"Czas huraganów" Fernanda Melchor

Kilka dni temu skończyłam czytać powieść „Czas huraganów” autorstwa Fernandy Melchor. Do jej przeczytania zachęcił mnie opis. Po pierwsze rzecz dzieje się w Meksyku, a to już wzbudza moje zainteresowanie. Dalej wydawca sugeruje, że będzie to tajemnicza i brutalna historia. Opowiada o lokalnej wiedźmie, więc pewnie będą tzw. zabobony. Długo się nie namyślałam, zamówiłam i czytam. I... szach-mat. Zostałam kompletnie zaskoczona zarówno treścią jak i formą.

Zacznę od tego, że jest to brudna, brutalna powieść. Autorka nie szczypie się z odbiorcą odmalowując totalnie zdegenerowane środowisko. Prostytucja, przemoc, nałogi i wszechobecna bieda to cechy szczególne La Matosy, gdzie dzieje się akcja. Aby oddać atmosferę takiego miejsca nie można przebierać w słowach. I to się Fernandzie Melchor udało znakomicie. Zaprosiła czytelników do wielkiego, pełnego ekskrementów szamba. Muszą tylko uważać, żeby się w nim nie utopić, bo ta meksykańska wioska to nie miejsce dla delikatnych osobników.

Ten słowny prymitywizm wynika też z formy książki. Motywem przewodnim jest znalezienie ciała kobiety nazywanej przez miejscowych wiedźmą. Zostaje postawione pytanie, co się wydarzyło, a następnie poznajemy relacje różnych osób. Nie są to jednak zeznania, a raczej ich historie, które splata razem postać owej wiedźmy. Poznajemy życiorysy mniej lub bardziej tragiczne, a wszystkie przesycone ogromną doza nienawiści.

To co było dla mnie najtrudniejsze w czytaniu „Czasu huraganów” to nie syf z jakim miałam do czynienia na stronach tej powieści – chociaż jestem zdania, że taka jego kondensacja osłabia jej wydźwięk – a sposób jej napisania. Książka jest podzielona na rozdziały, owszem, a w nich trafiamy na ścianę tekstu. Dosłownie. Brak jakichkolwiek akapitów. Pewnie pisarka miała w tym jakiś zamysł, może ma to jakiś walor artystyczny, jednak trudno mi się nim cieszyć, kiedy utrudnia mi on śledzenie treści. Swego czasu zachwycałam się cyklem „Silva rerum” i zadaniami wielokrotnie złożonymi, które wyszły spod pióra Kristiny Sabaliauskaitė. Dalej twierdzę, że są przepiękne, a ich długość nie przeszkadzała mi w rozumieniu tego co czytam. W przypadku „Czasu huraganów” niejednokrotnie gubiłam się w słowotoku postaci, gubiłam wątek, a do tego bohaterzy zlali mi się one w jedno – w obraz przeciętnego mieszkańca La Matosy.

Szczerze mówiąc, nie wiem, co mam myśleć o tej powieści. Ma ona w sobie pewien klimat, a nawet urok przebijający spod grubej warstwy brudu. Z drugiej strony, okropnie irytują mnie książki, podczas czytania których co chwilę tracę wątek To najzwyczajniej w świecie mnie zniechęca, do spędzania czasu z nawet z bardzo ciekawą historią.


Książkę "Czas huraganów" znajdziecie na Taniaksiązka.pl. Sprawdźcie również inne nowości w księgarni.

12 komentarzy:

  1. Niestety, tym razem nie dla mnie, chociaż - podobne wątki odnajduję w swych aktualnych lekturach. Pozdrawiam Joasiu :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Raczej nie dla mnie książka ��

    OdpowiedzUsuń
  3. Tym razem odpuszczę, skoro masz takie sprzeczne uczucia :3

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie czytałam jej, ale myślę, że taka brutalna opowieść zupełnie by mi się nie spodobała. Dodatkowo jeśli masz mieszane uczucia co do tej książki to tym bardziej nie ma co się jej przyglądać.
    Zapraszam: mangusie.pl

    OdpowiedzUsuń
  5. Już w jednej recenzji czytałam, że to specyficzna książka.
    Książki jak narkotyk

    OdpowiedzUsuń
  6. Wiem już, komu polecę tę książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Chyba jednak nie sięgnę. "Ściany tekstu" toleruję jedynie u Bator, ale to zupełnie inna bajka.

    OdpowiedzUsuń
  8. Sounds an harrowing experience.

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie jestem pewna, czy odnalazła bym się w tej książce.

    OdpowiedzUsuń
  10. Może z ciekawości jak znajdę w bibliotece to sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
  11. Chciałabym ją przeczytać, ale re ściany tekstu trochę mnie zaniepokoiły. Nie lubię za bardzo tak napisanych i wydanych tekstów. Ciężko mi się je czyta

    OdpowiedzUsuń

Copyright © Asia Czytasia , Blogger