Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Liane Schneider. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Liane Schneider. Pokaż wszystkie posty
"Zuzia i nowy dzidziuś" Liane Schneider

"Zuzia i nowy dzidziuś" Liane Schneider

Wierni fani Zuzi z cyklu „Mądra mysz” pewnie kojarzą, że dziewczynka ma młodszego brata, Jakuba. W książce „Zuzia i nowy dzidziuś” dowiemy się, jak wyglądały przygotowania do jego pojawienia się w domu. Temat bardzo bliski mojej córce, bo sama jest starszą siostrą. Do tego M. bardzo lubi ten cykl książeczek dla dzieci. Ja również. Jednak co do treści tej konkretnej mam wiele zastrzeżeń.

Po pierwsze, to nie rodzice przygotowują Zuzię na pojawienie się nowego członka rodziny. To ona dość szybko przejmuje stery i np. oświadcza, iż dzidziuś ma spać w jej pokoju. Kiedy brat jest już w domu siostrze też na wiele się pozwala. Może obserwować, jak położna bada dziecko (nie każda położna może sobie życzyć, aby starszak brał udział w wizycie), albo posmakować mleka mamy (może przesadzam, ale dla mnie autorka weszła w zbyt intymną strefę). Są też dwie sceny, które dla mnie są absolutnie niedopuszczalne tzn. zaglądanie do obcych wózków i wizyta w szpitalu. Co do pierwszej sytuacji, ktoś zwyczajnie może nie chcieć, aby obce dziecko niepokoiło jego pociechę, a Liane Schneider zapomniała podkreślić, że należy się zapytać. A druga? Przedszkolaki i oddział noworodkowy zwyczajnie nie idą w parze. Abstrahując od pandemicznych obostrzeń, szpitale mają swoje własne regulaminy odwiedzin i często jest w nich kryterium wieku. Nie zapominajmy też, ze małe dzieci mogą zwyczajnie zarazić czymś nowo narodzonego maluszka, a na sali zazwyczaj przebywa kilka bobasów. Uszanujmy ich bezpieczeństwo.

Jest tu jeszcze jedna scena, która mi się nie podobała. Mama jedzie do szpitala, a Zuzia zastanawia się, czy mamę będzie bolało. O zgrozo! Po co, i tak zmartwionemu rozstaniem dziecku, podsuwać pomysł, że mamie może dziać się krzywda? Szczególnie, że autorka nie rozwiewa wątpliwości dziewczynki. A powinna.

Liane Schneider skupiła się na sferze praktycznej (czyli przygotowaniach), a nie poruszyła sfery emocjonalnej, która to dla mnie jest ważniejsza. W każdym domu owe przygotowania wyglądają inaczej i często są zależne od indywidualnych warunków mieszkaniowych. Natomiast emocje, jakie towarzyszą pojawieniu się młodszego rodzeństwa są podobne. Dużo dzieci jest podekscytowanych, ale obawia się rozłąki z mamą. Starszaki mogą odczuwać złość i smutek, ponieważ rodzice poświęcają im mniej czasu. I właśnie to jest największym wyzwaniem, a nie, gdzie będzie stało łóżeczko.

Moją faworytką, jeżeli chodzi o książki o pojawieniu się bobasa jest bezkonkurencyjna „Tosia czeka na braciszka”. Bardzo pomogła nam ona przygotować się emocjonalnie na pojawienie się młodszego brata. W publikacji „Zuzia i nowy dzidziuś” znajdziemy wiele informacji praktycznych. Bohaterka jest zaangażowana w przygotowania na przybycie maluszka. Bardzo fajnie, że może robić tyle rzeczy, ale... Co zrobisz drogi opiekunie, kiedy u was będzie to wyglądało inaczej, kiedy nie będziesz mógł pozwolić dziecku na tyle swobody, na ile pozwolono Zuzi?

"Zuzia się zgubiła" Liane Schneider

"Zuzia się zgubiła" Liane Schneider

Sklep, festyn, czy inne zatłoczone miejsce. Wystarczy chwila, żeby stracić dziecko z oczu. I co teraz? Panika. Dlatego warto opracować wcześniej strategię, co zrobić kiedy dziecko się zgubi. Dzięki temu i ono, i wy będziecie spokojniejsi i szybko się odnajdziecie. Jak poradziła sobie Zuzia i jej mama, bohaterki popularnej serii dla dzieci „Mądra Mysz”? Sprawdźmy to w książeczce „Zuzia się zgubiła”.

Dziewczyny wyruszają na zakupy do centrum handlowego. Muszą wymienić Zuzi garderobę, ponieważ dziewczynka urosła. Najpierw idą po buty. Rozbawiona Zuzia biega po sklepie przymierzając kolejne pary. A łatwo zgubić się w gąszczu półek. Dlatego mama przeprowadza z nią rozmowę. Tłumaczy co powinna zrobić, kiedy znowu straci ją z oczu. Wskazówki szybko się przydają, bo Zuzia nieopatrznie oddala się bez pytania. Gdzie jest mama?

Książka „Zuzia się zgubiła” jest ważna szczególnie z punktu widzenia rodzica. Opisuje dwie istotne sytuacje. Po pierwsze, umówienie się z dzieckiem, co robić, jeżeli się rozdzielicie. Wytłumaczenie, do kogo można się zwrócić po pomoc? Po drugie, autorka – Liane Schneider – nie zapomina, że Zuzia zwyczajnie jest jeszcze dzieckiem i może się wystraszyć, wpaść w panikę i zapomnieć o ustaleniach. I tu bardzo rozsądnie reaguje mama małej bohaterki, znajdując rozwiązanie, jak można do niej dotrzeć.

Książki z serii „Mądra Mysz” nie są drogie – zerknęłam na strony popularnych księgarni i było to pomiędzy 5 a 6 złotych – a warto w nie inwestować. „Zuzia się zgubiła” może pomóc wam zaplanować, co zrobić, jeżeli was spotka taka sytuacja, a to ogromnie poprawi bezpieczeństwo wspólnych wyjść. Jest to lektura obowiązkowa.

"Zuzia idzie do przedszkola" Liane Schneider

"Zuzia idzie do przedszkola" Liane Schneider

Któryś z blogerów parentingowych lub psychologów napisał, że adaptacja do przedszkola rozpoczyna się długo przed pójściem do niego (wybaczcie, że nie oznaczę źródła, ale nie pamiętam, gdzie to przeczytałam). Dużo w tym racji. Idąc do nowej pracy zbieramy informacje o tym miejscu, kupujemy stosowny strój itp. Pomimo tego towarzyszy nam niepokój. Podobnie powinniśmy przygotować dzieci idące do przedszkola czy nowej szkoły. Opowiedzieć o tym, co je czeka, szanując ich obawy.

Oferta bajeczek o adaptacji jest bardzo bogata. Często ciężko stwierdzić, czy są to pozycje wartościowe i sprostają naszym oczekiwaniom. Miałam zamiar zamówić kilka polecanych na zaprzyjaźnionych blogach książek, ale traf chciał, że znajoma czyściła z córką jej biblioteczkę i przywędrowała do nas publikacja „Zuzia idzie do przedszkola”.

Pani, która przekazywała mi informacje w imieniu naszego przedszkola poprosiła, aby rozmawiać z dzieckiem o tym jak będzie wyglądał dzień w placówce np. opowiadać, że dzieci będą razem jadły, miały spacer, czas na zabawę itp. „Zuzia idzie do przedszkola” pomogła mi zrealizować to zadanie. Książka w sympatyczny sposób opisuje, co robi się w przedszkolu. Dzieciaki mają zorganizowaną zabawę, śniadanie, rysowanie, odpoczynek przy bajcie, wyjście na plac zabaw, a nawet jeden kolega ma urodziny, więc razem je świętują. Autorki nie zapomniały o fizjologii i pokazały, ze są tam specjalne, małe toalety.

Muszę przyznać, że w formie sympatycznej historii, zostało opisane to co najważniejsze. Do tego pójście do przedszkola jawi się, jako wielkie wyróżnienie. Zuzia jest już wystarczająco duża, żeby dołączyć do grona przedszkolaków. Dostaje plecak i kapcie, może wybrać sobie własny wieszak.

Moja córka jest oczarowana tą historią. Czytamy ją codziennie i to na życzcie młodej. Powiem więcej, codziennie pyta się mnie, czy to już koniec wakacji i dziś pójdziemy do przedszkola. Jest to dla mnie ważne, ponieważ na początku nie było takiego entuzjazmu. M. wiedziała, że niedługo to ja czeka i nawet widziała, gdzie to będzie. Jest też dość śmiałą dziewczynką i łatwo zaprzyjaźnia się z dziećmi na placu zabaw. Nie powinnam mieć wielkich obaw. A jednak, po telefonie pracownika placówki z informacjami organizacyjnymi był płacz i kompletny brak chęci na jakąkolwiek dyskusję. Książka „Zuzia idzie do przedszkola” zmieniła jej nastawienie. Trudno powiedzieć, jak będzie, kiedy przedszkole stanie się rutyną, ale pierwszy krok już zrobiłyśmy. Obok niepokoju związanego ze zmianą, jest pozytywne nastawienie do niej.

„Zuzia idzie do przedszkola” to publikacja, która już zdziała u nas dużo dobrego w temacie adaptacji. Przypuszczam, że sama nie potrafiłabym w tak atrakcyjny sposób przedstawić przedszkolnej rutyny. Zobaczcie ile plusów ma taka książka. Dbamy o poczucie bezpieczeństwa dziecka poprzez oswajanie go z nieznanym i budowanie wzajemnych więzi. Chyba nie muszę was przekonywać, że warto.

Copyright © Asia Czytasia , Blogger