"Nasz nauczyciel robot" Hanne Gjerde

Dyskusja w sprawie zasadności zadań domowych nie cichnie. Czy motywują uczniów? Czy są potrzebne? I czy w dobie Internetu i sztucznej inteligencji w ogóle mają sens? Mało kto natomiast mówi, jak wykorzystać te narzędzia w edukacji. Jak ją dopasować do obecnych potrzeb. Hanne Gjerde w w powieści młodzieżowej „Nasz nauczyciel robot” prezentuje daleko idącą wizję nowoczesnego nauczyciela. Arndt Ingar jest zaawansowaną maszyną korzystającą ze sztucznej inteligencji, aby nauczać, ale też uczyć się o uczniach. Ma rozpoznawać ich trudności, problemy, dylematy. Ma ich prześwietlić na wylot, aby jego klasa osiągnęła najlepszy wynik na egzaminach.

AI nie wydaje się „nauczycielem roku”. Aż dziw, że przy jego nieograniczonym zasobie do wiedzy nie korzysta z jakichś ciekawych metod nauczania czy też sposobów motywacji. „Ćwiczyć, ćwiczyć, ćwiczyć” - powtarza AI, a to w jaki sposób przymusza dzieciaki do ćwiczeń jest – delikatnie mówiąc – kontrowersyjne. Jego metody to krótka droga do buntu. Nie buntu przeciwko szkole, ale nadużyciom. Młodzież z tej książki jest świadoma tego, że ma prawo do prywatności i nienaruszalności cielesnej. Mocno akcentują to, że AI je narusza.

Robotowi brakuje też ludzkiego wyczucia taktu i empatii, przez co trudno mu wykonać jedną z ról dobrego nauczyciela. Jedna z bohaterek jest zdolną dziewczyną, ale jej myśli biegną ku problemom w domu, zamiast ku nauce. AI widzi spadek jej motywacji i ocen, ale jego rady brzmią bezdusznie, bez słowa pocieszenia i wsparcia. Brak też mu wyczucia, kiedy na forum klasy porusza prywatne tematy uczniów. To znowu budzi ich sprzeciw. Jasno mówią, że tak nie wolno, że to kolejne naruszenie prywatności. Integruje to klasę w walce z AI.

„Nasz nauczyciel robot” to też wątek kryminalny. Uczniowie zastawiają się, co się stało z ich starą nauczycielką. Nie wierzą dyrektorowi, że tak nagle wyjechała. Zaczynają grążyć i wpadają na trop producenta robotów. Zaglądają do jego „fabryki”, a to co tam znajduję raczej im się nie podoba. Sam Steve, czyli konstruktor nauczyciela robota, to bardzo ciekawa postać. Ten bohater pokazuje, jak ważne jest indywidualne podejście w szkole i diagnozowanie problemów. Nie ma uniwersalnej metody dla każdego, bo każdy zmaga się z czymś innym. Steve przekształcił swoją frustrację w projekt, który ma na te rożne potrzeby odpowiadać. Z jakim skutkiem? Czy zachował się etycznie?

Hanne Gjerde skutecznie zaakcentowała wyzwania współczesnej szkoły. Jak to w powieściach młodzieżowych to uczniowie są tymi bardziej świadomymi i to oni przejmują pałeczkę mówią, co jest nie tak i naprawiając rzeczywistość. Ja obawiam się, że trochę tak też jest w życiu. Mam wrażenie, że gros nauczycieli nie chce zobaczyć tego, jak zmieniły się okoliczności ich pracy. To młodzież musi się dowiadywać, jak szukać wiedzy, jak korzystać z nowoczesnych narzędzi. To nie droga na skróty. To realia. Przyznam, że sama boję się AI, ale takie książki, jak „Nasz nauczyciel robot” trochę mnie przekonują, że można ją „nauczyć” i stosować w dobrych celach. W młodych siła.

[Egzemplarz recenzencki]

2 komentarze:

  1. Świetna książka. Już wyrosłam z takich książek, ale dla tej chyba zrobię wyjątek, bo porusza bardzo ważne tematy i wygląda też na świetnie napisaną.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ciekawa recenzja i niezwykle trafne spostrzeżenia, które budzą sporo przemyśleń. Temat sztucznej inteligencji w edukacji wywołuje lęk, ale ta książka wydaje się świetnym punktem wyjścia do dyskusji o tym, gdzie kończy się pomoc algorytmów, a zaczyna potrzeba ludzkiej empatii. Twoje podsumowanie daje trochę nadziei, bo w młodych siła i to oni najszybciej weryfikują realia współczesnego świata, więc chętnie sięgnę po tę pozycję.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © Asia Czytasia , Blogger