Dwór cierni i róż" Sarah J. Maas
Zabiła i musi ponieść karę za swój czyn. Nie liczą się tłumaczenia, że zrobiła to, aby nakarmić rodzinę. Bestia, która wdarła się do ich domu mówi jasno, albo ona pójdzie z nim, albo cała jej rodzina poczuje konsekwencje jego gniewu. Jego przyjaciel i sługa musi zostać pomszczony. Więc Freya idzie. Idzie za mur, do świata, który ja przeraża. Jak poradzi sobie wśród strasznych i wyniosłych Fae? Wśród istot, których się boi i którymi gardzi.
Mówi się, że „Dwór cierni i róż” Sarah J. Maas to inspiracja baśnią „Piękna i Bestia”. Jeżeli tak to raczej bardzo luźna inspiracja. Szczerze mówić, gdyby mi ktoś tego nie powiedział, to bym się nie domyśliła. Mamy dziewczynę i bestię w pięknym dworze i właściwie to tyle. Czy motywacje obu bestii – tej z baśni i tej z powieści – są takie same? Chyba nie. Aczkolwiek przedsięwzięcie przez jakim staje Sarah J. Maas jest zdecydowanie bardziej rozbudowane, przez co i historia, która wyszła spod jej pióra jest znacznie bardzie zagmatwana.
„Nie ufaj swoim zmysłom” - wybaczcie brak przypisu, ale mniej więcej takie słowa usłyszała Freya w pewnym momencie swojej przygody. I wy czytelnicy nie ufajcie swoim ocenom. Muszę się wam przyznać, że poświęciłam tej powieści za mało uwagi, sugerując się, że skoro to romantasy, to nie potrzeba czytać ze szczególnym skupieniem. O jakież było moje zdziwienie. Jest to taka książka, w której warto przypatrzeć się deltom. Nie jest to łatwe. Mogą one umknąć w pewnym przesadzeniu – słownym i emocjonalnym – jakże charakterystycznym dla tego typu powieści. Jednakże Maas mnie zaskoczyła. Może nie finałem, ale drogą do niego na pewno.
Co jest na największym plusem tej powieści, to rozbudowany świat z długą historia konfliktu między ludźmi i fae. Jeżeli chodzi o zasady, jakie w nim obowiązują, kiedy wydaje się nam, że jesteśmy w stanie je śledzić, okazuje się, że jest to świat pełen kłamstwa i intryg. Jest to o tyle wygodne dla autrki, że przykrywa wszelkie – pozorne lub nie – absurdy i daje możliwości do świetnych zwrotów akcji, co Mass genialnie wykorzystuje.
Ale żeby nie było tak idealnie spójrzmy na ewentualne minusy. I tu muszę napisać, że językowo jest raczej monotonnie. Maas kreuje brutalne okoliczności, a reakcje bohaterów na nie to zazwyczaj ściśnięcie żołądka, „cofka” i podobne objawy. Czyli jest tak straszno, że wszystkich bolą brzuchy. Inny przykład. Freya to raczej uparta bohaterka i czasami zachowuje się jak dziecko, do którego trzeba mówić dziesięć razy. I jest to o tyle meczące, że czasami jakiś temat powraca - i to w podobnych słowach – kilkukrotnie, aż w końcu do bohaterki dociera, że jest inaczej niż myślała i upierała się.
Nie wiem, czy opinia , którą dziś publikuję będzie dla was wartościowa, bo nie jestem jakąś wielką fanką romantasy. Ale – pierwsze „ale” - Ewelina, która prowadzi internetowy klub książki namówiła mnie do przeczytania „Dworu cieni i róż” i – drugie „ale” - ta powieść nawet mi się spodobała. Nie brak w niej pewnej tendencyjności tego typu książek, jak i przesadzonych reakcji i sformułowań. Ale – czyżby trzecie „ale” - obok rozwiązań, jakimi romantasy przesiąkło, jest tu kilka godnych uwagi elementów, dla których warto zainteresować się tą książką.


Great review! I haven't read this book yet, but your honest thoughts really make me want to pick it up. Thanks for sharing!
OdpowiedzUsuń