może wasze ambicje ledwo oderwały się od podłogi i wystarczy wam całowanie jego stóp? Wolcie domowe życie i opiekę nad rodziną, a może „nosi” was po świecie i wolicie wybrać się na wojenną wyprawę? W publikacji „Co wolisz? Starożytni Egipcjanie” staniemy przed szeregiem wyborów. Czy serce dobrze nam podpowie i miło urządzimy się w dawnym Egipcie?

Publikacja ta przypomina mi zabawny program popularnonaukowy dla dzieci. Najpierw prowadzący zadaje pytanie „co wolisz?”. Masz dwie opcje i po chwili poznajesz plusy i minusy każdej z nich. Co oczywiście jest pretekstem do zaprezentowania ciekawostek o starożytnym Egipcie. Co jakiś czas następuje bonus, czyli jakaś ekstra informacja luźno powiązana z poruszanym tematem. A w pewnym momencie pojawia się niezwykły przerywnik. Prowadzący wykrzykuje: Uwaga. Zapraszamy do Boskiej Alei Gwiazd”, albo „Poznajmy najpopularniejszy faraonów”.

Clive Gifford słynie z tzw. „nauki na luzie”. Potrafi przekazywać wiedzę w ciekawy sposób. Kiedy spojrzałam na książki z serii „Co wolisz?” myślałam, że będzie to coś w stylu mojej ukochanej „Strasznej historii”. Trochę tak, trochę nie. W obu przypadkach poznawaniu historii towarzyszy humor, jednak Terry Deary posunął się dalej niż Clive Gifford. „Straszna historia” bywa niesmaczna. Jak można wywlec jakieś flaki to autor na pewno to zrobi. „Co wolisz?” jest dużo bardziej stonowana. Autor (chyba) stwierdził, że oryginalna forma wystarczy. Oboje uzyskali dobry efekt. Oddali w ręce czytelników publikacje merytoryczne, lekkie i zachęcające do poznawania historii.

Kochani, ja zawsze będę ambasadorką tego typu książek. Dzieciaki doceniają oryginalną formę i dzięki niej zdobywają wiedzę. Wyjmijcie tę książkę na kinderparty i spróbujcie zrobić teleturniej. Zamieńcie się w szalonego prowadzącego i wspólnie podyskutujcie, jakimi Egipcjanami będą jego uczestnicy. Czy to nie brzmi, jak oryginalna zabawa?

[Egzemplarz recenzencki]

"Szokujące liczby" Clive Gifford

"Szokujące liczby" Clive Gifford

Liczby pomagają opisać to co nas otacza. Dzięki nim możemy określić, ile czego jest, albo stworzyć obrazowe porównanie. Właśnie w takim kontekście przedstawia świat Clive Gifford w publikacji „Szokujące liczby”. Jest to zbiór ciekawostek, w których kontekst ilościowy, czy też wielkościowy „gra pierwsze skrzypce”.

Z jakich dziedzin fakty prezentuje autor? Mamy tu lekki miszmasz, w którym dominują nauki przyrodnicze. Książkę otwiera krótka historia powstania życia na ziemi, która jest porównana do jednego roku. Następnie zaglądamy do naszych ust i poznajemy zamieszkujące je bakterie. Na kolejnych stronach znajdziemy ciekawostki na temat burz i piorunów, śmieci, złota, komarów i płetwali błękitnych, budowy smartfonów, nowych i już wymarłych gatunków zwierząt, szybkich samochodów, wycinki lasów tropikalnych, kontenerowców, topnienia lodowców. Takie zestawienie tematów ma swoje plusy i minusy. Ja wolałabym bardziej uporządkowaną publikację np. ”Szokujące liczby. Europa”, „Szokujące liczby. Zwierzęta”, aczkolwiek muszę przyznać, że studiowanie pozornie nieinteresującego nas tematu może sprawić, że się na niego otworzymy. Czy to co oferuje ta książka jest dla was interesujące? Oceńcie sami.

Widać, że Clive'owi Giffordowi bliskie są eko tematy, co generalnie pochwalam. Jednak chciałabym uwrażliwić autorów, aby nie straszyli dzieci. One dość mocno przeżywają to czego się dowiadują i to, że nie mają mocy, żeby ot tak zmienić świat. Zwierzęta morskie zabijane przez plastik, wielkie plamy śmieci, wymierające gatunki zwierząt, podnoszenie się poziomów mórz i powodzie – to są fakty, jednak można je przedstawić subtelnie, czego mi w publikacji zabrakło. W krótkich ciekawostkach nie ma miejsca na delikatność, przez co ich wydźwięk może być nieco przerażający.

„Szokujące liczby” dostaliśmy w prezencie. Szczerze mówiąc sama nie kupiłabym tej książki, bo dla mnie świat liczb jest – pomimo ich wymierności – abstrakcyjny, szczególnie kiedy mówimy o ogromnych wartościach. 39 bilionów bakterii? Wchodzimy w sferę, której ja nie jestem w stanie sobie wyobrazić, przez co zapomnę tę informację za 3, 2, 1... Już. Natomiast moim dzieciakom książka bardzo się spodobała, dzięki krótkiej formule ciekawostek. Akurat robiliśmy inhalację. Nie chciałam włączać bajek, bo niedługo mieliśmy wychodzić z domu, więc żeby jakoś zabawić dzieci zaczęłam czytać im pierwszą z brzegu książkę. Słuchali z wytrzeszczonymi oczami zadając dodatkowe pytania. M. słysząc o bilionach bakterii w jej buzi wykrzyknęła: „Matko z córką, to więcej niż 100”, a Junior trącał palcem rysunek człowieka trafionego przez piorun z radosnym „bzzzz”.

Myślę, że formuła krótkich informacji spodoba się „wiercipiętom”, jaką jest np. moja córka. Ona nie przepada za długimi wywodami, ale już „rzucona” w jej kierunku zwięzła ciekawostka może zwrócić jej uwagę. Ta książka była też lekcją dla mnie. Dzieci to odrębne istoty, które interesuje coś innego niż rodzica, które inaczej przyswajają informację. Muszę o tym pamiętać wybierając kolejne pozycje do ich biblioteczki.

Copyright © Asia Czytasia , Blogger