"Mag" John Fowles

Szkoła mieszcząca się na małej grackiej wyspie – tam rozpoczyna pracę bohater powieści „Mag” Nicholas Urfe. Pewnie przychodzą Wam na myśl sielskie i anielskie skojarzenia – szum morza, spokój, żyć nie umierać. Jednak młody anglik tak tego nie odbiera. Odosobnienie daje mu się we znaki. Szukając rozrywki zaprzyjaźnia się z bogatym Maurice Conchisem. Tajemniczy mężczyzna wciąga Nicholasa w osobliwą grę, w której granice snu i jawy zacierają się.

W przedmowie do powieści John Fowles wymienia książki, którymi się inspirował. Pojawia się m.in. nazwisko Dickensa, chociaż jak autor sam wspomina, jest to niezamierzone, a podobieństwo zauważył dopiero kiedy wytknęli mu je czytelnicy. Dzieło, do którego pisarz nieświadomie nawiązał to „Wielkie nadzieje”– i faktycznie mamy tu tajemniczą posiadłość, bogatego mentora. Jednak ja widzę tego Dickensa głowinie w stylu powieści. Akcja ma co prawda miejsce w czasach powojennych (lata 50. XX wieku, jeżeli dobrze pamiętam), jednak w sposobie narracji i prowadzenia dialogów jest coś XIX-wiecznego. Szczególnie rozmowy pełne są zawoalowanych aluzji, „angielskiego” dystansu, etykiety itp. - mam nadzieję, że rozumiecie, co mam na myśli.

Co do fabuły to nie napiszę więcej ponad to co już przedstawiłam. W „Magu” najciekawszy jest styl i język. John Fowles to niewątpliwie niezwykle elokwentny twórca i to bogactwo słownictwa jest w powieści widoczne. Jest ona napisana w piękny, momentami poetycki sposób. Przede wszystkim są to cudowne opisy Grecji . Nie ma ich dużo, bo w książce przeważają dialogi i monologi, a jednak grzeje nas słonko i owiewa nadmorski wiatr (mi szczególnie zapachniało lokalne jedzonko). Do tego należy dołożyć bogate odniesienia do kultury i sztuki oraz gro metafor, dwuznaczności i szczyptę mistycyzmu. O dziwo ta mieszanka, jest niezwykle zjadliwa. Możemy nie polubić bohaterów, możemy narzekać, że tempo jest za wolne, a powieść za długa, jednak jej styl ma w sobie coś hipnotyzującego, coś co sprawia, że po prostu dobrze się ją czyta.

Z książkami okrzykniętymi arcydziełami mam taki problem, że często ich – potocznie mówiąc – nie ogarniam. W przypadku „Maga” - o dziwo – byłam całkiem zadowolona z lektury. Książkę czytało się sprawnie, historia mnie wciągnęła (okej, może było kilka dłużyzn, ale je przetrwałam), a zawarte w niej metafory byłam w stanie zinterpretować. Co prawda nie trafi ona na moją prywatną listę arcydzieł, ale będę ją polecać, szczególnie miłośnikom pięknie napisanych powieści i... Grecji.


"Książkę otrzymałam z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl".

13 komentarzy:

  1. Generalnie nie czytam takich książek, ale kto wie;)

    OdpowiedzUsuń
  2. No cóż, w Grecji jeszcze nie byłem, ale nie wykluczam - że sięgnę. Dobra fantastyka Joasiu zawsze w cenie. Ślę pozdrowienia :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie spotkałam się jeszcze z podobną tematycznie książką, więc w wolnej chwili może dam jej szansę. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Rzadko sięgam po ten gatunek ale może przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mnie nie zachwycił, choć go cenię. Nadmienię, że okładka jest wspaniała.

    OdpowiedzUsuń
  6. Brzmi naprawdę interesująco, lubię podobne klimaty, więc może sięgnę. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Raczej nie w moim typie książka 🙂

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam książkę, ale jakoś trudno mi się za nią zabrać...

    OdpowiedzUsuń
  9. To nie moje klimaty czytelnicze.

    OdpowiedzUsuń
  10. Trudno powiedzieć, czy odnalazłabym się w tej książce.

    OdpowiedzUsuń
  11. Czytałam i bardzo mi się podobała :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Najważniejsze, że jesteś zadowolona z lektury tej książki :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Rozumiem twój problem z arcydziełami - kilka z nich wręcz mnie odrzuciło...

    OdpowiedzUsuń

Copyright © Asia Czytasia , Blogger