"Dom Smutku" Tomasz J. Nowak
„Dom smutku” to tytuł książki autorstwa Tomasza J. Nowaka, ale ma też on inne znaczenie. Tym mianem był nazywany pewien sierociniec na Podlasiu. Miejsce, które teraz jest ruiną, ale jakoś zapracowało na swoje miano. Jak? Aż mnie dreszcz przeszedł, kiedy zadałam to krótkie pytanie. Natomiast to właśnie ruina przyciąga Bernarda i Weronikę, którzy prowadzą kanał, na którym publikują filmiki i o takich miejscach. Widzka wysyła im maila na temat sierocińca, a ci koniecznie chcą zbadać to miejsce. W trakcje ekstrapolacji zaczynają dziać się dziwne rzeczy – słyszą głosy, a Weronika znika. Bernard jest przerażony. Ucieka, ale poczucie winy nie daje mu spokoju. Musi wrócić do Domu Smutku i odnaleźć przyjaciółkę.
Nie powiem, że jestem wielką fanką urbexowej konwencji, ale Nowak fajne wyszedł o niej żeby opowiedzieć historie nawiedzonego miejsca, a to już bardzo lubię. Okrutni ludzie czy siły nadprzyrodzone – kto sprawił, ze Dom Smutku otrzymał swoje miano? Ile bólu widziały te ściany, że mieszkańcy pobliskiej miejscowości zabraniają tam chodzić swoim dzieciom?
Ponieważ jest to debiut, należy zapytać czy Tomasz J. Nowak potrafi „w grozę”? Potrafi. Z dwoma małymi uwagami, o których za chwile, ale potrafi. Dla mnie literatura grozy to przede wszystkim klimat, a o niego autor zadbał wspaniale. Od momentu, kiedy bohaterowie weszli do Domu Smutku (a może chwilę wcześniej) ten złapał ich w swoje macki i nie wypuścił. Cokolwiek w nim siedzi jest bardzo zdeterminowane i chyba czerpie przyjemność z zabawy ze swoimi ofiarami. Do tego dochodzi mroczna historia związana z tym miejscem, którą mamy okazję poznać i która tym bardziej przeraża, że były krzywdzone tu dzieci, sieroty. Autor zręcznie wykorzystuje ją, aby wykreować miejsce owiane złą legendą, miejsce, które ciągle żyje na swoich makabrycznych zasadach.
Mam natomiast wrażanie, że autor nie wiedział, jak „wejść” w tę historię. Dwa pierwsze rozdziały są nijakie i nijak do niej nie prowadzą. Może nieco poznajemy bohaterów, ale właściwie opisane w nich sytuacje są niepotrzebne. Postacie męskie są raczej ciężkie. Najpierw Nowak pokazuje Bernarda jako buca, który normalnie nie umie porozmawiać z narzeczoną, a potem jako troskliwego przyjaciela. To się nie klei. A jego kumpel Siwy... Tego to ciężko się słuchało. Zbyt dużo wulgarnych odzywek. Rozumiem, że Nowak chciał iść w nieco prymitywny język. To pewnie w jego ocenie miało dodać wiarygodności, surowości, pokazać nerwy bohaterów. Jednak w praktyce jest irytujące, a nawet nieco komiczne.
W innym typie literatury może bym tych wad nie wybaczyła, ale groza rządzi się innymi prawami. Groza jest od straszenia, a w powieści „Dom Smutku” Nowak niewątpliwie straszy. Owszem, ta książka mogłaby być lepsza, dzięki ciekawszej kompozycji, ale jest już wystarczająco dobra, żeby o niej mówić i ją czytać.
[Współpraca]


Świetna rekomendacja. Nie wykluczam , że sięgnę .
OdpowiedzUsuńKlimat opisywanego sierocińca oraz umiejętne budowanie napięcia brzmią niezwykle obiecująco, choć początek fabuły i momentami zbytnio wulgarny język bohaterów rzeczywiście mogą wymagać od czytelnika odrobiny cierpliwości.
OdpowiedzUsuń