"Aktor. O sztuce życia w autentyczności" Don Miguel Ruiz

Erving Goffman publikacją „Człowiek w teatrze życia codziennego” spopularyzował pojęcie „teatru życia”. Czy na co dzień używamy masek i wcielamy się w określone role? Brzmi to nieco wyrachowanie, prawda. Jakbyśmy nie działali spontanicznie, a z premedytacją chcieli wywołać określone wrażenie. Ten sam temat porusza w książce „Aktor. O sztuce życia w autentyczności' Don Miguel Ruiz. Według niego nasze zachowania są wyuczona, są implikacją tego w jakim środowisku dorastamy i jak ono na nas działa, czego doświadczamy. Żyjąc w społeczeństwie uczymy się grać, dostosowywać do niego. Przyjmujemy określona rolę w grupie bądź sytuacji. Czy jesteśmy przywiązani do swojej roli? Czy możemy być też reżyserami i nadawać bieg wydarzeniom, a nie je tylko odgrywać?

Staję dziś przed nie lada wyzwaniem, bo mam przedstawić wam książkę, z której niewiele wyniosłam. Po „Aktora” sięgnęłam zaintrygowana tytułem – jednak autentyczność nie kojarzy się z aktorstwem – a także dobrze wspominając, przywołaną we wstępnie, pracę Goffmana. Niestety, w przeciwieństwie do socjologa, rozważania Ruiza mnie nie porwały.

Już po pierwszych zdaniach wiedziałam, że to nie jest styl pisania dla mnie. W opisie możemy przeczytać, że autor jest nauczycielem duchowym i – przepraszam za określenie – pisze jak nawiedzony. Ruiz pisze o sprawach codziennych i o tym, z czego one wynikają np. często wspomina, jak dzieciństwo warunkuje nasze zachowania, lub jak dziecko instynktownie przybiera określane role. Natomiast ta jego spokojna, nasiąknięta duchowością narracja sprawiła, że ja traciłam wątek, a teatralne metafory rozpływały się w toku wywodu.

„Aktor” jest czymś na pograniczu poradnika i publikacji psychologiczno-socjologicznej. Każdy z rozdziałów stylizowany jest na sesję podczas, której rozważamy nad jakimś obszarem teatru życia. Co muszę docenić, skupia się na czytelniku. Niby pisze dla mas, ale czytając ma się wrażenie pracy jeden na jeden. I to jest miłe. Czytelnik może poczuć się ważny i wyjątkowy. Jednak mnie trudno było wyłuskać z tej narracji konkretne porady poza dalszym rozważaniem pewnych kwestii. A do tego „biorąc udział” w sesji prowadzonej przez Ruiza czułam się zwyczajnie źle, nie na miejscu, a nawet nieco zagrożona. Moja twardo stąpająca po ziemi osobowość nie potrafiła odnaleźć się w jego uduchowionym stylu mówienia/pisania.

Z całym szacunkiem dla autora i jego zwolenników, jak kompletnie nie odnalazłam się w tej książce. Tu niestety konkret ginie w sposobie formułowania myśli autora i ja niestety nie mogę rozgraniczyć „jak” od „o czym” on nawija. A do tego to „jak” przyćmiewa i „o czym”.

[Egzemplarz recenzencki]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © Asia Czytasia , Blogger