"Lilo i Stich. Rodzina jest najważniejsza"
Ja nie przepadam za takimi książkami, ale dzieciaki je kochają. O czym mowa? O tzw. opowieściach filmowych. Naszyły mnie pewne rozważania na temat publikacji tego typu, bo synek dostał książkę z jakże ostatnio modnymi Lilo i Stichem pt. „Rodzina jest najważniejsza”. Jest to właściwie przełożenie fabuły znanej z animacji na książkę dla przedszkolaka. Z jednej strony świetna sprawa, bo dzieci chętnie sięgają po książki ze znanymi bohaterami, ale z drugiej mnie w tych historiach zawsze czegoś brakuje.
Jeżeli miałabym oddać głoś synkowi, to jest bardzo zadowolony z tego prezentu. Śliczna, kolorowa książka z tak dobrze znanym mu Stichem. Tu zaznaczę, że on akurat nie oglądał tej bajki, ale trudno nie znać tego bohatera. Właściwie muszę przyznać redakcji, że całkiem udanie przenieśli na papier historię Lilo i Sticha. Na tyle sprawnie, że przedszkolak ogarnął, że jest to niebezpieczny przybysz z kosmosu i że został najlepszym przyjacielem dziewczynki, która bardzo przyjaciół potrzebowała. Ja nieco mocnej zaakcentowałabym, że stworek był ścigany przez wysłanników Rady Galaktycznej. Natomiast muszę wytknąć redakcji dużą wpadkę. Już w pierwszym akapicie nazywają Obiekt 626 imieniem Stich, aby po kilku stronach powiedzieć, że to Lilo go tak nazwała. Dzieci jeszcze nie zorientowały się, pomimo kilkukrotnego przeczytania. Myślę, że to imię jest dla nich tak oczywiste, że nie zauważą tego błędu, ale mnie okrutnie zakuł w oczy.
A jak jest u was? Sięgacie po książkowe adaptacje ulubionych animacji? Których bohaterów wasze dzieci lubią najbardziej. Ja przyznam, że robię to z nieco ciężkim sercem, bo lubię prezentować dzieciom inne światy, nowe opowieści, jednak mam świadomość, że je to ciesz, że dobrze czują się w towarzystwie dobrze im znanych bohaterów. Oni zachęcają do czytania, a książki z nimi często otrzymują miano tych ukochanych.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz