"Zapłata dla Flecisty" George A. Romero, Daniel Kraus
Za sprawą książki „Zapłata dla Flecisty” autorstwa Georga A. Romero i Dalniela Krusa przeniesiemy się na bagna Luizjany. A jak to na bagnach, jeden fałszywy krok i... plum! I tak jest w tej powieści. Trzeba być non stop czujnym, bo nigdy nie wiemy, gdzie czai się niebezpieczeństwo. Tym razem mrok uderza w dzieci. To właśnie najmłodsi zaczynają ginąć. Pamiętacie baśni Fleciście z Hameln (w innej wersji zwanym Szczurołapem), który nie dostał zapłaty za swoja pacę? Co wtedy zrobił? No właśnie. Flecista znów domaga się zapłaty. Za co? Czego dopuścili się mieszkańcy tych ziem, że kolejne pokolenia muszą za to pokutować?
W posłowiu Kraus opowiada, jak podczas katalogowania archiwum Georga A. Romero natknął się na tę powieść. Jakże inną od „Żywych trupów” z jakimi kojarzy się ten reżyser. Projekt go zauroczył i aż prosił się o dokończenie. I tak dostaliśmy „Zapłatę dla Flecisty”. Powieść w której widać inspirację lokalnym folklorem, w której widać symbolikę, ale też w której zadaje się ciekawe pytania to istotę złą i odpowiedzialność za czyny poprzednich pokoleń. Ale też powieść intensywną i mocno filmową.
Tak, filmową. Nie wiem dlaczego, ale od początku widziałam ją w konwencji nieco niedopracowanego kina grozy. Mocne barwy i przerysowane kostiumy. Pewnie specyficzna cajuńska gwara nadała jej pewien wymiar pastiszu. Aczkolwiek jest to złudne, bo nie w tym kierunku idzie fabuła. Raczej okolica próbuje opleść nas mrokiem, zdenerwować, wywołać poczucie zagrożenia.
Niestety muszę to napisać, ale trudno było mi docenić energię tej książki. Z jednej strony mamy małe miasteczko z całą jego barwnością i zgnilizną. Z armią ciekawych bohaterów i beznadziejnością jaka ich trawi. Z drugiej nie ma w niej nic kameralnego. Jest na wskroś amerykańska. W ostatnich latach zachwycałam się horrorami Kariki, Urbanowicza i Lindqvsita. Wicie, co mnie urzekło w ich pracach? Surowość. I to właśnie ona stworzyła przejmujący klimat,. U Romero jest energia (może przez młodość), kolor i hałas. I ta intensywność mnie chyba przytłoczyła, a nie przeraziła
Poprzedni akapit napisałam z pewnym żalem, bo obiektywnie patrząc „Zapłata dla Flecisty” to bardzo ciekawe przedsięwzięcie. Zarówno pod kątem pytać, inspiracji (w tytule jest Flecista, ale w miasteczku, w którym dzieje się akcja znajdziemy wszechobecne ośmiornice), symboliki, dopracowanych bohaterów, a także języka. Natomiast kiedy przychodzi do oceny ten obiektywizm można schować do kieszeni. W horrorach numerem jeden jest klimat, a jak już wcześniej wspomniałam, intensywność tej książki mnie przytłoczyła.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz