Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo Mięta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo Mięta. Pokaż wszystkie posty
"Pstryk! Już nie boję się ciemności" Katarzyna Berenika Miszczuk

"Pstryk! Już nie boję się ciemności" Katarzyna Berenika Miszczuk

Dużo dzieci (a może i dorosłych) nie lubi tego momentu, kiedy gaśnie światło. Świat po ciemku wydaje się jakiś straszniejszy. Można mieć wrażenie, że w kątach czają się na nas różne stwory. W książce „Pstryk. Już nie boję się ciemności” Kataryna Berenika Miszczuk zastanawia się, czy są one groźne.

Jest to taka bajka, która spodoba się tym, którzy w racjonalny sposób chcą wyjaśnić, skąd się biorą „potwory” w ciemności. Bohater, jak tylko widzi coś niepokojącego, włącza światło, aby to zbadać. Na własne oczy przekonuje się, że te wszystkie strachy to albo lampa, albo stos ubrań, albo jakieś inne domowe sprzęty, które w ciemności przybrały niepokojące kształty.

Bardzo oczywista metoda, prawda? Klucz w tym, aby właśnie jako oczywistość przedstawić to dziecku. Bez irytacji, jaką często wyzwala zmęczenie. Dobrym sposobem jest zrobienie własnego eksperymentu nawiązującego do bajki. Przeczytać ją, a potem wspólnie sprawdzić, jakie „potwory” kryją się w waszej sypialni.

Oswajać ciemność i nocne strachy można różnie. Jedni mówią, że te potwory są miłe, albo wręcz boją się ludzi. Natomiast Miszczuk podchodzi do sprawy racjonalnie. Pokazuje, że są one tylko wytworem gry świateł i naszej wyobraźni. Wystarczy: Pstryk! - włączyć światło – i one znikają.

[Egzemplarz recenzencki]

"Strychnica" Marek Zychla

"Strychnica" Marek Zychla

 Jak definiujecie horror w literaturze? Pytam się o to, bo w wielu recenzjach książki, o której chcę wam opowiedzieć pada sformułowanie, że nie jest literaturą grozy, a fantastyką, podczas gdy dla mnie horror zalicza się do fantastyki. Wszak mile widziane są w nim wszelkie elementy paranormalne. I takie znajdziemy w powieści Marka Zychli pt. „Strychnica”.

Akcja książki dzieje się w Irlandzkim miasteczku Coolcull, w placówce dla osób niepełnosprawnych. Jej rezydenci powtarzają makabryczna legendę, o królu zrodzonym z kazirodczego związku, który został zdradzony przez swoich braci. Podopieczni boją się koloru czerwonego i twierdzą, że są nawiedzani przez hordy krwawych jeźdźców. Czy ktoś nastraszył opóźnionych w rozwoju rezydentów? Czym była i czym tak naprawdę jest placówka?

Przychodzi pora na ocenę „Strychnicy”, a ja staję przed trudnym zadaniem, bo nie tylko mnie ta książka nie wciągnęła, ale też nie potrafię odczytać intencji autora. Mam wrażenie, że kompletnie nie zrozumiałam jej treści. Początek był całkiem niezły. Przedstawiając kolejnych rezydentów Marek Zychla tworzy świetny klimat. Kreuje ludzi wyjątkowych i nieprzewidywalnych, ale skazanych na wieczny dozór. Wszystko zaczęło się psuć w momencie, kiedy autor zaczął opisywać ich opiekunów, a właściwie wolontariuszy przyjętych do pomocy. To też są postacie niebanalne i każda ma swój „bagaż”, swoją skazę, ale zmiana miejsca akcji, perspektywy kompletnie wybiła mnie z rytmu. W tym momencie Marek Zychla zaczyna wprowadzać też sny, różnego rodzaju wizje, których w kolejnych częściach książki będzie coraz więcej, a wręcz zmieszają się one z tym co realne. I to właśnie te wizje są nośnikiem makabry. Makabry bardzo subtelnej, jak na literaturę grozy, ale jednak. Bohaterowie niemal doświadczają, co znaczy umrzeć ze strachu. Inna sprawa, że ja ich przerażenia nie poczułam. Trudno powiedzieć czy to mi zabrakło wrażliwości, wyobraźni, czy autorowi umiejętności i pomysłu.

Dość mocno kuleje też dynamika przez długie dialogi. „Rozumiał, że dla kogoś, kto analizuje fakty, dłuższa rozmowa z nim czy wiedźmą trąci koszmarem.”1 Koszmar jest rodzajem snu i muszę przyznać, że mnie te dialogi skutecznie usypiały. Trafiłam w jakiś kłębek stworzony przez kłamców i intrygantów, ale nie miałam chęci go rozsupływać. Kompletnie nie rozumiałam, co jest siłą sprawczą pomniejszych wydarzeń np. dlaczego w kluczowym momencie bohaterowie idą pogadać przy piwku i się bzykać. W teorii wiem kto, po co i dlaczego kłamał, ale w szczegółach się pomotałam.

Jeszcze raz ponowię prośbę do osób, które czytały „Strychnicę”, aby wyjaśniły mi dlaczego nie uważają jej za horror. Moim zdaniem ta powieść to literatura grozy. Co prawda nietypowa, awangardowa, brak w niej charakterystycznego dla takich książek dreszczyku emocji. Ja się w niej nie odnalazłam, ale muszę przyznać, że jest oryginalna. Potrzeba dużo cierpliwości i wrażliwości, żeby ją odczytać. Autor trąca w niej takie struny, jak niepełnosprawność, empatia, śmierć, miłość. Natomiast ja nie umiem wam powiedzieć, co jest przesłaniem tej powieści. Najwyraźniej zabrakło mi wyżej wymienionych cech, tak pożądanych u potencjalnego odbiorcy. Jak to się potocznie mówi, „nadajemy na innych falach”.

1 Marek Zychla, „Strychnica”, wyd. Mięta, Warszawa 2024, loc. 5084 [e-book].

Książka z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl.
Copyright © Asia Czytasia , Blogger