"Dziewczyna na miesiąc: Styczeń, luty, marzec" Audrey Carlan
Mia bardzo potrzebuje pieniędzy. Tu chodzi o życie jej ojca. Nie jest łatwo zdobyć milion dolarów, a wierzyciele są bezwzględni. Na pomoc dziewczynie przychodzi ciotka, która proponuje jej pracę w charakterze ekskluzywnej dziewczyny do towarzystwa. Jeden rok, dwanaście miesięcy i dzięki swojej urodzie Mia może wykupić życie ojca. Stawka jest ogromna, a zajęcie wydaje się nawet przyjemne. Już pierwszy klient okazuje się niezłym ciachem, a do tego Mia ma zagwarantowane kosmetyczki, drogie ciuchy i spotkania pełne blichtru.
Audrey Carlan podzieliła cykl „Dziewczyna na miesiąc” właśnie na kolejne miesiące. Tom pierwszy to styczeń, luty i marzec. Schemat jest prosty. Klient wypożycza Mię na jeden miesiąc, gwarantuje jej miejsce zamieszkania, ciuchy, wyżywienie i opiekę, a także definiuje czego od niej oczekuje, a ta wciela się w zleconą jej rolę. Wszelkie inne usługi są płatne ekstra. Już w pierwszym tomie przekonamy się, że każdy z klientów będzie inny i będzie miał inne oczekiwania. Najpierw zadaniem Mii będzie odstraszanie nachalnych adoratorek od znanego reżysera filmowego, potem zostanie muzą wielkiego artysty, a w marcu będzie udawać narzeczoną spadkobiercy znanej sieci restauracji.
„Dziewczyna na miesiąc” to gorący cykl książkowy. Mnóstwo tu przytulasów, pieszczot i innych fiku miku. Można mieć wrażenie, że zdominowały one treść. Jeden Audrey Carlan nie chodzi tylko o seks. Stara się zbudować ciekawe postacie i całkiem dobrze jej to wychodzi. Ba, kiedy patrzyłam na główną bohaterkę czułam, że autorka musi tłumić jej inteligencję i charyzmę, żeby wpisać ją w konwencje powieści. Co ciekawe, w tego typu książkach zazwyczaj jest odwrotnie i kobiece bohaterki wypadają dość pusto. Nie Mia. Ona hardo stąpa przez życie i odważnie pokonuje przeszkody. Ma charakterek, co w duecie w urodą czyni ją wyjątkową kobietą.
Podoba mi się również, że każdy miesiąc, każdy klient to inna historia. I w ich przypadkach autorka zręcznie łączy cielesność (każdy z nich to Adonis) z pewną psychologią uczuć. A w każdym wątku wracamy do Mii, bo to ona coś z tych relacji wyciąga. Odnosi je do swoich dotychczasowych doświadczeń i chyba odrobinkę się zmienia. Jak na razie jestem fanką ekscentrycznego Francuza, artysty pełną gębą, który sprawia, że jego towarzyszka redefiniuje pojęcie miłości, kochania się. Być może nieco manipuluje słowami, ale zasadza w Mii ziarenko wątpliwości, jak powinno się patrzeć na te sprawy.
Powiem, wam, że ta książka mnie zaskoczyła. Właściwie, kiedy znajoma mi ją przyniosła, spojrzałam na nią niechętnie. A jak już ją miałam rękach to przeczytałam, żeby mieć o czym pogadać. Zdecydowanie jest to cykl wpisujący się w literaturę miłosną 18+. Jest gorący i namiętny. Ale też całkiem ciekawy. Carlan postawiła na skomplikowanych bohaterów, ale tak nieprzesadnie skomplikowanych. Na tyle, żeby czytelnik czuł się zaintrygowany tym, co przyniesie bohaterce kolejny miesiąc.
























