Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo Wilga. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo Wilga. Pokaż wszystkie posty
"Hipolit i Kapcie Niewidki. Zagadka posprzątanego pokoju" Basia Szymanek

"Hipolit i Kapcie Niewidki. Zagadka posprzątanego pokoju" Basia Szymanek

Dziś pogadamy o sprzątaniu. Czy macie jakieś patenty, żeby namówić dziecko do ułożenia swoich zabawek wieczorem. Przyznam się, że u nas bywa różnie. Czasami zmęczenie daje sobie znać i zwyczajnie odpuszczamy. Podobnie ma bohater książki „Hipolit i Kapcie Niewidki” Basi Szymanek. Żeby była jasność Hipolit jest małym lisem, którego ogarnia senność na samą myśl o sprzątaniu. Jednak kiedy śpi dzieje się magia. Zabawki wracają na swoje miejsca, a rano pokój jest zawsze wysprzątany. Hipolit podejrzewa Wróżkę Czyściuszkę. Lisek bardzo docenia jej pracę i bardzo chciałby za nią podziękować. Kiedy cioteczka Leokadia przynosi szpargały, które wyrzucił pewien czarodziej, a lisek znajduje wśród nich kapcie niewidki, postanawia ich użyć i zaczaić się na Wróżkę. Ależ się zdziwi, kiedy zobaczy, kto nią jest.

Bardzo podoba mi się, jak Basia Szymanek opowiada o sprzątaniu. Bez straszenia workiem naśmieci itp. Autorka doprowadza do sytuacji, że bohater sam przekonuje się, że prace domowe same się nie robią. Bardzo atrakcyjna w tej opowieści jest szczypta magii. Przecież lisek mógł się po prosu zaczaić na Wróżkę Czyściuszkę, ale z kapciami jest o wiele ciekawiej. Jak już wspominałam, mały bohater obserwując otoczenie przekonuje się, ko jest naprawdę Wróżką. Docenia ją i sam chce jej pomóc w codziennych obowiązkach. Jest to przepiękne.

Kocham takie ciepłe bajki dla dzieci. Dużo się mówi o tym, że czytania wzmacnia więź. Podobne historie w tym pomagają. Przywołują bliskość i poczucie bezpieczeństwa. Zachęcają też do wspólnej pracy w duchu miłości i spokoju. A to procentuje i w poczuciu odpowiedzialności, ale też sprawia, że tworzymy wspólny dom, o który razem dbamy.

[Współpraca]

"Tajne sprawy Chomiczki Zdzisławy. Misja omlety" Kasia Keller

"Tajne sprawy Chomiczki Zdzisławy. Misja omlety" Kasia Keller

Na twardo, na miękko, sadzone, jajecznica, omlet – jajka są popularną opcją śniadaniową. Nic dziwnego, że ludzi ogarnia popłoch, kiedy najpierw zaczynają znikać kury, a potem cały zapas jajek ze sklepów. Chomiczka Zdzisława i jej ekipa zwołują nadzwyczajne zebranie. Zastanawiają się, kto i po co kradnie jajka. I – przede wszystkim – jak je odbić.

Chomik superbohaterem – tego jeszcze nie było. Swoją drogą ekipa Zdzisławy to raczej małe zwierzątka, albo domowi pupile. Nie wyobrażamy sobie ich na niebezpiecznej akcji, a jednak Kasi Keller udało się stworzyć z nich pomysłową ekipę, która żadnego zadania się nie boi. Okej. W jakim razie kogo poznamy w książce „Tajne sprawy Chomiczki Zdzisławy. Misja omlety”? Szefową bandy – Chomiczkę Zdzichę – już przedstawiałam. Pomagają jej sepleniąca papuga Arara, szczur, patyczaki, mistrz kamuflażu – Kameleon Leon, wiecznie spóźniony ślimak, żaba, pająk, kot, suczka Mia i świnka morska. W rolę czarnego charakteru wciela się wąż.

W trakcie czytania tej książki, moja córka stwierdziła: „Fajne to, ale ciężko zapamiętać bohaterów”. Miałam podobny problem. Pierwsza część historii to narada. Przebija się wiele głosów, wiele pomysłów, a nam czasami trudno przyporządkować je do postaci, które dopiero poznajemy. Potem zwierzaki przystępują do akcji, która jest dynamiczna i znowu nie ma czasu sobie wszystkiego poukładać. Pozostaje nam zerkać na pierwsze strony, gdzie bohaterowie zostali przedstawieni. Aczkolwiek przyznać muszę, że ta ekipa jest tak osobliwa, że wzbudza sympatię i warto ją bliżej poznać.

Z mojej strony – jako rodzica, który czyta tę książkę na głos – trzy uwagi. Po pierwsze, sepleniąca papuga. Ależ połamałam język na jej imieniu. Rozumiem aspekt humorystyczny – Ara, która nie mówi „r” - ale dzieci nie zawsze. Tym razem właśnie spytały mnie, dlaczego tak dziwnie mówię czytając kwestie papugi. JA dziwnie czytam, a nie ONA mówi. Do tego uważam, że literatura powinna utrwalać poprawne wzorce językowe, więc do takich rozwiązań autorzy książek dla dzieci powinni uciekać się w ostatecznej ostateczności. Po drugie, świnka morska Rambo. Fajna, nieco nieokrzesana bohaterka. No właśnie, bohaterkA. „Rambo z niesmakiem pokręciłA głową.”1 Zawsze ciężko znosiłam mieszanie rodzajów. To imię jest do wybaczenia, bo jednak Rambo jest dosyć charakterystyczny. Chyba najbardziej znany komandos w popkulturze ale... Zawsze ciężko zniosłam mieszanie rodzajów. Po trzecie, tu muszę przywołać patyczaki, które są cichymi zwierzętami, a czasami ciężko je zobaczyć. Dlaczego wydawca nie podkreślił tego np. czcionką, jakimś wyróżnieniem. Sama nie wiem, wydawcy wiedzą, jak to się robi. Ba, opracowanie wizualne tekstu jest dosyć chaotyczne. Nie zawsze byłam pewna, które dopiski mam czytać, aby nie stracić płynności, a już skandalem było napisanie kwestii patyczaka wersalikami kojarzonymi raczej z krzykiem niż szeptem.

Jak widzicie trochę namęczyłam się czytając „Tajne sprawy Chomiczki Zdzisławy" dzieciom, ale im ta książka bardzo się podobała. Oni lubią nieszablonowe lektury, a taka jest powieść Kasi Keller. Im też było ciężko się połapać, ale tak zaciekawiła ich ekipa Zdzichy, że chcieli sprawdzić do czego są zdolni. A bohaterowie dali piękny popis pracy zespołowej. Nawet małe stworzonko może być odważne. Z takim morałem odkładam tę książkę na półkę.

1 Kasia Keller, „Tajne sprawy Chomiczki Zdzisławy. Misja omlety”, wyd. Wilga, Warszawa 2026, s. 62.

[Współpraca]

"Mopsorożek i podwodna przygoda" Matilda Rose

"Mopsorożek i podwodna przygoda" Matilda Rose

W książce „Mopsorożek i podwodna przygoda” poznamy narwalkę Błyszczałkę. I to właśnie ona ma problem. Jest smutna. A jej właścicielka, syrenka Miłka, nie wie dlaczego. Kontaktuje się ze Sklepem z Magicznymi Zwierzętami. Może znajdzie się tam coś, co rozweseli jej pupilkę?

