"Trzeci Kraj" Karina Sainz Borgo
W dziwnych żyjemy czasach. II wojna światowa ciągle jest obecna we wspomnieniach, a młodzi są uczeni o dokonaniach na gruncie prawa międzynarodowego, które mają uchronić świat przed wybuchem podobnego konfliktu i stać na straży poszanowania praw człowieka. Z drugiej strony słyszymy o kolejnych punkach zapalnych na mapie świata, a także oglądamy dokumenty o ludziach, którzy żyją na granicy ubóstwa. Świat ciągle nie jest poukładany. Często jest tak, że człowiek musi dostosować się do warunków w jakich przyszło mu żyć. No i walczyć, aby je jakoś polepszyć. O pewnej wojowniczce opowiada powieść Kariny Sainz Borgo „Trzeci Kraj”. Nie jest ona bohaterką na wielką skalę, a bohaterką dnia codziennego.
Angustias ucieka wraz z mężem i niedawno narodzonymi synami przed zarazą. Zarazą, która otępia umysły i powoduje u ludzi apatię. Kobieta pragnie lepszego życia dla swoje rodziny, ale wcześniaki nie dają rady trudom podróży. Dzieci umierają. Szukając dla nich godnego miejsca na pochówek Angustias chowa ich ciałka do pudełka po butach i wędruje z nimi dalej. W końcu trafia do miejsca zwanym Trzecim Krajem. Jest to nielegalnie prowadzony cmentarz, gdzie pewna kobieta, Visitacion Salazar, próbuje dać żywym i zmarłym strzępki pocieszenia i spokoju. Angustias, która nie ma gdzie się podziać, zostaje u jej boku, zostaje przy zmarłych dzieciach.
„Trzeci Kraj” to mocna powieść. Pamiętacie film „2012”, gdzie ludzie uciekali przed końcem świata. Wtedy mnie to bawiło. Zastanawiałam się, gdzie oni chcą uciec. Przecież to KONIEC ŚWIATA. W przypadku książki Kariny Sainz Borgo bawić mnie to przestało. Bohaterowie tej powieści prowadzą podobną ucieczkę, chociaż ich „koniec świata” ma wymiar symboliczny. Jednak gdzie się nie ruszą, jest trudno. Kolejni migranci zawzięcie maszerują w poszukiwaniu swojej oazy, tylko że w niej rozsiedli się już lokalni watażkowie, a bieda rozciągnęła swoje skrzydła. W takich trudnych okolicznościach postacie jak Visitacion przyciągają smutnych wędrowców. Przypominają im, że jeszcze coś mają. Godność i wolę życia.
To jest pozornie prosta powieść. Krótkie rozdziały oszczędny język, działające na wyobraźnię sceny, w których autorka stawia na brudny naturalizm. Właściwie czyta się ją dość szybko przezywając kolejne przejawy nieludzkości, małe tragedia. Natomiast w tej prostocie autorka skryła pewną symbolikę. Nie musimy daleko szukać. Już sam tytułowy Trzeci Kraj daje możliwość interpretacji. Przystanek czy cel ostateczny? Ziemia obiecana czy piekło? Takich smaczków uważny czytelnik wyłuska więcej. Dodają one opisywanej nędzy jakiejś subtelności, może męczeństwa. A na pewno wzbogacają odbiór tej książki.
Strach, samotność – czy to chleb powszedni migrantów? A może mówiąc o „Trzecim Kraju” nie ograniczajmy się tylko do nich. Rozszerzmy miejsca akcji na cały świat i pomyślmy o wszystkich, którzy gdzieś, kiedyś stracili grunt pod nogami. Czy mieli siłę walczyć o swoją godność? Czy oddali się apatii, a może uczepili się tego co dała im codzienność, aby po prostu żyć i przeżyć? Zestawiłam bym Angustias z bohaterkami powieści koreańskich. W tamtych postaciach często jest bierność (mówię tu o ogólnym wrażeniu, a nie o jakiejś konkretnej książce), natomiast u Angustias widzimy desperackie przejawy działania, dzięki czemu postrzegamy ją jako odważną.
[Egzemplarz recenzencki]


Robię od pewnego dnia Asiu listę czytelniczą - i ta książka trafia na nią, pozdrowienia .
OdpowiedzUsuń