"Bez powrotu" Lisa Gray

Gospodyni domowa, młoda artystka, asystentka adwokata – Mallory, Laurie i Amandę łączyło tylko miejsce, w którym zniknęły. Ślad tych kobiet urywa się przy autostradzie na odludziach Kalifornii. Te sprawy powiązała najpierw matka jednej z zganionych, a potem swoimi spostrzeżeniami podzieliła się z Jessicą Shaw i Mattem Connorem – detektywami, których wyjęła. Coś musi łączyć te kobiety, a miejsce ich zniknięcia nie może być przypadkowe.

Do pewnego momentu „Bez powrotu” Lisy Gray czytało mi się całkiem dobrze. Nie jest to wybitny kryminał, został napisany dość prostym językiem bez zbędnego pogłębiania i zapętlania, jednak sprawa jest ciekawa, a fabuła dobrze skonstruowana. Szczególnie podobały mi się momenty, kiedy detektywi coś odkryli, a za moment dostaliśmy wspomnienia ofiary. Pozwala nam konfrontować postępy śledztwa z tym, co się wydarzyło. Generalnie w tej powieści jest kilka perspektyw, ale każda potrzebna i przywołana w odpowiednim momencie.

Czytam sobie całkiem zadowolona i nagle jedna scena, jedno spojrzenie, jeden telefon i... nigdy nie widziałam tak koncertowo skopanego kryminału. Właściwie od początku można zarzucić autorce, że jej detektywom dowody wręcz wpadają w ręce. Przychodzi im to z taką łatwością aż dziw, że średnio rozgarnięty policjant nie połączył tych nitek. Jednak „Bez powrotu” czyta się na tyle dobrze, że nie jest to irytujące. Po czym nadchodzi TA scena. Strony 192-194. Jessica rozmawia z kochankiem Amandy i coś przykuwa jej uwagę. W tym momencie wszystko staje się jasne, a jest jeszcze jakieś 160 stron do końca. 160 stron, których nie miałam potrzeby czytać, na których – co prawda – doprecyzowano, co się wydarzyło, jednak niczym mnie nie zaskoczyły. Właściwie po tej scenie mogłabym przeskoczyć do epilogu, który Gray super wymyśliła.

„Bez powrotu” to czytelnicze zadowolenie i rozczarowanie w jednym. Jest to taki weekendowy kryminał, przy którym można fajnie odpocząć. Szkoda, że autorka dłużej nie pociągnęła tajemnicy, dłużej nie trzymała czytelników w niepewności. To zawsze pozytywnie wpływa na odbiór, podkręca emocje. Niestety sprawiła, że powieść ta z integrującej – w jednej chwili – stała się oczywista. Mnie ta chwila odebrała dużo radości z czytania.

1 komentarz:

  1. Mam podobnie. Jeśli rozwiązanie zagadki przychodzi zbyt łatwo, cała przyjemność z czytania ulatuje. Dzięki za tę opinię, będę wiedzieć, żeby nie nastawiać się na wielkie zaskoczenie.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © Asia Czytasia , Blogger