Co jest mocnym elementem każdej książki o Mopsrożku, to życzliwość. Tu nikogo nie zostawia się w potrzebie. Kiedy jakieś zwierzątko ma problem, przyjaciele nie ustają w staraniach, aby go rozwiązać. Sztandarowymi postaciami z tego cyklu są księżniczka Ala i Mopsorożek. Jakoś tak wyszło, że zazwyczaj towarzyszą im książę Filip i Złotka. Czyli mamy właściwie kwartet, który pędzi do Koralowej Zatoki, aby pomóc Błyszczałce. Za wszelką cenę próbują ją rozweselić, aczkolwiek jest to trudne. W końcu, dzięki uważnej obserwacji zwierzątka, domyślają się co ją gryzie i mogą szukać sposobu pocieszenia.

Ponieważ potencjalni czytelnicy tej książki raczej na mojego bloga nie zaglądają, pozwolę sobie zdradzić ich opiekunom, że smutek narwalki wynika z tęsknoty. Bardzo brakuje jej dawnej przyjaciółki, która się przeprowadziła. Postanowiłam, o tym napisać, bo pomoże to zadecydować, czy wam i waszym dzieciom odpowiada taka tematyka. Natomiast zaznaczyć muszę, że wcale nie musicie mieć podobnych zmartwień, aby odnaleźć się w tej historii. Każda z bajek o Mopsorożku, to piękna lekcja empatii, a takie zawsze procentują.

[Współpraca]

"Lili mała czarodziejka. Akcja ratunkowa" Alicia Teba

"Lili mała czarodziejka. Akcja ratunkowa" Alicia Teba

Czym różni się czarodziej od sztukmistrza? Przekona się o tym Lili – mała czarodziejka, strażniczka lasu i bohaterka książki autorstwa Alicii Teba. W okolicy, ktrą zamieszkuje, pojawia się cyrk. Dziewczynka bardzo chce zobaczyć przedstawienie, Szczególne występ magika Markonio. Ale, delikatnie mówiąc, sztuczki cyrkowca nie robią na czarodziejce większego wrażenia. Ale prawdziwy szok przychodzi, kiedy Markonio wyciąga królika z kapelusza. Zamiast oklaskiwać magika Lili nie może przestać patrzeć na przerażone zwierzę. Dziewczynka postanawia je uratować. W końcu ten tom jej przygód nosi tytuł „Akcja ratunkowa”.

Z opisu książki wiemy, że jej bohaterka jest strażniczką lasu. Możemy się domyślać, że w tym cyklu znajdziemy historie uwrażliwiające na przyrodę i los zwierzą. W tym tomie cyrk. Na przykładzie popularnej sztuczki z wyciąganiem królika z kapelusza, Alicia Teba zwraca naszą uwagę na życie zwierząt cyrkowych. Zwierząt żyjących w klatkach. Takich które muszą dużo ćwiczyć – nierzadko pod batem tresera – a także być narażonymi na hałas i światła. Królik jest tu świetnym przykładem. To zwierzę delikatne i płochliwe. Występ na cyrkowej arenie musi być dla niego wyjątkowo stresujący.

I tu pojawia się Lili i jej heroiczna akcja. Oczywiście autorka nie każe nam zaraz otwierać klatek i wypuszczać zwierząt, ale na końcu książki są wskazówki, co możemy zrobić żeby polepszyć ich los. Co jest fajne, autorka podkreśla, że w naszych działaniach jest magia. I to jest ciekawe w aspekcie, który poruszyłam we wstępie. Lili wie, co to prawdziwa magia, jest czarodziejką. Markonio robi tylko efektowne sztuczki. A ty kim zostaniesz: czarodziejem/czarodziejką czy sztukmistrzem?

[Współpraca]

"Cafe Chaos. Fasolowa katastrofa" Catherine Wilkins

"Cafe Chaos. Fasolowa katastrofa" Catherine Wilkins

Czy pamiętacie jeszcze Hope Kruszonkę? Jej rodzice prowadzą kawiarnie, która mogłaby się nazywać „Cafe Chaos” jak został zatytułowany cykl o ich przygodach. Wszyscy są zaangażowani w prowadzenie lokalu z czego potrafi zrobić się niezłe zamieszanie. Tym razem narozrabiała mama. Co prawda ona raczej nie popełnia błędów i mogłoby się wydawać, że zero to niewiele, ale 1000 zamiast 100 puszek fasoli (z krótkim terminem ważności) robi różnicę. Jak sprzedać taka ilość fasoli? Fasolowa katastrofa, czy fasolowe szaleństwo?

Tym razem na Hope nie ciąży tak duża presja, jak w pierwszym tomie „Rodzinka nie do ogarnięcia”. Wydaje się, że rodzice zrozumieli, że problemy kawiarni nie mogą kierować życiem dzieci. Jednak Hope i tak się angażuje. Kiedy dowiaduje się, że szkołą odwołuje pokaz mody, który organizuje Skyla, widzi w tym okazję do zarobku. Jak pamiętają czytelnicy poprzedniego tomu, dziewczynki nie za bardzo się lubią i to się nie zmienia. Aczkolwiek, w dość napiętej atmosferze, udaje im się sobie pomóc – chociaż one tak tego by nie nazwały.

Do tego Hope odkrywa u siebie nowy talent. Jest to taki typ bohaterki, który nie wierzy w siebie. W „Fasolowej katastrofie” trochę po omacku szuka w czym jest dobra. Instynktownie wyczuwa, co to może być, ale boi się w to brnąć. Po cudownym monologu siostry o wartości porażek, o tym czego nas uczą, Hope nabiera odwagi. Jak wypadnie? Przekonajcie się

W „Fasolowej katastrofie” dokona się też wielkie pojednanie. Nie Hope i Skyli – co to, to nie – ale bardzo ucieszy ono rodzinę. Co jeszcze? Mnóstwo zamieszania i miłości, inteligentny humor i fasola, fasola i fasole, która wyzwala kreatywne instynkty. Nie wiem, czy smaczna, ale „Fasolowa katastrofa” to na pewno energiczna i zabawna lektura.

[Współpraca]

"Szyfr Jazona" Agnieszka Stelmaszyk

"Szyfr Jazona" Agnieszka Stelmaszyk

Jazon to bohater znany z mitologii greckiej, jednak bohaterowie powieści „Szyfr Jazona” (ósmego tomu cyklu „Kroniki Archeo” trafiają do Paryża. Maja ochotę odpocząć po burzliwych przygodach jakie przeżyli. Jednak nie jest im to dane. Wskazówki same pchają się im do rąk i wygląda na to, że są na tropie mitycznego złotego runa.

Francja i Grecja miesza się na kartach tej powieści. Agnieszka Stelmaszyk bryluje między mitycznymi postaciami i zabytkami Paryża. Nawet słowiańska księżniczka zostaje wplątaną w tę aferę. To wspaniale pokazuje, że o historii nie możemy myśleć sterylnie. Że kultury się przenikają, a artefakty wędrują.

