"Drżąca ręka fałszerza" Patricia Highsmith

Zanim przedstawię wam fabułę książki, o której chciałam dziś opowiedzieć. Porozmawiajmy chwilę o etykietach. Buszując po portalach książkowych zwracamy uwagę na tzw. gatunek (pewna redaktorka poprawiła mnie kiedyś, że nie jest to poprawne określanie, ale tak utarło się w „branży”, że pozwolę sobie go użyć). Patrzymy, czy dana książka jest thrillerem, romansem, a może powieścią obyczajową. Czasami przylepiamy tez etykiety autorom, bo kojarzą nam się z konkretnym gatunkiem. I tak Patricia Highsmith często nazywana jest mistrzynią thrillera psychologicznego, bo właśnie na takie aspekty zwraca uwagę w swoich powieściach. Chociaż na skrzydełku okładki „Drżącej reki fałszerza” [wyd. 2026] wydawca słusznie i zachowawczo napisał, że jest mistrzynią powieści psychologicznej z wątkiem kryminalnym. I to chyba dużo bardziej pasuje do tego, co autorka w tej powieści zawarła.

Bohaterem książki jest Howard Ingham, pisarz. Spędza on czas w Tunezji, gdzie ma pracować nad scenariuszem. Czeka na przybycie znajomego i producenta, jednak ten nie daje znaków życia. Również narzeczona Howarda nie pisze pomimo obietnic. Pisarz próbuje oddać się pracy i poczuć atmosferę Tunezji. Umila sobie czas spędzając czas z ekscentrycznym Amerykaninem Adamsem i duńskim malarzem Jensenem. A to co się dzieje wokół niego jest coraz bardziej niepokojące i prowokuje pytanie o zasady.

Sięgając po „Drżącą rękę fałszerza” nie powinniśmy się nastawiać na nic. Zostawić za sobą wszelkie etykiety, pozbyć się oczekiwań i oddać się klimatowi książki. Patricia Highsmith nie kreuje burzliwej fabuły, za to dba o klimat. I to nie jest tak, że w książce mało się dzieje. Raczej chodzi o to, że wydaje się nam, iż wydarzenia same w sobie są drugorzędne. Że tu bardziej chodzi o myśli, reakcje, interpretacje. Każde słowo, każdy gest mają znaczenie. Albo inaczej: mogą je mieć, ale też mogą być kompletnie bezwartościowe bądź dwuznaczne. To czytelnik musi drążyć, uważać, rozliczać bohaterów.

Ów niepokój wzmaga zawieszenie bohatera na styku kultur – być może jeszcze bardziej znamienne teraz niż kiedy książka powstawała. Highsmith subtelnie wykorzystuje różnice kulturowe, podkreślając je, ale też kreując pewną dwulicowość i u turystów, i u gospodarzy. Jedni patrzą na drugich, jak na sługi, ale przy rym czują, że nie są u siebie i są na ich łasce i niełasce.

Mam wrażenie, że współczesny czytelnik trochę inaczej patrzy na świat niż bohaterowie książki. Szczególnie polityczno-kulturowe tło się zmieniło. Mówiąc prosto żyjemy czymś innym, przez co trochę trudno jest analizować, tak ważną w tej powieści, psychologie postaci. Czy to znaczy, że „Drżąca ręka fałszerza” się zestarzała? Na pewno wymaga więcej, na pewno jest trudniejsza w odbiorze. Musimy spojrzeć na postacie, ich postawy moralne szerzej, ogólniej. Czy jesteśmy gotowi wznieść się ponad fabułę?

[Egzemplarz recenzencki]

1 komentarz:

  1. Bardzo trafne spostrzeżenie o tych etykietach, czasem faktycznie niepotrzebnie nas ograniczają, a ten niepokojący klimat brzmi intrygująco.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © Asia Czytasia , Blogger