"Agatha Syndrome" Hector Kung

Kiedy Max poznał Agathę wszystko się zmieniło. On znalazł swój ideał, a ona... Ona pozwoliła mu się do siebie zbliżyć, jednak nie jest to początek romantycznej historii. Summa summarum Agatha złamała Maxowi serce. Okazała się piękną egocentryczną formą. Co z tego jeżeli to spotkanie zaważyło na całym życiu mężczyzny, a obraz Agathy pozostał na zawsze niedoścignionym ideałem piękna. Teraz Max pracuje w elitarny szwajcarskim banku. Jeden z klientów zwraca się do niego z nietypową prośbą. Obiecuje bogactwo w zamian za odlezienie pewnego przedmiotu. Max prosi o pomoc dwójkę przyjaciół. Wspólnie wyjeżdżają do Polski w poszukiwanie lepszego jutra. Jednak zanim je znajdą będą musieli przejść labirynt przygód, labirynt pamięci, labirynt uczuć.

Hector Kung (pseudonim) w „Agatha Syndrome” zawarł elementy obyczajowe, psychologiczne i przygodowo-kryminalne, natomiast styl w jakim została napisana książka przypomina literaturę piękną. Autor ładnie formułuje myśli. Prowadzi czytelnika krętymi ścieżkami dygresji przez opowieść pełną refleksji. Zagłębia się w odczucia głównego bohatera. Nie spieszy się, daje mu czas się wygadać. Widać też, że Hector Kung trzyma „słowo” w ryzach. I tak jak niedbalstwa nie pochwalam, to tu miałam wrażenie, że autor włożył aż nadmiar energii, żeby „doszlifować” język powieści i emocje bohaterów, żeby w tych zdaniach ukryć dla czytelnika jakieś perełki.

Sprawia to, że w tę historię trudno się „wchodzi”. Kompozycja jest w porządku: dowiadujemy się kim była Agatha, następnie lepiej poznajmy Maxa, a potem zostajemy razem z nim wprowadzeni w przedmiot misji. Tempo akcji jest nieśpieszne, a akcent przesunięty jest na myśli, na emocje. Natomiast inne wątki nieco ożywiają fabułę elementem przygody. Że tak powiem: „Jest na czym oko zaświecić”. Jednak wrócę jeszcze do języka, bo „Agatha Syndrome” wymaga o nas ciągłej czujności. Nie możemy tu poddać się fali. Ciągle nam w głowie dzwoni, że musimy czytać uważnie, bo coś nas ominie.

Wdzięczne i niewdzięczne jest również tło. Szwajcarski bank, elity (albo stare bogate dziady, jak kto woli), a wśród nich chłopak który pragnie dużo. Czy miłosne rozczarowanie sprawiło, że Max chce więcej. Niedościgniony ideał wywołał w nim pragnienie doskonałości? Czy obiecana fortuna pomoże mu się do tej doskonałości zbliżyć? Mamy tu możliwość rozwinięcia wielu tematów i pogrzebania w psychologii postaci. Natomiast nie jestem pewna, czy autor dobrze się z tym tłem czuje. Wyczuwam pewną, trudną do opisania „sztywność”. Jakby bohaterowie ciągle chodzili wyprostowani jak struny.

„Agatha Syndrome” ma kilka plusów i minusów. Lubię elementy psychologiczne. Postać Maxa co prawda jakoś szczególnie nie zapisała się w moim sercu, ale i tak ciekawie było pogrzebać w jego głowie i spróbować go rozpracować. Sprawa, którą bohater miał „załatwiać” całkiem fajnie intryguje i zachęca do odkrywania kolejnych etapów tej historii. Natomiast narracji brakuje luzu i ja też mimowolnie spinałam się podczas czytania. Do tego autor wymusza na nas nas ciągłe skupienie, rozważanie słów, co może zmęczyć jeśli sięgniecie po powieść np. nieco zmęczeni.

Książka z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © Asia Czytasia , Blogger