Cykl „Kroniki Archeo” słynie z wartkiej akcji i w tej części jej nie brakuje. Natomiast autorka zastosowała całkiem ciekawy zabieg. Mianowicie bohaterowie zaczynają się zastanawiać, czy mogą ufać swoim zmysłom. Komuś bardzo zależy, aby byli mocno skołowani.

Ósmy tom i kolejna wciągająca przygoda. Agnieszka Stelmaszyk udowadnia, że historia jest pełna inspiracji, że jest wspaniałym paliwem dla powieści sensacyjnej, że można ekscytować i uczyć zarazem. Bo takie jest założenie „Kronik Archeo” cyklu powieści opartego na motywach z rożnych mitologii, ale z fabułą osadzoną współcześnie. Cyklu, w którym młodzi bohaterowie ratują dziedzictwo świata.

[Egzemplarz recenzencki]

"Tajemnica klejnotu Nefertiti" Agnieszka Stelmaszyk

"Tajemnica klejnotu Nefertiti" Agnieszka Stelmaszyk

Swego czasu ciekawość archeologów rozpalał grobowiec Tutenchamona i jego tzw. klątwa. Jednak egipskie piramidy skrywają mnóstwo innych skarbów. Egipska przygoda Gardnerów i Ostrowskich zatytułowana jest „Tajemnica klejnotu Nefertiti”. Kto odkryje tajemnicę pięknej królowej? Łowcy skarbów nie próżnują. Kto pierwszy dotrze do starożytnych artefaktów?

Jakoś tak wyszło, że cykl „Kroniki Archeo” zaczęliśmy czytać niechronologicznie, a przygoda w Egipcie to właśnie pierwszy jego tom. Właściwie od niego powinno się zacząć wycieczkę po kolebkach różnych kultur, na jaką zaprasza nas Agnieszka Stelmaszyk. „Tajemnica klejnotu Nefertiti” świetnie pokazuje, co ten cykl oferuje. Bohaterowie szybko zastają wciągnięci w krąg wydarzeń. Będą musieli wykorzystać swoja wiedzę, jak i pomysłowość, aby przechytrzyć szabrowników.

Jak już wiecie (albo zaraz się dowiecie) „Kroniki Archeo” to akcja i sensacja połączone z porządną lekcją historii. Rodzice głównych bohaterów są archeologami, dlatego dzieciaki maja łatwy dostęp do miejsc, do przedmiotów o wartości zarówno historycznej, jak i materialnej. A że są dociekliwi i lubią przygody szybko znajdują się w centrum wydarzeń.

Ciekawą postacią „Tajemnicy klejnotu Nefertiti” jest Cressida Finch. Nieco zafiksowana Egiptem, jak i swoim pieskiem angielska dama. Jej przodkowie byli zaangażowani w poszukiwania grobowca Tutenchamona (słyszeliście o hrabim Carnarvon?). Kobieta posiada pamiątki, wskazówki, ale trochę brakuje jej sił, aby prowadzić własne poszukiwania. Jej drogi krzyżują się z dzieciakami Gardnerów i Ostrowskich. A ci chęci i sił mają aż nadto.

Jak już wspominałam „Kroniki Archeo” to też niebanalna lekcja historii. Nie dość, że fabuła krąży wokół historii starożytnego Egiptu, to autorka zadbała o liczne komentarze, do tekstu. Są to oddzielne fragmenty, które nie przerywają toku fabuły. Chcecie dowiedzieć się więcej o Wielkiej Piramidzie lub Sfinksie? Proszę bardzo. A może temat jest wam znany? Wtedy pomijacie fragment i dalej dajcie się ponieść przygodzie.

W mojej ocenie „Kroniki Archeo” to jeden z ciekawszych i bardziej wartościowych cyklów dla młodzieży. Oferuje wiedzę, przygodę, ale też promuje takie wartości jak przyjaźń i współpraca, a także uczciwość. Jest niebywale dynamiczny, dzięki czemu wciąga i fascynuje. Wierzę, że Agnieszka Stelmaszyk stworzyła coś ponadczasowego. Serię książek dla wielu pokoleń.

[Egzemplarz recenzencki]

"Alfred Wiewiór i bezcenny paw" Agnieszka Stelmaszyk

"Alfred Wiewiór i bezcenny paw" Agnieszka Stelmaszyk

Czy macie swojego pupila? Kim jest i jak ma na imię? Czy kiedykolwiek się zgubił? Jakie podjęliście wtedy kroki? Pani Elżbieta Rosińska jest właścicielką pawia Edwarda. Kiedy zwierzak ginie, zwraca się o pomoc do detektywa Alfreda Wiewióra (100% wiewiórki). Chociaż zwraca się to nieadekwatne określenie. Kobieta żąda, aby wszystko rzucić i zacząć szukać jej bezcennego pawia. Twierdzi, że mógł uprowadzić go sąsiad, który skarżył się na hałasy, jakie robił ptak. Alfred mimo niechęci do klientki zaczyna szukać Edwarda. Podąża tropem pawich piór, a te zaprowadzą go znacznie dalej niż sąsiedzki płot.

„Alfred Wiewiór i bezcenny paw” to kryminał dla dzieci, w którym to leśne zwierzęta prowadzą śledztwo. Jak już wspominałam nasz znamienity detektyw jest wiewiórką, a pomagają mu dzik i jeż. Przyznacie, że to niebanalne trio. Natomiast skuteczne. Jeżeli ktoś ma znaleźć Edwarda to na pewno oni. Jednak i oni mają problemy w rozwiązaniu tej zagadki. Łapią trop, ale ten się zrywa. Trochę błądzą po omacku. Jednak się nie poddają. Tu chodzi o bezpieczeństwo Edwarda, ale też chyba trochę o ambicje.

Agnieszka Stelmaszyk chce chyba pokazać tą powieścią, że ważne są dobre stosunki z otoczeniem. Elżbieta Rosińska zadziera nosa. Nie liczy się z niczym i z nikim. Jej paw jest dość problematyczny dla sąsiadów (głównie z powodu hałasów), a właścicielka nie chce wprowadzić nawet drobnych zmian na jego wybiegu, żeby żyć w porozumieniu. Zachowuje się też dosyć obcesowo wobec detektywów, wręcz żądając, aby rzucili wszystko i szukali jej pawia. Ten morał jest nawet wyrażony wprost w zakończeniu, jednak czy koresponduje z motywami sprawcy? Wprawny czytelnik zapewne będzie się spodziewał takiej metamorfozy, ale czy jasno wynika ona z treści? Nie jestem tego pewna. Morał pojawia się nagle i chyba trochę dlatego, bo wypada, aby był.

Natomiast do fabuły książki nie mogę się przyczepić. Zwierzaki metodycznie i z zaangażowaniem prowadzą śledztwo. Co prawda niektóre tropy okazują się niewypałem, ale czasami i tak bywa, że pierwszy strzał nie okazuje się celny. Jednak kiedy pojawia się ten właściwy trop, Alfred bez wahania podąża za swoim instynktem i łączy kropki prowadzące do bezcennego pawia.

Do sięgnięcia po książkę „Alfred Wiewiór i bezcenny paw” zachęciło nas niebanalne trio detektywów. Ba, nawet niektóre postacie z tej opowieści są zdziwione, kiedy widzą gadające zwierzęta. Przyznam, że liczyłam na nieco więcej szaleństwa, ale może dobrze, że nie przeważyło ono nad śledztwem, które powinno być sercem powieści kryminalnej. A do tego bohaterowie się przyłożyli.

[Egzemplarz recenzencki]

"Emi i Tajny Klub Superdziewczyn. Akcje w wakacje" Agnieszka Mielech

"Emi i Tajny Klub Superdziewczyn. Akcje w wakacje" Agnieszka Mielech

Wakacje to błogi czas dla dzieciaków. Nie trzeba rano wstawać i można legalnie się ponudzić. Ale Emi i inni członkowie Tajnego Klubu Superdziewczyn nie lubią się nudzić. Oni lubią, jak coś się dzieje. Lubią akcje. Mówię tym, bo chciałam wam opowiedzieć o wakacyjnym tomie przygód Emi i jej przyjaciół pt. „Akcje w wakacje”. A może – zanim zaczniemy rozmawiać o książce – ktoś chciałby podzielić się jakąś wakacyjną akcją?

Agnieszka Mielech przywołała tą książką wspomnienia wakacji u babci. Bo właśnie do Żabiego Rogu, gdzie mieszka babcia Emi, wyjeżdża paczka przyjaciół. Czeka tam na nich domowe jedzenie, świeże powietrze i mnóstwo możliwości. Bo te dzieciaki potrafią bawić się „analogowo”, jak to kiedyś nazwała moja znajoma. Szwędają się po okolicy i zawsze znajdą sobie jakieś zajęcie. Trafia im się też sprawa kryminalna. W lokalnej bibliotece giną książki. Tajny Klub Superdziewczyn jest w swoim żywiole. Bierze sobie za punkt honoru, aby dowiedzieć się, kto jest złodziejaszkiem.

Cudowna książka. Mielech piękne opisuje wakacyjną beztroskę, ale też uatrakcyjnia ją detektywistycznym wyzwaniem. Członkom Tajnego Klubu Superdziewczyn zajęcia same pchają się do rąk. Mają głowy pełne pomysłów i tak cieszy ich ich realizacja. Szanują się i potrafią współpracować. Pozazdrościć takiej paczki.

[Egzemplarz recenzencki]

"Szkoła eksperymentowania" Darek Aksamit

"Szkoła eksperymentowania" Darek Aksamit

Ciekawość to pierwszy stopień do … wiedzy. Dzieci zadają dużo pytań. Chcą wiedzieć. Są chętne aby eksperymentować. Jak im to umożliwić? Skąd brać pomysły na rozwojową zabawę? Jak odpowiednio skomentować eksperyment, aby młody człowiek coś z niego wyniósł? Można posiłkować się książkami. Chociażby taka „Szkoła eksperymentowania” Darka Aksamita. Nauczymy się z niej nie tylko pewnych zagadnień z fizyki i chemii, ale też jak być dobrym naukowcem.

Szczególnie ta druga kwestia wydała mi się ciekawa, bo nie zawsze jest akcentowana w przypadku podobnych publikacji. Jeżeli chodzi o same eksperymenty to, może nie wszystkie robiłam z moimi dziećmi, ale zdecydowaną większość znałam. Natomiast komentarz autora jest bezcenny,. On nazywa dzieci wielkim słowem „naukowiec” i daje poczucie, że to wszystko to nie tylko zabawa. To poważne eksperymentowanie.

Pierwsza cześć książki jest właśnie o tym, jak być dobrym naukowcem. Jak stawiać hipotezy, jak je sprawdzać, jak nie popełniać błędów. Bo eksperymentujemy nie po to, aby coś udowodnić, ale aby sprawdzić. Sprawdzam, więc wiem – jak mówił klasyk. Dlatego drogę od hipotezy do wniosku trzeba przejść bardzo uważnie, a czasami nawet kilkukrotnie. A jak złapiemy naukowego bakcyla taki spacer będzie przyjemnością.

Po tym wprowadzeniu znajdziemy konkretne eksperymenty. Autor najpierw bierze na warsztat pojęcie gęstości, opowiada też trochę o właściwościach materii i stanach skupienia. Doświadczenia są świetnie rozpisane, a fachowe pojęcia wyróżnione. Aksamit zachęca do naukowej uważności i robienia notatek. Takie eksperymentowanie to coś więcej. Dziecko nie tylko uczy się nowych zagadnień z zakresu fizyki i chemii, ale uczy się planować, obserwować, korygować, myśleć. Uczy się cierpliwości, która jest potrzeba w poznawaniu świata.

Darek Aksamit w „Szkole eksperymentów” pokazuje, że doświadczenie to nie tylko przelewanie roztworów między probówkami, albo efektowne wybuchy, jak z kreskówek. Oczywiście, możemy tak tak się bawić, ale autor zachęca nas do profesjonalnego podejścia do sprawy i pokazuje, że ten profesjonalizm nie musi być nudny. Dzięki ciekawym przykładom pokazuje, jak naukowiec łatwo może popełnić błąd, ale też uczy jak tych błędów unikać. Ze „Szkołą eksperymentowania” nie badamy świata po omacku. Uczymy się, jak zdobywać odwiedzi na nasze pytania, a przy tym świetnie się bawimy.

[Egzemplarz recenzencki]

"Strażnicy Szeptu. Echo lasu" Marcin Malec

"Strażnicy Szeptu. Echo lasu" Marcin Malec

Maję zawsze przyciągał las. Tam czuła się najlepiej i najbezpieczniej. W ogóle dla dziewczynki natura jest ważna. Pasjonuje się wierzeniami dawnych Słowian i lubi sobie wyobrażać, że żywe istoty są odzwierciedleniem dawnych mocy. Pewnego dnia to właśnie natura zwraca się do Mai. To nie jest dobry dzień. Mama dziewczynki trafia do szpitala, las zaczyna obumierać. Dziadek zachęca wnuczkę, aby wsłuchała się w głosy, które słyszy, poszła do lasu i uratowała... i głuszę, i mamę.

Pierwszy tom cyklu „Strażnicy Szeptu”, który napisał Marcin Malec, nosi tytuł „Echo lasu”. Nawiązuje on do więzi, jaką ma z drzewami główna bohaterka. Las szepcze w jej głowie, ale też w sercu. Ona słyszy i wyczuwa delikatne dźwięki i wibracje, jakie wysyłają drzewa. Jest bardzo wrażliwa na moc natury. Najpierw ją to przytłacza, ale uczy się słuchać i wykorzystywać swój dar.

Jest to powieść młodzieżowa nawiązująca do wierzeń dawnych Słowian. Podoba mi się, że autor spokojnie wprowadza kolejne niesamowite istoty i nie szczędzi komentarza na ich temat. Przykładowo. Bohaterka zmierza do chatki Baby Jagi. Po stosownym rozdziale znajdziecie krótki fragment, kim była ona w słowińskich wierzeniach.

