"Kura i kaczor" Léopold Chauveau

Już dwa razy miałam okazję polecać wam bajki Leopolda Chauveau i w obu przypadkch robiłam to bez wahania. Również bez wahania sięgnęłam, po opowieść „Kura i kaczor”. Przeczytaliśmy ją razem z Juniorem i... pomyślałam sobie, ze robię się „stara kwoka”, którą zresztą autor rewelacyjnie obśmiewa w tej książce. Do „Kury i kaczora” musiały mnie przekonać argumenty trzech osób: Grzegorza Kasdepke, który we wstępie dzieli się pewnymi osobistymi doświadczeniami, Marii Raczkiewicz-Śledziewskiej (tłumaczki), która w posłowiu przywołuje też Rolanda Dahla i jego specyficzne książki dla dzieci, a na końcu samego Juniora. Ten ostatni powiedział najmniej, ale to jego słowa przechyliły szalę na korzyść „Kury i kaczora”. A co powiedział: „Mama, to było ekstra. Tu był krokodyl”.

Nie wiem, czy „Kura i kaczor” spodoba się współczesnym rodzicom, przyzwyczajonym do pięknych, ciepłych bajeczek. Mam ważenie, że Chauveau napisał satyrę dla satyry. Nawet mały Henio wtrąca się tu dużo mniej, niż chociażby w „Cudownych kuracjach doktora Popotama”, co niosło w sobie ładunek ciepła i bliskości. W „Kurze i kaczorze” opowieść toczy się płynnie, a bohaterowie realizują swoje pomysły. Wędrują sobie przez świat i chyba widzą niewiele dalej niż czubek własnego nosa. Mniemanie o sobie mają dosyć wysokie, ale czy są jacyś szczególni? Raczej odbijają się w nich cechy, których ludzie nie chcą u siebie widzieć np. kura jest uosobieniem matki, która bardzo puszy się przy każdym najmniejszym osiągnięciu swoich dzieci. Chwali się nimi, jakby były ósmym cudem świata.

W tej książce wyraźna jest satyra i czarny humor. W posłowiu tłumaczka przywołuje animacje z królikiem Bugsem, gdzie to iż ktoś został rozpłaszczony na naleśnika nie robiły na nikim wrażenia. Na tym polegał „fun”. I może nie z taką intensywnością, ale w tym kierunku idzie Chauveau oddając do tego całą gamę ludzkich zachowań w krzywym zwierciadle. Nie tłumaczy, nie ugładza. Wręcz wzmacnia przekaz dzięki satyrycznemu wydźwiękowi. Wierzy w inteligencję czytelnika. Bo dzieciaki są bystre i nawet nie wiemy jakim komentarzem mogą nas zaskoczyć.

Jest mi trochę wstyd, że zwątpiłam w Juniora, a przecież powinnam wiedzieć, że spodoba mu się czarny humor „Kury i kaczora”, bo odbija się w nim mój własny gust czytelniczy. Uwielbia, kiedy w bajce jest jakaś czarownica, wilka, albo inne groźne zwierzę wprowadzające ekscytujący pierwiastek makabry. Może nie powinnam używać tego słowa, bo źle brzmi w kontekście książki dla dzieci, a szczególnie opowiadając o tej bajce, bo kura i kaczor makabryczni nie są. To raczej tacy antybohaterowie, dzięki którym możemy pośmiać się z nas samych. Jeżeli mamy do siebie dystans.

[Egzemplarz recenzencki]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © Asia Czytasia , Blogger