Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poradnia k. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poradnia k. Pokaż wszystkie posty
„Do ostatniej kości” Camille DeAngelis

„Do ostatniej kości” Camille DeAngelis

Słysząc, że bohaterami książki są kanibale myślimy, że będziemy czytać horror o ludach plemiennych ewentualnie krwawych rytuałach. Camille DeAngelis mówi: „Niespodzianka!”. Jej bohaterowie to ludzie młodzi, zagubieniu. Co prawda, nie mogą opanować żądzy ludzkiego mięsa, a ich instynkty są niemal zwierzęce, jednak budzą w czytelnikach coś na kształt współczucia. Szczególnie Maren, główna bohaterka. Nastolatka zostaje porzucona przez rodzinę. Pakuje do plecaka ulubione książki oraz kilka najpotrzebniejszych rzeczy i rusza przez Amerykę, w poszukiwaniu, nie ofiar, a przyczyny swojego głodu.

„Do ostatniej kości” trudno nazwać horrorem – czego początkowo się spodziewałam – jest to klasyczna powieść drogi. Maren odwiedzi różne miejsca i spotka różnych ludzi. Spotka się z życzliwością, ale też agresją. Przeprowadzi szereg rozmów – głębokich i banalnych – i obserwacji. Ta droga ma na celu pomóc dziewczynie, zrozumieć kim jest, a – jak już wspominałam – trudno nazwać ją zwykłą. Maren pożera tych, którzy obdarzą ją zainteresowaniem, uczuciem, uśmiechem. Nie potrafi opanować swojego głodu. Wie, że to co robi jest złe, że trzeba to ukrywać, a jednak jest to silniejsze od pragnienia bycia normalną. Dziewczyna rozpaczliwie szuka akceptacji. Ciągle zastanawia się, czy są na świecie inni ludzie podobni do niej. Chce być zrozumiana. Chce należeć do jakiejś wspólnoty, a nie tylko uciekać.

Pomimo „krwawych” bohaterów Camille DeAngelis napisała subtelną powieść. Próżno szukać tu krwawych scen. Autorka ukryła je za delikatnymi opisami i czytelnik doznaje szoku, kiedy uświadamia sobie, że właśnie ktoś został zjedzony, albo że czerwona barwa na ustach głównej bohaterki to nie pomadka. Podczas czytania nie dawało mi spokoju pytanie, dlaczego autorka obdarzyła bohaterów tak nietypową przypadłością. Książek o ludziach samotnych, niepasujących znajdziemy mnóstwo, jednak zagubiona kanibalka – tak chyba jeszcze nikt nie kombinował. Czy Maren jest aż tak zaborcza wobec osób, które obdarzyły ją przyjaźnią?

Będę do znudzenia podkreślać, że „Do ostatniej kości” ma charakter powieści drogi. Tego typu książki są sentymentalne, a momentami nawet oniryczne. Mało w nich zwrotów akcji, więc dla wielu czytelników wydają się nudne. Ich bohaterowie wędrują na nogach, ale też mentalnie. Ja nie jestem wielką fanką tego typu literatury, dlatego moja ocena będzie nieco zaniżona. Niemniej miłośnikom takich książek mogę tę powieść polecić. Jest wierna konwencji, ale nieszablonowi bohaterowie postawiają pole do interpretacji.

[Egzemplarz recenzencki]

"Zielone piórko Zbigniewa" Justyna Bednarek

"Zielone piórko Zbigniewa" Justyna Bednarek

Mama małej Be marzy o papudze, dlatego w ich domu pojawia się Zbigniew. Okazuje się on „typem spod ciemniej gwiazdy” i skutecznie utrudnia życie pozostałym członkom rodziny. Pewnego dnia Zbigniew znika, a tata małej Be zostaje wmieszany w kradzież. Żeby oczyścić go z zarzutów trzeba odnaleźć papugę. Do akcji wkracza detektyw Pinkerton – zielona skarpeta, którą poznaliście już w poprzedniej części cyklu „Banda czarnej frotte”.

