"Niesamowite pokolenie" Jonathan Haidt, Catherine Price

Internet miał być bramą na świat. Miał gwarantować nieorganiczny dostęp do wiedzy, a także możliwości budowania i utrzymywania kontaktów. Brzmi pięknie, prawda? Jednak okazał się też ogromnym wyzwaniem związanym z dezinformacją, zagrożeniem dla prywatności plagą uzależnień, oszustw i samotności. Trudno sobie wyobrazić funkcjonowanie bez niego. Zresztą dlaczego mamy rezygnować z narzędzia, która jednak bardzo ułatwia życie i które jest dostępne na wyciągniecie ręki. Wystarczy odpalić swojego smartfona. Jonathan Haidt i Catherine Price napisali publikację skierowaną do młodych ludzi pt. „Niesamowite pokolenie” mówiącym tym, jak być wolnym w dobie smartfonów.

Książka ma charakter przewodnika przeplatanego komiksowymi scenkami o tym, jak atrakcyjne może być życie, kiedy odkleimy nos od ekranu. Generalnie autorzy przekazują dobre treści zachęcając do rozważnego korzystania z Internetu. Do zrobienia sobie z niego narzędzia, ale nie zostania jego niewolnikiem. I ja się jak najbardziej z nimi zgadzam. Zastanawia mnie jednak, czy ten przekaz jest atrakcyjny dla młodych ludzi.

Kiedy ja byłam w szkole urządzano nam ciągłe pogadanki, na temat szkodliwości narkotyków i dilerów, którzy pierwszą działkę oferują za darmo, aby nas uzależnić. Szczerze mówiąc bawiły nas one. Czytając „Niesamowite pokolenie” od razu mi się przypomniały. Autorom nie udał się uniknąć strasząco-mentorskiego tonu. Co prawda niektóre informacje mogą dać do myślenia. Jak chociażby to, dlaczego socialmediowi potentaci nie pozwalają korzystać ze swoich produktów własnym dzieciom. Ale, czy są one wystarczająco mocne? Czy trafią do młodego człowieka, który chce być częścią grupy i interesuje go najbliższy kolega, a nie jakiś tam John z Ameryki?

No właśnie. Tu pojawia nam się kolejna kwestia. Autorzy zachęcają czytelników do zostania rebeliantami. Do świadomego przeciwstawiania się. A ja się zastanawiam czy taki młody człowiek chce takim rebeliantem zostać. Bunt może być atrakcyjny, ale bunt do jakiego zachęcają Haidt i Price wymaga dużo siły i samozaparcia, bo wyróżni z grupy rówieśniczej, a taki młody człowiek zazwyczaj chce w nią wsiąknąć. Powiedz mu, że ma zrezygnować ze smartfona, skro już przedszkolaki marzą o tym narzędziu. Wyśmieje nas. Znam historię chłopca wychowywanego 100% analogowo i ma on duże problemy w nienarywaniu relacji. Zwyczajnie nie wie, o czym rozmawiają jego rówieśnicy.

Oczywiście bardzo cenne są tu informacje o technikach szpiegowania i uzależniania – chociaż autorzy mogli je opisać bardziej szczegółowo. To jest faktycznie coś, co tę iskierkę buntu może wzniecić. Bo argument, że ktoś nas bezczelnie wykorzystuje właśnie taki opór wywołuje. Jeżeli dzięki niemu młody człowiek narzuci sobie pewne ograniczenia – np. limity korzystania z internetowych aplikacji – to już super. Super jeżeli zrobi to sam. Będzie to jego wybór, a nie zasada narzucona przez rodziców. I to właśnie będzie bunt przeciwko systemowi.

Jeszcze kilka słów o komiksowych scenkach, w który pokładałam duże nadzieje, ale... Komiks ma pokazać, ile cudownych rzeczy można na robić niezależnie do smartfona, jak można się dzięki temu rozwijać i jak silne relacje buduje się dzięki tym aktywnościom. Miał pokazać, że można inaczej i że to inaczej jest fajne. Niestety te scenki są chaotyczne, wyrwane z kontekstu. Przekaż może jest i jasny, ale ciężko się w nie zaangażować. Jeżeli ktoś może polecić komiks o podobnej tematyce, ale jako jednolitą historię, będę wdzięczna. Historia z „Niesamowitego pokolenia” się rwie i nie angażuje. A szkoda, bo mogłaby być bardzo inspirująca.

Książka jak najbardziej potrzebna, ale czy na pewno w takiej formule. Droga jest dobra, ale chyba trochę nużąca dla młodego człowieka. Autorzy chcą ostrzec, chcą edukować i ja to doceniam. Jednak to pokolenie – bardzo przebodźcowane pokolenie – potrzebuje więcej finezji, pomysłowości. Nie jest łatwo zdobyć ich uwagę. Dlatego podkreślam, że książka zawiera dobre treści, jednak trzeba się trochę nagimnastykować, aby je przemycić. Dobrym posunięciem jest próba zaskoczenia, zszokowania informacją, że jesteśmy perfidnie wykorzystywani. To może wzniecić iskierkę buntu. Jednak – jak to się mówi – do tanga trzeba dwojga, a do rewolucji?

[Egzemplarz recenzencki]

1 komentarz:

  1. Trafiasz w samo sedno z tym porównaniem do dawnych pogadanek szkolnych, bo mentorowanie i straszenie od zawsze przynosiły odwrotny skutek do zamierzonego. Młody człowiek potrzebuje przynależności do grupy, a namawianie go do buntu, który go wykluczy towarzysko, po prostu nie zadziała. Trafny jest też Twój wniosek, że jedynym skutecznym zapalnikiem może być pokazanie im, jak bardzo są manipulowani przez algorytmy, bo nikt nie lubi być robiony w balona. Ciekawi mnie tylko, jak Ty widzisz rolę rodziców w tym wszystkim, czy mają szansę przemycić te treści bez wywoływania oporu.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © Asia Czytasia , Blogger