"Mój rok relaksu i odpoczynku" Ottessa Moshfegh
Wyobraźcie sobie, że możecie na rok wypisać się z życia. Co byście robili? Bohaterka powieści Ottessy Moshfegh pt. „Mój rok relaksu i odpoczynku” chce spać. „Hibernowanie z całych sił zaczęłam w połowie czerwca dwutysięcznego roku. Miałam dwadzieścia sześć lat.”1 Piękna i samotna – tak można opisać główną bohaterkę. Po śmierci rodziców pozostał jej toksyczny facet i zazdroszcząca jej urody przyjaciółka. Zostały też fundusze, dzięki którym dziewczyna może rozpocząć swój projekt. „W głębi serca wiedziałam – i być może tylko to wiedziało wtedy moje serce – że jeśli prześpię wystarczająco dużo czasu, to będzie ze mną dobrze. Odnowię się, odrodzę.”2 Zdobywa recepty na preparaty, którymi się otumania, aby spać, spać, spać. Aby odciąć się od życia.
Co prawda przeczytałam tylko tę jedną książkę autorki, ale stwierdzam, że Ottessa Moshfeg to reprezentantka sztuki współczesnej z całą jej chęcią do szokowania, do budzenia wstrętu z dziwnym akcentowaniem w kierunku seksu, jako narzędzia wyrazu artystycznego. Natomiast zastanówmy się, czy w przypadku bohaterki tej książki nie ma to trochę sensu. Piękna dziewczyna z majętnej rodziny, która ciepła rodzicielskiego nie zaznała. Matkę wspomina jako pogrążona w apatii i używkach, ale zawsze nieskazitelnie pomalowaną. W jej wspomnieniach z mamą najlepiej się spało. Z takiego domu wychodzi dziewczyna, której wszyscy zazdroszczą, bo nie musiała się starać o figurę i markowe ciuchy, ale ona łaknie uwagi, której nigdy nie dostała. Korzysta z życia, ale poważnych relacji nie potrafi nawiązać. Jej uroda jest jej zgubą, pryzmatem przez który patrzą na nią ludzie. Jej frustracja wyraża się w wulgarnej cielesności. Dodajmy do tego artystyczny światek, w który Moshfeg wrzuca bohaterkę...
Przyznam, że „Mój rok relaksu i odpoczynku” przeczytałam jednym tchem, ale nie jestem pewna czy podoba mi się to, jak autorka przedstawiła temat. Prezentacja głównej bohaterki jest niemal karykaturalna. Szokujące jest to, ile energii wkłada w zdobycie leków i w ogóle w realizację swojego projektu. Szokujący ma być wulgarny język, chociaż w mojej ocenie ten sposób wyrazu jest tak wyeksploatowany, że wręcz nudny. Szokujące ma być zakończenie. Ciekawe, acz niebezpieczne. Wreszcie szokująca – i przytłaczająca – jest samotność głównej bohaterki. To jest samotność człowieka w wielkim mieście, samotność w tłumie. Mamy dziewczynę, która chce być dostrzeżona, ale mamy też poczucie, że jakkolwiek jej historia się potoczy nikt się nią nie przejmie.
Moshfegh sili się na oryginalność, ale kiedy rozłożymy „Mój rok relaksu i odpoczynku” na malutkie części okaże się, że wszystko to już było, co czyni tę powieść nieco pretensjonalną. Natomiast ma ona w sobie coś hipnotyzującego. Wydaje mi się, że zaspokaja potrzebę „podglądactwa”, bo bohaterka zaprasza nas w najciemniejsze zakamarki swojego umysłu. Bezwstydnie wywnętrza się przed nami. Możemy jej współczuć,. Możemy się nią brzydzić. Jednak z chorą ciekawością obserwujemy, do czego doprowadzi ją ten ryzykowny projekt.
1 Ottessa Moshfegh, „Mój rok relaksu i odpoczynku”, przeł. Łukasz Buchalski, wyd. Pauza, warszawa 2019, loc. 67 [ebook].
2 Tamże, loc. 736-737.


Czyli jednym słowem - książka zupełnie inna od wszystkich. Pozdrawiam Asiu .
OdpowiedzUsuń