„Zielone piórko Zbigniewa” to rasowa powieść kryminalna dla dzieci, chociaż chowa się w niej kilka opowiastek o skarpetkach, a także o jednym berecie. Wątek kryminalny już delikatnie zarysowałam. Składa się na niego zaginiecie i kradzież. Justyna Bednarek przy pomocy Pinkertona sprytnie go prowadzi. Zielona skarpetka zbiera dowody, przesłuchuje świadków i pcha sprawę do przodu. Ciekawą sprawą jest, że autorka nie traktuje bohaterów wyłącznie w kategoriach dobry/zły. Nawet ci drudzy pokazani są z różnych stron i jasno przedstawiona jest ich motywacja.

Co do opowiastek, a dokładniej „życiorysów” kilku bohaterów to nie jestem fanką wplatania dodatkowych historii w fabułę. Mam wrażenie, że odwraca to uwagę od jej istoty. I o ile każda z postaci odgrywa ważną rolę w odszukaniu Zbigniewa, to nie jestem pewna, czy musimy szczegółowo je poznawać. Niemniej te historyjki napisane są sprawnie i zabawnie, a do tego zostały wyraźnie wyróżnione graficznie, więc uznać za wadę tego nie mogę. Po prostu kwestia indywidualnych preferencji i koncentracji dziecka.

Kryminały mają to coś. Zagadka, którą trzeba rozwiązać angażuje czytelnika i jest gwarantem napięcia. Wielu pisarzy pokazuje, że nie muszą być pełne agresji, a sprytne i zabawne i można przygotować tekst o takim charakterze już dla młodego czytelnika. Dokonała tego Justyna Bednarek. „Zielone piórko Zbigniewa” charakteryzuje się – znanym już czytelnikom cyklu – tekstylnym humorem. Wystarczy zerknąć do jakiejkolwiek historii o skarpetkach i będziecie w stanie ocenić, czy klimat do was trafia. A w sekrecie zdradzę, że nie słyszałam jeszcze niepochlebnych opinii. Co do „Zielonego piórka...” zastanowiłabym się nad wiekiem czytelnika. Moja córka za kilka dni kończy pięć lat, a konstrukcja książki jest dla niej za trudna.

Tak sobie teraz pomyślałam, że jest to taki cykl, który rośnie z czytelnikiem. Dwie pierwsze części to zbiory opowiadań idealnych do czytania już przedszkolakom, a tom 3 i 4 mają już charakter dłuższej powieści. I mi się to podoba, bo książki zostaną z fanami na długie lata.


[Egzemplarz recenzencki]

"Sekretna historia skarpetek" Justyna Bednarek

"Sekretna historia skarpetek" Justyna Bednarek

Z poprzednich części cyklu o skarpetkach autorstwa Justyny Bednarek wiemy, że otulistópki – jak je pisarka czasami nazywa – są przebojowe. Autorka nie przestaje spisywać ich dziejów. Tak dziejów, bo piąta część zatytułowana jest „Sekretna historia skarpetek”. Znajdziemy w niej galerię wielkich skarpet, które wpłynęły na losy świata.

Autorka nieco przekornie, ale też tajemniczo podchodzi do tematu. Dziadek małej Be pracuje, jako kustosz w muzeum. Zabiera wnuczkę do tego przybytku, aby pokazać skrywane przed zwiedzającymi eksponaty.

„- Dlaczego właściwie trzymacie je w magazynie, skoro są takie niesamowite?

- To bardzo skomplikowane moja droga. Gdyby ujawnić prawdę o nich, wywróciłoby to do góry nogami całą znaną historię ludzkości!”1

Justyna Bednarek nie chce dalej milczeć i pragnie zwrócić skarpetom należną im chwałę.

Jestem ogromna fanką wszelkich publikacji typu „historia na wesoło”. Dla mnie poznawanie dziejów świata było i jest niezwykle ciekawe, a przedstawienie ich w atrakcyjny sposób jest pożądane przez czytelników. Justyna Bednarek pomysłowo podeszła do tematu. Świetnie wykorzystała znanych i lubianych bohaterów – czyli skarpetki wszelkiej maści – do zabawy (z) historią.

Publikacja składa się z kilku historyjek, przedstawiających dzieje świata.

„Skarpetka prehistoryczna” - coś dla miłośników dinozaurów.

„Skarpetka kosmiczna” - dowiemy się prawdy o przeznaczeniu Stonehenge.

„Skarpetka babilońska” - historia o tym, jak wynaleziono koło.

„Skarpetka faraońska” - opowieść o mądrej córce władcy Egiptu.

