Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Dragon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Dragon. Pokaż wszystkie posty
"Leśna obietnica" Patrycja Żurek

"Leśna obietnica" Patrycja Żurek

Macierzyństwo i słowiański klimat – tak krótko można podsumować powieść Patrycji Żurek pt. „Leśna obietnica”. Tematy dość lubiane. Czy zagwarantują one sukces tej książce? Czas pokaże. Ja postaram się nieco ją wam przybliżyć, abyście mogli ocenić, czy wpisuje się w wasz gust czytelniczy.

Wbrew pozorom akcja powieści ma miejsce w XX wieku. Uciekając przed okropnościami wojny Żelisława zawiera pakt z Dziewanną. Bogini obiecuje chronić kobietę i jej córkę, ale nie za darmo. Panie osiedlają w leśnej chacie, dbają o porzucone sieroty, czczą starych bogów, a każdy urodzony chłopiec w ich rodzie ma zostać oddany Dziewannie w ofierze. Żaneta jest zrozpaczona, kiedy słyszy o zobowiązaniach matki. Ma żal, że poświęciła przyszłe pokolenia dla swojej wygody. Ale nie ma odwagi sprzeciwić się bogom. Pokornie spełnia oczekiwania poświęcając marzenia, miłość, rodzinę.

Historia, jaką opowiada nam Patrycja Żurek jest świetna. Autorka nie oszczędza swoich bohaterek. Kolejnymi zwrotami akcji wręcz „kopie leżącego”. Z każdą stroną mamy coraz mniej nadziei, że życie Żanety jakoś się ułoży, chociaż pisarka dba, aby mały płomień optymizmu ciągle się tlił. Natomiast dzięki temu Żurek skutecznie porusza czytelnikiem, wywołuje współczucie wobec głównej bohaterki i sprawia, że chce się poznać jej dalsze losy.

Zaskoczyło mnie, iż autorka poruszyła w „Leśnej obietnicy” temat niepełnosprawności. Jakiś czas temu prezentowałam wam powieść „Dusze niczyje” Pawła J. Sochackiego, w której autor nawiązuje do tzw. Akcji T4 i „oczyszczania” rasy aryjskiej z „wybrakowanych” jednostek. Niepełnosprawność nie wpisywała się również w doktrynę socjalizmu. Tworząc postać mieszkającą w lesie i opiekującą się dziećmi z dysfunkcjami autorka czyni z Żanety „rasową outsiderkę”. Kobietę żyjącą „pod prąd”. Natomiast z obserwacji Żanety wynika coś, co my już wiemy. Że takie osoby, czują, uczą się i potrzebują miłości. Niby to wiemy, ale czy trochę się ich nie boimy?

Jak już wspominałam, fabuła tej powieści bardzo mi się podoba, jednak nie podpasował mi styl pisarki. Jak dowiedziałam się z biogramu autorki „kocha związany z pisaniem reasearch (...)”1. Cieszy, że jest taka skrupulatna, tylko, czy każdą ciekawostką trzeba się dzielić? Żaneta jest rządna wiedzy i wiele czyta, a Patrycja Żurek pozwala jej „szpanować” tą wiedzą. W efekcie dostajemy np. szybki przegląd historii ginekologii. Po co? Nie wiem. Jak was to nie interesuje to macie stronę mniej do czytania. Reasearch jest po to, aby fabuła byłą spójna i ciekawa, a nie po to, aby doszkalać czytelnika. Bohaterka ta dorabia jako położna. Lepiej sprawdziłby jakiś ciekawy przypadek, ale wszelkie opisy porodów wyglądają podobnie. Również kiedy bohaterki zbierają zioła dowiadujemy się, na co one pomagają, pomimo, że nikt akurat na tą przypadłość nie cierpi.

Językowo jest raczej przeciętnie. Wyłapała tu sporo powtórzeń. Nie takich „bezczelnych” zdanie po zdaniu, ale podobne refleksje, wydarzenia są opisywane podobnymi słowami. Chociażby autorka często określa Żelisławę (córkę Żanety) jako krnąbrną, a ja nie widzę u niej tej cechy. Właściwie słabo widzę, jaka ona jest, bo kreacje postaci, ich charakterów i relacji też mogłyby być lepiej zarysowane. Jednak, kiedy miałabym powiedzieć coś więcej tej bohaterce, to opisałabym ją jako dziecko pozbawione uwagi, miłości. Dziewczynki żyjącej z matką goniącą za marzeniami, ambicjami i stabilizacją. Matką, która nie potrafiła być matką dla swojej córki. Wracając do kreacji bohaterów, to nie przymiotniki, a wydarzenia ich tworzą. O tym Patrycja Żurek zapomniała.

