"Jedzenie emocjonalne i inne podjadania. Jak poprawić swoje relacje z jedzeniem" Joanna Derda, Marta Pawłowska

„Pracowałam z osobami, którym nie smakowało życie, więc smaków życia i relacji szukały w jedzeniu.”* pisze Marta Pawłowska, specjalistka do spraw zdrowego żywienia, współautorka książki „Jedzenie emocjonalne i inne podjadania. Jak poprawić swoje relacje z jedzeniem”.

Czy nie jest trochę tak, że każdy z nas był w takim nastroju, że jedzenie miało nie tylko zaspokoić kubki smakowe, ale być pokarmem dla duszy. Nie będę nikogo rozliczać, ile razy zapomniał się z drożdżówką, paczką chipsów czy czekoladą. Zachęcam natomiast, aby dla siebie, dla swojego zdrowi zastanowić się nad relacjami z jedzeniem.

Może wam w tym pomóc wspominania publikacja „Jedzenie emocjonalne i inne podjadania” oparta na wiedzy Marty Pawłowskiej. Jej założenie to wytłumaczenie skąd biorą się niezdrowe nawyki żywieniowe. Jesteśmy zachęcani do przyjrzenia się, jak jemy, kiedy jemy, co jemy i jak to wpływa na nasz organizm. Opisano skąd bierze się głód i dlaczego nie zawsze podążamy za naszym ciałem. Warto w tym miejscu podkreśli, że nie ma podanych tu gotowych diet i rozwiązań. Bardziej chodzi o zrozumienie pewnych mechanizmów i pomoc w określeniu własnego nastawienia do jedzenia.

Trudno mi ocenić, czy warto sięgnąć po tę książkę. Bardzo dużo zależy tu od waszego staniu wiedzy. Ja przeczytałam ją z przyjemnością, bo język jest prosty, konkretny, a informacje podparte przykładami i historyjkami. Niemniej była dla mnie zbyt ogólna – wskazówki typu: należy czytać etykiety lub nakładać porcje na mniejszy talerz to dla mnie oczywistość. Również, widząc jak moda i promowanie pewnego stylu życia się zmienia, jestem sceptycznie nastawiona do rożnych diet. Dobrym przykładem jest hasło „Pij mleko, będziesz wielki”. Pamiętam, jak w szkole mieliśmy przerwę na picie mleka właśnie, bo to uważano za zdrowe. Teraz – o zgrozo laktozo – rodzice toczą dyskusje co zamiast: mleko kozie, roślinne a może coś innego.

Być może książka nie była dla minie odkrywcza, bo ja już określiłam swoją relację z jedzeniem. Pojawienie się dziecka było dla minie dobrą motywacją, aby przyjrzeć się temu co kupuję. Nie powiem, że jest idealnie i córka wybiera brokuły zamiast lizaka, ale mamy określone cele, a ich realizacja idzie całkiem nieźle.

Nie jest tak, ze nie dowiedziałam się z tej publikacji niczego. Coś nowego wpadło do mojej głowy. Były dwa rozdziały, które szczególnie mnie zainteresowały. Pierwszy to strategie marketingowe realizowane przed producentów jak i sklepy. To jest coś, co od dawna mnie pasjonuje i to nie tylko w kwestii żywienia, ale szeroko pojętej manipulacji jednostką. Drugi, to rozdział o świętach. Została tutaj napisana świetna rzecz na temat atmosfery tego wyjątkowego czasu. Czy nie jest ona zatracana przez powszechną dostępność produktów spożywczych? Ile potraw w waszym domu zarezerwowanych jest tylko na wigilijną kolację i nie sięgacie po nie w inne dni roku? Co jest wyjątkowego w niedzielnym obiedzie? Czy świąteczne dni wyglądają podobnie jak w dzieciństwie?

Do tego przyznam, że wyczytałam kilka ciekawostek między wierszami np. dowiedziałam się, dlaczego tak okropnie czuję się po zielonej herbacie, co niewątpliwie zapamiętam.

To co mi przeszkadzało w tej książce to brak jakichkolwiek przypisów. Wiem, że nie jest to publikacja naukowa, ale ja doceniam kiedy są. Nie kwestionuję w żadnym razie wiedzy autorek, jednak powołując się na statystyki warto podać źródła. Zdarzają się też tematy, które mogą kogoś szczególnie zainteresować, więc dobrze pokierować czytelnika, gdzie może szukać informacji. Minie zaintrygowało jedno stwierdzenie na temat nadmiernej masy ciała u dzieci. Pojawiło się miliard pytań w głowie, a temat po jednym zdaniu został zamknięty. I dobrze, bo nie był on szczególnie ważny w kontekście książki, jednak zabrakło mi – akurat tu – źródła danych i sposobu w jaki zostały one opracowane, bo to pomogłoby mi zrozumieć temat w 100 %.

Być może „Jedzenie emocjonalne i inne podjadania” to nie jest książka wyjątkowa, ale, jeżeli otworzy komuś oczy, potrzebna. Mnie zawsze zastanawia, czy te osoby, które potrzebują zmiany czują to, czy może czekają aż będzie za późno, a wtedy niezbędna będzie pomoc specjalisty.

* Joanna Derda, Marta Pawłowska, „Jedzenie emocjonalne i inne podjadania. Jak poprawić swoje relacje z jedzeniem”, wyd. Sensus, Gliwice 2021, s. 8.

12 komentarzy:

  1. Jest to temat arcyciekawy Joasiu. Z chęcią zajrzę do tej książki jeśli będzie w bibliotece. Pozdrawiam po aktywnym przedpołudniu - 16 minut na zakupach, w trakcie sprzątania :) A ja jestem miłośnikiem mleka (PS.) ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo wiele osób ma zaburzenia odżywiania wynikające z odreagowania stanów emocjonalnych w swoim życiu. Bardzo ważny temat.

    OdpowiedzUsuń
  3. Tematyka faktycznie ciekawa i ważna, może kiedyś zajrzę do tej książki.

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo interesujący temat, gdyż o odżywianiu krąży wiele mitów i popełniamy mnóstwo błędów żywieniowych, myśląc, że odżywiamy się zdrowo. Takie książki poszerzają naszą wiedzę, więc na pewno warto je poznawać.

    OdpowiedzUsuń
  5. Książka porusza bardzo poważny temat. Myślę, że w przyszłości ją przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Tym razem nie dla mnie książka, ale na pewno znajdzie swoich zwolenników. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mnie za bardzo nie interesuje, ale może trafi w ręce, które jej potrzebują.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ostatnio sporo czytam o dietach o jedzeniu, może ta książka byłaby dobrym uzupełnieniem wiedzy:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Temat ciekawy, choć szkoda, że tak bez polotu zrealizowany.

    OdpowiedzUsuń
  10. Może być dla kogoś podstawą do szukania kolejnych informacji w tym temacie.

    OdpowiedzUsuń
  11. Moje relacje są ścisłe 😂

    OdpowiedzUsuń

Copyright © Asia Czytasia , Blogger