"Wampir z Woźnickich Dołów" Konrad Chęciński
Woźnickie Doły, wioska jak wioska można by powiedzieć. Jednak oczy kierują się w jej stronę, kiedy dochodzi do morderstwa bibliotekarki. Ofiara, Halina Madej, byłą specyficzną osobą. Sąsiedzi opisywali ją, jako zdziwaczałą, niesympatyczną samotniczkę. Kiedyś może i była piękna, a jej inteligencja zapowiadała karierę, ale życie zrobiło z nią swoje. Halina była bezdennie oddana pracy i to właśnie w miejscu pracy straciła życie, a bałagan na miejscu zbrodni sugeruje, że sprawca czegoś szukał. Jakie sekrety miała niepozorna bibliotekarka? Zadanie zbadania tego otrzymuje Nikifor Poradecki. W toku śledztwa odkrywa wątki związane ze starym sierocińcem i śmiercią dziecka, w które zamieszane mogą być lokalne „szychy”. Jak ma się to do skromnej bibliotekarki? Co wiedziała ta kobieta, że musiała stracić życie?
Powieść, o której chcę wam dziś opowiedzieć ma mroczny tytuł „Wampir z Woźnickich Dołów”, a jej autor to Konrad Chęciński, którego twórczość miałam już okazję poznać przy innym tytule z inspektorem Nikiforem Poradeckim. Tytuł zobowiązuje, więc autor zadbał o klimat książki. Akcja rozgrywa się w szarej listopadowej aurze, w której wiejskie zabudowania wydają się jeszcze bardziej zniszczone, a podsklepowe pijaczki i zgarbione babcie nieco demoniczni. Dla mnie rewelacja. Uwielbiam takie subtelne przerysowania. Wprowadzają one taki smętno-straszny klimat.
Jak możecie się domyślić po opisie „Wampir z Woźnickich Dołów” to kryminał. Kryminał bardzo ciekawie skonstruowany i trzymający w napięciu. Chęciński wprowadził kilka wątków, które na różnych etapach powieści się odzywają. Tworzy nieoczywiste powiązania między postaciami, które wynikają z przeszłości. A tej przeszłości nikt nie chce wspominać. Zainteresowani liczą, że ich sekretami nikt nie będzie się interesował, a jednak... Świadkowie tamtych wydarzeń jeszcze żyją, a skrupulatni śledczy drążą i dostrzegają pewne nitki. Nie od razu je zrozumieją, ale instynkt podpowiada im, jak zabrać się do ułożenia tych puzzli.
Finał potwierdza to, jak Chęciński sobie ciekawie to wszystko zaprojektował. Udaje się odkryć role każdej postaci, jaka pojawia się na kartach powieści. Natomiast trzeba zaznaczyć, że rozwiązanie jest nieco „patchworkowe”. To nie jakaś konkretna intryga doprowadziła do śmieci Haliny Madej. Raczej bibliotekarka poruszyła swoimi działaniami pewne struny, które spowodowały reakcję z różnych stron, a śledczy te reakcje obserwują i próbują odgadnąć, jakie mają one związek ze zbrodnią w bibliotece.
Bardzo klimatyczny kryminał. Subtelny i nieoczywisty, a przy tym mocny i brutalny. No i klimatyczny. Czy już wspominałam, że z okien biblioteki było widać cmentarz? Chyba nie. No to wyobraźcie sobie to: Listopad i zamordowana kobieta na tle starego, zapuszczonego cmentarza. Myślę, że to wystarczy słowem polecenia.
[Egzemplarz recenzencki]


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz