"Wyspa Itongo" Stefan Grabiński
Krótko po tym, jak kupiłam swój pierwszy czytnik ebooków, odkryłam portal Wolne Lektury. Ściągałam i czytałam jak opętana. Część nazwisk oczywiście znałam, ale bywało, że sięgałam po dany utwór po omacku kierując się chociażby tylko epoką w jakiej powstał. I tak przypałętała się na mój czytnik powieść Stefana Grabińskiego „Wyspa Itongo”. Jeszcze wtedy kompletnie nie widząc z czego znany był autor, pomyślałam sobie, że to pewnie powieść przygodowa. Moje zdziwienie było ogromne, bo książkę otworzył burza, dwoje nieznajomych i nawiedzony dom. Jedne miejsce, gdzie mogli się schować przed żywiołem. Owocem tego spotkania, dzięki ingerencji duchów, okazał się Jan Gniewosz. Kiedy chłopak dorósł zaczął objawiać mediumiczne talenty, przez co zainteresowali się nim warszawscy bohaterowie. Ale, ale... Gdzie tytułowa wyspa zapytacie. Dotrzemy na nią przez młodopolską, bardzo poważną narrację na temat spirytyzmu i przez ludzką tragedię. Zniesiony falami oceanu i machinacjami duchów Gniewosz dociera na ten niezwykły skrawek lądu, gdzie mieszają się narodowości i żyją plemienne rytuały.
Można powiedzieć, że Grabiński opowiada historię Jana Gniewosza w trzech płaszczyznach. Są one tak od siebie różne, że zastanawia mnie, czy autor od początku obrał taki kierunek czy coś nim kierowało podczas pisania. Dla czytelnika może być to zaskakujące, jak jedna książka zmienia oblicza w toku fabuły. Natomiast to co jest tu niezmienne to duchy u boku głównego bohatera. Duchy, których ten nie chce, ale one nie chcą go puścić. Kierują jego losem wyjątkowo egoistycznie, aby nic nie oderwało go od jego zdolności, a może misji. Kiedy wydaje się, że Gniewosz ma wolną wolę, duchy popychają go na – ich zdaniem – właściwą drogę.
„(…) wyspa Itongo jest jednym z tych rzadkich, ukrytych przed okiem zwyczajnych ludzi zakątków, w których gromadzą się i przechowują ślady zamierzchłych wieków ludzkości”.1 Czy macie chęć wejść na tą niezwykłą, usypaną przez siły nadprzyrodzone drogę, która do niej prowadzi? Czy macie ochotę poznać historię podrzutka, który został plemiennym wodzem? Chłopaka, który nie chciał swojego daru, a jednak jakoś szedł z tym brzemieniem, pomimo nieszczęść, jakie przez niego doświadczył. To nie jest powieść idealna. Można dostrzec pewne „kanciastości”. A jednak czymś czaruje. Może fatum, może obietnicą przygody, egzotyką. A może pewną pierwotnością, jaka wyszła poprzez połączenie plemienności ze spirytualizmem.
1 Stefan Grabiński, „Wyspa Itongo”, wyd Literackie Kraków 1980, loc. 1880-1881 [ebook].


To zaskakujące, jak ta książka potrafi zmienić oblicze w trakcie lektury i zbić czytelnika z tropu. Sam motyw duchów, które tak egoistycznie kierują losem bohatera i odbierają mu wolną wolę, brzmi niesamowicie intrygująco. Czasami te starsze, młodopolskie teksty, mimo swoich kanciastości, mają w sobie niepowtarzalny, duszny klimat, którego na próżno szukać we współczesnej literaturze. Zachęciłaś mnie do sprawdzenia, jak Grabiński połączył ten spirytyzm z egzotyką wyspy.
OdpowiedzUsuń