„Zaczynało ją denerwować, że nikt nie potrafi jej pomóc i powiedzieć, jak powinna korzystać ze swojej mocy”1 I mnie też to trochę wkurzało. Jak się okazało, ludzie otaczający Maję wiedzieli o jej predyspozycjach, ale wszyscy zasznurowali usta. Nawet kiedy dziewczyna jest namawiana do uratowania lasu i mamy, o którą cała rodzina się martwi, dostaje tylko strzępki informacji. A potem... „Co ty zrobiłaś!” Malec na niewiedzy głównej bohaterki buduje napięcie, a jej błędy prowadzą do kulminacyjnego punktu. Nie zaprzeczę, że czekanie na odpowiedzi jest (w tym przypadku) ekscytujące, ale nie można pozbyć się wrażenia, że to powinno być załatwione prościej, że wiedza i wsparcie ułatwiły by Mai realizację jej zadania.

Jakie mam wrażenia po przeczytaniu pierwszego tomu „Strażników Szeptu”? Przyznam, że wyczekuję kontynuacji przygód Mai. Podoba mi się jej wrażliwość i bardzo pasuje mi do niej dar, jaki posiada. A szczególne podoba mi się, w jaki sposób Malec oparł tę historię na słowińskich bóstwach i innych istotach z danych wierzeń. Jak pokazał, że ważna jest wieź z naturą. I mam na myśli zarówno to, że te postacie tak dobrze odnajdują się we współczesnych czas, jak i to, że tak przystępnie zostały opisane. Nie wiem, czy moje social media podglądają, co czytamy, ale ostatnio podsuwaj mi dyskusje nt „Dlaczego uczymy się historii antycznej, a nie naszej rodzimej, słowiańskiej”. Nie mam zamiaru w nie brnąć. Jeżeli kogoś to interesuje niech szuka i zaspokaja swoja ciekawość. Ostatnie lata pokazały, że w literaturze ciągle jest moda na słowiańskość. Również w tej młodzieżowej. Jeżeli chcecie ją poczuć, jeżeli chcecie jakiemuś młodemu człowiekowi podsunąć współczesne fantasy oparte na dawnych wierzeniach, to cykl „Strażnicy Szeptu” jest bardzo dobrym wyborem.

1 Marcin Malec, „Strażnicy szeptu. Echo lasu”, Warszawa 2025, s. 213.

[Egzemplarz recenzencki]

"Przedszkole przytulanek. Jajo dinozaura" Maciek Marcisz

"Przedszkole przytulanek. Jajo dinozaura" Maciek Marcisz

Jak wiemy dinozaury są gadami, a gady wykluwają się z jaj. Króliczek Konradek przyniósł do przedszkola właśnie takie jajko, a właściwe zabawkę. Jajo, które zalewa się wodą i wykluwa się z niego dinozaur niespodzianka. Ale, co za pech? W przedszkolu jest awaria. Nie ma wody. Przytulanki wpadają na pomysł, aby zalać jajko sokiem, w końcu to też płyn. Wykluwa się z niego wielki diplodok. Dinozaur większy niż przedszkole. Zaprasza on przytulanki do odwiedzin w krainie dinozaurów.

Założenie serii książek Maćka Marcisza „Przedszkole przytulanek” jest takie, że kiedy nie ma dzieci, pluszaki ożywają i również idą do przedszkola. Tam przeżywają różne przygody. W przypadku „Jaja dinozaura” najpierw będą musieli rozwiązać problem – czyli jak poradzić sobie z brakiem wody – potem przeniosą się do krainy dinozaurów. Dylemat przytulanek może być frapujący też dla małego czytelnika. Ciekawe czy będzie miał jakieś propozycje, jak sobie z nim poradzić? A wizyta w czasach prehistorycznych to ekscytująca przygoda, jak i nagroda. Pobawić się z triceratopsem czy tyranozaurem. Czy to nie brzmi fantastycznie? Zresztą autor zadbał o to, aby tego czytelnika w zabawę zaangażować. Kto lubi się bawić w chowanego?

Na końcu książki przytulanki wracają do swoich właścicieli. Bawią się z nimi, są prane, szykują się wspólnie do snu. Wracają do roli zabawek, ukochanych pluszaków. Przyznam, że trochę nie pasuje mi ten finał, bo wątek dinozaurów nagle idzie w odstawkę. Natomiast nie jest tak, że jest on bez sensu. Można uznać, że jest to podsumowanie, zakończenie pełnego wrażeń dnia. Być może gdybyśmy czytali tę książkę, jako część serii, a nie pokusili się tylko na historie z dinozaurami, odebrałabym zakończenie inaczej.

Już się wygadałam, że bardziej zainteresowały nas dinozaury niż przytulanki czy przedszkolne sprawy. W takim razie, jak Junior ocenia wyprawę do świata dinozaurów? Sympatycznie. Szczególnie spodobała mu się zabawa w chowanego. I pomimo że jest on już – jak sam to określił – starszakiem, dinozaury skryły się przed nim całkiem nieźle. Nie jestem pewna, czy załapał idę ożywających zabawek. Dla niego byli to chyba po prostu bohaterowie bajki. Myślę, że postacie mogły mu się też skojarzyć z biedronkowym Gangiem Fajniaków, bo często czytamy ich przygody. Niemniej bajka została odebrana bardzo dobrze, szczególnie że w międzyczasie sami zalaliśmy wodą jajo dinozaura i obserwowaliśmy, co się z niego wykluje.

[Egzemplarz recenzencki]

"Tolek i Ciociulka" Monika Korobowicz

"Tolek i Ciociulka" Monika Korobowicz

Tolek ma cudowną relację z ciocią. Chłopiec z niecierpliwością wyczekuje piątków, kiedy ta odbiera go z przedszkola. Spędzają wtedy wspólny czas pełen śmiechu i zabawy. Jednak pewnego piątku ciocia nie przychodzi. Okazuje się, że jej rosnący brzuch to nie kwestia przejedzenia. Ciocia będzie miała dziecko. Tolka dopada zazdrość. Jeszcze nie poznał kuzyna, a już go nie lubi.

Trudno mi powiedzieć, czy bajka „Tolek i Ciociulka” napisana przez Monikę Korobowicz jest bardziej o relacji czy o zazdrości. Pierwsza jej część skupia się na tym, jak fajnie jest spędzać czas z ciocią. Jest dużo bardziej wyluzowana niż rodzice, a kiedy jest razem z Tolkiem cała swoją uwagę poświęca jemu. Bohaterowie mają swoje małe rytuały, które z przyjemnością pielęgnują, a ciąża cioci je zaburza, bo kobieta nie zawsze ma siłę odebrać siostrzeńca z przedszkola. I tu pojawia się zazdrość. Zazdrość o kuzyna, który jeszcze się nie urodził, a już „zabrał” Tolkowi ukochaną ciocię. A co będzie, jak pojawi się na świecie?

Zatrzymam się trochę w tym miejscu. Ujęcie tematu „nowego dziecka” jest ciekawe, bo większość bajek traktuje o młodszej siostrze lub bracie. Tu mamy kuzyna. Korobowicz opowiada o relacji tak silnej, że mały bohater bardzo boi się, iż coś odbierze mu ciocię. Jak otoczenie traktuje jego emocje? Na spokojnie. Nikt nie przekonuje go, że będzie fajnie, ale też nie straszy. Ciocia, kiedy tylko znajduje siły, poświęca siostrzeńcowi czas i pozwala, aby sam umiejscowił bobasa w tej ich układzie. Natomiast wszystko wydarza się, zanim ten się urodzi. Jak potoczy się dalsza relacja Tolka i Julka? Czy zobaczymy w kolejnej części?

