"Szymek" Piotr Kościelny

Miał 15 lat i na imię Szymon. I miał dosyć. Rówieśnicy karmieni plotką i uprzedzeniami zamienili jego życie w piekło. Szymek nie prosił o pomoc. Cierpliwie czekał, aż tej cierpliwości mu zabrakło. Wybrał tory, pociąg, śmierć. Jego brat domyśla się co popchnęło Szymona do tak radykalnego kroku. Szuka zemsty. Jednak ona nie daje ukojenia, a prowadzi go na krawędź... dachu. Dwóch braci, dwa samobójstwa. Czy musiało dość do tej tragedii?

Powieść „Szymek” Piotra Kościelnego utrzymana jest w konwencji kryminału, ale ja mam wątpliwości, czy to na pewno to jest kryminał. Właściwie już od początku znamy zakończenie tej historii i dosyć szybko zaczynamy dowiadywać się, co było przyczyną desperackiego kroku tytułowego bohatera. Kolejne rozdziały przynoszą nam tylko coraz więcej szczegółów.

Mamy tu śledczego, owszem. I muszę nawet stwierdzić, że komisarz Żmigrodziki to bardzo udana postać, taki typ który świetnie sprawdza się w literaturze. Z jednej strony samotny, ale lubiany, a przyjaciele niby nie wtrącają się w to jak się stacza, ale dyskretnie się o niego martwią. Tak, dobrze przeczytaliście, pewne wydarzenie nie daje Żmigrodzkiemu spokoju do tego stopnia, że swoje myśli topi w alkoholu. Natomiast nałóg nie przysłania tego, że jest to inteligentny, a nawet nieco swojski, facet z honorem.

Jednak ja bym, chciała wrócić do Szymka i zastanowić się, czy my potrzebujemy Żmigrodzkiego, żeby historię nastolatka poznać. Nie, chłopak opowiada ją sam i to właśnie ta relacja smutnego, przerażanego nastolatka wywołuje w nas niepokój i sprzeciw. Kiedy jesteśmy świadkami kolejnych aktów dręczenia chłopaka zastanawiamy się, co one dają oprawcom. Dlaczego przez jedną plotkę przestali widzieć w koledze człowieka, dlaczego ta plotka uprawniła ich do przemocy. Opowieść Szymka jest też relacją o poszukiwani akceptacji. Widzimy, jak desperacko chwyta się wszelkich przejawów sympatii i jak bolą go odtrącenia.

Te dwie historie, Szymka i Żmigrodzkiego, toczą się niejako obok siebie. Nastolatek opowiada o sobie, a komisarz po znalezieniu ciała chłopaka zajmuje się innymi sprawami. Dwie historie, które nie są sobie kompletnie potrzebne, ale jakimś cudem zgrabnie funkcjonują obok siebie. Czy sprawia to, że obie są niezwykle wciągające? A może świetnie oddane tło lat 90-tych, które spaja je i dopełnia? Nie umiem tego rozsądzić. Mam kilka pomysłów, dlaczego Kościelny zdecydował się je połączyć w jednej powieści i żaden do końca nie usprawiedliwia takiego rozwiązania. Natomiast faktem jest, że – wbrew logice – ono działa, a my dostajemy w ręce kawał dobrej książki, w bardzo wyraźny sposób potępiającej nietolerancję. W mojej ocenie wszelkie pozytywne opinie na jej temat są uzasadnione. Sama nie mogłam się oderwać od czytania.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © Asia Czytasia , Blogger