"Czerwony krzyż" Sasza Filipenko

Zapomnieć całe zło, które nas spotkało. Brzmi obiecująco, brzmi wyzwalająco. Czy na pewno? Zapominanie może być też przerażające. Może skojarzyć się ze znikaniem. Dwie samotne osoby spotykają się na klatce mińskiego bloku (kamienicy?). Sasza młody wdowiec, który został z trzymiesięczną córeczką na rękach i Tatiana, dziewięćdziesięciolatka chorująca na Alzheimera. Tatiana bardzo nachalnie wdziera się w życie Szaszy i dzieli się z nim swoimi wspomnieniami. Wspomnieniami reżimu, który zamęczył swoich obywateli. Między tą dwójką rodzi się przyjaźń. Dwa pokolenia połączone samotnością.

W tej krótkiej (około 200 stron) powieści Sasza Filipenko zawarł właściwie dwie historie, chociaż to Tatiana (w moim odczuciu) zawłaszcza naszą uwagę. Sama opowieść o stalinowskim reżimie nie jest czymś nowym w literaturze, jednak Filipenko czaruje realizmem. Mianowicie opowiada tak jakby bohaterka nie była fikcyjną osobą. Jest w tym dużo strachu i bólu związanego z sytuacją polityczną, ale też osobistą. Związanego ze stratą, która ciągle w niej żyje. Dochodzi do tego wątek przemijania. Choroba Tatiany ma wymiar symboliczny. Jest wspomnienia pomału znikają. Obok pojawia się Sasza, reprezentant kolejnego pokolenia, który początkowo nie chce słuchać. Historia nie jest jego zmartwieniem. Ma własne. Jednak to właśnie Szasza nie pozwoli wspomnieniom sąsiadki zniknąć. Ta między pokoleniowa więź sprawia, że chce się z tą historią skonfrontować, ale też ją zachować.

Na pierwszy rzut oka „Czerwony krzyż” wydaje się prostą powieścią, jednak jest w niej wiele detali, które świadczą o kunszcie autora. O pewnych moich spostrzeżeniach już wspomniałam w poprzednim akapicie. Wypada jednak powiedzieć też słowo o tytule. Sasza znajduje czerwony krzyż wymalowany na swoich drzwiach. Początkowo chce go zetrzeć, ale Tatiana mówi, że tak oznacza drogę do domu, chociaż pewnie niedługo zapomni, co te znak oznaczają. W powieści jest też watek list jeńców, które przesyła do ZSRR Międzynarodowy Czerwony Krzyż. Listy bezwstydnie ignorowane i przekreślane czerwonym znakiem. A na tych listach kolejni zapomniani.

Taka zwyczajna, a jednak niezwykła. Powieść Filipenki urzeka prostotą i realizmem. Czytając po prostu słyszy się głos Tatiany, która opowiada o swoich życiu i „tamtych czasach”. A autor opowiada z wyjątkowym szacunkiem do osób starszych. I jak chyba to chciałabym podkreślić po przeczytaniu tej książki. Oczywiście nie mogę przemilczeć ogromnego ładunku emocjonalnego, jaki niesie historia Tatiany. Jednak na mnie największe wrażenie zrobiła relacja jaką zbudowała kobieta z młodym sąsiadem. Chciałbym przywołać tu wszystkich niewidoczny, niewysłuchanych. Może w waszym otoczeniu jest taka osoba, której warto po ludzku potowarzyszyć?

[Współpraca]


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © Asia Czytasia , Blogger