Z jednej strony mało jest tu tłumaczenia dziecku i zapewnień, że jakoś to będzie. Z drugiej mamy ważną rzecz, czyli dobrą myśl, której to można się uchwycić. Czy taka dobra myśl może wygrać z tymi czarnymi? Na pewno jest mocnym wojownikiem i przy umiejętnym wzmacnianiu ma duże szanse na wygranie gonitwy myśli, jaka odbywa się w głowie młodego człowieka.

A teraz pomyślcie sobie przez chwilę, czy mieliście taką osobę – poza rodzicami – z którą uwielbialiście spędzać czas, której wypatrywaliście w oknie. Co zazwyczaj wspólnie robiliście? Jest takie powiedzenie, że żeby wychować młodego człowieka potrzeba całek wioski. Nie musi być ona duża, ale bezpieczna. Dziecko potrzebuje przede wszystkim uwagi. Tolek dostał ją od Ciociulki i za to ją pokochał.

[Egzemplarz recenzencki]

"Wielki Zły Wilk" Ben Miller

"Wielki Zły Wilk" Ben Miller

Wilki nie maja lekko. Często w baśniach są czarnymi charakterami, a czarne charaktery mało kto lubi. Spróbujmy przez chwile wczuć się w ich rolę. Czy im z tym dobrze? Jak sobie radzą, kiedy każdy patrzy na nich podejrzliwie? Ben Miller w książce dla dzieci pt. „Wieki Zły Wilk” spróbował podjąć się tego zadania i stworzył dziennik tytułowego zwierzęcia. Czy to będzie sympatyczna, a może pełna grozy lektura?

Miller spróbował „wejść w skórę” chyba najsłynniejszego wilka z baśniowego światka, czyli tego z bajki o Czerwonym Kapturku. Zwierzak budzi się po zimie. Jest głodny i osłabiony. Próbuje się rozruszać i coś upolować. Czy to pech, nieudolność, a może dobre serce sprawiają, że niezbyt mu to wychodzi? Do tego jest takie powiedzenie, że „najlepszą obroną jest atak”, a mieszkańcy Baśniowego Lasu wzięli je sobie do serca. Wszelkimi sposobami próbują wykiwać wilka, zanim ten upoluje ich.

„Wielki Zły Wilk” to niewątpliwie zabawna bajka. Miller w humorystyczny sposób opowiada o wykluczeniu (ze stada), strachu (przed wilkiem), a także o tym jak bohater desperacko próbuje się dostosować. Bo wilki muszą być groźne nie mogą okazywać słabości. Świetnym kontrastem dla głównego bohatera jest postać Pędraka, wilka wegetarianina, którego stado też odrzuciło, ale odnalazł się w innym towarzystwie. Wracając do charakteru książki, jest to taki bezpośredni humor, bo mieszkańcy Baśniowego Lasu nie raz nie dwa zrobią wilka „w jajo”.

Nie jest to pierwsza i pewnie nie ostatnia zabawa baśniową konwencją. Ja nie ukrywa, że bardzo lubię te wszystkie eksperymenty, odwracanie, ról, perspektywy i opowiadanie baśni na nowo, współcześnie i zabawnie. Jak pokazuje Ben Miller „punkt widzenia zależy od punktu siedzenia”, a oprawca łatwo może stać się ofiarą. Nie zawsze trzeba za wszelką cenę trzymać się grupy, w której czujemy się źle, bo czasami ci nudni, inni mogą okazać się naszymi bratnimi duszami.

[Egzemplarz recenzencki]


"Ninja księżniczki. Różowa masakra" Agata Komosa-Styczeń

"Ninja księżniczki. Różowa masakra" Agata Komosa-Styczeń

Jaki jest Twój ulubiony kolor? Czy lubisz go subtelnie, a może jesteś fanatykiem, który chodzi ubrany tylko w swoje ukochane barwy, a każdy detal dobiera w zgodzie z nimi? Są takie kolory, które budzą kontrowersje. Chociażby taki różowy. Niby słodki, ale komu ta słodycz pasuje? Czy jest tylko dla dziewczyn? A może w pewnym wieku już nie wypada go nosić? Różowy poróżnił nawet przyjaciółki z powieści Agaty Komosy-Styczeń „Ninja księżniczki. Różowa masakra”. A wszystko zaczęło się od różowych legginsów w fioletowe gwiazdki znalezionych w chłopięcej szatni.

Podobno ważne jest, aby „kupić” uwagę czytelnika już pierwszym zdaniem i w tym przypadku autorka zrobiła to bezbłędnie: „Mieliście kiedyś osiem lat? No to pewnie wiecie, że nie jest fajnie. (…) Nie jestem już tam słodką przedszkolaczką. Taką mogącą robić wokół siebie bałagan, bo ciągle jest mała. I daleko mi jeszcze do nastolatki, która ma własny telefon i pomalowane paznokcie.”1 W tym momencie moja córka westchnęła i skomentowała krótkim: „Tak właśnie jest”, a ja już wiedziałam, że ona bardzo chce wysłuchać tej historii.

Już sam tytuł mówi nam co nieco o problematyce powieści. Bohaterki są księżniczkami ninja. Z jednej strony słodkie i dziewczęca, z drugiej silne, dociekliwe, a do tego trenują sztuki walki. Myślę, że Komosa-Styczeń doskonale uchwyciła w nim pewien paradoks kobiecości. Natomiast w trakcie fabuły dyskutując o barwach i stroju zastanawia się, co jest, albo nie jest, dziecinne. Dylemat bardzo charakterystyczny dla wieku bohaterek. Sama obserwuję to, jak dzieci zaczynają poważnieć, mieć swój styl. Dochodzi do tego coraz silniejszy związek, z grupą rówieśniczą i pewne trendy. Skarpetki z Psim Patrolem mogą okazać się powodem do śmiechu, ale te z Stichem to już szacunek. Bluza w kwiaty może być zbyt dziecinna i będzie musiała ustąpić gładkiej.

Bohaterki chcą dobrze. Chcą znaleźć właściciela różowych legginsów i obronić go przed ewentualnymi szykanami, jednak same poróżniają się. Na szczęście trafiają na fajnych dorosłych, którzy potrafią dobrać przykłady tak, aby przekonać je, że kolory są dla każdego i każdy ma prawo do własnego gustu.

Ja mam w domu taki egzemplarz, który „już wyrósł z różowego”, jednak ta książka w różowej okładce i z jakimiś – o zgrozo – księżniczkami bardzo się mojej M. spodobała. Widzę, że autorka genialnie uchwyciła problemy dzieci w wieku wczesnoszkolny, a do tego w sprytny sposób potępia wyśmiewanie, dręczenie i promuje szacunek. Polecam do czytania dziecku, jak i samodzielnego czytania przez dziecko. Większa czcionka wspaniale to ułatwia.