Będąc przy języku wypomnę jeszcze pojedyncze potocyzmy. Tak, pojedyncze, ale tak samo jak walczę z niepotrzebnymi wulgaryzmami, tak samo będę walczyć z dziwnymi potocznymi wstawkami. Skoro bohaterki mówią poprawną, ładną polszczyzną – a tym bardziej narrator - tego się trzymajmy. Dla przykładu zaznaczyłam sobie jeden cytat: „Teraz nie miała możliwości zostawiać dzieci samych, nie, póki córka wisiała na cycu i potrzebowała opieki.”2 Czy nie lepiej brzmiałoby: „dopóki karmiła piersią”. „Wiszenie na cycu” kojarzy mi się żartobliwie (a ten fragment nie ma takiego charakteru), albo desperacko (kiedy matka ma już dość wiecznie domagającego się piersi dziecka, do czego te słowa też nie nawiązują).

Jeżeli miałabym krótko podsumować powieść „Leśna obietnica” powiedziałabym, że jest to bardzo ciekawa historia, ale przeciętnie napisana. Raczej dla miłośników obyczajówek, których porwą świetne zwroty akcji i poruszająca problematyka, niż dla tych kochających literaturę piękną i zachwycających się językowymi konstrukcjami. Nie wszystko w tej książce jest dopracowane (wręcz wiele nie jest), ale nie można odmówić autorce, że potrafi potrafi zrobić „trzęsienie ziemi” w życiu swoich bohaterów.

1 Patrycja Żurek, „Leśna obietnica”, wyd. Dragon, Bielsko-Biała 2024, okładka.

2 Tamże, s. 133.

[Egzemplarz recenzencki]

"Wszystko o koniach" Antoinette Delylle

"Wszystko o koniach" Antoinette Delylle

Są takie serie książek, które uzupełniam z ogromną przyjemnością. Zalicza się do nich „Wszystko o...” od wydawnictwa Dragon. Mamy „Wszystko o sowach”, „Wszystko o bakteriach i wirusach”, „Wszystko o pszczołach”, „Wszystko o krowach”, „Wszystko o psach”, a teraz do naszej kolekcji dołączyła publikacja „Wszystko o koniach”.

Koń, jaki jest każdy widzi, ale ile o nim wiemy. Czy rozróżniamy rożne typy chodu koni, albo rodzaje rżenia? Czy wiemy, po co się konia podkuwa? Czy znamy rasy koni? Czy umiemy czytać jego język ciała? Czy mamy świadomość, jak on postrzega świat? Wreszcie, czy wiemy, jak się nim opiekować? Antoinette Delylle – dziennikarka, jeździec, blogerka, autorka książek o koniach – opracowała świetną publikację dla dzieci, w której zebrała najważniejsze fakty na temat tych zwierząt.

Z jednej strony taki koń to nie jest jakieś niezwykłe zwierzę. Wiadomo, że nie trzymamy go w domu, ale żyje na tyle blisko człowieka, że nam się opatrzył. Jednak książka „Wszystko o koniach” okazała się bardzo zaskakująca. Szczególnie byłam zdziwiona, że te zwierzęta mają tak wszechstronnie rozwinięte zmysły, ile i jak szybko potrafią czytać otoczenie.

Poszczególne tematy Antoinette Delylle przedstawia w formie krótkich ustępów. Aż dziw, że można tak konkretnie pisać. Myślę, że dzieciom będzie to odpowiadać. Czytając „Wszystko o koniach” nie są „narażone” na długie wywody. Mogą szybko zaspokoić swoją ciekawość.

Dobrym rozwiązaniem okazał się też słownik. Sama nie wierzę, że to napisałam, bo rzadko korzystam z takich dodatków, ale w tym przypadku okazał się bardzo pomocny. Konie żyją tak blisko ludzi, że specyficzne słowa z nimi związane (np. stęp, uzda itp.) bywają powszechnie znane. Jednak autorka nie może mieć pewności, co do każdego czytelnika. Zamiast „nadmuchiwać” tekst, co może bardziej zorientowanych odbiorców irytować, stworzyła słownik, z którego można skorzystać w razie potrzeby.

W mojej ocenie to jedna z lepszych popularnonaukowych serii dla dzieci. Merytoryczna i konkretna, a także sympatycznie wydana. Zabawne, kolorowe ilustracje na pewno pomogą czytelnikom zapamiętać, co nieco z lektury. A o to chyba chodzi w tego typu książkach, żeby w główce coś zostało

[Egzemplarz recenzencki]

"Lasoterapia dla dzieci" Agata Preuss, Dorota Zaniewska

"Lasoterapia dla dzieci" Agata Preuss, Dorota Zaniewska

Jestem mieszczuchem i się tego nie wstydzę, jednak lubię od czasu do czasu uciec do lasu. Cisza, kojący zapach – zdecydowanie można naładować tam baterie. Fajnie jest poszwendać się bez celu. Nawet nie muszę córce specjalnie szukać zajęcia. Zbieranie patyków, szyszek czy innych leśnych skarbów jest bardzo zajmujące. Piszę o tym, bo nakładem wydawnictwa Dragon ukazała się książka „Lasoterapia dla dzieci”. Pomyślałam sobie, że może dobrze będzie wynieść z naszych spacerów coś więcej niż kieszenie pełne igliwia.

Publikacja to skarbnica leśnych zabaw. Zawiera przeróżne aktywności. Znajdą coś dla siebie zarówno obserwatorzy, zbieracze jak i ci, którzy lubią tworzyć. Książkę podzielono na pory roku, co jest świetnym rozwieszaniem, bo pozwala najlepiej wykorzystać to co oferuje natura i oczywiście ją poznać. Właściwie autorki nie narzucają, jak mamy korzystać z „Lasoterapii...”. Zadanie można dostosować do pogody, preferencji dziecka, posiadanych materiałów itp. Zakres tematów też jest różnorodny. Uważny opiekun szybko podłapie, co zainteresuje dziecko – ptaki, mrówki, a może drzewa – a po powrocie ze spaceru może jeszcze rozwinąć zagadnienie we własnym zakresie.

Muszę pochwalić autorki i wydawcę, ponieważ kolejne zabawy zostały przejrzyście opisane. Każde z zadań wzbogacono o krótki komentarz merytoryczny, np. szukamy żołędzi, więc pojawia się kilka słów o zwierzętach, które się nimi pożywiają oraz o dębach. Wyszczególniono również co będzie nam potrzebne do realizacji danej aktywności. Plastelina, nożyczki, sznurek, kredki, kubeczek itp. - rzeczy, które znajdziemy w domu (chyba lupa jest najbardziej „fikuśnym” narzędziem, ale nie wiem co kryje się w waszych szufladach). Jeżeli do wykonania zadania jest potrzebny jest szablon, jest on załączony. Jeżeli trzeba wykonać jakieś bardziej skomplikowane czynności np. origami, dostajemy dokładną instrukcję, często przedstawioną też graficznie. Tutaj dodam, że ilustracje też fajne pokazują na czym polega dana zabawa. Generalnie publikacja perfekcyjnie opracowana. Nic dodać nic ująć.

Moim zdaniem „Lasoterapia dla dzieci" to pozycja obowiązkowa. Chyba nie muszę nikogo przekonywać, że natura ma dobry wpływ na, często przebodźcowanego zgiełkiem i mediami, człowieka. Wspomniana książka pomoże uatrakcyjnić wam wyprawę do głuszy. Proponowane zabawy są różnorodne. Jak to się mówi: „dla każdego coś miłego”. Dlatego jestem pewna, że znajdziecie tutaj szereg misji, przy których będziecie się świetnie bawić.

"Wszystko o sowach" Radosław Włodarczyk, Maciej Kamiński

"Wszystko o sowach" Radosław Włodarczyk, Maciej Kamiński

Wielkie oczy, puszyste upierzenie – każdy potrafi bezbłędnie ją rozpoznać. Sowa uchodzi za symbol mądrości. Czy naprawdę wyróżnia się inteligencją na tle innych zwierząt? O smutnym człowieku można powiedzieć, że jest osowiały. Czy sowy jakoś wyraźnie okazują gorsze samopoczucie? Czy sowy są wyjątkowe? Radosław Włodarczyk i Maciej Kamiński postarają się opowiedzieć nam „Wszystko o sowach”.

Czego dowiemy z tej publikacji? M.in.: Jak sowa jest zbudowana i dlaczego tak?; Poznamy różne gatunki sów; Gdzie mieszkają, jak polują i jak długo żyją; Czym jest wypluwka?; Dlaczego sowa widzi w ciemności?; Czy sowy są czułymi rodzicami?; Jak wygląda cykl życia tego ptaka?; A także poznamy gros ciekawostek na ich temat – nie tylko z dziedziny biologii.

Kiedy zobaczyłam książkę „Wszystko o sowach” pomyślałam sobie: „Kurczaczki, ptak tak znany, tak charakterystyczny, a niewiele się o nim mówi.” Okazuje się, że to liczna i zróżnicowana rodzinka. Dzięki tej publikacji będziemy mogli poznać jej zwyczaje, a nawet wstydliwe sekreciki – bo nawet takie ona ma. A to wszystko przedstawione w sympatyczny sposób. „Wszystko o sowach” czyta się jak zbiór ciekawostek. Autorzy nie przynudzają. Zwięźle mówią nam, jak to z tymi sowami jest. Czytanie umilają ilustracje Blanki Olasik, z których emanuje słodycz. Cóż, sowy okazały się wyjątkowo wdzięcznymi modelami i modelkami.

