Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Znak emotikon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Znak emotikon. Pokaż wszystkie posty
"Wszystko, co chcesz wiedzieć. Dookoła świata" Molly Oldfield

"Wszystko, co chcesz wiedzieć. Dookoła świata" Molly Oldfield

Dzieci są z natury ciekawskie. Zadają dużo pytań. A Molly Oldfield okazała się tak odważna, że chce spróbować na te pytania odpowiedzieć. Zachęca dzieci z całego świata, aby je podsyłali i w swoim podcaście próbuje szukać odpowiedzi, z pomocą ekspertów lub samodzielnie. Pytania są różne. Dotykają wszelkich dziedzin wiedzy, ale też szeroko pojętego życia. „Wszystko, co chcesz wiedzieć. Dookoła świata” to publikacja, która zbiera pytania, na jakie odpowiadała Molly Oldfield. Czy ciekawość dzieci została zaspokojona?

Książka ma fajną formułę ułatwiającą czytanie codziennie. Do każdego dnia w roku jest przypisane pytanie. Nie brakuje oczywiście zagadnień związanych z danym miesiącem np. w kwietniu o Wielkanocy, a a w grudniu o Mikołaju. Taka konstrukcja pomaga tworzyć czytelnicze rytuały. Krótki fragment codziennie czy raczej dłuższe „posiedzenie” od razu? Oldfield raczej zachęca, aby wracać do tej książki i ciągle czegoś się dowiadywać.

Twórcy książki starali się posegregować zagadnienia możliwie tematycznie i jakoś ładnie je zaprezentować. Przykładowo widzimy piękną grafikę z łodziami, a nad nimi pytania dlaczego łodzie się unoszą, co oznaczają wywieszone flagi, a także pytanie o Grenlandię. To się fajnie spina, a oprawa graficzna jest pewnym kierunkowskazem, co można znaleźć w tej książce. Bo nie wykluczam, ze temat łodzi może być dla kogoś nudny, ale jak zobaczy ilustrację z wikingami to będzie musiał/a przeczytać i nich „teraz zaraz”.

Molly Oldfield udowadnia, że nie ma głupich pytań. Na każde odpowiada na serio i możliwie merytorycznie. Czuć szacunek z jakim traktuje dzieci i ich ciekawość. I to jest piękne. Pozwala przekraczać pewne granice, wyluzować się i bardzo naturalnie – właśnie tak jak dzieci – przyjąć to, jak skonstruowany jest świat. Zachęcam do wspólnego czytania „Wszystko, co chcesz wiedzieć”. Może dzięki dzieciom ty też, drogi dorosły, dowiesz się czegoś ciekawego.

[Współpraca]

"Ktoś tu kręci" Adam Mirek

"Ktoś tu kręci" Adam Mirek

O matko, zaginęła Coco Rico. Powiecie, że to tylko kura, a kury ciągle gdzieś łażą. Ale jej opiekun Florek dostaje list z żądaniami. Wygląda na to, że Coco Rico została... PORWANA. Aż mnie dreszcze przeszły, jak napisałam to słowo. Florek razem ze swoimi asystentami – Ludką i Tobą czytelniku – wypatrują śladów i wskazówek. Ponieważ są naukowcami ich bystrym oczom nic nie umknie.

Przygoda naukowo-detektywistyczna – o czymś takim chyba jeszcze nie pisałam. „Ktoś tu kręci” Adama Mirka to naprawdę ciekawe przedsięwzięcie. Napisać, że autor zręcznie łączy elementy przygody, kryminału i nauki to jak nic nie napisać. On jest w tym mistrzem. Napisał świetną, nieco szaloną historię, której sercem jest... kura. Już to świadczy o niebanalnym poczuciu humoru. Ale to zaciekawia. Zdradzę wam, ze moje dzieci kompletnie olały tytuł tej książki i nazywają ją „Coco Rico”, tak jak nazywa się porwana bohaterka. To o czymś świadczy.

Próbując odnaleźć asystentkę naukowcy stają przed różnymi wyzwaniami, a przy okazji wiele się dowiadują. Chociażby taka scena kiedy trafiają w ręce teatralnych charakteryzatorek jest dobrym momentem, aby opowiedzieć o kosmetykach i ich skaldach. Ale, co jest najważniejsze, nic na siłę. Mirek wtrąca te – czasami nawet długie – serie naukowych ciekawostek bardzo naturalnie. Widać tu świetny plan fabuły, która ma nie tylko bawić i intrygować, która jest nie tylko kryminalną intrygą, ale też ma uczyć, ma być sceną dla wiedzy i eksperymentów. Ma pokazać, że chemia – tak nie lubiana przez wielu jako przedmiot szkolny – nas otacza, jest fascynująca i nie taka straszna.

Wspomnieć muszę, że Mirek zastosował bardzo dziwną narrację chcąc jeszcze bardziej wciągnąć czytelnika w akcję. Z pozoru jest to tradycyjna narracja trzecioosobowa. Narrator po prostu relacjonuje to co robią bohaterowie. Jednak autor uczynił z czytelnika jednym z bohaterów i mówi o nim tak jakby tu i teraz uczestniczył w wydarzeniach, np. „Przypominasz sobie rzymskie cyfry.”1. Taka formuła świetnie sprawdzała się w „Bebechach” - innej książce tego autora – gdzie odkrywamy własny organizm. Tu jest trochę dziwnie. Florek zrobił, Ludka zrobiła, ty zrobiłeś. Ta nagła zmiana osoby w trakcie czytania była dla mnie nieco niekomfortowa. Bardziej przeszkadzała niż angażowała. Zresztą ta powieść sama w sobie jest tak angażująca i dynamiczna, że dodatkowe triki nie są jej potrzebne.

Udana książka. Mirek pisze w zabawnej konwencji, a młodzi czytelnicy to lubią. Lubią zabawę i cieszy ich wszystko, co tę zabawę oferuje. W „Ktoś tu kręci” autor łączy zabawę z nauką. Bardzo ciekawie opowiada o chemii. Zachęca do odkrywania i eksperymentowania. A czasami nawet otwiera oczy. Jest to powieść obszerna, jak na standardy literatury dziecięcej, ale nie sposób się przy niej nudzić.

1 Adam Mirek, "Ktoś tu kręci", wyd. Znak emotikon, Kraków 2026, s. 286.

[Egzemplarz recenzencki]

"101 potworków i wszystko, co musisz o nich wiedzieć" Ruby van der Bogen

"101 potworków i wszystko, co musisz o nich wiedzieć" Ruby van der Bogen

„Na świecie jest bardzo dużo potworków i każdy jest inny”1, ale chyba coś je łączy skoro są w jednej, potworkowej rodzinie. Książka „101 potworków i wszystko, co musisz o nich wiedzieć” to sympatyczne kompendium wiedzy na ich temat. Jak przychodzą na świat? Co lubią robić? Czy chodzą do szkoły? Co się dzieje, kiedy się denerwują i jak pomóc takiemu zezłoszczonemu potworkowi? Zapraszam was do świata potworów.  Jak się okazuje nie jest wcale taki straszny „jak go malują”.

Jak to powiedział Junior: „Mamo, ty tych potworów nigdy nie policzysz”. Faktycznie pierwsze strony książki zaskakują ogromem najróżniejszych stworków. I to było dla moich dzieci arcyciekawe. Dyskusja na temat cech poszczególnych potworków trwała długo. Już myślałam, że nigdy nie przeczytamy tej książki, bo potworki są tak różnorodne.

Ale się udało. Przeszliśmy dalej, aby poczytać o zwyczajach potworków. Nie wiem, jaki Ruby van der Bogen miała cel pisząc tą książkę. Czy po prostu dała się ponieść wyobraźni, czy chciała odczarować mit potwora? Cokolwiek by to nie było wyszło super. Mój ulubiony fragment to ten, o tym jak potwory się złoszczą. Wtedy rosną i wyglądają trochę strasznie. Bo złość faktycznie może wyglądać strasznie. Ale takiego potwora nie trzeba się bać. Jest prosty sposób na ukojenie złości.

Mocną stroną tej publikacji są ilustracje autorstwa Alexandry Helm. Ileż tu kolorów. Tak pokazany świat cieszy, a nie straszy. Potworki są niczym słodkie przytulanki. Aż chce się wskoczyć do książki i przytulić do ich okrąglutkich ciałek.

„101 potworków” to książka dla tych co się boją i nie boją. Jest naładowana tak dobrą energią, że na pewno odgoni ewentualny strach, ale też znajdzie dla niego wyjaśnienie, pokaże go w inny sposób. Taki oswojony strach nie będzie już paraliżował. A jak macie w domu fana potworków, to tym bardziej musicie pokazać mu tę książkę. Czy już wszystko wie o potworach? A może autorki czymś jeszcze go zaskoczą.

1 Ruby van der Bogen, „101 potworków i wszystko, co musisz o nich wiedzieć”, tłum. Magdalena Kaczmarek, wyd. Znak Emotikon, Kraków 2026.

Książka "101 potworków" dostępna jest w popularnej księgarni. KUPUJĘ

[Egzemplarz recenzencki]

"101 rzeczy, które musisz zrobić zanim skończą się wakacje" Mikkel Niva

"101 rzeczy, które musisz zrobić zanim skończą się wakacje" Mikkel Niva

„Nuda” to dla rodzica jedno ze słów grozy. Kilka patentów jak ją przełamać, można znaleźć w książce dla dzieci „101 rzeczy, które musisz zrobić zanim skończą się wakacje”. Publikację tę pokochałam od pierwszych stron, bo Mikkel Niva, autor, genialnie uchwycił kreatywną moc nudy, a także pokazał, że to my sami tworzymy wspomnienia. Wystarczy nieco uważności.

W tytule pojawia się słowo „wakacje” i zgromadzone w niej pomysły świetnie umilą podróż samochodem, czas w hotelu, gdzie nie mamy wielu zabawek, czy poznawanie nowego miejsca. Ale pomysły te można też wykorzystać w innych nudnych sytuacjach np. kiedy przyjaciel dziecka wyjedzie, czekając na wizytę u lekarza, czy kiedy odwiedzamy znajomych, a dziecko nie ma kompana do zabawy. Mikkel Niva nie każe nam robić szczególnych przygotowań. Wystarczy się rozejrzeć, a okaże się, że otacza nas mnóstwo ciekawych rzeczy.

Przykładowo, patent ze strony 19 „Stwórz własną instrukcje obsługi”: bierzemy jakąkolwiek rzecz z naszego otoczenia i szukamy dla niej nowego zastosowania. Albo strona 75 i rada zatytułowana „Dawne wakacje”, w której autor zachęca, żeby pociągnąć dorosłych za język i dowiedzieć się, jak oni spędzali wakacje, kiedy byli dzieci. Może robili coś fajnego. Zerknijmy jeszcze na stronę 67, gdzie Niva proponuje aktywność polegająca na rysowaniu własnych map. Wspaniała zabawa, która może być ekscytująca, ale też zachęca, aby przyjrzeć się okolicy. Właściwe tylko jeden pomysł nie spodobał mi się. Nazywa się „Zostań kimś innym”. Nowe otoczenie to czysta karta. Kusi, aby „podkolorować” siebie. A szczególnie atrakcyjne może być to dla osób, które łakną aprobaty. Mnie bardzo podobał się, jak ten problem opisała Bella Swift w książce „Jamnik, który chciał być na fali”, gdzie bohater za wszelką cenę próbował dopasować się do grupy, ale ostatecznie jego kłamstwa wyszły na jaw, a inne psy polubiły go za to jaki jest naprawdę.

Pochwalić też muszę formułę i wygląd książki, która na prawdę zachęca do czytania. Dajecie ją po prostu dziecku do ręki i niech sobie kartkuje. Może zainteresuje je jakiś śmieszny nagłówek, albo ilustracja. Przeczytajcie krótki opis z nimi związany i spróbujcie zrobić coś fajnego. Bawcie się dobrze.

Fantastyczna książka, która pokazuje, że zabawa kryje się wszędzie. Oznaczona przez wydawcę jako 6+. Myślę, że to bardzo ważne, aby pokazywać tym dzieciom, dla których coraz ważniejsza jest grupa rówieśnicza, a w niej często jest sporo chwalenia, że wcale nie trzeba „fajerwerków” do wspaniałej zabawy. Wystarczy trochę uważności, a spacer w pobliskim lesie może być równie fascynujący co zagraniczne wakacje. Zresztą Niva przemyca w tej książce też kilka oryginalnych patentów na kolekcjonowanie wspomnień. A co najważniejsze udowadnia, że nuda nie jest straszna i bardzo łatwo ją pokonać.

Książkę "101 rzeczy, które musisz zrobić zanim skończą się wakacje" możecie kupić w popularnej księgarni. LINK

[Egzemplarz recenzencki]

"Piotruś Królik. Wszystkie opowiastki Beatrix Potter"

"Piotruś Królik. Wszystkie opowiastki Beatrix Potter"

Czy wasze dzieci lubią opowieści o zwierzątkach? Jeśli tak czy wolą, kiedy te mają cechy ludzkie, a może preferują oglądać je takimi, jakie są w naturze? Beatrix Potter zasłynęła właśnie bajkami o zwierzątkach, które sama pisała i ilustrowała. Ubrała je w porteczki i kubraczki, dodała charakterek (często inspirując się osobami, które znała) i opisała ich przygody. Tak powstała seria opowiastek, którymi obdarowywała znajomych, ale też które udało się wydać. I tak tak Piotruś Królik, Orzeszka, Imbir i Kefir, a także inne postaci weszły do kanonu literatury dziecięcej.

Beatrix Potter musiała być dobrą obserwatorką, co przejawia się w jej dopracowanych do perfekcji rysunkach, jak i kreacjach postaci. Z jednej strony żyją w norkach i wcinają sałatę, z drugiej bohaterowie Potter to cały wachlarz charakterów i ludzkich postaw. I z jednej strony czuć, że czasy się zmieniły, że jest inne tempo życia i podejście do różnych spraw, jednak w postawach postaci można znaleźć pewną uniwersalność, a i pewnie dostrzec swoich bliskich.

Czy wydanie prac Potter w jednym zbiorze to byłą dobra decyzja? Niewątpliwie jest to imponująca księga, ale jednak księga. Przyznam, że ciężko trzyma się ją obejmując dziecko, które lubi się przytulić słuchając bajki. Odczułam też to, że kolejne teksty kierowane są do dzieci w różnym wieku. Znajdzie się tu coś i dla młodszego i starszego przedszkolaka, a nawet dla dziecka uczęszczającego już do szkoły, ale też krótkie powiastki, które pierwotnie były wydane w formie kart dla najmłodszych – i coś czuje, że w takiej formie lepiej by się sprawdziły niż w opasłym zbiorze. Trzeba trochę szukać, testować zainteresowanie dziecka, aby znaleźć bajkę i bohatera, które jemu przypadną do gustu.

Kiedy dostałam w swoje ręce książkę „Piotruś Królik. Wszystkie opowiastki Beatrix Potter” [wyd. Znak Emotikon, 2025], pomyślałam sobie, że mam w rękach dzieło sztuki. Oglądając cudownie dopracowane ilustracje tej autorki naszła mnie pewna nostalgia, ale też smutek, że coraz bardziej jesteśmy karmieni produktami AI. A tu takie cudeńka, w których widać ogrom pracy oraz niesamowity talent. Wiem, że jest grono osób, które wychowało się na „Opowiastkach Beatrix Potter”, czy dzięki nowemu wydaniu urośnie kolejne pokolenie miłośników Królika Piotrusia, Benia Baniaka i innych zwierzątek?

[Egzemplarz recenzencki]

"Olbrzym" Andrzej Maleszka

"Olbrzym" Andrzej Maleszka

„Olbrzym” to trzeci tom cyklu „Magiczne drzewo”. Trzeci to nie to samo, co pierwszy, ale w pewnym sensie to tu wszystko się zaczyna. To w tej części Kuki, Gabi, Blubek i pies Budyń nawiązują przyjaźń. Jest to interesująca opowieść, bo przez większą cześć fabuły magicznego przedmiotu nie ma. Tak naprawdę na początku, w wyniku czarów, pojawia się potwór, a Kuki zostaje obdarzony nadludzką siłą, a potem dzieci desperacko próbują to wszystko odkręcić, bez użycia magii. W trakcie pełnej szalonych przygód podroży przez kontynenty rodzi się więź, powstaje drużyna, której perypetie możemy śledzić w kolejnych częściach cyklu.

Córka bardzo lubi „Magiczne drzewo”, ale poszczególne części czytamy raczej wybiórczo, a nie po kolei. Zazwyczaj Andrzej Maleszka sprawia, że magiczny przedmiot dostarczaj wielu problemów - i tak też jest w „Olbrzymie” - „bawiąc się” czarami wpędza swoich bohaterów w tarapaty, ale też przy pomocy magii ich z nich wyciąga. To, że tym razem tej magii dzieci nie dostały było wyzwaniem. Jak walczyć z czarami bez czarów? Co prawda Kuki jest wyjątkowo silny, ale w toku fabuły przekonuje się, że siła nie zawsze jest rozwiązaniem.

Trochę cieszę się, że nie odkrywamy tego cyklu po kolei, bo w trzecim tomie – a dokładniej pierwszej połowie książki – bardzo raziło mnie słownictwo. Dokładnie nadużywanie słów: kretynie i żarcie. Czy tak dzieci do siebie mówią? Pewnie nawet i gorzej. Jednak ja stoję na stanowisku, że literatura ma rozwijać i uczyć ładnie się wysławiać. Skoro Andrzej Maleszka nie kreuje łobuza, a chce opisać rodzącą się między dwoma chłopcami przyjaźń, nie widzę potrzeby używania tak mocnych słów podczas kłótni. Ktoś powie, że to śmieszy dzieci. Okej, nie zaprzeczę. Ale... Filmiki jak ktoś upada też są zabawne, co nie znaczy, żeby komuś podstawiać nogę. Takie wspólne z rodzicem „heheszkowanie” przy nieładnych słowach jest jakby przyzwoleniem na ich używanie, a ja go nie chcę dawać. Powiem więcej, tu nie antybohater, a ten dobry ma takie odzywki. Ten, którego mamy podziwiać.

Nie mogę powiedzieć, że kolejne tomy są wolne od niegrzecznych wypowiedzi, ale jest ich znacznie mniej, a ich użycie łatwo usprawiedliwić np. charakterem bohatera. Dlatego pozwólcie, że polecą wam nie pojedyncze książki, a cykl „Magiczne drzewo” jako całość. Moja córka lubi go za zwariowane przygody i dynamiczną akcję. No i magię. Bez magii nie ma dobrej książki, w mniemaniu mojej małej czytelniczki.

Książka "Olbrzym" dostępna jest w popularnej księgarni.

[Egzemplarz recenzencki]

"Co wolisz? Starożytni Egipcjanie" Clive Gifford

"Co wolisz? Starożytni Egipcjanie" Clive Gifford

Wyobraźmy sobie, że przyszło nam żyć w starożytnym Egipcie. Jakie zajęcie dla siebie tam widzicie? Sięgacie wysoko i chcecie być faraonem, a może wasze ambicje ledwo oderwały się od podłogi i wystarczy wam całowanie jego stóp? Wolcie domowe życie i opiekę nad rodziną, a może „nosi” was po świecie i wolicie wybrać się na wojenną wyprawę? W publikacji „Co wolisz? Starożytni Egipcjanie” staniemy przed szeregiem wyborów. Czy serce dobrze nam podpowie i miło urządzimy się w dawnym Egipcie?

Publikacja ta przypomina mi zabawny program popularnonaukowy dla dzieci. Najpierw prowadzący zadaje pytanie „co wolisz?”. Masz dwie opcje i po chwili poznajesz plusy i minusy każdej z nich. Co oczywiście jest pretekstem do zaprezentowania ciekawostek o starożytnym Egipcie. Co jakiś czas następuje bonus, czyli jakaś ekstra informacja luźno powiązana z poruszanym tematem. A w pewnym momencie pojawia się niezwykły przerywnik. Prowadzący wykrzykuje: Uwaga. Zapraszamy do Boskiej Alei Gwiazd”, albo „Poznajmy najpopularniejszy faraonów”.

Clive Gifford słynie z tzw. „nauki na luzie”. Potrafi przekazywać wiedzę w ciekawy sposób. Kiedy spojrzałam na książki z serii „Co wolisz?” myślałam, że będzie to coś w stylu mojej ukochanej „Strasznej historii”. Trochę tak, trochę nie. W obu przypadkach poznawaniu historii towarzyszy humor, jednak Terry Deary posunął się dalej niż Clive Gifford. „Straszna historia” bywa niesmaczna. Jak można wywlec jakieś flaki to autor na pewno to zrobi. „Co wolisz?” jest dużo bardziej stonowana. Autor (chyba) stwierdził, że oryginalna forma wystarczy. Oboje uzyskali dobry efekt. Oddali w ręce czytelników publikacje merytoryczne, lekkie i zachęcające do poznawania historii.

Kochani, ja zawsze będę ambasadorką tego typu książek. Dzieciaki doceniają oryginalną formę i dzięki niej zdobywają wiedzę. Wyjmijcie tę książkę na kinderparty i spróbujcie zrobić teleturniej. Zamieńcie się w szalonego prowadzącego i wspólnie podyskutujcie, jakimi Egipcjanami będą jego uczestnicy. Czy to nie brzmi, jak oryginalna zabawa?

[Egzemplarz recenzencki]

"Zaginiona para" Andrzej Maleszka [cykl "Magiczne drzewo]

"Zaginiona para" Andrzej Maleszka [cykl "Magiczne drzewo]

Kuki, Gabi i Blubek – bohaterowie cyklu „Magiczne drzewo” autorstwa Andrzeja Maleszki – mają poważne zmartwienie. Dyrektor ogłasza, że teren, na którym stoi ich szkoła ma zostać sprzedany, a ta zostanie wyburzona. Wygląda na to, że przyjaciele nie spotkają się już po wakacjach. Bohaterowie wyruszają na poszukiwanie magicznego przedmiotu, który ma pomóc im ocalić szkołę i go znajdują, ale jest on niekompletny. Nie mogą w pełni użyć jego mocy. Bohaterowie się nie poddają. Wierzą, że znajdą brakującą parę. Będą musieli zmierzyć się z przebiegłymi oszustami, którzy również pożądają magicznego przedmiotu.

Dla wielu czytelników cykl „Magiczne drzewo” to wzór książki przygodowej. Ciężko się z tym nie zgodzić, bo akcja jest wyjątkowo dynamiczna. Dzieje się tu istne szaleństwo razy milion, ale bohaterowie nie działają po omacku. Dokładnie analizują, jakie skutki mogą wywołać ich życzenia i jak je najlepiej sformułować. Szczególnie, że magiczny przedmiot ma swoje ograniczenia. Andrzej Maleszka świetnie rozpisuje ten proces. Aranżuje tzw. burzę mózgów, gdzie każda z postaci może podzielić się własnym pomysłem. Chętnie „główkowałam” z nimi.

„Magiczne drzewo” to magia, a autor podkreśla, że z magią należy obchodzić się ostrożnie, a nawet „za zimo”. Czar rzucony w złości może przynieść więcej złego niż dobrego. Trudno samemu, go „odkręcić”. W „Zaginionej parze” Andrzej Maleszka zestawia grupę przyjaciół i samotną bohaterkę. Na jej przykładzie pokazuje, że rzeczy szczęścia nie dają, że człowiek potrzebuje drugiego człowieka.

Co tu dużo pisać. „Zaginiona para” to po prostu fajowa książka. Jestem przekonana, że szalone, a czasami też niebezpieczne przygody, Gabi, Kukiego i Blubka was porwą. Dynamika tej powieści przyprawia o rumieńce. Dajcie się wciągnąć w wir magicznej przygody.

[Egzemplarz recenzencki]

Książka "Zaginiona para" dostępna jest w popularnej księgarni.

"Bolek i Lolek ratują święta" Joanna Olech

"Bolek i Lolek ratują święta" Joanna Olech

Mamy wysyp książek o tematyce świątecznej, ale jak wybrać coś, żeby było klasycznie, acz niebanalnie. Co powiecie o stylu retro? Wrzucimy bohaterów z legendarnej już bajki w świąteczny entourage. Efekt to publikacja "Bolek i Lolek ratują święta".


Serię z Bolkiem i Lolkiem wydawaną przez wydawnictwo Znak emotikon  obserwuję już od dłuższego czasu i przyznam, że jest to moja ulubiona książka spośród tych, z którymi miałam przyjemność się zapoznać. Joanna Olech stworzyła cudowną fabułę, która klei się niczym śnieżki.

Jak to w świątecznych opowieściach bywa, dzieje się magia. Nieopatrznie wypowiedziane życzenie sprawia, że Bolek i Lolek, a także Tosia zostają asystentami Świętego Mikołaja. Co jest najpiękniejsze to, że obdarowana zostają nie tylko dzieci, ale też pewne zapomniane istoty. Prezenty nie mają wyłącznie wymiaru materialnego. To również troska i życzliwość. Zwykłe (ale często niezwykłe) bezinteresowne dobro.


[Egzemplarz recenzencki]
"Bebechy" Adam Mirek

"Bebechy" Adam Mirek

Najgłupsza rzecz, jaką przeczytałam o książce "Bebechy" to, że została napisana infantylnym językiem. Brednie. Adam Mirek doskonale wiedział, dla kogo ją pisze i jak tego czytelnika zainteresować. Znajdziecie tu wiedzę przekazaną na cudownym luzie i z humorem.

Bakterie puszczając bąki po udanej imprezie, jako wytłumaczenie porannego smrodku z buzi.
Wróżenie z siuśków, jako wyznacznik wiedzy o naszym zdrowiu.
Te - nieco niesmaczne - porównania zostaną w pamięci na długo.

Adam Mirek opowiada o ludzkim ciele z pasją. Nawiązuje do codziennych sytuacji, co każe nam przyjrzeć się sobie bliżej. 


[Egzemplarz recenzencki]
"Paddington tu i teraz" Michael Bond

"Paddington tu i teraz" Michael Bond

Paddington jest prostolinijnym misiem. Mówi, co mu ślina na język przyniesie, a wiele kwestii rozumie wyjątkowo dosłownie. Jak możecie się domyślić, prowadzi to do wielu niezręcznych, ale również zabawnych sytuacji. Wiele tego typu dialogów znajdziemy w zbiorze opowiadań „Paddington tu i teraz”. Wiecie co to znaczy? Zaczynamy przegląd kolejnego tomu przygód niedźwiedzia z Mrocznego Zakątka Peru.

