"Carol" Patricia Highsmith
Jedno spojrzenie i nagle pojawia się ten niezwykły magnetyzm. Potem kartka z życzeniami i spotkanie. Niby wszystko pięknie, ale czy czasy sprzyjają temu uczuciu. Nowy Jork, końcówka lat 40-tych. Młoda Therese, pracująca w domu towarowym, dostrzega Carol. Chwila rozmowy i okazuje się, że kobieta mocno ją fascynuje i rozbudza chęć ucieczki od dotychczasowego życia.
Jak ważny w odbiorze jest czas, kiedy dana powieść powstała? Patricia Higsmith wydała „Carol” na początku lat 50-tych. Jak możemy przeczytać w jej komentarzu, nie były to czasy szczególnie przychylne związkom homoseksualnym, a ona napisała powieść o miłości dwóch kobiet i do tego tej miłości nie potępia. Owszem, tworzy skomplikowane bohaterki, które będą musiały stanąć przed różnymi dylematami, jednak samo uczucie jest czymś na swój sposób wyzwalającym. Takie podejście do tematu nie wpisywało się w ówczesne trendy literacki i moralne.
Wróćmy do mojego pytania o kontekst historyczny, a odbiór książki. Z jednej strony nie sposób jej czytać w oderwaniu od niego. Wtedy lepiej rozumiemy bohaterki, ich sytuacje, dylematy. Z drugiej strony on specjalnie nie pomaga w odbiorze, bo w końcu czytamy przez pryzmat własnych czasów i doświadczeń. W przypadku „Carol” nie do końca udało mi się wgryźć w sam wątek miłosny, w czym nie pomagało gros niedopowiedzeń i spokojne tempo – jednak i te rzeczy mają swój urok. Dostrzegłam jednak coś innego, bardzo ważnego w kontekście kobiecości i społecznych oczekiwań wobec kobiet. Therese nie jest może jakaś szczególnie charyzmatyczna postacią, ale od początku wyczuwa, że jej życie nie jest takie, o jakim marzy. Tu nie ma żadnej dramaturgii, ale jakieś subtelne poczucie, że to nie to. Spotkanie z Carol wyzwala w niej coś, uświadamia, jak bardzo chce żyć inaczej. I za to pokochałam Theresę. Za odwagę w stawieniu czoła temu, kim chce być, pomimo świata i konwenansów.
Patricia Highsmith oddała w ręce czytelników cudowną, subtelną i jakże kobiecą książkę. Analizując ją teraz odeszłabym nieco od szokującego kiedyś przewodniego wątku homoseksualnego, a skupiła się na szeroko pojętych pragnieniach własnych. Bo ta książka jest przełomowa nie tylko dlatego, iż autorka odważnie podeszłą do spraw miłości, ona jest odważna, bo rozpala w kobietach chęć do wewnętrznej rewolucji. Highsmith nie każe nam się dostosowywać i być pokornymi. Patrząc na jej bohaterki chcemy być sobą. „Carol” może przeżyć swój renesans, bo coraz więcej mówi się o tym, że kobiety mają prawo chcieć i coraz częściej uczy się je jak te pragnienia wyrażać. Piękna rzecz.
[Egzemplarz recenzencki]


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz