"Cienie Turynu" Carlo Fruttero, Franco Lucentini
Piękni, bogaci i znudzeni. Tak mogę podsuwać bohaterów powieści „Cienie Turynu”. Ginie tam właśnie członek wyższych sfer. (Podobno) szanowany architekt. Śledztwo prowadzi komisarz Santamaria. Będzie musiał wniknąć w lokalną burżuazję. Osoby bogate i elegancie, ale też zmanierowane i zepsute. Czy ciemna strona Turynu kryje się wśród jego elit?
„Cienie Turynu” czyli połączenie kryminały z powieścią obyczajową, z dużą dozą satyry i ironii. Tu zbrodnia rodzi się z bogactwa, a duet autorów Carlo Fruttero i Franco Lucentini chce tych bogatych dokładnie prześwietlić. Pokazać, że za fasadą elegancji siedzą zazdrość i nienawiść, a to bardzo moce uczucia.
Jeżeli mieliście okazje widzieć egzemplarz „Cieni Turynu” na żywo, to wiecie, że to obszerna książka. Istnieje taki stereotyp, że Włosi się nie spieszą. I tak też jest w tym przepadku, autorzy maja czas na opowiedzenie o bohaterach, mieście, społecznym kontekście. Mają czas na zbudowanie atmosfery. Może to być nieco irytujące, ale też podkreśla miałkość życia burżuazji i jej sztuczne poczucie wyższości.
Nie mogę zaprzeczyć, ze jest to ciekawa książka, a autorzy wykazali się błyskotliwością i zmysłem obserwacji. Jednak mnie ta powieść nie urzekła. Właściwie mogę przyczepić się tylko do jednej jedynej rzeczy. Miałam w życiu taki epizod, że trochę uczyłam się języka włoskiego. Dość szybko zauważyłam, że jest to język opisowy – jak sama to określam – że trzeba użyć dużo słów, żeby o czymś opowiedzieć. Uchwycono to tez w tłumaczeniu. Miałam wrażenie, że autorzy gadają i gadają, Kolejne słowa, sceny, opisy z których nie zawsze coś wynika. I to nie jest moja energia. „Cienie Turynu” to świetna książka, z którą kompletnie nie mogłam złapać porozumienia. Przez co mocno ubolewam.
[Współpraca]

