"Zielone światła. Wspomnienia" Matthew McConaughey

Jakiś czas temu na rynku wydawniczym ukazały się wspomnienia aktora znanego z takich filmów jak „Interstellar”, „Witaj w klubie”, „mroczna wieża”, „Uciekinier” czy „Wilk z Wall Street”. Mowa tu o Matthew McConaughey i książce „Zielone światła. Wspomnienia”. Podobno „bestseller”. Seler to nie jest moje ulubione warzywo, chociaż zdarza mi się suróweczkę z niego zrobić. Jednak trochę uważałam na lekcjach angielskiego i wiem, że „the best” znaczy najlepszy, więc Asia myśli sobie: „może warto”. W takim razie sprawdzam, czy Matthew McConaughey faktycznie wyhodował taki pyszny seler.

Z pozoru czytelnicy otrzymują autobiografię, ale nie do końca. „To jest książka o podejściu. Jestem tutaj, żeby podzielić się historiami, spostrzeżeniami, które można obiektywnie rozgryźć, a jeśli uznacie, że warto – subiektywnie je zaadaptować i albo zmienić swoją rzeczywistość, albo zmienić sposób, w jaki ją postrzegacie.”* tak pisze o książce autor publikacji. Uprośćmy trochę jego słowa. W „Zielonych światłach” znajdziemy historie z życia aktora, ale wzbogacone są one o serię przemyśleń o – jak ja to mówię - „o życiu, trwaniu, przemijaniu”. Matthew McConaughey trochę opowiada o sobie, trochę filozofuje, a cały ten wywód utrzymany jest w gawędziarsko-kaznodziejskim stylu. Może bez religijnego „alleluja”, ale facet ewidentnie chce wyciągnąć jakaś naukę ze swoich doświadczeń i nieść ją ludziom.

Matthew McConaughey to postać o wyjątkowo ciekawym życiorysie, co sprawia, że jego wspomnienia fantastycznie się czyta. Co prawda ja wolałabym je w wersji zbeletryzowanej, bo taką formę biografii najbardziej lubię. Nie do końca też interesuje mnie co akurat ta osoba myśli o „sensie życia”, chociaż nie zaprzeczę, że można z tego wyczytać co nieco o charakterze aktora. Niemniej publikacja zachwyciła mnie językowo. Począwszy od kompozycji, po (czasami) nieco zawoalowane zdania, ale jednak pięknie zbudowane i mające w sobie coś liryczno-magicznego.

To jak z tym selerem? - zapytacie się. Brać czy nie brać? Jest to niezłej jakości produkt. Matthew McConaughey to ciekawa postać nie tylko na gruncie filmowym. Do tego potrafi wspaniale się wypowiadać. Jego „Wspomnienia” balansują pomiędzy autobiografią a luźnym wywodem. Wielu czytelników może uznać tę formę za interesującą. Ja daję „Zielonym światłom” zielone światło.

* Matthew McConaughey , „Zielone światła. Wspomnienia”, przeł. Adam Pluszka, wyd. Marginesy, Warszawa 2022, s. 11.

15 komentarzy:

  1. Zastanowię się nad tą książką - bo z tego , co czytałem i słyszałem - niezwykle , faktycznie interesująca :-) . Pozdrawiam :-) .

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobry aktor, książka mnie zaciekawiła:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Osoby interesujące się postacią autora na pewno zainteresuje to aplikacja.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mignęła mi już kilkukrotnie okładka. Ciekawa recenzja. Tę pozycję raczej sobie odpuszczę. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dla fanów aktora pozycja na pewno idealna. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie jest to mój ulubiony aktor, chociaż podobały mi się Jego niektóre role :) książka wzbudziła moją ciekawość :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Lubię aktora, ale nie na tyle, aby przeczytać o nim książkę.

    OdpowiedzUsuń
  8. Hmmm - zazwyczaj nie ufam "mądrościom" aktorów, nawet tych z ciekawymi życiorysami.

    OdpowiedzUsuń
  9. A ja właśnie lubię czytać takie filozoficzne przemyślenia różnych ludzi i to one mnie przyciągają do tej książki :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Trochę filozofii na codzień nie zaszkodzi.

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie jest to książka dla mnie, ale wiem, iż szybko znajdzie swoich fanów. ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Interesująca biografia, ale też i coś więcej :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Chętnie bym przeczytała. Lubię takie przemyślenia, nawet w wersji aktorskich wynurzeń. Jestem ciekawa co drugi człowiek ma do powiedzenia. Dobra recenzja.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Copyright © Asia Czytasia , Blogger