"Brudne tajemnice" Disha Bose

Ciara jest piękna i popularna. Ma pieniądze, idealną rodzinę i grono zapatrzonych w nią przyjaciółek. Ma wszystko czego potrzeba do szczęścia. Ale tylko pozornie. Powieść „Brudne tajemnice” Disha Bose zaczyna od trupa. Od pięknego trupa tej skupiającej na sobie uwagę kobiety. Następnie próbuje odtworzyć wydarzenia ostatnich dni, aby sprawdzić, kto miał motyw pozbawić ją życia. Znajduje wiele skaz na jej idealnym wizerunku.

„Brudne tajemnice” to specyficzny thriller psychologiczny. Bohaterkami są matki małych dzieci. Kobiety, które same nieosią trud macierzyństwa. Mają partnerów, ale to jednak na ich barki spada większa odpowiedzialność. To one bardziej się martwią, żyją pod ciągłą presją, a także bacznym okiem gotowych oceniać ich każdy krok sąsiadek. Czy każdy czytelnik będzie potrafił wczuć się w ich role i emocje?

Ciara to matka influencerka. Motyw, który bardzo lubię. Autorzy thrillerów chętnie po niego sięgają i pewnie za jakiś czas mi się znudzi, ale to jeszcze nie ten czas. Ciara stała się autorytetem dzięki swojej urodzie. Zdobyła popularność reklamując kosmetyki, a ta rozlała się na inne obszary m.in. macierzyństwo. Szybko przekonujemy się, że jej życie, jej dzieci wcale nie są idealne i ułożone, a jej metody – delikatnie mówiąc – dyskusyjne. Z codziennego chaosu Ciara potrafi wyłuskiwać piękne kadry i na nich tworzyć swoją historię od nowa.

Kolejne dwie bohaterki też są wyraziste. Lauren, która jest „czarną owcą” wśród matek z wioski. Wybuchowa, ekscentryczna, niezrozumiana. W powłóczystej spódnicy i z dzieckiem w chuście walczy ze sprawami dnia codziennego. U boku już podstarzały partner. Bezrobotny, amant i kobieciarz, ale cały czas zajmuje ważne miejsce w sercu Lauren. Mishti natomiast pochodzi z Kalkuty. W Irlandii znalazła się za sprawą zaaranżowanego małżeństwa. Mąż nie poświęca jej za dużo uwagi. Mishti jest skromna, cicha i samotna. Tak jak małżonek wybrał ja ze względu na te cechy, tak i Ciara wybrała ją na przyjaciółkę. Mishti jest wdzięczna sąsiadce, iż pomogła jej się zaaklimatyzować w nowym otoczenie, jednak z każdym dniem coraz wyraźniej dostrzega jej wady, a także to, że sama pada jej manipulacjom.

Na scenie tego dramatu pojawiają się jeszcze postacie męskie, czyli mężowie i partnerzy wspomnianych kobiet. Odgrywają bardzo ważne role w tej historii, jednak autorka raczej skupia się na paniach i na rozgrywce między nimi. Bose rozdziela męski i żeński świat, pokazując mężczyzn jako tych, którzy z doskoku zajmują się domem. To kobiety są tu uwięzione, a oni – pomimo nowej roli – wolni.

„Brudne tajemnice” okazała się powieścią tendencyjną, przewidywalną, ale jakże dobrze mi się ją czytało. Właściwie bohaterowie i fabuła niczym mnie nie zaskoczyły. Każda z postaci doskonale reprezentuje problem, czy też typ człowieka jaki Bose chce przy jej pomocy pokazać. Każda bezbłędnie wykonuje swoje rolę w tej opowieści, przez co jej ruchy staję się dla czytelnika przewidywalne. Fabuła też szybko wskoczyła na swoje tory i przybrała obrót, jakiego się spodziewałam. Kiedy to Ciara coraz bardziej zapętla się w swoich manipulacjach, a sposoby dzięki którym trzymała bliskich w ryzach przestają działać. I właściwie czekamy, aż kobieta zleci z piedestału z hukiem. Finał Bose rozgrywa nieco dziwnie, kiedy to wszyscy zainteresowani po kolei odwiedzają główna bohaterkę, a my śledzimy, w którym momencie dojdzie do wypadku, komuś puszczą nerwy. I przyznać muszę, ze w całym tym absurdzie udało się autorce mnie zaskoczyć.

Jakimś cudem cała ta przewidywalność nie odbiera książce uroku. Myślę, że odpowiada za to ziarenko toksyczności, jakie autorka wkłada w każdy z pomniejszych wątków. Szczególnie skupia się na postaciach kobiecych, próbując pokazać, co je ukształtowało. Jednak nie traktuję tego, jako próbę usprawiedliwienia, zrozumienia, a raczej podsycanie skaz. Skaz na ich charakterach, sytuacji, stylu życia. I te skazy są dla nas, czytelników, pożywką. Mamy bohaterów, których możemy nie lubić, którym możemy bezczelnie wypominać ich błędy.

Oceniając „Brudne tajemnice” moje serce i rozum toczą walkę. Rozum podpowiada, że w tej książce nie było niczego wyjątkowego, a serce pyta się go, czy musi być skoro tak dobrze się ją czytało. Pewnie, że uwielbiam skomplikowane postaci i thrillery z rozwiniętą warstwą psychologiczną, a jednak powieść Dishy Bose skutecznie wypełniła moje wieczory. Chyba mogę spokojnie włożyć ją do szufladki „rozrywka”, bo to książka prosta, ale zajmująca i wciągająca.

[Egzemplarz recenzencki]

1 komentarz:

  1. Przyznam się, że thriller psychologiczny jest w literaturze moim ulubionym, więc będę miała tę książkę na uwadze. Dziękuję za polecenie. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © Asia Czytasia , Blogger