1 Agata Komosa-Styczeń, "Ninja ksieżniczki. Różowa masakra", wyd. Wilga, Warszawa 2026, s. 5.

[Egzemplarz recenzencki]

"Miś Puki na tropie skradzionych baśni" Asia Olejarczyk

"Miś Puki na tropie skradzionych baśni" Asia Olejarczyk

Charles Perrault, francuski pisarz i autor baśni, urodził się w Paryżu. Właśnie śladami słynnych bajek podąży Miś Puki podczas swojej kolejnej wyprawy. A dokładniej śladami skradzionej księgi z baśniami. Podążając za wskazówkami Puki pozna Śpiącą Królewnę, Czerwonego Kapturka i Kota w butach, a także zwiedzi najsłynniejsze paryskie miejsca i budynki. Czy Paryż to baśniowe miasto?

„Miś Puki na tropie skradzionych baśni”, czyli dziennik z wyprawy do Paryża. Asia Olejarczyk pięknie powiązała zwiedzenia tego miasta z baśniami. Myślę, że jest to bardzo atrakcyjne dla małego czytelnika, do którego kierowana jest ta książka. Obserwowanie, wyszukiwanie detali związanych z bajkami np. czerwona kurteczka jednej z bohaterek, połączone ze zwiedzaniem miasta – m.in. z wizytą pod Wieżą Eiffla – a także ze sprawą niemal kryminalną.

Puki poznaje malarza Gustava'a, któremu zostaje skradziona księga o wielkiej wartości. Miś szuka wskazówek, aby pomóc w jej odnalezieniu, a te sprawiają, że odbywa wyjątkowy spacer po Paryżu. Jest to zarówno ekscytujące, jak i rozwijające dla czytelnika.

Przemiła książeczka już dla przedszkolaków. Pukiego poznaliśmy przy okazji, jego wizyty w Krakowie w książce „Miś Puki na tropie smoka wawelskiego”, gdzie Asia Olejarczyk nawiązuje do znanej legendy wypuszczając swojego misia na Krakowski bruk. Wyprawa do Paryża okazała się jeszcze ciekawsza. Autorka „kupiła” nas nawiązaniami do baśni, które znamy i lubimy, jak i wyzwaniem o charakterze detektywistycznym. W tej książce jest trochę smaczków, którymi fani baśni będą się delektować, a towarzyszenie Pukiemu to fantastyczna przygoda.

[Egzemplarz recenzencki]

"Cafe Chaos. Rodzinka nie do ogarnięcia" Catherine Wilkins

"Cafe Chaos. Rodzinka nie do ogarnięcia" Catherine Wilkins

Mama Hope często powtarza, że rodzina jest najważniejsza. I właściwie są całkiem zgraną ekipą. Wszyscy są zaangażowani w rodzinny biznes czyli prowadzenie kawiarni. A nie jest to „łatwy kawałek chleba”. Szczególnie, że sytuacja ekonomiczna się pogorszyła. Ceny poszły w górę, klientów jest mniej. Rodzice Hope boją się o przyszłość miejsca, w które włożyli tyle pracy. W ferworze obowiązków na drugi plan schodzą dzieci. Jedenastoletnia Hope uchodzi za tą bezproblemową, ale początki w nowej szkole nie zawsze są łatwe. Pojawia się też ekscentryczna ciocia Rita, z którą dziewczyna ma dzielić pokój. Czy w całym tym chaosie znajdzie się przestrzeń dla rodziny? Czy uda się zadbać o potrzeby jej członków?

Od razu muszę powiedzieć, że rodzinka z powieści „Cafe chaos. Rodzinka nie do ogarnięcia” jest przesympatyczna. Owszem, są strasznie zabiegani, a w „godzinach szczytu” nie wiedzą, w co ręce włożyć. Ale są w tym razem, kochają to co robią i kochają siebie. Mamy w tej książce taki moty, gdzie potrzeby tego bezproblemowego dziecka spadają na ostatni plan. Widzimy, jak Hope się wycofuje, bo przecież rodzice mają tyle zmartwień. Motyw pięknie przeprowadzony i zwieńczony wspaniałym zakończeniem, kiedy to motto rodziny, jej definicja zostają zmodyfikowane.

Przyjrzyjmy się chwilę Hope i temu, co ja spotkało. Dziewczynka idzie do nowej szkoły. Wcześniej nigdy nie była popularna i jakoś sobie z tym radziła. Tu układy są inne. Dawna królowa szkoły szybko się kompromituje, a Hope staje się tą lubianą. Fajnie, prawda. Tylko, że Skyla nie może przełknąć porażki. Swoją nienawiść skupia na Hope. Catherine Wilkins bardzo oryginalnie poprowadziła ten wątek. Wpycha główna bohaterką na piedestał, aby ją z niego zrzucić. Natomiast, co jest piękne, u boku Hope cały czas stoi przyjaciółka, która ją broni i wspiera. I właściwe to ona wymyśla, jak „utrzeć nosa” agresorom. Natomiast, kiedy to następuje pojawia się piękne podsumowanie o tym, że nie trzeba się lubić, ale wypada się szanować.

Faktycznie Hope może uchodzi za nieco dziwną. Dziewczyna lubi robić magiczne sztuczki i wie kim był Machiavelli. Przycinacie, że to nietypowe jak na jedenastolatkę. Jednak ja uwielbiam takie wyróżniające się postacie. Uważam, że są potrzebne dla dzieci wchodzących w wiek nastoletni, bo łatwo „zginać” im w grupie rówieśniczej. Jak dostosować się, a nie stracić siebie? Tacy bohaterowie, jak Hope to wspaniałe wzorce, które pozytywnie się wyróżniają i są za to doceniane. Mam nadzieję, że pomogą nabrać komuś wiary w siebie. Że pokażą potencjalnym hejterom, jak kłamliwa i bolesna jest plotka. Czy warto ją rozsiewać dla budowania własnej pozycji? Zdecydowanie NIE.

Już chyba domyślacie się, że bardzo polecam „Cafe Chaos”. To wartościowa i delikatnie zwariowana powieść dla młodszej młodzieży. Dla popularnych i dla „szkolnych dziwadeł”. Catherine Wilkins świetnie pokazuje dynamikę młodzieżowych relacji i zachęca do wzajemnego szacunku. Fantastycznie akcentuje to, iż każdy z członków rodziny ma prawo do własnych zmartwień. I ani interes prywatny, ani ten rodziny nie musi na tym ucierpieć.

[Egzemplarz recenzencki]

"Kroniki Archeo. Zaginiony klucz do Asgardu" Agnieszka Stelmaszyk

"Kroniki Archeo. Zaginiony klucz do Asgardu" Agnieszka Stelmaszyk

Czego jeszcze nie było w cyklu „Kroniki Archeo”? Mitologii nordyckiej. Proszę bardzo. Kolejny tom przygód Ostrowskich i Gardnerów zatytułowany jest „Zaginiony klucz do Asgardu”. Razem z bohaterami wyruszymy na wyspy Wolin i Bornholm i odkryjemy sekrety Wikingów, a to wszystko będzie okraszone sporą dawką wiedzy i dynamicznej akcji.

