"Gwiazdy na włoskim niebie" Jill Santopolo

Włochy, miłości i okładka kojarząca mi się z „Pamiętnikiem” Nicolasa Sparksa. To pierwsze myśli związane z powieścią Jill Santopolo pt. „Gwiazdy na włoskim niebie”. Właściwie przeplatają się w niej dwie historie miłosne. Pierwsze uczucie rodzi się w powojennej Genuii. Ona córka krawca, on syn hrabiego. Dwa różne światy, które nie powinny się tak bardzo przeniknąć. Wątek numer dwa ma miejsce we współczesnym Nowym Jorku. Cass i Luca są w sobie bez pamięci zakochani. Planują ślub, ale pewne sprawy z przeszłości ich rodzin kładą się na nich cieniem. Obserwując te dwie pary będziemy się zastanawiać, czy miłość zwycięży?

Santopolo oddała w ręce czytelników nieco nostalgiczną historię miłosna (a właściwie historie, bo przecież są dwie). Pączek akcji ładnie są zawiązuje, ale tempo jego rozwoju jest umiarkowane. Mamy tu gamę przesympatycznych, ciepłych bohaterów którym raczej się kibicuje, a wszelkie kłody, jakie spadają przed ich miłością wywołują u nas smutek, oburzenie. Fabuła właściwie jest przewidywalna, a dokładniej przewidywalny jest finał – co jest dla mnie dość dużym mankamentem powieści tego typu – jednak autorka wszelkimi sposobami próbuje nam to zrekompensować. Przede wszystkim zgrabnie oddała klimat powojennych Włoch z różnymi dylematami społecznymi i politycznymi trapiącymi tamtych ludzi i przeplotła go z obrazem współczesnego Nowego Jorku z jego tempem i nowoczesnością, ale także wielokulturowością, bo i w Ameryce bohaterowie znaleźli włoskie pierwiastki.

Chyba przywołanie „Pamiętnika” Sparksa nie było przypadkowe, bo o o obu książkach mogę powiedzieć coś podobnego. Ładne historie, ale liczyłam na więcej emocji. Generalnie nie jest źle. Santopolo bardzo pomysłowo opowiedziała historie tych dwóch par. Zastosowała ciekawe rozwiązania fabularna, aby to wszystko spiąć i pokazać siłę miłości. Nawet taka zatwardziała czytelniczka, jak ja musi przyznać, że jest to piękne. Doceniam również pracę, jaką autorka włożyła z zarysowanie tła i klimatu, nastroju opisywanych miejsc. Natomiast trochę nużyła mnie przewidywalność tej powieści i jej melancholia. I żebyśmy się dobrze zrozumieli. „Gwiazdy na włoskim niebie” to bardzo dobra książka. Chyba po prostu ja potrzebuję bardziej...

[Egzemplarz recenzencki]

3 komentarze:

  1. Już sama okładka jest śliczna :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten włoski klimat w książkach zawsze kusi, ale mam podobnie jak Ty – sama ładna historia to czasem za mało. Dobrze wiedzieć, że to raczej lektura z tych spokojniejszych i nieco melancholijnych.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo przyjemna i szczera recenzja. Fajnie opisałaś klimat Włoch i dwie historie miłosne, a przy tym uczciwie zaznaczyłaś, co Cię nie do końca przekonało. Dzięki temu łatwo zdecydować, czy to książka dla siebie

    OdpowiedzUsuń

Copyright © Asia Czytasia , Blogger