Zbiór otwiera opowiadanie „Kłopoty z parkowaniem”, w którym ktoś zabiera wózek na zakupy Paddingtona. Tak zuchwałą kradzież trzeba niezwłocznie zgłosić na policję. Rozdział drugi zatytułowany jest „Niedźwiedzia przysługa”, a grasuje w nim tajemniczy włamywacz. Dalej czekają na nas wręcz artystyczne doznania. Czy wiecie, czym jest pianola? W tekście „Paddington gra na akord” sympatyczny miś zabawi się w pianistę. Opowiadanie numer cztery ma tajemniczy tytuł „Paddington przechodzi sam siebie”. Co takie „odstawi” futrzasty bohater? Dodam tylko, że tekst ten nawiązuje do święta Halloween. W rozdziale „Paddington puszcza farbę” przekonamy się, że czasami warto trzymać język za zębami. Michael Bond wzniósł się na wyżyny konstruując dialog i bawiąc się znaczeniami wyrazów. W „Paddington mierzy wysoko” niedźwiedź chce zrobić państwu Brown niespodziankę. Przez to pracownik biura podróży nabawi się bólu głowy. Natomiast w „Świątecznej niespodziance Paddingtona” będziemy mieli okazje poznać członka jego rodziny, który przybył do Londynu z samego Mrocznego Zakątka Peru.

Na moim blogu napisałam dużo o Paddingtionie. Za każdym razem kiedy kończę kolejny tekst mam wrażenie, że (w końcu) wyczerpałam temat. Po czym dostaję kolejny tom jego przygód i dostrzegam w nim nowe rzeczy, nowe morały. Po przeczytaniu „Paddington tu i teraz” dzieciaki same dojdą do wniosków, że warto się dopytywać i warto zastanawiać się nad tym, co i komu mówimy. A przy tym pośmieją się z wpadek sympatycznego niedźwiedzia.

Książki z przygodami misia Paddingtona dostępne są na stronie wydawnictwa.

[Egzemplarz recenzencki]

"Paddington zdaje egzamin" Michael Bond

"Paddington zdaje egzamin" Michael Bond

Jeden ze zbiorów opowiadań o misiu Paddingtonie jest zatytułowany „Paddington zdaje egzamin”. Jaki egzamin? To niedźwiedzie zdają egzaminy? Właściwie nie, jednak Paddington – jak to on – wplącze się w niezłą kabałę i – w swoim stylu – podejdzie do egzaminu na prawo jazdy.

Jak do tego doszło przekonamy się już w pierwszym opowiadaniu „Paddington za kółkiem”. Kolejne zatytułowane zostało „Kłopoty”, a ja uśmiechnęłam się i myślę sobie, że ten niedźwiedź „kłopoty” ma na drugie imię. Tym razem wpadnie w nie za sprawą sąsiada, pana Curry. Jak już się z nimi upora, jego przyjaciel pan Gruber zabierze misia na wycieczkę, której przebieg będziemy mogli śledzić w tekście „Paddington w wiejskim pałacu”. W czwartym opowiadaniu chętny do pomocy Paddington podejmie się drobnych zleceń, co skończy się – ale tylko pozornie – katastrofą. Natomiast kolejne przygody Paddingtona wydają się – w końcu – optymistyczne, bo zgodnie z tytułem „Paddington dostaje podwyżkę”. Można mu pozazdrościć. W rozdziale szóstym dowiemy się „Jak pan Curry się sparzył”. Będzie gorąco i nie będzie to miłe doznanie dla sąsiada państwa Brown. W ostatnim opowiadaniu odpoczniemy sobie oglądając z niedźwiedziem i jego przyjaciółmi pantomimę. Czy Paddingtonowi się spodoba?

Ach ten Paddington. Ile zamieszania on narobi. Ile radości dzieci z tego mają. Co prawda niegrzecznie śmiać się, kiedy ktoś zaplącze się w hamak, albo zniszczy skrzynię biegów, ale... Wicie jak jest. Ale całkiem przymnie wziąć udział w przedstawieniu magika (i przy okazji poznać kilka jego sztuczek), albo zjeść pyszne danie w wiejskim pałacyku (nawet kiedy pogubimy kalosze). A bohatersko rzucić się na pomoc sąsiadowi, to już powód do dumy. To i wiele innych przygód przeżyjemy razem z Paddingtonem.

Troszkę opowiadań o niedźwiedziu z Mrocznego Zakątka Peru razem z dziećmi przeczytałam. Sprawiają wrażenie nieco retro, ale dalej mają swój urok. Paddingotn to uroczy bohater, który urzeka swoją śmiałością, ciekawością świata, dobrocią i odwagą. Czytanie jego przygód to ogromna przyjemność.

Książki z przygodami misia Paddingtona dostępne są na stronie wydawnictwa.

[Egzemplarz recenzencki]

"Bolek i Lolek zdobywają Tatry" Liliana Fabisińska

"Bolek i Lolek zdobywają Tatry" Liliana Fabisińska

Pamiętacie kiedy pierwszy raz wyruszyliście na górski szlak? Wydawnictwo Znak Emotikon wraz z Bolkiem i Lolkiem (tak, TYMI Bolkiem i Lolkiem) oraz Tosią zawracają się do młodych piechurów. W publikacji „Bolek i Lolek zdobywają Tatry” zabierają nas na spacer po polsko-słowackim paśmie górskim. Pakujemy plecak, ubieramy wygodne buty i ruszamy. A nie, przepraszam. Najpierw siadamy wygodnie w fotelu i czytamy, czego możemy się spodziewać.

Liliana Fabisińska przy pomocy bohaterów z bajki chce nam opowiedzieć o Tatrach. Przede wszystkim, co można tam zobaczyć. Dzieci odwiedzają jaskinię, obserwują śpiącego rycerza, albo zastanawiają się skąd wzięły się śmieszne nazwy niektórych miejsc. Nie jest nudno, bo wszelkie atrakcje zostały opisane w zabawowej konwencji. Autorka przemyca też elementy lokalnej kultury. Opowiada o góralach, strzyżeniu owiec oraz o przysmakach. Nie zapomina o zasadach bezpieczeństwa. Mówi o tym, że pogoda w górach jest zmienna, opisuje, jak są oznakowane szlaki, jak wezwać pomoc oraz tłumaczy czym jest schronisko. Ktoś powie, że za przygotowanie wyprawy odpowiadają opiekunowie. Oczywiście, jednak warto uczulać dziecko na pewne kwestie.

Można powiedzieć, że „Bolek i Lolek zdobywają Tatry” to bajka o Tatrach dla przedszkolaków. Liliana Fabisińska zawarła w książce dużo informacji i sprytnie utkała z nich pełną przygód historię. Momentami trochę za szybko przechodzi o jednej sprawy do kolejnej, np. w jednym momencie dzieci jedzą zupę w schronisku, aby nagle leżeć na polanie, co trochę burzy płynność, ale generalnie opowieść jest dynamiczna i porywająca (aż na górskie szczyty).

Jeżeli szukacie książki o górach – albo o Tatrach – dla dzieci, to jest to propozycja dla was. Kolorowa publikacja z lubianymi bohaterami, interesująca opowieść i ogrom informacji – to zawiera książeczka pt. „Bolek i Lolek zdobywają Tatry”.

Książki o Bolku i Lolku znajdziecie w jednej z popularnych księgarni internetowych.

[Egzemplarz recenzencki]

"Bolek i Lolek i piracka przygoda" Justyna Bednarek

"Bolek i Lolek i piracka przygoda" Justyna Bednarek

Ahoj marynarze! Wyruszamy w rejs razem z kultowymi bohaterami bajki da dzieci, Bolkiem i Lolkiem. Podnosimy kotwicę i wypływamy na poszukiwanie rudobrodego pirata Johna Kanaki, który narozrabiał w domku na drzewie chłopców.

Książka „Bolek i Lolek i piracka przygoda” dedykowana jest przedszkolakom. Jak sobie ją przekartkujemy zauważymy duże ilustracje i krótkie fragmenty tekstu, które są charakterystyczne dla publikacji dla dzieci w tym wieku. Natomiast sama opowieść może być dla młodego czytelnika wyzwaniem. Opiera się ona na tym, że chłopcy bawią się z marynarzy. Wyobrażają sobie, że płyną statkiem itp. Problem w tym, że fikcja miesza się z rzeczywistością. Bohaterowie raz są w domku na drzewie, a nagle widzimy ich narysowanych w statku (prawdziwym statku, a nie, przykładowo, w misce). Maluchy mogą mieć problem z „załapaniem”, iż dają nura do wyobraźni Bolka i Lolka, z rozróżnieniem, co wydarzyło się naprawdę.

Książka ma podtytuł „Bajka o odwadze”, a wydawca obiecuje: „Bolek i Lolek pomogą twojemu dziecku w odważnym podejmowaniu codziennych wyzwań.”1 A ja za bardzo nie mam pomysłu, jak mogłabym wykorzystać tę książkę w takim kontekście. Szczerze to widzę historyjkę o dwóch chłopcach, którzy cudownie się bawią. Tak pokonują „złego pirata”, ale takie było założenie zabawy. Nie wiem, jak miałabym ją odnieść to sytuacji, kiedy dziecko boi się iść do przedszkola, lekarza itp., albo wystraszy się czegoś. Nie czuję, że Bolek i Lolek swoim postępowaniem zrobili coś odważnego (będę to pisać do znudzenia – oni wyłącznie się bawili). Przełożenie odwagi bohaterów z bajki na prawdzie życie wydaje mi się, w tym przypadku, zbyt abstrakcyjne.

„Bolek i Lolek i piracka przygoda” to publikacja nie łatwa w odbiorze, ale my się wyzwań nie boimy. Do tego moja córka lubi morskie motywy i po zobaczeniu książeczki zawołała: „Wow, to jest o piratach”. Dlatego potraktujemy jej czytanie rozrywkowo. Jeżeli wyniknie z niego rozmowa o odwadze, to fajnie. A jak nie, też dobrze. Nie będę na siłę wyciągała z niej czegoś, czego nie widzę.

1 Justyna Bednarek, „Bolek i Lolek i piracka przygoda. Bajka o odwadze”, wyd. Znak emotikon, Kraków 2023, okładka.

W serii "Rosnę z Bolkiem i Lolkiem" do tej pory ukazały się:

"Bolek i Lolek i piracka przygoda. Bajka o odwadze"

"Bolek i Lolek szukają skarbu. Bajka o wychodzeniu z tarapatów"

"Bolek i Lolek i zaczarowana lokomotywa. Bajka o kreatywności"

[Egzemplarz recenzencki]

"Mikołajek. Sprzedawcy lodów"

"Mikołajek. Sprzedawcy lodów"

Lato to dla dzieci czas cudownej beztroski. Mogą się bawić do woli. Stop. Dopóki nie przeszkadzają nikomu. Tata kazał Mikołajkowi i jego kolegom pobawić się w coś inteligentnego. Wpadają na pomysł, żeby zagrać w „krokieta”, jednak nie mają potrzebnego sprzętu, a dorośli nie ułatwiają im jego zdobycia. Przedsiębiorcze dzieciaki biorą sprawy w swoje ręce. Postanawiają sprzedawać lody. Jednak to też nie podoba się dorosłym. Co zrobić, aby obie strony były zadowolone?

„Mikołajek. Sprzedawcy lodów” to komiks o zakazach i dziecięcym sprycie (ale nie kombinatorstwie). To opowieść o maluchach, które musiały sobie poradzić z „nie i koniec dyskusji”. Jestem zachwycona postawą młodych bohaterów, którzy nie nagięli zasad, ale myśleli jak, w ich ramach, rozwiązać swoja sprawę. A że narobili przy tym sporo zamieszania, to już inna historia.

Komiks powstał na podstawie kreskówki „Fantastyczne lato Mikołajka”. Wydawca dedykuje go dla dzieci w wieku 6+. Może być dobrym wsparciem dla nauki samodzielnego czytania, ponieważ kwestie w dymkach nie są długie, a i sama historia nie jest zbyt rozbudowana. Powiedziałbym, że w sam raz. Na końcu książeczki czekają na czytelników niespodzianki. Pakiet łamigłówek do rozwiązania. Nie są to pytania ściśle dotyczące tekstu, a raczej różnego typu zgadywanki, labirynt, wyszukiwanie wyrazów itp.

Czytanie komiksu o tym jak Mikołajek i jego przyjaciele próbowali zarobić na zestaw do „krokieta” okazało się doskonałą zabawą, dosłownie i w przenośni. Opowieść jest przezabawna, książka kolorowa i przyjazna, a dodatek w postaci łamigłówek pozwala zmobilizować szare komórki. Polecam.


Książki o Mikołajki znajdziecie na stronie wydawcy KLIK. 

[Egzemplarz recenzencki]

"Mikołajek. Klub zaginionych traperów"

"Mikołajek. Klub zaginionych traperów"

Gdzie można wybrać się na wakacje? Od razu wpadają mi do głowy: góry, morze, jezioro, las. Mikołajek, popularny bohater bajek dla dzieci, wybrał się z rodzicami nad morze, gdzie dołączył do klubu traperów. Czyli właściwe będzie przeżywał przygodę leśna, a nie nadmorską. Dobra, już nie kręcę i opowiadam wam o komiksie „Mikołajek. Klub zaginionych traperów” przygotowanego na podstawie kreskówki „Fantastyczne lato Mikołajka”.

Podczas wakacji dzieciaki mają okazje uczyć się sztuki przetrwania. Wraz z instruktorem wyruszają do lasu, a ten próbuje tłumaczyć im, jak zorientować się w terenie, jak czytać mapę, co można zjeść, gdyby musieli spędzić noc w głuszy itp. „Próbuje” jest tu istotnym określeniem, bo młodzi adepci są umiarkowanie zainteresowani tym, o czym opowiada przewodnik. Jedni snują fantastyczne wizje starcia z niedźwiedziem, inni się boją otaczającej przyrody, a jeszcze inni są kompletnie znudzeni tą aktywnością. Prowadzi to do wielu zabawnych sytuacji.

Przednio bawiłam się przy czytaniu tego komiksu. Co prawda mam wątpliwości, co do pedagogicznego wydźwięku ostatniej sceny, kiedy dzieciaki porzucają instruktora, ale fakt jest taki, że publikacja jest przezabawna. Być może pojęcie „traper” będzie obce dzieciom. Możecie mnie poprawić, jeśli się mylę, ale chyba u nas mówi się po prostu myśliwy, bo traperzy kojarzą mi się z Kanadą i USA. Widzę panów odzianych w skóry i czapki z ogonami. Trochę czepiam się tego pojęcia, bo na stronach komiku zostaje przywołany Davy Crockett i młodzi czytelnicy mogą nie zrozumieć, czym i kim bohaterowie się tak ekscytują. Jeżeli to doprecyzujecie, będziecie mieli całkiem fajna opowieść o przygodzie w lesie.

Wydawca określił wiek docelowy jako 6+. Myślę, że to rozsądna granica. Jest to taki wiek, gdzie rozpoczyna się przygodę z samodzielnym czytaniem, a „Mikołajek. Klub zganionych traperów” może skutecznie do tego zachęcać. Krótkie kwestie w tzw. dymkach plus duża rola grafiki – ta komiksowa formuła jest naprawdę wdzięczna. Co do rysunków, to prezentują się bardzo przyjemnie i spełniają swoją rolę, czyli można łatwo z nich odczytać nastroje, emocje bohaterów.

„Mikołajek” to książka chętnie wybiera do czytania dzieciom. Włożenie przygód tego bohatera w ramy komiksu pozwala już „raczkującym” w sferze czytania odbiorcom spotkać się sam na sam z sympatycznym chłopcem. Publikacja „Mikołajek. Klub zaginionych traperów” ładnie się prezentuje. Co prawda sami traperzy to nie jest element naszej kultury, jednak można potraktować książkę jako poznanie nowego tematu lub po prostu skupić się na lekcji przetrwania, jaką odbywają bohaterowie książki.

Książki o Mikołajki znajdziecie na stronie wydawcy KLIK. 

[Egzemplarz recenzencki]

"Paddington i jajka wielkanocne" Michael Bond, Karen Jankel

"Paddington i jajka wielkanocne" Michael Bond, Karen Jankel

Wbrew pozorom nie tak łatwo znaleźć książki o Wielkanocy. O ile w ofercie literatury dziecięcej wypatrzymy jakieś wierszyki o kurczakach i pisankach, to wśród książek dla dorosłych raczej posucha – co jest nieco dziwne, bo przed Bożym Narodzeniem wydawcy prześcigają się wypuszczaniu na rynek pięknych publikacji. Czy zimowa aura sprzyja pisaniu klimatycznych opowieści? Najwidoczniej tak. Na potwierdzenie mojej tezy pokażę wam książkę wielkanocną, kierowana właśnie do dzieci. Trochę przekornie nie znajdziecie w niej zająca, a niedźwiedzia - i to nie byle jakiego, bo aż z mrocznego zakątka Peru. Kochani, oto „Paddington i jajka wielkanocne”.

Czy praktykujecie zwyczaj szukania jajek wielkanocnych? U mnie w domu tego nie robiliśmy. Raczej przetrząsaliśmy dom, żeby znaleźć ukryte przez zająca prezenty. Mnie zabawa ta kojarzy się raczej z angielskimi filmami, chociaż właśnie wyczytałam, że do Polski przywędrowała z Niemiec. Skąd by to nie było, trzeba się do niej odpowiednio przygotować i do tego zobowiązał się Paddington. Punkt pierwszy to: „Kupić czekoladowe jajka w dobrej cenie” - wszak nasz bohater nie jest rozrzutnym niedźwiedziem. Zadanie okazuje się małym wyzwaniem, ale miś trafia na okazję. Tylko... Katastrofa. Na szczęście Paddington jest specjalistą od katastrof. Weźmie słoik marmolady w dłoń i wszystko nasmaruje tak, żeby „działało”, a zabawa była przednia.

Publikacja „Paddington i jajka wielkanocne” szczególnie przykuła moją uwagę. Po pierwsze, ponieważ książek związanych z Wielkanocą mamy w naszej biblioteczce niewiele. Po drugie, delikatnie wzburzyła mnie, ale też zachwyciła opowiedziana w niej historia. Zdradzę wam tyle, że Paddington zostanie w niej oszukany z premedytacją. Ależ się we mnie gotuje, kiedy przypomnę sobie tego łobuza. Od początku źle mu z oczu patrzyło. Byłam zaniepokojona, że miś od razu wszystkiego nie sprawdził. Ostatecznie zachwycił mnie swoim podejściem. Nie załamał się. Stało się i już, teraz trzeba zastanowić się, jak naprawić sytuację. Myślę, że z książki tej płynie świetny morał, o tym, że nie warto rozpamiętywać własnej głupoty, niedopatrzeń. Trzeba patrzeć przed siebie i szukać najlepszych wyjść z, czasami beznadziejnej, sytuacji.

„Paddington i jajka wielkanocne” czyli mądra bajka, z lubianym bohaterem, w świątecznej atmosferze. To przecież idealny przepis na prezent. Ja już mam i nie oddam. Musicie zaopatrzyć się we własne egzemplarze. Czy się na to zdecydujecie, czy nie życzę wam, wiele pomysłowości w rozwiązywaniu codziennych problemów. Weźcie sobie Paddingtona za wzór.

Książki z przygodami Paddingtona dostępne są w księgarni Znak.

[Egzemplarz recenzencki]

"Paddington artysta" Michael Bond

"Paddington artysta" Michael Bond

Sztuka to ekspresja, nasza wizja, nasze uczucia, dlatego czasami trudno osobom postronnym zrozumieć dane dzieło. Taki problem ma Paddington, który wraz z panem Gruberem ogląda obrazy. Ich wygląd ewidentnie nie przydał do gustu niedźwiedziowi z mrocznego zakątka Peru. Miś postanawia namalować własne dzieła. Budzi się w nim artysta. Przy okazji dowiaduje się, że nie jest to wcale takie łatwe. Słońce zmienia położenie i trudno uchwycić dobre światło, farba schnie w nierówny tempie, a przy tworzeniu autoportretu trzeba się dużo nabiegać.

„Paddington artysta” to kolejny picturebook, z przygodami sympatycznego misia. Ta edycja jest wspaniale ilustrowana, a na rysunkach R. W. Alley zaprezentował chyba każdy fragment tekstu. W przypadku tej historyjki ilustracje są wyjątkowo ważne. Poszczególne obrazy, które Paddington ogląda i tworzy nie są szczegółowo opisane. Wiemy tylko, że chodzi np. o autoportret. Ale jak on wygląda? Tu już musimy spojrzeć na obrazek. Ilustrator wykonał świetna pracę, bo warstwa tekstowa i wizualna świetnie ze sobą korespondują.

Z treści książki wyłania się kreatywny bohater. Mi się to bardzo podoba. Uważam, że dzieci powinny być zachęcane do swobodnego tworzenia. Powiem wam, ze chodzimy z M. na zajęcia plastyczne i kiedy widzę rodziców, którzy robią prace za swoje dzieci, to zawsze zastanawiam się za co płacą pieniądze. Co chcą żeby dzieci wyniosły z zajęć? Paddington może nie okazał się wybitnym artystą, ale jego przyjaciel, pan Gruber, subtelnie zachęca go do tworzenia i wspiera. Zatrzymam się na chwilę przy tej postaci, bo to mój ulubiony bohater z książek o Paddingtonie. Szarmancki straszy pan, który zawsze potrafi się zachować. Czasami mam wrażenie, że ten „gatunek” jest już na wygięciu, a szkoda.

„Paddington artysta” to przyjemna bajeczka o kreatywności i szacunku do sztuki. Każdy postrzega, ją inaczej, każdemu co innego się podoba. Twórzmy sami i wspierajmy swoich ulubionych twórców, bo nie nie jest łatwa praca.


Książki z przygodami Paddingtona dostępne są w księgarni Znak. 


[Egzemplarz recenzencki]

"Paddington idzie po złoto" Michael Bond

"Paddington idzie po złoto" Michael Bond

Sport to dobra zabawa, ale również rywalizacja. Miło jest wygrywać, dlatego dobrze zastanowić się w czym jesteśmy dobrzy. Może szybko biegasz, albo potrafisz wspinać się niczym zwinna małpka? A w czym dobry jest Paddington, bohater książek dla dzieci Michaela Bonda? Rodzina Państwa Brown będzie mogła spróbować swoich sił w różnych konkurencjach podczas imprezy charytatywnej organizowanej przez lokalny klub sportowy. Czy któreś z nich zdobędzie jakieś wyróżnienie?

Miś z mrocznego zakątka Peru z właściwą sobie energią staje do zawodów. Jak zwykle ma dobre chęci, ale wychodzi z tego niezłe zamieszanie. W efekcie czytelnicy dostają pełną rywalizacji i napięcia oraz humoru opowieść. Czy Paddington dobrze zrozumie zasady konkurencji? Czy jego dobre chęci nie przeszkodzą mu w zwycięstwie? A może zwycięstwo można różnie pojmować?

Paddington jest bardzo sympatycznym bohaterem, a książki z jego przygodami to już klasyka. Ja jednak uwielbiam te, które ukazują się w wersji ilustrowanej. Ilustracje są prześliczne, jest ich dużo i świetnie nadają się do czytania młodszym dzieciom. W „Paddington idzie po złoto” rysunki odgrywają wyjątkowo ważną rolę. Dyscypliny sportowe, jakie przygotowano na imprezę, są nietypowe. Przykładowo „bieg na trzech nogach”. O co może chodzić? Oczywiście wiele wynika z treści, ale ilustracje wspaniale ją wspomagają. W przypadku przywołanego przykładu była potrzebna pomoc, właśnie w postaci grafiki, aby córka dobrze zrozumiała, na czym polega ta zabawa.

„W zdrowym ciele, zdrowy duch”, pamiętajmy więc, że codzienna porcja ruchu jest ważna. Korzystajmy aktywnie z różnego rodzaju festynów/wydarzeń, gdzie zabawa może przekuć się w nagrodę. A nawet, jak nie uda nam się wygrać pucharu, nie smućmy się. Ważne, że się staraliśmy i spróbowaliśmy czegoś nowego.


Książki z przygodami Paddingtona dostępne są w księgarni Znak.

[Egzemplarz recenzencki]

"Szczęście Mikołajka" Anne Goscinny

"Szczęście Mikołajka" Anne Goscinny

Myślę, że większości z nas Mikołajka nie trzeba przedstawiać. I książki, i filmy o nim są bardzo popularne. Ten bohater to sympatyczny łobuziak, który skradł serce czytelników i widzów. Ma on jednak jeszcze inną, godną pochwały cechę: nie jest samolubem. Sam o sobie mówi: „(...) kiedy będę bardzo sławny, to w kinie będą wyświetlać film o mnie i o moich rodzicach, a wtedy ja, (…), podzielę się sławą (...) z moimi autorami.”1. Bo – pewnie wiecie, a jak nie wiecie to Mikołajek wam to wyjaśni – że, każdy bohater literacki może dumie stwierdzić, iż „poza rodzicami mam jeszcze autorów”2. W książce „Szczęście Mikołajka” Anne Goscinny doprowadza właśnie do spotkania fikcyjnej postaci z jego twórcą.

Z publikacji dowiemy się, kim byli autorzy cyklu o „Mikołajku” i jak to się w ogóle stało, że opowiadania z jego udziałem powstały – od pomysłu do gotowej książki. Czym (a może kim) Goscinny i Sempe inspirowali się kreując kolejne postacie i wymyślając ich przygody. Istna skarbnica ciekawostek dla fanów cyklu, a także nieco sentymentalna podróż, dla tych którym wydaje się, że już z niego wyrośli.

Fantastyczny jest sposób napisania książki, czyli oddanie głosu Mikołajkowi. To on rządzi, zadaje pytania, komentuje. Rozmawia z autorami, wyrusza z nimi na wycieczki, proponuje tematy, jakie można poruszyć. Przyznacie, że niebanalna forma, a przy tym wspaniały pokłon ku młodym czytelnikom. Dostają książkę z przygodami bohatera literackiego, którego lubią, a przy tym poznają genezę jego powstania. Genialne pomieszanie fikcji z rzeczywistością. Genialny pomysł na „biografię” okołomikołajkową. Lepiej nie dało się tego zrobić.

Powiem krótko: „Rewelacja!”. Pomysł, treść, wykonanie – rewelacja. „Szczęście Mikołajka” to książka o tym, jak powstawała ta popularna postać z książek i filmów dla dzieci, napisana w dobrze znany czytelnikom sposób, czyli w formie przygód małego bohatera. Na stronach tej książki spotykają się autorzy oraz ich dzieło, aby przybliżyć nam proces twórczy.

1 Anne Goscinny, „Szczęście Mikołajka”, przeł. Paweł Łapiński, wyd. Znak Emotikon, Kraków 2023, s. 9-10.

2 Tamże, s. 9.


[Egzemplarz recenzencki]

Copyright © Asia Czytasia , Blogger