Czyżby bohaterowie mieli tendencję pojawiać się tam, gdzie coś się dzieje? Ostrowscy przebywają na wyspie Wolin, gdzie rodzice prowadzą pracę archeologiczne. Poznają Helenkę, która zaczyna wypytywać się ich o skarb Wikingów. Dziewczynka śledzi pewną kobietą, która – w jej mniemaniu – podejrzanie się zachowuje. Równolegle poznamy pewnego doktoranta. Jego, już świętej pamięci, opiekun naukowy podarował mu notes. Nad czym pracował profesor?

Mamy tu kolejną brawurową odsłonę cyklu „Kroniki Archeo”. A mówi się, że archeolodzy tylko jeżdżą na „wykopki”. Oczywiście żartuje. Agnieszka Stelmaszyk po raz kolejny wciąga swoich bohaterów w wir intryg pisząc sensacyjną, pełną historycznych ciekawostek, powieść dla dzieci. I jak to opowieści sensacyjne i ta jest momentami nieco naciągana, jednak dynamika akcji sprawia, że to wybaczamy. Tu nie ma czasu myśleć trzeba działać, bo typki spod ciemnej gwiazdy nie mają litości nawet dla dzieci.

Jak już wiecie jestem wielką fanką cyklu „Kroniki Archeo”. Ja w ogóle uważam, że historia jest bardzo ciekawa, ale w szkole nie zawsze taką się ją przedstawia. Natomiast Agnieszka Stelmaszyk robi to rewelacyjnie. Szacunek, że w każdym tomie sięga po inne kultury pokazując ich dziedzictwo. A przy tym wymyśla kolejne sytuacje, które sprawiają, że te książki czyta się w napięciu. Bardzo dobre połączenie.

Książki z cyklu "Kroniki Archeo" można kupić w popularnej księgarni. KLIK

[Egzemplarz recenzencki]

"Jaga Czekolada i Władcy Wiatru" Agnieszka Mielech

"Jaga Czekolada i Władcy Wiatru" Agnieszka Mielech

Minął już rok od kiedy Jagoda poznała Mirellę i Lukrecję, a także stoczyła walkę z Hedimem. Mogłaby zacząć powątpiewać, czy magia w ogóle istnieje, ale znajduje pozostawione przez czarodziejki magiczne pióro i podręcznik magii. Czy człowiek będzie mógł wykorzystać te rzeczy? Jaga spędza lato wraz z przyjaciółmi na wyspie Dun. Wkrótce pojawiają się tam i dawne znajome. Powrót czarodziejek nie jest przypadkowy. Nad wyspą gromadzą się złe moce, a Mirella szuka pomocy dla dawnego znajomego zaklętego w kruka. Jak się okaże nie wszyscy mieszkańcy wyspy to zwykli śmiertelnicy, a zasady są po to, aby je przestrzegać. O tym jest drugi tym przygód Jagody pt. „Jaga Czekolada i Władcy Wiatru”.

Przeczytałam z córką dwa tomy tego cyklu i mam względem niego mieszane uczucia. Z jednej strony mamy dynamiczną fabułę pełną wyrazistych bohaterów. Agnieszka Mielech zręcznie łączy dwa światy – zwyczajny i magiczny – które spokojnie koegzystują obok siebie, a przenikają się w chwilach kryzysu. Magia wkracza w życie zwyczajnej nastolatki, trochę nieśmiałej i pogubionej, aby uczynić z niej bohaterkę. Chociaż w drugim tomie pięknie widać moc przyjaźni i współpracy. Do tego dochodzą wątki obyczajowe. Być może część młodych dziewczyn będzie się z Jagodą identyfikować, a to że ona nie ulega trendom ułatwi im bycie sobą. Myślę, że główna bohaterka może być wzorem w tym temacie.

Z drugiej strony czuję, że fantastyka to nie do końca obszar Agnieszki Mielech. Autorka wplata w fabułę dużo tzw. codziennych szczegółów. Co może i sprawdza się w formule obyczajowej, ale tu tworzy delikatny chaos. Dodając do tego iż miejsce akcji przenosi się do zwykłego świata, można poczuć, iż ten magiczny został potraktowany nieco po macoszemu, pomimo iż jest on jej źródłem. Wspomnieć jeszcze muszę o nierównomiernym tempie akcji. Jest dynamiczna, owszem. Jednak autorka dość długo buduje napięcie, aby powieść zakończyć szybkim finałem. Nie przepadam za takim pisaniem i nie chcę go usprawiedliwiać tym, iż jest to książka dla młodszego czytelnika. Jak pokazał fonemem „Harry'ego Pottera” już ta grupa potrafi docenić dobrze rozłożone napięcie i rozbudowane światy.

Przeszedł czas podsumowania. Czy warto sięgnąć po „Jagę Czekoladę”? Książka niesie dobre wartości. Wspiera samoocenę, akcentuje wartość przyjaźni, a także sens przestrzegania zasad. Agnieszka Mielech okrasza to sporą ilością magii, co daje nam fantastyczno-obyczajowy miks. Największe zalety, obu dotychczas przeczytanych części, to wyraziści bohaterowie i dobra energia, a wadą jest szybkie zakończenie, jednak książka ta wykazuje wszelkie cechy dobrej powieści przygodowej dla młodszej młodzieży (9+).

[Egzemplarz recenzencki]

"Mopsorożek i Koalorożka" Matilda Rose

"Mopsorożek i Koalorożka" Matilda Rose

W kojemnym tomie przygód księżniczki Ali i Mopsorożka pt. „Mopsorożęk i Koalarożka” Matilda Rose porusza temat pewności siebie. Księżniczki, książęta i ich pupile przygotowują się do konkursu talentów. Ignacy i Koalorożka planują zaśpiewać wspólnie piosenkę, jednak zwierzątko jest bardzo wstydliwe i kiedy ma wystąpić przed publicznością znika. Ala i Mopsorożek zastanawiają się, jak sprawić, aby Koalorożka uwierzyła w siebie, a występ doszedł do skutku. Do tego wszystkiego gnie puchar, główna nagroda w konkursie. Należy go możliwie szybko odnaleźć, bo inaczej konkurs okaże się katastrofą.

Cykl o Mopsorożku wręcz ocieka przyjaźnią, a przyjaźń to m.in. wsparcie. I właśnie je otrzymuje Koalorożka. Nie jest zmuszana do występu, jak cyrkowe zwierzątko. Towarzysze bacznie ją obserwują i zastanawiają się, jak wydobyć z niej talent, który przecież każdy posiada. W toku fabuły okazuje się, że drobna modyfikacja występu jest wystarczająca. Że dużo łatwiej robi się coś, co sprawia nam przyjemność. I tak było w przypadku Koalorożki radość jaką czerpała z występu udzieliła się publiczności.

Ogromnie cieszę się, że moje dzieci tak lubią cykl o Mopsrożku. To wspaniałe, wspierające książki. Ich bohaterowie nigdy nie zostawiają nikogo w potrzebie. Dla każdego maja dobre słowo. Poświęcają dużo uwagi, aby pomóc, doradzić. Do tego te wszystkie magiczne stworzenia. One są przecudowne, a magia jaka noszą w sobie dodaje książkom pierwiastek niesamowitości.

[Egzemplarz recenzencki]

Copyright © Asia Czytasia , Blogger