„Skarpetka izraelicka” - tu autorka inspiruje się przypowieścią o Dawidzie i Goliacie.

„Skarpetka antycznogrecka” - o wojnach grecko-perskich, a dokładnie bitwie pod Maratonem.

„Skarpetka rybacka” - tu pojawia się prorok Jeszua.

„Skarpetka arturiańska (lub raczej morgańska) – nawiązanie do legendy arturiańskiej.

„Skarpetka spodgrunwaldzka” - czyli, jak naprawdę Polacy pokonali Krzyżaków pod Grunwaldem.

Powyżej macie szybki przegląd poruszonych w książce tematów. Wszystkie opowiadania zostały napisane w znanym czytelnikom cyklu o skarpetkach zabawnym stylu. Autorka zadbała też, abyśmy poczuli się, jak poszukiwacze prawdy. Konwencja jest taka, iż wydaje nam się, że „prostujemy” historyczne zakłamania. Ja mam jeszcze jedno spostrzeżenie. Justyna Bednarek eksponuje rolę kobiet w dziejach świata. To kobieta wynalazła koło, to Morgana była zdolniejsza od Artura, to kobiety wydziergały skarpety, które pomogły pokonać Krzyżaków. Nie w każdym opowiadaniu panie grają główną rolę. Fakt jest jednak taki, że uczono nas, iż to mężczyźni „napisali” historię. Tu przodują kobiety i skarpety.

Zapewne w opowieściach napisanych przez Justynę Bednarek walor rozrywkowy przoduje, jednak i tego edukacyjnego nie zabraknie. A chyba najlepiej napisać, że książka rozbudza ciekawość, bo wiadomo, że na treść trzeba patrzeć z przymrużeniem oka. Jednak odnosi się ona do legend, ale też faktów historycznych. Jeżeli nie są nam znane warto je zgłębić, a w innym przypadku świetną zabawą jest spojrzenie na nie z innej perspektywy. Na stronie tytułowej majaczy dopisek, że to pierwszy tom „Sekretnej historii skarpetek”. Z niecierpliwością czekam na kolejne.

1 Justyna Bednarek, "Sekretna historia skarpetek", wyd. Poradnia K, Warszawa 2022, s.12.


[Egzemplarz recenzencki]

"Banda Czarnej Frotte" Justyna Bednarek

"Banda Czarnej Frotte" Justyna Bednarek

W trzecim tomie przygód skarpetek autorstwa Justyny Bednarek otrzymujemy – w końcu – pełnowymiarową powieść, a nie zbór krótkich form. Tytuł książki „Banda Czarnej Frotte” w połączeniu z grafiką na okładce (grupa skarpet na łódce) sugeruje piracką opowieść. Historia z kosza na pranie faktycznie przenosi się na morze, ale jest raczej podróżniczo-awanturniczo-przygodową bajką. Co tym razem Justyna Bednarek przygotowała dla skarpetek?

Powieść zaczyna się dość mocnym akcentem. Mama małej Be sprząta i wyrzuca zniszczone, niepotrzebne rzeczy. Skarpeta bez pary wie, że nieuchronnie skończy w worku na śmieci. Ucieka. Tak rozpoczyna się istny rollercoaster przygód. Nie będę wchodzić w szczegóły. Napiszę tylko, że autorka nie daje nam odpocząć. W każdym rozdziale coś się dzieje, a skarpetki zawędrują nawet do gwiazd. Istne szaleństwo. W trakcie fabuły utworzy się banda Czarnej Frotte, czy grupa skarpet przyjaciół, które wspólnie będą przeżywać przygody. Ekipa ta to wachlarz osobowości: tęczowy poeta, wybielona czarna skarpetka, wrażliwa skarpeta z truskawką, skarpeci detektyw czy dwóch ciągle sprzeczających się kompanów. Grupa dziwna, ale świetnie współpracująca.

Mówiąc o tej książce zaznaczyć muszę, że ma kilka mocnych akcentów. Wspomniałam już scenie wyrzucania zniszczonych ubrań do śmieci. Oglądana z perspektywy przerażonych ciuchów wydaje się naprawdę straszna. W książce znajdziemy też dwa bardzo czarne charaktery, z których jeden posiada armię białych rękawiczek. Nie są to elementy, które wychodziłby poza to co dopuszczalne w literaturze dziecięcej, ale czuję się w obowiązku zaznaczyć, że nie jest to łagodna publikacja.

Dodać też muszę, że jest to historia dynamiczna wręcz pobudzająca. My czytamy raczej wieczorem i książka ma na celu wyciszyć dziecko. „Banda Czarnej Frotte” raczej się do tego nie nadaje. Akcja pędzi na łeb na szyję i ma w sobie coś takiego, że chcemy złapać kij i „nawalać” białe rękawiczki. Justyna Bednarek wciąga nas w wir wydarzeń i nie chce wypuścić, a my przemierzamy ze skarpetkami Ziemię i niebo w szaleńczym tempie.

Czarna, zacerowana czerwoną nitką Frotte nie okazała się piratem jak przypuszczałam, a podróżnikiem. Uciekając przed wrzuceniem do worka na śmieci nie przypuszczała, ile przygód ją czeka i jak wielu pozna przyjaciół. Jej perypetie zostały opisane z humorem i szaleństwem charakterystycznym dla cyklu o skarpetkach. Publikacja przypadnie do gustu miłośnikom dynamicznych przygodówek, bo charakteryzuje się wyjątkowo wartką akcją. Nie jest to coś co opowiada potrzebom czytelniczym mojej rodziny, ale kto wie, jak będą one wyglądały za rok czy dwa. „Banda Czarnej Frotte” poczeka na półce i sięgniemy po nią niebawem – tak czuję.


[Egzemplarz recenzencki]

"Nowe przygody skarpetek" Justyna Bednarek

"Nowe przygody skarpetek" Justyna Bednarek

„Mamo, a poczytasz o śmierdzących skarpetach?” takie pytanie ostatnio często pada z ust mojej córki. Co prawda słowo „śmierdzące” nie wywołuje przyjemnych skojarzeń, ale skoro punktem wyjściowym kolejnych historii o przygodach skarpetek jest kosz na brudną bieliznę, możemy przypuszczać, że nie są one pierwszej świeżości. Jakie te skarpety by nie były moje dziecko bardzo się z nimi polubiło. Z entuzjazmem sięgnęliśmy po drugi tom cyklu. Szczególnie, że autorka obiecuje, iż „Nowe przygody skarpetek” są jeszcze bardziej niesamowite.

Początkowo trudno było mi uwierzyć Justynie Bednarek. Wszak już pierwszy tom jest dość szalony, ba sam pomysł napisania książki o skarpetach wydaje się zwariowany. A jednak. Jaką trzeba mieć wyobraźnię, żeby napisać opowieść o skarpecie, która poleciała w kosmos, o skarpecie, która została superbohaterem, o skarpecie duchu, albo o skarpecie asystentce Świętego Mikołaja. Takich niesamowitych opowieści znajdziecie w „Nowych przygodach skarpetek” aż 13.

Ja w dalszym ciągu będę zachwycać się przebojowością skarpetek. Niepozorna część garderoby. Zazwyczaj w ogóle jej nie widać. Co prawda ostatnio moda coraz bardziej przykłada wagę do odpowiedniego ich doboru, jednak nie oszukujmy się, że na co dzień ubieramy pierwsze lepsze. Justyna Bednarek nadała im charakter i czasami wędrówka prowadzi je zgodnie z temperamentem (np. ciepła, pomocna skarpetka z merynosów), a czasem trochę na przekór (np. leniwa, sportowa skarpeta). Je wszystkie łączy jedna rzecz, kiedy nie są zadowolone ze swojej sytuacji dążą do zmian. Nie boją się uciec przez dziurę pod pralką, szukać przygód i spełniać marzeń.

Na uwagę zasługuje również warstwa językowa. Justyna Bednarek pamiętała o „tekstylnym” dobrze słów, dzięki czemu książka jest całkiem zabawna i nawet wiarygodna – oczywiście na ile wiarygodna może być bajka o gadających ubraniach. Przykład, który utkwił mi w głowie to, kiedy skarpeta słuchała jakiejś opowieści i była nie podekscytowana, a naelektryzowana. Takich smaczków uważny czytelnik znajdzie sporo.

Skarpety może nie są świeże, ale cykl autorstwa Justyny Bednarek to powiew świeżości w literaturze dziecięcej. Ożywienie ubrań okazało się pomysłem oryginalnym i genialnym. A to jak pisarka opracowała swój pomysł zasługuje na gromkie brawa. Czegoś takiego w wśród publikacji dla dzieci nie było i... odruchowo napisałabym, że nie będzie, ale życzę młodym czytelnikom, jak najwięcej takich niezwykłych książek.


[Egzemplarz recenzencki]

"Niesamowite przygody dziesięciu skarpetek" Justyna Bednarek

"Niesamowite przygody dziesięciu skarpetek" Justyna Bednarek

Znacie to zjawisko, kiedy dajcie parę skarpetek do prania, a z pralki wyciągacie jedną? Tę „kryminalną zagadkę” spróbowała rozwiązać autorka bajek dla dzieci Justyna Bednarek. Jako metody śledczej użyła swojej wyobraźni. Do jakich doszła wniosków? Skarpetki nie giną. Nikt ich nie porywa. One wybierają wolność. Książka „Niesamowite przygody dziesięciu skarpetek” opowiada dzieje kilku odważnych skarpet, które postanowiły opuścić kosz na pranie.

Jeszcze zanim „Niesamowite przygody dziesięciu skarpetek” wpadły w moje łapki zachwyciłam się pomysłem personifikacji odzieży. Jaką trzeba mieć wyobraźnię, żeby opisać co się dzieje we wnętrzu kosza na pranie, żeby nadać charakteru tak niepozornej rzeczy jak skarpeta. Jakie trzeba mieć poczucie humoru, żeby spojrzeć na świat z perspektywy... stopy. Zachwycająca sprawa.

Zachwycająca jest również sama książka. Jak tytuł wskazuje znajduje się tu dziesięć opowiadań o skarpetkach, które wybrały wolność. Justyna Bednarek przyłożyła się do wymyślenia bohaterek. Nie wiem, czy to tak wyglądało, ale widzę pisarkę nad stosem skarpet, jak zastanawia się: jaka ty możesz być?; skąd się tu wzięłaś?; co chciałabyś robić w życiu?. Może nie brzmi to zbyt rozsądnie, ale skąd autorka mogła wiedzieć, że zwariowana skarpetka w kropki to urodzony śmieszek, albo gryząca skarpeta z owczej wełny ma dość waleczny charakter. Po porostu trzeba z nimi pogadać i je dobrze poznać.

Historyjki zawarte w książce nie są długie, a przy tym bardzo „kompleksowo” skonstruowane. Z każdej dowiadujemy się co nieco o pochodzeniu, charakterze itp. bohaterki. Poznamy jej motywacje do ucieczki. Aż wreszcie zostaje opisana przygoda. Opisana w lekkim, zabawnym stylu. Najcudowniejsze jest jednak coś, co chowa się między wierszami. Skarpetki są różne i maja różne pragnienia. Jedna zostanie gwiazdą telewizji, inna wielkim politykiem, a jeszcze inna sprawdzi się w roli mysiej mamy. Każde marzenie jest równie ważne, bo uszczęśliwia bohaterkę. Każda z nich czuje, że zrobiła coś wyjątkowego. O każde pragnienie warto walczyć. Nie dajcie sobie wmówić, że to co kochacie jest głupie, mało ważne czy mało ambitne. I to jest fantastyczny morał „Niesamowitych przygód dziesięciu skarpetek”.

Książka wygląda dość okazale, jednak nie powinno to zniechęcać opiekunów młodszych dzieci. Powiedziałam bym, że limit wieku w tym przypadku nie istnieje. Opowieści nie są ani za długie ani za krótkie. Starsze dzieci mogą potraktować publikacje, jako całość, a z młodszymi możemy czytać wybrane przygody ulubionych skarpetek. Akcja jest wartka i po prostu wciąga. Jesteśmy ciekawi, jak potoczą się losy kolejnych bohaterek. Język i różnorodność tematów pobudza ciekawość świata. No i jestem pewna, że dorośli docenią subtelny humor. Do tego publikacja jest bogato ilustrowana, dlatego nie „tkwimy” długo na jednej stronie. Mamy wrażenie, że czytamy, jak rakieta.

