"Strażnicy Szeptu. Echo lasu" Marcin Malec

Maję zawsze przyciągał las. Tam czuła się najlepiej i najbezpieczniej. W ogóle dla dziewczynki natura jest ważna. Pasjonuje się wierzeniami dawnych Słowian i lubi sobie wyobrażać, że żywe istoty są odzwierciedleniem dawnych mocy. Pewnego dnia to właśnie natura zwraca się do Mai. To nie jest dobry dzień. Mama dziewczynki trafia do szpitala, las zaczyna obumierać. Dziadek zachęca wnuczkę, aby wsłuchała się w głosy, które słyszy, poszła do lasu i uratowała... i głuszę, i mamę.

Pierwszy tom cyklu „Strażnicy Szeptu”, który napisał Marcin Malec, nosi tytuł „Echo lasu”. Nawiązuje on do więzi, jaką ma z drzewami główna bohaterka. Las szepcze w jej głowie, ale też w sercu. Ona słyszy i wyczuwa delikatne dźwięki i wibracje, jakie wysyłają drzewa. Jest bardzo wrażliwa na moc natury. Najpierw ją to przytłacza, ale uczy się słuchać i wykorzystywać swój dar.

Jest to powieść młodzieżowa nawiązująca do wierzeń dawnych Słowian. Podoba mi się, że autor spokojnie wprowadza kolejne niesamowite istoty i nie szczędzi komentarza na ich temat. Przykładowo. Bohaterka zmierza do chatki Baby Jagi. Po stosownym rozdziale znajdziecie krótki fragment, kim była ona w słowińskich wierzeniach.

„Zaczynało ją denerwować, że nikt nie potrafi jej pomóc i powiedzieć, jak powinna korzystać ze swojej mocy”1 I mnie też to trochę wkurzało. Jak się okazało, ludzie otaczający Maję wiedzieli o jej predyspozycjach, ale wszyscy zasznurowali usta. Nawet kiedy dziewczyna jest namawiana do uratowania lasu i mamy, o którą cała rodzina się martwi, dostaje tylko strzępki informacji. A potem... „Co ty zrobiłaś!” Malec na niewiedzy głównej bohaterki buduje napięcie, a jej błędy prowadzą do kulminacyjnego punktu. Nie zaprzeczę, że czekanie na odpowiedzi jest (w tym przypadku) ekscytujące, ale nie można pozbyć się wrażenia, że to powinno być załatwione prościej, że wiedza i wsparcie ułatwiły by Mai realizację jej zadania.

Jakie mam wrażenia po przeczytaniu pierwszego tomu „Strażników Szeptu”? Przyznam, że wyczekuję kontynuacji przygód Mai. Podoba mi się jej wrażliwość i bardzo pasuje mi do niej dar, jaki posiada. A szczególne podoba mi się, w jaki sposób Malec oparł tę historię na słowińskich bóstwach i innych istotach z danych wierzeń. Jak pokazał, że ważna jest wieź z naturą. I mam na myśli zarówno to, że te postacie tak dobrze odnajdują się we współczesnych czas, jak i to, że tak przystępnie zostali opisane. Nie wiem, czy moje social media podglądają, co czytamy, ale ostatnio podsuwaj mi dyskusje nt „Dlaczego uczymy się historii antycznej, a nie naszej rodzimej, słowiańskiej”. Nie mam zamiaru w nie brnąć. Jeżeli kogoś to interesuje niech szuka i zaspokaja swoja ciekawość. Ostatnie lata pokazały, że w literaturze ciągle jest moda na słowiańskość. Również w tej młodzieżowej. Jeżeli chcecie ją poczuć, jeżeli chcecie jakiemuś młodemu człowiekowi podsunąć współczesne fantasy oparte na dawnych wierzeniach, to cykl „Strażnicy Szeptu” jest bardzo dobrym wyborem.

1 Marcin Malec, „Strażnicy szeptu. Echo lau”, Warszawa 2025, s. 213.

[Egzemplarz recenzencki]

4 komentarze:

  1. Ciekawe , zainteresowałaś mnie swoją krótką recenzją do tej książki. Pozdrawiam ( cis o Słowianach - sztos)

    OdpowiedzUsuń
  2. Great review! This series sounds like a perfect blend of adventure, folklore, and mystery. I especially love the focus on nature and Slavic mythology. Thanks for the recommendation!

    www.itsjulieann.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Lubie takie historię, w których tak naprawdę metafora jest wiodącą konstrukcją fabuły

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo ciekawy koncept fabuły, może się fajnie czytać :) Może w drugim tomie główna postać będzie podejmowała bardziej świadome, konkretne działania, w końcu będzie już trochę doświadczona.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © Asia Czytasia , Blogger