„Wszystko o sowach” ma nieco mniejszy format niż wcześniejsze publikacje z serii. Podoba mi się ta zmiana, bo dzięki niej książka jest dużo bardziej poręczna. Jedyne co bym zmieniła to czcionka. Mianowicie, mogłaby być większa. Da się czytać – nie trzeba wyciągać lupy, aby poznać sowie sekrety – jednak mamy poznawać ptaki, nie mrówki.

Psy, koty, zwierzęta gospodarskie, egzotyczne, owady – o nich można znaleźć wiele popularnonaukowych publikacji dla czytelników w rożnym wieku. A sowy? Pułki w księgarniach jakoś nie uginają się od ich wizerunku. Dobrze, że znalazł się ktoś, kto postawił to zmienić.

"Wszystko o bakteriach i wirusach" Robert Lasek, Magdalena Szuplewska

"Wszystko o bakteriach i wirusach" Robert Lasek, Magdalena Szuplewska

Mam wrażenie, że od kiedy wybuchła pandemia bakterie i wirusy to wrogowie publiczni numer 1. Pojawiły się nowe środki mające zabijać 99% bakterii, które mają być orężem w walce. Czy naprawdę należy się ich bać? Z odpowiedzią śpieszą Robert Lasek i Magdalena Szuplewska – dwójka biologów, a wspiera ich rysownik Adam Święcki. Razem z nimi wkroczymy w świat mikrobiologii i przyjrzymy się tym maleńkim istotkom.

Już na początku książki widać, że bakterie i wirusy to zupełnie „inna bajka” i nie do końca poprawnie razem się je zestawia. Dlatego autorzy najpierw omawiają świat bakterii, a potem wirusów. Budowa, odżywianie, rozmnażanie, które są groźne dla człowieka, a które żyją z nami w symbiozie – tak ogólnie mogę wskazać tematy, jakie prezentuje publikacja. Nie zabrakło również słówka o antybiotykach i szczepionkach. Książkę czyta się bardzo dobrze, pomimo że mikrobiologia to nie takie proste zagadnienie, a bakterie mają trudne do wypowiedzenia „imiona”. Może być świetnym dopełnieniem do lekcji biologii, albo po prostu źródłem wiedzy dla ciekawskich.

Adam Święcki, czyli ilustrator, wykonał fantastyczną robotę. Dawno nie spotkałam się, żeby rysunki tak idealnie korespondowały z tekstem. One nie tylko zdobią, ale w zabawny sposób prezentują treść. Chyba do końca życia nie zapomnę obrazka, gdzie enzymy przynoszą malutkie kawałki marchewki wygłodniałej bakterii. Patrzymy i od razu wiemy, o co chodzi w tym procesie.

To nie pierwsza z książek z serii „Wszystko o … „ od wydawnictwa Dragon, ale zauważyłam pewną zmianę. Mianowicie wydawca trochę zmniejszył format – to już nie jest A4 – i to mi się podoba, bo nie jestem fanką wielgachnych publikacji dla dzieci. Tylko za tym poszło również zmniejszenie czcionki [wyd. 2022]. Nie są to jakieś mini kropeczki i w sumie czyta się ok, ale jak otworzyłam książkę to rozmiar literek wydal mi się jakiś inny. Szczerze powiem, że można by zostawić większą czcionkę. W wielu miejscach jest wystarczająco wolnej przestrzeni, a w innych można by nieco zmniejszyć ilustrację. Kompozycja by nie ucierpiała, a oczy czytelnika miałby łatwiej.

„Wszystko o...” to bardzo dobra popularno-naukowa seria dla dzieci. Z tego co się orientuję, do tej pory podejmowane w niej były same „zwierzątkowe” zagadnienia. Fajnie, że trochę rozwinięto skrzydła – niby też biologia, ale jednak w ujęciu mikro to coś całkiem innego. Do tego dochodzi bardzo aktualny temat bakterii i wirusów. To będzie wydawniczy strzał w dziesiątkę.

"Wierszyki plączące języki"

"Wierszyki plączące języki"

Rymowanki to dobry kompan dziecięcych zabaw. Czy to w domu, czy w szkole lub przedszkolu przewijają się dźwięczne wierszyki i łatwo wchodzą do głowy. Warto wykorzystać je w czymś pożyteczny np. w ćwiczeniu wyraźnej wymowy. Z materiałem do pracy spieszy nam wydawnictwo Dragon w publikacji „Wierszyki plączące języki”. Żeby je przeczytać, nie możemy się spieszyć, bo – jak zapowiada tytuł – język nam się poplącze.

W nasze ręce został oddany dość pokaźny zbiór rymowanek, bo aż 126 stron, na których znajdziemy – mam nadzieję, że nie pomyliłam się w liczeniu – 59 utworów. Są one różnej długości i stopnia trudności i w związku z tym moja uwaga. Mogłyby być według tego klucza posortowane. Generalnie w książce nie ma żadnych kategorii czy rozdziałów, co przy takiej ilości wierszy tworzy wrażenie bałaganu. Dlaczego zwróciłam uwagę na długość utworów? Wydawca sugeruje, że jest to publikacja dla czytelnika w wiek 3-7 lat. Duży rozrzut, prawda? Ja czytam te teksty z czterolatką i dużo łatwiej bawić się nam przy krótkiej rymowance niż takiej, która ciągnie się przez 3 strony. Być może ktoś jest w stanie zaproponować lepszy sposób posortowania zebranych rymowanek – ja bazuję tylko na własnych doświadczeniach – bo jakiś by się przydał.

Podoba mi się, jak autorzy wierszy nawiązują do polskiej klasyki dla dzieci. Znajdziemy tu Kaczkę nie-dziwaczkę, jest coś o krowie w kropki bordo i małej rybie co pokochała wieloryba. Mi się buzia cieszy, jak widzę, że one się nie starzeją. Poza tym tematyka jest szeroka: zwierzątka, ludzie, warzywa, postacie bajkowe itp. To może kilka przykładów: pszczółka niezadowolona ze swojego żywota, chory król, zakochany lew, muchomor, który martwi się, że nikt go nie zbiera, urzędnik robiący porządki, a nawet prąd, którego nie wolno dotykać i wiele innych. Tak naprawdę, zebranym utworom bardzo blisko do klasycznych rymowanek dla dzieci.

„Wierszyki plączące języki”, czyli książka pełna zabawnych rymowanek. Mają bawić, a przy okazji dbać o poprawną wymowę. Myślę, że warto zwrócić uwagę na tę publikację ze względu na jej objętość. Jak już wspominałam jest w czym wybierać. W zbiorze znajdziemy dużo wierszy, które różnią się zarówno długością, jak i tematami. Do tego zdobią go bardzo sympatyczne, kolorowe ilustracje dzięki temu książka jest bardzo atrakcyjna dla dziecka.


Książka "Wierszyki plączące języki" dostępna w księgarni internetowej Fabulo

"Wierszyki łamijęzyki"

"Wierszyki łamijęzyki"

Kiedy byłam dzieckiem uwielbiałam wszelkie łamańce językowe. Słynny „stół bez nóg” czy „król Karol” - mogłam to recytować bez końca. Ta miłość została mi do dziś, bo jak tylko zobaczyłam w ofercie wydawnictwa Dragon „Wierszyki łamijęzyki” od razu dodałam je do biblioteczki mojej córki. Zobaczymy jak ona sobie z nimi poradzi.

Książka podzielona jest na trzy części.

Pierwsza to „Wierszyki łamijęzyki” i ten tytuł mówi wiele o tym, co tu znajdziemy. Czytając rymowanki autorstwa Anny Willman musiałam bardzo mocno się skupić, żeby się nie zaplątać. Zebranie w jednym utworze podobnie brzmiących sylab nie jest takie proste, kiedy musimy odczytać je na głos.

Druga część to „Kalendarz świat nietypowych”. Co rusz słyszymy, że dziś jest dzień czegoś – musztardy, bibliotekarza, roweru, jeża itd. Te wiersze można super połączyć z innymi zabawami. Weźmy np. dzień pizzy. Spróbujcie upiec ją z dzieci na obiad recytując; „ Proszę państwa, oto ona, Włoch królowa osławiona, Znają ją na całym świecie, w każdym menu ją znajdziecie.”*

Ostatnia część to „Zagadki o zawodach”. Napisane są w formie rymowanej, ale ostatnie słowo jest wykropkowane. Słuchając wskazówek – i podglądając ilustrację – próbujemy dokończyć wierszyk.

Wydawca sugeruje, że to publikacja dla dzieci w wieku 3-6 lat. Spory rozrzut, prawda? Jednak pomysłów na jej wykorzystanie mam tyle, że wierzę iż i maluchom, i starszakom może się ona spodobać. Co mnie zaskoczyło to objętość. Dostałam w łapki ponad 120 stron rymowanek. Bez wątpienia można tu znaleźć, coś co dziecku wpadnie w ucho. Możemy wybrać jakiś fragmenty i spróbować się go wspólnie nauczyć. Moja czterolatka bardzo szybko zapamiętuje nowe wierszyki oraz piosenki i ciągle domaga się nowych, więc na pewno spróbujemy. U nas również fajnie sprawdziły się zagadki. Chociaż młoda jeszcze nie załapała jak zrymować słowo, ale dobrze kombinuje szukając rozwiązań.

„Wierszyki łamijęzyki” to atrakcyjna publikacja – obszerna, ładnie i kolorowo wydana. To jak wygląda może spodobać się dziecku, a jej zawartość to świetne ćwiczenia logopedyczne. Zarówno dla rozgadujących się trzylatków, jak i szlifujących mowę starszaków.

* Sabina Baranowska, „Międzynarodowy dzień pizzy”, [w:] „Wierszyki łamijęzyki”, wyd. Dragon, Bielsko-Biała 2021, s. 79.


Książka "Wierszyki łamijęzyki" dostępna w księgarni Fabulo.

"Smoki" Tamara MacFarlane

"Smoki" Tamara MacFarlane

Smoki to wspaniałe stworzenia. Swoim wyglądem, siłą i nadprzyrodzonymi mocami mogą budzić strach. Musimy jednak pamiętać, że poza groźnymi bestiami znane są też stworzenia dzielne i pomocne ludziom. Świat smoków jest niejednolity – mają one różne umiejętności, wybrały różne miejsca do życia itd. Tamara MacFarlane przygotowała kompendium wiedzy o tych fantastycznych istotach.




Zawartość

W tej publikacji poznamy smoki z różnych stron świata. Autorka opisuje poszczególne stwory zwracając szczególną uwagę na to, w jakim kraju, regionie wierzyło, bądź wierzy się w nie (przoduje tu Azja), jak wyglądają, w jakim środowisku żyją (woda, powietrze itd.), jakie są ich cechy charakterystyczne i moce. W książce nie zabrakło też opowieści inspirowanych legendami o tych stworzeniach np. afrykańskim micie o stworzeniu świata. Opisano też tzw. smocze skarby, czyli jaja i kamienie. Nie zapomniano o prawdziwych smokach, czyli istniejących zwierzętach i roślinach mających smocze cechy. Na końcu znajdziemy część rozrywkową, czyli nauczymy się rysować smoka i, wybierając odpowiednie cechy, stworzymy własnego gada.


Konstrukcja

„Smoki” to naprawdę dobrze przygotowane kompendium dla dzieci. Publikacja jest przejrzysta. Składa się z 4 głównych części - „Smoki azjatyckie”, „Smoki europejskie”, „Smoki świata” (czyli pozostałe kontynenty”, „Smocze odkrycia” (czyli ciekawostki). Opisy poszczególnych stworzeń przygotowane są według jednego schematu – krótkie akapity odnoszące się do najważniejszych cech smoków – i on się w tym przypadku sprawdza. Zwięźle przedstawia to co najważniejsze na ich temat. Jeżeli z którymś smokiem związana jest jakaś legenda, autorka stara się ją przybliżać.

Wydawca ma ode mnie duży plus za dodanie nie tylko słowniczka, ale również indeksu na końcu książki. Nie jest to obszerna publikacja i zajmuje on zaledwie dwie strony, ale dzięki niemu młody czytelnik uczy się jak poruszać się po książkach naukowych i popularnonaukowych.




Ilustracje

Wiedza wiedzą, ale gdyby nie Alessandra Fusi i jej rysunki to ta publikacja nie byłaby tak wyjątkowa. Jest to jedna z ładniej zilustrowanych książek dla dzieci jakie widziałam. Wielkie, doniosłe stworzenia wijące się między akapitami robią na czytelniku niesamowite wrażenie. Z każdej strony czuć moc, którą one emanują. Szczerze powiem, że kilka razy ją obejrzałam z zachwytem, zanim sobie przypomniałam, że książki są do czytania.


Podsumowanie

„Smoki” to piękna i ciekawa publikacja. Zwięźle, ale merytorycznie opisuje świat wielkich, mitologicznych bestii. Miałam napisać, że dla pasjonatów, ale stwierdzam, że może zarówno uzupełnić wiedzę o smokach i jak i rozbudzić chęć poznania tych stworów.

Szalone kury Pana Dropsa - Ala Hanna Murgrabia

Szalone kury Pana Dropsa - Ala Hanna Murgrabia

Naszą domową biblioteczką zawładnęła kolejna grupa zwariowanego drobiu. Do tej pory królowały tam nasze polskie Pingwiny z Madagaskaru, czyli Brygada Brawurowych Kur, ale właśnie przydreptały Szalone kury Pana Dropsa. Czy te gromadki się zaprzyjaźnią?



Fabuła

Szalone kury Pana Dropsa to pięć rozdziałów, w których Gertruda, Pola, Klementyna i Emma muszą stawić czoła podwórkowym problemom. Poznajemy je, kiedy zastanawiają się, jak pozbyć się psa, którego przygarnął ich właściciel. Czworonóg zalazł im za pióra, bo - jak to pies - goni kury po podwórku. Jak okazuje się w kolejnym rozdziale Znajda, tak ma na imię ów psiak, nie był największym zmartwieniem kur, gdyż Pana Dropsa odwiedzają wnuki. Kokoszkom pozostaje brać łapy za pas.

Jakie inne wyzwania staną przed rezolutnymi kurkami? Trzeba będzie odchować znalezionego pisklaka, stanąć dziób w pyszczek przed kurnikowym duchem i dowiedzieć się, kim jest przyniesione przez Pana Dropsa Dziwadło.




Podwórkowe przygody

Ala Hanna Murgrabia musiała spędzić długie godziny na wsi obserwując spacerujące kurki i rozmyślając, co roi im się w główkach. Oczywiście przypisała im wiele ludzkich cech: mogą ze sobą rozmawiać, planują różne akcje, współpracują, wykazują się empatią. Jednak ich przygody są bardzo kurze. Łatwo możemy sobie wyobrazić, że jakieś stado kur wkurzyło się na podwórkowego psa i pogoniło mu kota. Taka jest ta książka. Są to opowieści prosto z podwórka i prosto z kurnika.


Morał

Historyjki spisane na potrzeby tej publikacji łączy morał, że nie można oceniać innych pochopnie. Książkowe kurki to panikary. Niepokoją je zmiany. Walczą o to, żeby wrócić do starego stanu rzeczy i móc spokojnie szukać w ziemi robaków. Czy istoty, które wkroczyły w ich kurnikowe życie zmieniły je na lepsze czy gorsze? Czy warto było otworzyć się na nowe?




Wydanie

Szalone kury Pana Dropsa to książka w formacie A4. Treść skrywa się za piękną, twardą okładką. W środku znajdziemy wiele ilustracji, choć są one dość skromne. Kiedy otrzymaliśmy książkę, moja córka była przekonana, że to kolorowanka i ruszyła na nią ochoczo z kredkami. Faktycznie, na pierwszy rzut oka może się tak skojarzyć.


Podsumowanie

Co oferuje nam Ala Hanna Murgrabia w Szalonych Kurach Pana Dropsa? Dostajemy pięć swojskich historyjek, których bohaterkami są rezolutne kurki. Muszą one rozwiązać kurze problemy, a przy okazji zawierają kilka nowych znajomości.

Jest to książka napisana mądrze, ale na luzie. Wydanie mogłoby być nieco bardziej efektowne, ale patrzę na nie przez pryzmat mniejszego czytelnika, który lubi oglądać obrazki. Być może rodzice starszych dzieci stwierdzą, że tak jest okej.


Czy ogień boi się strażaka? - Paweł Rochala

Czy ogień boi się strażaka? - Paweł Rochala

„Kiedy słyszy alarmu dźwięk, gotów jest ratunek nieść” jakoś tak rozpoczyna się bajka Strażak sam. W kolejnej książeczce z serii o zawodach od wydawnictwa Dragon st. bryg. Paweł Rochala zdradza tajniki tej profesji.



Treść

Powiem prosto z mostu, znalazłam w tej publikacji wszystko czego od niej oczekiwałam. Skąd bierze się ogień, kiedy staje się niebezpieczny? Jak zachować się w sytuacji zagrożenia i wezwać pomoc? Czym dokładnie zajmuje się straż pożarna, jak jest zorganizowana, w jaki sposób można do niej dołączyć, jakimi umiejętnościami trzeba się wykazać (np. do których przedmiotów w szkole trzeba się przyłożyć). Wreszcie szczegóły dotyczące akcji m.in czym gasi się ogień, jak strażak jest ubrany i co znajdziemy w wozie strażackim. Przeczytamy o niebezpieczeństwach z jaki ten zawód się wiąże i o wielkiej dumie, którą się odczuwa, kiedy można komuś pomóc.


Forma

30 pytań i 30 odpowiedzi na temat pracy strażaka. Publikacja jest przejrzysta, uporządkowana i konkretna. Paweł Rochala ma to coś, co sprawia, że jego wywód jest zajmujący. Potrafi wyjaśnić nie zawsze proste tematy, bo chociażby gaszenie pożaru związane jest z chemią. O swojej pracy opowiada z radością, pasją i dumą.




Książka jest ilustrowana.

Powiedziałabym, że Miro Charkot ma dość ostrą kreskę, jak na standardy publikacji dla dzieci, ale osłodził swoje rysunki uśmiechem. Tak, tak. Z każdej strony patrzą na nas radośni ludzie, a kiedy dołożymy do tego dużo żółci, czerwieni i pomarańczowego koloru robi się cieplutko jak przy ognisku.


Podsumowanie

Dziecko ma dużo czasu, żeby zastanowić się kim chce zostać w przyszłości. Preferencje mojego  przedszkolaka zmieniają się jak w kalejdoskopie, ale - jakoś tak się śmiesznie składa - wydawnictwo Dragon szybko na nie odpowiada. Po tym jak nasz piesek był chory M. była zafascynowana zawodem weterynarza, wtedy czytaliśmy Czy krowy jeżdżą do weterynarza?. Od badania zwierzątek doszliśmy do badania w ogóle i M. z lekarską torbą oglądała Skąd lekarz wie jak leczyć?. Niedawno córeczka polubiła Strażaka Sama, a wydawnictwo Dragon wypuściło Czy ogień boi się strażaka?. Czytają nam w myślach.

Czy polecamy tę książkę? Polecamy zarówno ją jak i cała serię o zawodach. Kierowana jest do dzieci 7+ i myślę, że dostosowana słownictwem, poziomem wiedzy, wyglądem itp., a najważniejsze, że poszerza horyzonty.


Do tej pory w serii ukazały się książki o: weterynarzu, pilocie, lekarzu, strażaku i astronaucie.

Wszystko o pszczołach - Jack Guichard

Wszystko o pszczołach - Jack Guichard


Pszczoły to bardzo ważne owady. Bez nich nie byłby pysznego miodu, a bez miodu nie byłoby Kubusia Puchatka. A tak serio, wiemy, że pszczoły przenoszą pyłek z kwiatka na kwiatek. Dlatego przyroda może rozkwitnąć. Dzięki książeczce Wszystko o pszczołach, od wydawnictwa Dragon, przyjrzymy się bliżej tym małym stworzeniom.

Skąd lekarz wie, jak leczyć? - Dominik Mukrecki

Skąd lekarz wie, jak leczyć? - Dominik Mukrecki


Wiele osób marzy o tym, aby mieć w rodzinie lekarza. Porada na temat zdrowia, która jest na wyciągnięcie ręki, jest bardzo kuszącą perspektywą. Pytanie tylko, czy każdy może być lekarzem? Jakie trzeba mieć predyspozycje, żeby nim zostać? Bo Skąd lekarz wie, jak leczyć?

Czy krowy jeżdżą do weterynarza? - Łukasz Łebek

Czy krowy jeżdżą do weterynarza? - Łukasz Łebek


Jakiś czas temu zachorowała nasza psina. Musieliśmy spakować naszą całą rodzinę do samochodu i pojechać do weterynarza. Lekarz zwierzę zbadał, postawił diagnozę – zapalnie pęcherza - i przepisał potrzebne leki. Nic strasznego, ale M. bardzo mocno przeżyła to, że piesek jest chory. Po swojemu opowiadała dziadkom, że była z P. u lekarza i trzeba dawać jej tabletki. Często głaskała psa, jakby chciała go pocieszyć. Suczka wyzdrowiała, a M. przeniosła swoje zainteresowanie na pluszaki i gumowe figurki zwierząt. Jasno i wyraźnie było widać, że je bada. Krótko mówiąc, założyła w domu mini lecznicę. Czy ta pasja jej zostanie, ciężko powiedzieć, ale nie zaszkodzi przyjrzeć się bliżej zawodowi weterynarza. Szczególnie, że wydawnictwo Dragon (KLIK) wypuściło właśnie serię książek o różnych profesjach. Interesująca nas ma zabawny tytuł Czy krowy jeżdżą do weterynarza?

Wszystko o ... krowach - Łukasz Łebek, Adam Święcki

Wszystko o ... krowach - Łukasz Łebek, Adam Święcki


Krowa – muszę przyznać, że mam mały sentyment do tego zwierzęcia. Jako dziecko większość lata spędzałam u dziadków na wsi. Co wieczór odbywał się cały rytuał sprowadzania krów z pola i dojenia. Dla małego mieszczucha było to niezwykłe przeżycie, a smak świeżego mleka z pianką pamiętam do dziś.
Wszystko o... psach - Mateusz Kęsy, Katarzyna Kołodziej

Wszystko o... psach - Mateusz Kęsy, Katarzyna Kołodziej


Czasami słyszy się, że rodzina chce kupić/adoptować psa, bo to taka piękna przyjaźń między zwierzęciem, a dzieckiem. A może pierwszym krokiem powinno być poznanie stworzenia bliżej? Skąd się wzięło? Co lubi, a czego nie? Jak się nim opiekować? Na pomoc nadchodzą różne publikacje. Chciałabym opowiedzieć wam o jednej z nich – Wszystko o psach (tekst: Mateusz Kęsy, ilustracje: Katarzyna Kołodziej).

Copyright © Asia Czytasia , Blogger