W momencie kiedy piszę tę opinię zostało wydanych już pięć tomów „Przygód skarpetek”. To świadczy o sukcesie tego cyklu. Mnie ten sukces nie dziwi. No dobra, przeczytałam na razie jeden tom, ale jaki. Szalony, zabawny, mądry. Nie wiem, kto się lepiej bawił podczas poznawania skarpetek - ja czy moja córka?

[Egzemplarz recenzencki]

"Zaginiony Ollie" William Joyce

"Zaginiony Ollie" William Joyce

Tytułowy Ollie z powieści Williama Joyce'a to zabawka. I to nie byle jaka zabawka, bo jest on ulubieńcem. Kiedy Billy był malutki mama samodzielnie uszyła mu tego ni to misia, ni to króliczka z dzwoneczkiem w miejscu serca. Między chłopcem, a pluszakiem rodzi się niesamowita więź. Spędzają ze sobą każdą chwilę. Pewnego dnia Ollie znika. Zostaje porwany przez wysłańców klauna Zozo – rozgoryczonej zabawki, która nigdy nie została ulubieńcem. Billie dzielnie wyrusza na poszukiwanie przyjaciela, a i Ollie dokłada wszelkich starań, żeby uciec Zozo i wrócić do swojego właściciela. Czeka ich wiele przygód.

William Joyce zaprasza nas w podróż do królestwa zabawek. Nawiązuje do wiary w to, że one żyją, czują, kochają, ale te z powieści „Zaginiony Ollie” również nienawidzą, zazdroszczą, złoszczą się. Krótko mówiąc zabawki prezentują cały wachlarz emocji. Ollie przywiązany do swojego właściciela, otoczony jego troską odwdzięcza się tym samym. Jest słodki, delikatny, miły, „przytulaśny”. Natomiast Zozo poznał co to jest samotność i odrzucenie za co mści się na innych zabawkach i ich właścicielach. Przez lata farba z niego oblazła, dlatego zarówno jego wnętrze jak i wygląd są odrzucające.

„Zaginiony Ollie” to powieść przygodowa, zarazem nostalgiczna. Jak już wspominałam Ollie i Billy przeżywają wiele przygód, ale te przygody malowane są w brązowozielonych barwach – dokładnie tak jak wydanie, które mam przed sobą (wyd. Poradnia K, 2022). Trochę, jakbyśmy oglądali stare zdjęcia w sepii.

Czytając książkę, zamiast akcji – która jest wartka – napawałam się emocjami bohaterów. I właśnie przez tą warstwę emocjonalną ta historia wydaje się bardzo ludzka, bardzo rzeczywista. W tym miejscu należy podkreślić, że William Joyce pisze poetycko acz bezpośrednio jak na standardy literatury dziecięcej. Kiedy opowiada o miłości, przywiązaniu jest słodko, a kiedy o złu to strasznie. Zozo jest typowym czarnym charakterem przesiąkniętym nienawiścią. Dlatego nie zdecydowałam się jeszcze przeczytać „Olliego” ze swoim przedszkolakiem, pomimo że chętnie sięgamy po dłuższe opowieści, a M. bardzo lubi kryminały dla dzieci. Widzę wasze skwaszone miny i słyszę, jak w waszych głowach rodzą się myśli, że za brutalnie, że nie dacie tej książki synowi bądź córce. Nie patrzcie na nią w takich kategoriach. Ma ona elementy powieści grozy, jednak – należy to podkreślić – dla młodych czytelników, a do tego niesie wiele mądrości. Ważne, żeby nie podsunąć jej dziecku za szybko, żeby odpowiednio ocenić wrażliwość pociechy.

Ponieważ nie zdecydowałam się przeczytać „Zaginionego Olliego” mojej córce i nie mam jej opinii, spróbuję zastanowić się, czy mi, jako dziecku, mogłaby spodobać się taka książka. Myślę, że tak. Lubiłam literaturę przygodową i lubiłam książki emocjonalne, a tego William Joyce zapewnia bardzo dużo. No i od zawsze ubóstwiałam powieści z dreszczykiem. Dlatego zachęcam do sięgnięcie po „Olliego”. Z rozwagą, z uwzględnieniem charakteru dziecka, ale sięgnięcia.


[Egzemplarz recenzencki]

Dziewczyny znikąd - Amy Reed

Dziewczyny znikąd - Amy Reed


Liceum - dla niektórych to okres najwspanialszych wspomnień i zabawy z przyjaciółmi, dla innych ciężki czas szukania swojej tożsamości i zmagania się z odrzuceniem przez grupę. Zazwyczaj ci popularni i ci niewidoczni nie zadają się razem. Burzliwe wydarzenia, które miały miejsce w szkole w Prescott sprawiły, że królowe piękności i szare myszki zaczęły krzyczeć jednym głosem.

Ciemność nad miastem - Adam Christopher

Ciemność nad miastem - Adam Christopher


Mój dom ogarnęło prawdziwe szaleństwo związane ze Stranger Things. Jestem w trakcie oglądania trzeciego sezonu, a czas między odcinkami umilam sobie czytając Ciemność nad miastem. Jim Hopper, szeryf w Hawkins, opowiada, swojej przybranej córce Jedenastce, o jednej z prowadzonych przez siebie spraw. Oto moja relacja na temat tej powieści.
-Właśnie – przytaknął – Pomysły prowadzą do pytań, a pytania też są dobre.1

Mroczne umysły - Gwenda Bond

Mroczne umysły - Gwenda Bond


Znalazła się w cichym miejscu wewnątrz, pod rzeczywistością z której pragnęła uciec. Tu także czuła się nieswojo, jakby nie pasowała do miejsca, które zaczęła w myślach nazywać Pod Spodem. Była to wizja rozkładu pełna cieni.1

Na wstępie chcę zaznaczyć, że nie jestem fanką seriali. Jestem z tych, co wolą poświęcić dwie godziny i obejrzeć film od a do z, niż wyczekiwać kontynuacji historii. Ominęła mnie fala fascynacji Grą o tron, Wikingami czy Breaking Bad. Stranger Things wypatrzył mój mąż, wielki fan Obcego. Zobaczył zdjęcie serialowego Demogorgona i już wiedział, że to jego klimaty. Skoro włączył serial to zerkałam, co on tam ogląda. Po dwóch odcinkach zorientowałam się, ze wpadłam po same uszy. Jako fanka książek nie mogłam przejść obojętnie obok powieści Stranger Things, które zaserwowało nam wydawnictwo Poradnia K. Oto moje wrażenia po przeczytaniu pierwszej z nich zatytułowanej Mroczne umysły.
Tak to już jest - Laurie Frankel

Tak to już jest - Laurie Frankel


Jeżeli rodzice wysyłają negatywne sygnały – nawet bez słów – że nie podoba im się to, kim ich dziecko jest lub jak się zachowuje, będzie to miało na nie ogromy wpływ.1 

Rodzicielstwo to wielkie wyzwanie. Pewnego dnia pojawia się w naszym życiu mały człowiek. Musimy zaopiekować się nim, a instrukcja obsługi nie jest dołączona. Mamy do do dyspozycji różne poradniki i wiedzę poprzednich pokoleń, ale tak naprawdę kierujemy się naszą intuicją. Z ogromnym rodzicielskim wyzwaniem musieli zmierzyć się bohaterowie książki Tak to już jest autorstwa Laurie Frankel.
Ella zaklęta - Gail Carson Levine

Ella zaklęta - Gail Carson Levine

Przeglądając zaprzyjaźnione blogi często komentuję okładki książek. Mam wrażenie, że wydawnictwa słabo się przykładają do tej kwestii. A przecież okładka to wizytówka książki. Często to właśnie nią kierujemy się przy wyborze lektury, szczególnie gdy nie znamy autora.

Tak właśnie w moich rękach znalazła się Ella zaklęta. Przeglądając Facebooka zobaczyłam okładkę i zawładnęła ona moimi myślami. Opis przejrzałam pobieżnie i stwierdziłam, że może być całkiem ciekawa. Dopiero przed przystąpieniem do czytania zorientowałam się, że mam do czynienia z literaturą młodzieżową.
Bestia - Peternelle van Arsdale

Bestia - Peternelle van Arsdale


Z córeczką czytamy sporo bajek. Dzięki wydawnictwu Poradnia K mogłam zanurzyć się w pięknej baśni dla dorosłych.  Czytałam ja nieśpiesznie. Gdy M. szła spać, ja przygotowywałam sobie herbatę i pogrążałam się w świat stworzony przez Peternelle van Arsdale. 
Copyright © Asia Czytasia , Blogger